Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 885 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3372686
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7384

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

FILM O KATASTROFIE W SMOLEŃSKU? O NIE!

piątek, 11 stycznia 2013 15:03

 

Antoni Krauze zamierza nakręcić film o tej strasznej katastrofie. W sieci już pojawił się trailer, a mnie podskoczyło ciśnienie! Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien brać się za kręcenie takiego filmu w tym momencie! Polska jest podzielona na dwa obozy, temat nie tylko żyje, ale jest elementem ciągłej gry politycznej. Nikt jeszcze nie nabrał dystansu do tego zdarzenia, ocena albo próba przedstawienia w miarę bliskiego faktom obrazu wydaje mi się na dzień dzisiejszy kompletnie niemożliwa, ponieważ emocje wciąż są zbyt wielkie.

 

Zgadzam się, że taki film musi powstać, ale za 10 lat… może 7, ale nie dziś! Producenci reklamują film o Smoleńsku takimi słowami: "Największa katastrofa w historii Polski. Ginie prezydent i najważniejsze osoby w państwie. Zaczyna się czas kłamstwa i mistyfikacji". Pogrubiony przez mnie fragment chyba dobitnie wskazuje, jaka będzie wymowa filmu. Taka zapowiedź pasowałaby do filmu sensacyjnego, a nie przedstawiającego prawdziwe wydarzenia. Kłamstwa i mistyfikacja? Boję się, czy w tej produkcji ktoś nie wrzuci sztucznej mgły rozpylanej przez ziejących nienawiścią do Kaczyńskiego, Rosjan…

 

Sam fakt rozważania czy to był zamach czy katastrofa wydaje się niepoważny. Tworzenie czegoś rozbudzającego takie myśli, gdy kraj jest podzielony, ma znamiona wykorzystywania sytuacji do zrobienia szumu, zarobienia na wrażliwym i nośnym temacie, bez myślenia o poważnych konsekwencjach.  Czasu i jeszcze raz czasu oraz sporej dawki dystansu trzeba na taki film, ale ktoś ma to gdzieś, żeby o tym pomyśleć…  

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (31) | dodaj komentarz

NIE INTERESUJE MNIE CZY KTOŚ MIAŁ WYPADEK

niedziela, 09 września 2012 22:44

 

 

Praktycznie każdego dnia, czy to oglądamy Fakty, Wydarzenia, Wiadomości, oprócz różnych informacji z kraju i świata natrafimy na… przejmującą historię o wypadku, który wydarzył się tam, a tam, zginęło lub odniosło ciężkie obrażenia tyle i tyle osób, w wieku takim a takim… Przepraszam! ale naprawdę w kraju gdzie mieszka prawie czterdzieści milionów ludzi, informacja o wypadku nawet tragicznym naprawdę nie jest istotna i zdecydowanie większości to nie interesuje! Jest dużo ważniejszych spraw!

 

Oczywiście, są wypadki o których można donieść we wszelkich wiadomościach, typu wykolejenie się pociągu… skala duża i może mieć wpływ na innych, to się liczy, jako informacja! ale wypadek samochodowy, nawet autokaru, czy też, gdy jakiś mały samolocik uderzy o ziemię, to naprawdę są rzeczy dla ogółu nieistotne. Zabierają tylko czas na ważniejsze materiały. Wystarczy pomyśleć ile dziennie jest wypadków, ile osób ginie, ile odnosi jakiś uszczerbek na zdrowiu, postawić wszędzie tam kamery? to się dzieje wokół nas i nie stanowi tematu na ogólnokrajową wiadomość!

 

Naturalnie zdaję sobie sprawę, po co takie tematy się pojawiają na antenie obok międzynarodowych i krajowych spraw. Walka o ludzką twarz! media pokazują, że są zwrócone w stronę normalnych obywateli i ich problemów. A chyba każdy wie, że w mediach wszelkiego typu dwie rzeczy zawsze się świetnie sprzedają szerokiej publice, ludzka tragedia i seks. Urozmaicić suche fakty małym wypadeczkiem to jak położyć wisienkę na torciku, bo jakieś tam szczyty międzynarodowe, inflacje, raczej nudzą Kowalskiego, ale „trzy młode osoby poniosły śmierć na drodze…” to już rusza! ciekawi!

 

Rozumiem odpowiedzialnych za to ludzi, oni działają w interesie swojej stacji, oglądalności, to jednak nie zmienia faktu, że mnie to wkurza! Najgorsze, że nic w tej kwestii się nie zmieni, naprawdę nigdy, taka natura ludzka, że zawsze prędzej obejrzymy płacz, niż nudne gadanie… I wszelkie pomysły na to, że gdyby takich obrazków nie pokazywać większość zaczęłaby się interesować czymś więcej, jest bardziej życzeniowe niż realne. Prędzej przełączą na taki kanał… znajdą takie miejsce w sieci, które im zapewni to, co lubią…

 

W sumie to ja tylko czekam na dorzucenie do wiadomości małej porady kulinarnej, gotowanie ostatnio cieszy się w TV wielkim powodzeniem, to może i tak obok wypadków zacznie nam wkrótce urozmaicać wydania informacyjne…   

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (18) | dodaj komentarz

OD KIEDY ROZRYWKA JEST WROGIEM PAMIĘCI NARODOWEJ I WIARY?

sobota, 28 lipca 2012 11:53

 

W rocznicę wybuchu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO ma odbyć się koncert Madonny, nie tak dawno ta sama artystka miała u nas występ w dniu święta kościelnego. Jak zwykle przy takich okazjach, wtedy i dziś, odezwały się głosy tych ludzi, dla których w dni ważne dla naszej historii, rocznice tragicznych wydarzeń i wszelkie kościelne święta, Polska powinna być krajem okrytym żałobą, gdzie wszystko, co może budzić radość, musi zostać zamknięte, odwołane, bo przecież należy się szacunek dla daty i wydarzeń, jakie ona upamiętnia… Dla mnie to bzdura!

 

Dlaczego uważam, że tym wszystkim protestującym przydałby się kubeł zimnej wody na głowę?

 

1. Narzucają swój sposób obchodzenia danego dnia innym, nie mają do tego prawa, każdy przeżywa coś inaczej, to indywidualna i osobista sprawa, bez względu czy chodzi tu o pamięć narodową czy święto kościelne. Jeden odwiedzi muzeum powstania… drugi porozmawia z dziadkami a trzeci zwyczajnie się zastanowi pamiętając, to ten dzień… O formie religijnej nie wspomnę nawet, bo niby, jakim prawem, komuś coś takiego jak koncert przeszkadza, jeśli tak mocno wierzysz i uważasz, że takie wydarzenie nie powinno mieć miejsca w takim lub innym dniu, zwyczajnie nie uczestnicz w nim, sumienie będziesz mieć czyste! Nie baw się w inkwizytora, nie do ciebie należy decydowanie o tym jak inni mają się zachowywać danego dnia, wolna wola, podstawa wiary chrześcijańskiej!  

 

2. Oddawanie szacunku, zachowywanie pamięci o trudnych momentach w naszej narodowej historii jest ważne, sam o wielu ważnych datach pamiętam, tylko czy sens ma odcinanie części elementów normalnego życia, jakim jest rozrywka, zabawa, w dniach obchodów rocznic… czy jest to rozsądne? Przecież nie ma dnia w kalendarzu gdzie nie dałoby się znaleźć jakiejś chwili, w której przelewaliśmy naszą krew, żyjąc każdego dnia według logiki ludzi protestujących przeciw koncertowi deptamy pamięć poległych, przykładowo w dniu bitwy pod Kockiem, czy zakazujemy koncertów, nie uśmiechamy się, przestajemy żyć, aby oddać szacunek? Nie ma sensu wartościowanie wydarzeń, wszak chodzi o pamięć, pamiętać zawsze trzeba, ale też normalnie żyć!

 

3. Pierwszego sierpnia dzieci będą się bawiły w piaskownicach, zakochani będą się całowali, przyjaciele będą się umawiali na spotkania, ktoś może się oświadczy, ktoś inny przyjdzie w jakimś szpitalu na świat dając swoim rodzicom powód do świętowania, radości, życie się toczy! I jeśli ktoś się dobrze zastanowi to ci, co 1 sierpnia 1944 roku, często nie mając nawet 18 lat, chwycili za broń, postawili swoje życie w grze o wszystko, wielu z nich je oddało, czy oni przypadkiem nie walczyli o wolną i szczęśliwą Polskę? kto ma prawo odbierać PRAWO do zabawy, radości w taki dzień? Właśnie ci młodzi chłopcy i dziewczęta z powstania, gdyby dziś żyli, dorastali w wolnej Polsce, gdyby ich wojna nie naznaczyła, chcieliby mieć możliwość zwykłej zabawy… Szanując pamięć, można korzystać z tego, za co życie oddawali.

 

4. Chcemy być dumni z naszej ojczyzny, a sami staramy się siebie ośmieszyć, znów cały świat zainteresowany no choćby muzyką dowie się przy okazji koncertu Madonny, że Polska to kraj, w którym fanatycy religijni albo nacjonaliści protestują przeciw zwykłemu koncertowi, a Polska zacznie im się kojarzyć z miejscem, do którego nie warto przyjeżdżać, w którym nie ma okazji do dobrej zabawy, wielkich rozrywkowych wydarzeń, a każda światowa gwiazdka, która tu chciałaby zajrzeć musi się liczyć z tym, że to jest jakiś zaścianek Europy i bardzo musi uważać na daty...

 

5. Osoby protestujące w dzień występu Madonny, zamiast myśleć o tych, których pamięci chcą bronić, będą zajęci bardziej, niż kto inny właśnie koncertem i walką z nim, rzeczywiście godny sposób na obchodzenie rocznicy, stać z transparentem i wykrzykiwać różne hasełka o zdradzie wartości… wstyd!

 

6. Polska to nie same katastrofy, smutne rocznice, warto czerpać z podejścia innych nacji, nie mniej doświadczonych przez historię, potrafią cieszyć się, czcić swoje zwycięstwa, pamiętać o porażkach, być przy tym uśmiechniętym… absolutnie nie kłóci się to z szacunkiem.

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (5) | dodaj komentarz

POZIOM HIPOKRYZJI PRZEKROCZONY!

wtorek, 26 czerwca 2012 18:22

 

Jestem zaskoczony i przerażony tym, co się dzieje w ostatnich dniach wokół programu Wojewódzkiego i Figurskiego. Takiej parady hipokryzji, ale także kompletnego braku zrozumienia pewnych słów i postaw, dawno nie widziałem. Rozumiem za to fakt, że najłatwiej jest nie myśleć samemu tylko przyłączyć się do owczego pędu w krytyce słów autorów satyrycznej audycji, która właśnie pod wpływem zbiorowej histerii pełnej obrony moralnych zasad została zdjęta z anteny radia Eska. Oświadczenie zarządu radiostacji brzmi: „Zarząd wyraża ubolewanie z powodu sytuacji, która miała miejsce na antenie radia w programie porannym, wyemitowanym w dniu 12 czerwca 2012 r. Wszystkie osoby, które poczuły się urażone wystąpieniem naszych prezenterów, serdecznie przepraszamy”.

 

Dodatkowo Rada Etyki Mediów zaapelowała do KRRiT o zajęcie się sprawą. Uznała słowa dziennikarzy za przejaw ksenofobii, rażące chamstwo i typową mowę nienawiści. Podobnie oceniło je polskie MSZ i minister sprawiedliwości, co dla mnie ogólnie jest śmieszne, ponieważ nasz MSZ powinien trzymać się od takich wybryków z daleka. Gdyby każde ministerstwo przepraszało za słowa swoich krajowych satyryków każdego dotkniętego, to nie mogłoby się niczym innym zajmować. Reakcja Ukraińskiego MSZ, które w tej sprawie zabrało głos była dla mnie przesadzona, niepotrzebna, a w efekcie zamiast zamknąć sprawę rozdmuchała ją na taką skalę, że nasze media chóralnie podchwyciły SUPER temat i zaczął się magiel! Ostatni tydzień udowodnił, że dulszczyzna to nie marginalna cecha w narodzie, to przeważająca zasada kierująca życiem większości… przykre.

 

O co cała afera? myślę, że każdy już wie i swoje zdanie ma, ale dla przypomnienia… słowa, po których naród stanął murem przeciw niby (w dalszej części wyjaśnię, dlaczego „niby”) chamstwu i ksenofobii:


Wojewódzki: A wiesz, co ja wczoraj zrobiłem po tym meczu z Ukrainą?

Figurski: No?

W: Zachowałem się jak prawdziwy Polak...

F: Kopnąłeś psa.

W: Nie, wyrzuciłem swoją Ukrainkę.

F: A to dobry pomysł... Mi to jeszcze nie przyszło...

Wiesz co? Ja po złości jej dzisiaj nie zapłacę.

W: Wiesz co, to ja swoją przywrócę, odbiorę jej pieniądze i znowu wyrzucę.

F: Powiem ci, że gdyby moja była chociaż odrobinę ładniejsza, to jeszcze bym ją zgwałcił.

W: Eee... Ja to nie wiem, jak moja wygląda, bo ona ciągle na kolanach.

Po pierwsze, jeśli ktoś osobiście czuje się czymś dotknięty zawsze może pozwać konkretną osobę... Warto przypomnieć, wszyscy chcieliśmy demokracji i wolności, a to oznacza, że daliśmy też prawo do bezkarnego mówienia idiotom. Ja się pod tym podpisuję, czy to polityk, czy zwykły człowiek, wolność oznacza konieczność liczenia się z tym, że idioci są na tym świecie i prawo do głosu mają... Akurat tych Panów za idiotów nie uważam. Nie chciałbym natomiast żyć w kraju, gdzie idiotów do głosu się nie dopuszcza. Wolność słowa to podstawa, a było już i jeszcze ciągle jest parę krajów na świecie, które to decydują, co jest głupotą a co nie. W Chinach mowa o demokracji, na Białorusi o sfałszowanych wyborach a w Iranie o tym, że Ameryka nie jest winna wszystkich nieszczęść tego świata.

 

A jeśli ktoś czyta ze zrozumieniem ten krótki fragment rozmowy, z całą pewnością zaczyna rozumieć, że jest to przekaz ironiczny, przejaskrawiony, celowo kontrowersyjny, ponieważ tylko mocne słowa zwracają uwagę większości… Tak naprawdę niemający na celu obrazić kogoś, raczej uderzający w hipokryzję i właśnie negatywne zachowania ludzi. Figurski z Wojewódzkim piętnują ksenofobię, stereotypy, bawiąc się nimi i każdy myślący człowiek to dostrzeże, a czy mu się ta forma spodoba to już inna kwestia.

 

Zacytuję prof. Jana Hartmana, znanego i cenionego publicystę z dość dużym dorobkiem naukowym, komentującego słowa Wojewódzkiego i trochę nawiązującego do wyroku o obrazie uczuć religijnych, jaki miał miejsce w sprawie Dody.

 

„Łapię się za pysk oglądając festiwal świątobliwej nienawiści i bezhołowia rozgrywany w mediach i innych szemranych instytucjach na tle spowszedniałego już Euro. Poniewieranie Rabczewską i Wojewódzkim przez jakieś sprzymierzone sądy, ministerstwa i gazety, przy wtórze rozhisteryzowanej gawiedzi godne jest zaiste kościelnych polowań na czarownice i heretyków w czasach nie do końca minionych.


Nasi pupile jakoś sobie poradzą – co najwyżej zawali im się jakiś kontrakt. Nie wypali ten, będzie inny. Nie oni tu tracą, lecz my wszyscy, gdy ciemna masa tych jakichś urzędniczyn, pismaków i politykantów, którzy ćwicząc odruchy świętego gniewu i dławiącej się sama sobą hipokryzji wykuwają nowe standardy wolności słowa…”


Właśnie odebrano program, jakiś kontrakt się posypał, ale nie miejmy wątpliwości, następny przyjdzie, nikt nie zrezygnuje z okazji, na kontrowersjach zawsze można zarobić, Eska zrobiła taki a nie inny ruch, ponieważ walczyła o swój wizerunek w danym momencie. Inna stacja za jakiś czas weźmie zwolnionych i wykorzysta, a ludzie będą słuchali w jeszcze większej liczbie niż do tej pory, tak działają media. Dalej cytując słowa Hartmana…

 

„Zeszmacić Jakuba Wojewódzkiego, oskarżyć bezmyślnie o rasizm i chamstwo – nic to. Oszczerstwo i kołtuństwo uchodzą płazem, gdy szczeka się w sforze. Jedyna pociecha, że złośliwy debil sam się swymi żałosnymi wybrykami dostatecznie poniża. Kto słuchał bądź czytał dialog Wojewódzkiego i Figurskiego, ten wie, że naśmiewali się z warszawskich nuworyszy, zatrudniających Ukrainki i traktujących je często obcesowo i wzgardliwie.”

 

Dokładnie! Hartman ma cięty język i używa mocnych określeń, ale rozumiem jego zdenerwowanie. Kto słuchał bądź czytał tamten dialog i choć chwilę się zastanowił, wie, że było to naśmiewanie. Dotyczyło ono nie takiej małej grupy ludzi obecnych w naszym społeczeństwie, którzy traktują osoby przybywające do Polski w poszukiwaniu lepszego życia i pracy, jak ludzi drugiej kategorii i takie postawy trzeba jak w zwierciadle odbijać, jednocześnie obśmiewać, wskazywać, a to Panowie w audycji zrobili.

 

Wojewódzki to kpiarz, teksty w Polityce czy jego programach to kpina z popkultury, której on stanowi część, a dzięki temu celnie wskazuje pewne zachowania. Już na samym początku dialogu zwrot „...zachowałem się jak prawdziwy Polak...” od razu mówi o kpinie, ironii, pokazuje mocny cynizm i intencjonalne przejaskrawianie sprawy. A to, że może ten mały fragment o gwałceniu był przesadzony to też jest przecież zabieg mający na celu szokować... wielu szanujących się i mądrych twórców od filmu przez literaturę stosowało podobne zabiegi, trzeba jakoś zwrócić uwagę, nic nowego.

 

Figurski na pytanie w mediach czy żałuje swoich słów, odpowiada: Nie, absolutnie ich nie żałuję. One zostały źle zinterpretowane, nie mam się czego wypierać. Tak naprawdę padły w określonej intencji.  Zaczynamy tworzyć bardzo społeczną funkcję. Jesteśmy zwierciadłem, w którym zaczynają się wszyscy przeglądać. Nasze żarty bywają grubiańskie i szokujące, a co do ich poziomu można dyskutować, ale przez to zaczynamy być coraz częściej zalążkiem narodowej dyskusji na dosyć istotne tematy dotyczące polskiego społeczeństwa, naszej tolerancji, rzekomej otwartości wobec innych nacji czy ras. Zaczynamy być bardzo potrzebni w tej debacie. Te wszystkie – rzekomo – tolerancyjne osoby zaczynają się przeglądać w naszym – rzekomym – chamstwie. A my tacy na pewno nie jesteśmy. Trzeba być bardzo krótkowzrocznym i mieć małą wyobraźnię, żeby tak myśleć. Jeżeli ktoś zadałby sobie trud posłuchania dłużej naszej audycji, to zobaczyłby, o co nam naprawdę chodzi i wiedział, że prowadzimy ją przez pryzmat właśnie takich zachowań. Nasze chamstwo i grubiaństwo podnosi dyskusję.”

 

Jeśli ktoś nie wie, Figurski ma rodzinę na wschodzie, dlatego podejrzewanie go o nienawiść do wschodnich sąsiadów jest chybiona, a on sam tłumaczy za co może przeprosić i za co przeprosił: „Nie przeprosiłem za słowa, które padły w programie. Nie będę nikogo przepraszał za konwencję audycji. Przeprosiłem, ponieważ to, co zrobiliśmy wywołało gigantyczną burzę. Przyznam szczerze, że niesłusznie. Ktoś wyciągnął niewłaściwy kontekst tego, co powiedzieliśmy i stworzyła się druga strona medalu – rzekoma antyukraińska propaganda. Przepraszałem właśnie za to, za niewłaściwą interpretację. Tymi przeprosinami chciałem dać dowód, że nie mamy żadnych złych intencji, ani nie prezentujemy negatywnych emocji w stosunku do narodu ukraińskiego.”

 

Wojewódzki na stronie Polityki, także odpowiada na zarzuty „Jest taki termin: konwencja. To dzięki niej nie traktujemy kabaretu jak publicystyki, satyry jak osobistej napaści, a żartu jako nienawiści. Ona jest nawiasem i cudzysłowem, w który można włożyć niemal każdą wypowiedź. Nie na zasadzie bezkarności, ale na zasadzie umowności. Naszą konwencją w programie „Poranny WF” w radiu Eska Rocka jest absurd. Komentowanie świata poprzez groteskę, wyolbrzymianie, skarykaturyzowanie, walkę z lenistwem pojęciowym i stereotypem. Krzywe zwierciadło, w którym odbijają się także nasze narodowe wady, przywary czy śmiesznostki.

 

Kabaret i film mają kostium, scenografię, rekwizyt. Radio ma tylko słowo i dźwięk. Potrzebuje zrozumienia i wyobraźni, że tam gdzie inni widzą bezceremonialne chamstwo, nienawiść i ksenofobię, jest stworzona rola, wykreowana postać. Jest próba wcielenia się w język, słowa czy retorykę tych, którzy swojego chamstwa, ksenofobii czy nienawiści nie biorą w nawias. Ich jest wielu, często jawni i bezceremonialni, ale widocznie nie są bardziej niebezpieczni od naszego duetu.”


Wiem, że zazwyczaj to, co w ustach głupca jest chamstwem, ma inne znaczenie u kogoś myślącego i celowo bawiącego się daną formą, stereotypem, moralnością itp. Żart przekraczający granice smaku rozbraja właśnie wszelkie moralne więzy ukazując odbicie ludzkiej hipokryzji. Jeśli mądry satyryk, komediant lub ktoś pokroju Wojewódzkiego, któremu rozumu odmówić nie można tym bardziej, jeśli zna się lub czyta jego opinie na różne tematy, tym samym poznaje się i jego intelektualny kontekst podejścia do wielu spraw. Automatycznie wtedy wie się, że taki żart na antenie radia to nie osobiste poglądy, tylko kpienie z odbiorców (jak z flagą w kupie), z których co drugi się oburzy, ale równocześnie wielce oburzeni w życiu mówią i myślą tak... o Rumunkach, że to prostytutki, Ukrainki to sprzątaczki a Ruski to pijaki, bogaty złodziej, blondynka idiotka, homoseksualista to zbok itp. Przeciw takim postawom, myślom, najlepiej działa ironia, wyśmiewanie, Dulscy tego świata wolą moralną otoczkę, podczas gdy tak naprawdę są za tą otoczką wszystkim tym, przeciw czemu tak pięknie obecnie zabierają głos…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (14) | dodaj komentarz

ZBRODNIA I KARA – CZYLI POLITYKA TRZEBA PILNOWAĆ

czwartek, 17 maja 2012 1:36

 

 

Nie ma na świecie kraju, gdzie polityka niekiedy bardziej przypomina cyrk niż realną propaństwową pracę. Jednak tym cechują się normalne państwa, że zachowania cyrkowe zdarzają się i są traktowane, jako ekscesy. U nas takie wybryki stały się niestety normą. Polska polityka tak zgłupiała, że wkrótce dojdzie do tego, że na pierwszych stronach gazet i w czołówkach wszelkich telewizyjnych wydań programów informacyjnych, jako wyjątkowe zdarzenie będziemy traktowali wypowiedź spokojną i merytoryczną.

 

Ostatnio Tomasz Lis ładnie to ujął: „Przez lata traktowaliśmy polityków jak drugorzędnych pajaców, to stali się pajacami. Widok absolutnego rynsztoku w sejmowej sali w piątek 11 maja nie tylko mnie nie zmartwił, ale nawet ucieszył. Z całą mocą potwierdził  bowiem moje wyobrażenia o tak zwanej klasie politycznej.”

 

Większość ludzi mimo narzekania na polityków, interesuje się nimi tylko w momencie, gdy głośno krzyczą i robią z siebie durni.  Nic więc dziwnego, że za tym zainteresowaniem idą wszelkie media, gdyż bardziej opłacalne jest pokazanie pijanego posła lub takiego co to mówi że ktoś jest zdrajcą i pachołkiem Rosji albo Brukseli, niż mówiącego o faktach merytorycznie człowieka chcącego realnie coś zmienić. Efekt jest taki, że skoro słucha się tych wrzeszczących, to dla innych, rozsądnych polityków jest coraz mniej miejsca, a byle poseł bez bladego pojęcia o ekonomii może zakrzyczeć nawet najmądrzejsze słowa.

 

Nie ma się co oszukiwać, politycy są tacy jakimi my ich chcemy widzieć, bo od nas zależą.  Jeśli częściej oglądać będziemy pyskówki niż konkretne debaty pełne rzetelnych argumentów, tym częściej będziemy dawać politykom drogowskaz w jakim kierunku mają iść, by wybić się na szczyt swojej kariery. Wystarczy jeden dzień obserwować naszą politykę, by zobaczyć  kto bryluje przed kamerami…  Krzykacze! lejący nam wodę wedle swojej ideologii, ale tak naprawdę chyba sami w te brednie nie wierzą. Jeśli ktoś chciałby sobie przypomnieć rzeczywiste merytoryczne debaty, to życzę powodzenia. Kiedy taką można było usłyszeć ostatnio? hmm… I tu są wszyscy winni, nie ma partii, która by się do tego nie przyczyniła.

 

Jak to zmienić? niby wybory weryfikują polityków, tylko że one zdarzają się raz na kilka lat, przez co są marnym elementem nacisku na klasę polityczną, bo co zrobi jakiś poseł mówiący dziś brednie, wiedząc że dopiero za kilka lat wyborcy mogą mu postawić czerwoną kartkę, jeśli jeszcze będą pamiętali jego przewinienie! Mnie się wydaje, że należy polityków weryfikować dużo częściej i skuteczniej. Uważam, że klasa polityczna zachowuje się tak jak tego oczekuje społeczeństwo, nawet nieświadomie przez sam fakt chęci oglądania i czytania o awanturach w sejmie, mocnych słowach rzucanych do przeciwników itp., staje się oczywistym że na linii polityk i odbiorca, obywatel, musi pojawić się filtr, bo społeczeństwa i jego zamiłowania do igrzysk politycznych nie zmieni się w rok. Politycy zmieniają się co cztery lata i to nieskutecznie, a to także nie wyjście, ponieważ wyłącznie media mają taką moc! Błyskawicznej weryfikacji, tak, media mogą być filtrem!

 

I tu pada słowo - cenzura – które co prawda kusi do złych konotacji i od razu przypomina cenzurę mającą na celu ukrywanie prawdy, odbieranie wolności. Ja natomiast nowoczesną wersję cenzury polityków widzę jako formę weryfikacji. Jeśli jakiś poseł, polityk, ogólnie mówiąc ma ochotę kogoś obrażać, zamiast sporu na argumenty rzuca oszczerstwa, bawi się w pajaca, antagonizuje społeczeństwo swoim zamiłowaniem do politycznych rozrób, wówczas media powinny takiego jegomościa przestać pokazywać, no nie wiem, do trzech ekscesów jeszcze przymknąć oko, ale jeśli będzie widać że to bardziej szopka interesuje konkretną osobę, a nie realna, merytoryczna dyskusja to przestanie być prezentowany w mediach. I co taki polityk zrobi? jeśli jego wrzaski nie będą słyszane poza salą w której będzie je wykrzykiwał, stracą sens, bo politycy żyją dzięki temu jaką mają popularność, do jakiej grupy ludzi docierają. Jeśli im się to odbierze, przestają mieć znaczenie. Tym oto sposobem pieniaczy można szybko wyeliminować z klasy politycznej. Jest zbrodnia i jest kara, a jeśli poseł się opamięta, to po jakimś czasie prezentowania wyższego poziomu niech znów zacznie być pokazywany. Jeśli odechce mu się krzyczenia, a zachce myśleć nad tym do czego został wybrany przez swoich wyborców, może codziennie brylować w wiadomościach, rozsądkiem przykuwając uwagę ludzi a nie cieknącą z ust pianą… Weryfikacja polityków jest konieczna, nie uciszanie ich, tylko sprawianie by mówili merytorycznie, spokojnie, spierali się na argumenty i ich wizje danych zagadnień istotnych dla kraju były oparte na wiedzy, rozsądku, a nie na łapaniu ludzkich nastrojów i dostarczaniu brutalnej rozrywki.

 

Zdaję sobie sprawę, że to co napisałem jest niemożliwe, bo nikt nie zarzyna kury znoszącej złote jajka, a tym jest polityczny cyrk. Mimo moich podejrzeń, że tak naprawdę to działanie nie przyniosłoby wielkich strat, gdyż na tylu innych polach w mediach jest miejsce na igrzyska, to gdyby choć w polityce był spokój, wszyscy byśmy na tym skorzystali i chyba żadna stacja i gazeta od tego by nie upadła.

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (12) | dodaj komentarz

NAD ŻYCIE – CZYLI TYPOWE WYCIŚNIĘCIE SZMALU Z ŁZAWEJ HISTORII

sobota, 12 maja 2012 2:02

 

Zasadniczo nie mam nic przeciwko kiczowi, jeśli świadomie jest podawany jako kicz! Kultura masowa tym się bardzo często cechuje, że gra na podstawowych ludzkich emocjach opakowanych w kiczowaty papierek. Niekiedy daje to świetne efekty, innym razem mocną klapę. Nasz rodzimy przemysł filmowy wypuścił kolejny gniot, bo inaczej tego nazwać się nie da i choć filmu "NAD ŻYCIE" opowiadającego historię życia i walki z chorobą gwiazdy polskiej siatkówki Agaty Mróz nie widziałem, to jednak wiem, dlaczego nigdy go nie zobaczę…

 

Pozwalam sobie na wypowiedź o czymś, czego nie znam? Tak, ponieważ bez oglądania mogę powiedzieć o tym filmie to, co znajduje się w tytule tej notki. Twórcy filmu żerują na bardzo jeszcze świeżej historii rodzinnej, ludzkiej tragedii, która poruszyła słusznie miliony Polaków… Nie ma złudzeń, liczy się interes, a ktoś, kto podejmuje się zrobienia filmu o takiej tematyce albo musi to zrobić bardzo dobrze, albo w ogóle niech nie tyka scenariusza napisanego przez życie. Widząc kilka ujęć z filmu, dostrzegam marny budżet i tak schematyczne podejście, epatowanie łzami, dramatem, że wrażenie potwierdza przypuszczenie. Gniot stworzony tylko po to, by przynieść duże zyski twórcom zdającym sobie doskonale sprawę, że zainteresowanie filmem będzie dość spore! A sam temat obije się o media czyniąc obrazowi darmową reklamę.

 

Szkoda tylko, że jest to typowe żerowanie, mimo wypowiedzianych z całą pewnością i ogromnym przejęciem słów ekipy, jakoby film był czymś w rodzaju hołdu dla heroicznej decyzji i trwającej do samego końca woli walki z chorobą Agaty Mróz… Niestety, o ironio! ten film odda niedźwiedzią przysługę pamięci zmarłej… Czyż fatalny, szablonowo operujący emocjami, a jak mówią krytycy bardziej na poziomie produkcji telewizyjnej film, jest odpowiedni by opowiedzieć taką historię? chyba nie… Dlatego ja podziękuję, filmu nie obejrzę! 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (11) | dodaj komentarz

INTERNET – NAJWIĘKSZY OPOZYCJONISTA

środa, 08 lutego 2012 12:36

 

 

Internet wraz ze słowem - wolność, kojarzony był od zawsze. W moim odczuciu bardzo słusznie, ponieważ internet to wolność w najczystszej postaci. Kilka, nawet nie kilkanaście lat temu, stanowił ciekawostkę, rozrywkę, ale z czasem wdzierał się w coraz to nowe sfery naszego życia. Dziś jest codziennym narzędziem pracy, nauki oraz polityki. Z pozycji dodatku do życia przemienił się w kreatora rzeczywistości.

Fala przemian w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, a ostatnio także w Rosji, zapoczątkowała się w sieci. To tam, ludzie komentowali otaczającą ich próżnie, bez wolności. Zadziwiające, bo mimo pewnej świadomości zagrożenia, dyktatorzy i reżimy na świecie zbytnio nie zdawały sobie sprawy z mocy internetu i jego wpływu na ludzi. Traktowano sieć jak każde inne media, gazety, telewizję, radio, czyli środki masowego przekazu, nie rozumiejąc, że internet to społeczności, miliony przekazujących i odbierających ludzi, połączonych pajęczyną błyskawicznego kontaktu. Właśnie ten brak świadomości, czym jest sieć, spowodował próby kontroli internetu w sposób podobny do tego stosowanego wobec wszystkich innych źródeł informacji. Chciano cenzurować, ograniczać, ale mając za cel nie samą obecność ludzi w sieci tylko formę. Utrudniając dostęp do prawdy, informacji, zapomniano o tym, że sieć internetowa stanowi pewien rodzaj ekosystemu oddziaływującego na ludzi, ale i tworzonego przez ludzi. To ludzie, miliony połączeń jakie nawiązują, to dzięki nim… globalna wioska to nie mit, to fakt. Takiej sile ust zamknąć się nie da, przynajmniej nieszczelnie, o czym właśnie się przekonujemy.

Rozgoryczeni, poszukujący zmian w codziennym bycie ludzie, zaczęli odnajdywać podobnych do siebie i łączyć wspólne cele. Porównując dzisiejszą sytuację w sposobach organizowania opozycji wobec reżimu z tą, jaka na przykład panowała w Polsce trzydzieści lat temu… Dawniej, aby porozmawiać na zakazane tematy, zwłaszcza, jeśli nie można było nikomu ufać, a kary były znaczące za niewłaściwe poglądy, aby zorganizować grupkę dwudziestu osób trzeba było ogromnego zaangażowania, pracy i ryzyka... Znaleźć podobnie myślących, nie obawiających się sankcji, zaplanować jakieś działanie, wszystko to wiązało się z czasem, żmudną pracą, spotkaniami, utrudnionym przekazywaniem informacji… było naprawdę ciężko, wiele osób siedziało cicho, bo sami bali się spróbować wciągnąć w opozycyjne działania, a nikt ich w to sam nie wprowadzał. Łatwiej napisać na forum internetowym, że popieram coś… potem przyjść widząc, że inni też idą, niż podejść do obcej osoby i zapytać, co o tym myślisz? może… realna zmiana w komunikacji, daje większe możliwości sprzeciwu. Dziś w dobie internetu budowanie siatki podobnie myślących i dogadujących się ludzi, zorganizowanie ich, zaplanowanie działania praktycznie może się odbyć w kilka godzin. Jest to na skalę tak niewyobrażalnie ogromną dla dawnych opozycjonistów, że każdy protest nabiera sensu, przestaje być demonstracją, a staje się siłą mającą konkretny nacisk. Nie jest to wyjście na ulice małej grupki zdeterminowanych osób, ale masowe wystąpienie wszystkich, którzy podzielają podobny sposób myślenia. To dzięki internetowi mają szansę odnaleźć się w swoim sprzeciwie, odczuwając jednocześnie odwagę, wynikającą z poczucia obecności w sporej grupie im podobnych.

Obecnie wystarczy jeden dzień, kilka godzin, by zwołać manifestację liczącą kilka tysięcy osób. Czyż jest lepszy sposób na tak masowe wystąpienia? nie… i to właśnie sieć, coś, co parę lat temu było gadżetem, dziś i w najbliższej przyszłości będzie elementem kształtującym politykę państw, obalającym rządy, dyktatury, reżimy wszelkiej maści. W 2011 roku było na to kilka przykładów, myślę, że 2012 nie będzie pod tym względem inny.

W Rosji dosłownie wrze... trzy lata temu, było modne dla przeciętnego młodego Rosjanina być zwolennikiem Putina utożsamianego z siłą. Dziś staje się to obciachowe, internet i ludzie go tworzący świetnie propaguje treści ośmieszające byłego oficera KGB, przez co czyni się obciachowym poparcie dla jego polityki. Od ustalenia pewnego wzorca postrzegania czegoś, kogoś, szybka droga do budowania wokół tego emocji, internet pomaga w tym, przyśpiesza proces... Jestem przekonany, że Putin zostanie po raz kolejny prezydentem, tak samo jak jestem przekonany, że to jest początek końca ery putinowskiej, może kilka lata jeszcze przed nami, ale kropla drąży skałę, a kropel są miliony, biegną po sieci i drążą… Powtarzające się protesty, przepływ informacji, mimo prób ograniczania internetu ciągle szeroki, z czasem zmieni społeczne nastawienie do tych, którzy rządzą ludźmi w sposób autorytarny, sytuacja w Syrii to także dowód na to.     


mcw.bloog@wp.pl



komentarze (4) | dodaj komentarz

DLACZEGO TWÓRCY POLSKICH FILMÓW KPIĄ Z WIDZÓW?

poniedziałek, 23 stycznia 2012 12:22

 

Od kilku lat idąc do kina, na rodzime produkcje filmowe, czego możemy się spodziewać? oczywiście kiepskich filmów, bardzo rzadko zdarza się coś godnego obejrzenia i wcale nie mówię tu o kinie ambitnym. Chodzi mi tu o typowo rozrywkowe, komercyjne kino. Nie pierwszy raz o tym piszę. Ja się czuje dosłownie potraktowany jak największy idiota przez twórców naszych filmów, bo przecież traktują mnie jakbym miał połowę mózgu. Najgorsze, że im na to pozwalam, bo w przypływie naiwności wierzę, że może mnie coś pozytywnie zaskoczy. Kupuje bilet, siadam, oglądam, a tu rozczarowanie za rozczarowaniem i potworny niesmak po wyjściu z sali…

Dziwnym sposobem ludzie odpowiadający za powstanie konkretnego obrazu doszli do wniosku, że na polskim widzu można zarobić przy okazji zbytnio się nie wysilając, a dając mu tylko pretekst by wydał kilkanaście złotych na bilet… bo przecież nie zaprotestuje! A jeszcze naiwny błąd powtórzy! przez co twórcy nie muszą się obawiać, że jednym gniotem zrażą widownie do wydania następnych pieniędzy. Jestem winny, jak my wszyscy, kolejne premiery, kolejne bilety, kolejny niesmak, już nawet sami żartujemy z poziomu naszej kinematografii, napędzając działania tych biorących nas za kretynów do dalszej produkcji (bo z twórczością to tak naprawdę mało ma wspólnego).

Właśnie produkcja, kojarzy mi się z taśmą produkcyjną, gdzie każdy pracownik wykonuję konkretną czynność mechanicznie, podobnie z naszym kinem. Znajdują się instytucje chętne do zainwestowania, bo się zwróci i coś zarobi, reżyserowie, podejmują się zadania, no bo wymagania mizerne, a kto za lekką pracę nie chciałby dobrze zarobić, aktorzy biorą głupie role, z tego samego powodu co reżyserowie, łatwo, bez wymagań, bez wysiłku, można stać i klepać tekst a kasa leci…

I tak się ta maszyneria kręci. Nie należę do ludzi obarczających winą kogoś za chęć zysku, mają prawo do tego i nie budzi we mnie żadnych sprzeciwów chęć zarobienia jak najwięcej, ale obraża fakt, że ci ludzie są pozbawieni chęci tworzenia!

Dobrych reżyserów i aktorów poznaje się po tym, że praca jest ich całym światem, a nawet życiem… Odpowiedzmy sobie na pytanie, w takim razie jak można pomyśleć o kimś, kto wykonuje taką fuszerkę? czym jest dla niego ta praca? odpowiedź brzmi prosto, niczym… Zajęciem do zarabiania, nie pasją, nie miłością, żeby być dobrym rzemieślnikiem też trzeba mieć serce do danej pracy, a co dopiero do aktorstwa… Idąc dalej, zastanówmy się też kim są dla tego niby twórcy, aktora, widzowie? my! przychodząc na film, płacąc za bilet, no kim jesteśmy dla nich? jeśli dla nas pracując, grając, tworząc, robi się fuszerkę, tak oczywistą, że nie można nawet nikogo usprawiedliwić, że niby chciał dobrze a wyszło jak zawsze…

 

 

Siadając przed ekranem, czego jestem pewien? rodzima produkcja dostarczy mi:

- brak fabuły lub tak głupią, że wolałbym jednak jej brak

- źle napisany scenariusz (dużo przekleństw, mało sensu)

- drewniane aktorstwo (gram dla kasy, tekst prawie czytam do kamery)

- tych samych pięciu, może siedmiu aktorów (chyba każdy wie jakich?)

- product placement (w pewnym filmie wszystkie samochody były jednej marki, to aż komiczne!)

- akcja toczyć będzie się w Warszawie (80% ukłon w stronę kreatywności albo jej braku)

- będzie to komedia romantyczna (80% i tyle to ma wspólnego z komedią, że na plakacie trzeba napisać że to komedia, inaczej nikt się nie zorientuje! a może nawet nie uwierzy więc warto dopisać, że to wreszcie prawdziwa komedia… A romantyczna? no bo bohaterowie pod koniec zrozumieją, że byli dla siebie stworzeni od początku, wow! szok!)

- fatalną scenografię, efekty, wszystko… (dobre kosztuje, a to masowa produkcja więc nie warto)

To może teraz jakieś plusy?

- eee… to mi trochę musi zająć, może coś znajdę…

I żeby nie było! Mamy wielu uzdolnionych ludzi, moglibyśmy tworzyć naprawdę dobre filmy komercyjne, ambitne, wszelkie, tyle że wszyscy chcący zrobić coś dobrze muszą szukać szczęścia poza granicami lub zwyczajnie się nie przebiją, bo do produkcji masowej, mechanicznej, potrzebni są ludzie mechanicznie pracujący, ci bardziej ambitni, kreatywni przy taśmie się nie sprawdzą… proste?

Sposób na zmianę? omijać nasze produkcje? tak… tylko co z naszą naiwną wiarą…



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (12) | dodaj komentarz

OBIEKTYWNY DZIENNIKARZ

środa, 26 października 2011 11:23

 

 

Wszyscy o nim mówią, wszyscy go szukają, nikt go tak naprawdę nie widział, czy istniej całkowicie bezstronny, obiektywny dziennikarz? czy ktoś takiego zna? bo ja nie! ale może o czymś nie wiem.

 

Drażni mnie pojawiający się, co jakiś czas krzyk różnych ludzi narzekających, że ten albo tamten dziennikarz nie jest obiektywny, tragedia! zetknęli się z dziennikarzem, który myślał po swojemu i zazwyczaj niezgodnie z przekonaniami tego narzekającego… no cóż, a gdyby tych szukających obiektywizmu zapytać, czy znają kogoś obiektywnego? Pewnie byłby problem, dla jednego obiektywnym będzie Lis a dla drugiego, Wildstein, ale dla mnie ani jeden z nich nie jest obiektywny, bo według mnie obiektywne dziennikarstwo nie istnieje! No wystarczy na chłopski rozum pomyśleć, że każdy człowiek ma swój sposób patrzenia na różne rzeczy, na te same rzeczy! więc i pogląd, sposób opisu, wyciąganie wniosków itp. wszystko to jest tak naprawdę subiektywne!

 

Oczywiście, że istnieje dziennikarstwo informacyjne, gdzie dziennikarz przekazuje informację bez osobistego komentarza, tyle, to jest obiektywizm, choć i w podawaniu faktów można przemycić swój subiektywizm, ale to już inna bajka.  

 

Warto się zastanowić czy my szukamy obiektywnej prawdy w życiu czy raczej tej bardziej nam odpowiadającej, i nie chodzi tu tylko o politykę.

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

TELEWIZJA PUBLICZNA – CZY JEST POTRZEBNA ?

piątek, 16 września 2011 13:21

 

Dla mnie sam fakt istnienia telewizji publicznej, na którą państwo ma wpływ i jest właścicielem wydaje się czymś śmiesznym, zbędnym reliktem przeszłości a obecnie niewydolnym molochem, na którego płacąc, człowiek przyczynia się do podtrzymywania w agonii tej instytucji obniżając jednocześnie jakoś generowanych przez nią programów.

 

W nowoczesnym państwie o rynkowej gospodarce miejsce telewizji publicznej powinni zastąpić prywatni nadawcy. Firmy prywatne są lepiej zarządzane, lepiej się rozwijają i mają lepsze perspektywy, to prawda tak oczywista, że aż zbyteczne jest jej tłumaczenie, oczywiście są przypadki przeczące tej prawdzie, ale one tylko potwierdzają regułę. Prywatna własność od publicznej zawsze jest lepsza, a dobre zarządzanie nie może być sterowane politycznie a wiemy doskonale jak to jest z zarządami TVP.

 

No, ale tak na chłopski rozum, dlaczego telewizja publiczna ma być publiczna, państwowa? Misja mediów publicznych to kpina, bo i owszem jest całkiem sporo drobnych projektów, w które TVP się angażuje i nie są one komercyjne, ale, mimo że na początku byłoby to trudne to jej miejsce muszą zastąpić inne podmioty ewentualnie państwo, ale nie, jako TV, sztuka i kultura wyższa zawsze znajduje swoje miejsce także w tych krajach gdzie publicznych nadawców nie ma, u nas byłoby podobnie.

 

 

Programy, jakie mają spełniać misje… no cóż, z roku na rok są gorsze, później nadawane, bo publiczna… nie znaczy charytatywna i na reklamach nadal musi zarabiać a zarabia najmniej przy programach kierowanych do konkretnej widowni, gdzie reklamodawcy zbytnio się nie spieszą reklamować. A płacić na „M jak miłość” to chyba zbyteczne. Dziś rolę misyjną mają spełniać raczej tematyczne stacje, popularno naukowe, kulturalne, historyczne, mamy takie na rynku, więc, po co TVP zwłaszcza, że TVP INFO nie różni się niczym od stacji prywatnych poświęconych wiadomością, TVP2 no prawie jak większość stacji rozrywka w stylu show takie i owakie, a TVP1 filmy, inne programy, czasem coś szczególnego a po za tym nic… Nic, czego prywatni nadawcy nie oferują.

 

No to ja się pytam, po co TVP jest publiczna? kiedyś rozumiem, ale dziś, gdy jej rolę od kultury po rozrywkę przejęła prywatna część nadawców czy istnienie tej telewizji w rękach państwa ma sens? Czy prywatyzacja nie zrobiłaby dobrze, tchnęła nowe życie, warto zwrócić także uwagę, że publiczna kiepsko konkuruje z innymi podmiotami na rynku, jeśli chodzi o jakoś, techniczne możliwości a nawet specjalistów, których podkupiły inne stacje, efektem tego jest sam wizualny wygląd programów wpływający na ich odbiór… Zmiany i jeszcze raz zmiany są potrzebne, ale przy okazji wyborów jestem pewien, że usłyszymy o telewizji publicznej nie raz, tysiąc pomysłów na nią, ale żaden, który przewidywałby utratę władzy polityków... Szkoda, bo klejnot tonie…

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (9) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 372 686