Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367645
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

ZA MAŁO REALIZMU W POLSKIEJ POLITYCE I PODEJŚCIU DO GOSPODARKI

niedziela, 07 lipca 2013 13:19

kkkkk.jpg

Polityka ma to do siebie że często rozbudza negatywne emocje, ale w ostatnim czasie zaczynam zaciskać zęby mocniej niż kiedykolwiek gdy słyszę kilka populistycznych, idiotycznych twierdzeń wypowiadanych przez naszych polityków wszelkich opcji, a także działaczy społecznych i zwykłych ludzi…

 

- Umowy śmieciowe są złem! trzeba je zmienić!

- Podnieść płacę minimalną!

 

Największa bzdura jaka może być. Ludzie tak mówiący żyją w nierealnym świecie w którym wierzy się, że gospodarka rynkowa to gospodarka socjalistyczna. Przespali chyba ostatnie 23 lata i kompletnie nie rozumieją otaczającego ich świata. Umowy śmieciowe wbrew temu co się mówi są dobre dla pracowników, dzięki temu że istnieją, sporo ludzie w ogóle ma pracę, gdyby ich nie było, to większość przedsiębiorców zwyczajnie nie byłoby stać na zatrudnianie nowych pracowników. Podejrzewam też, że musieliby ograniczać zatrudnienie żeby się utrzymać na rynku. Czy tak trudno zrozumieć że przedsiębiorca i jego firma to tak jak rodzina, ma swój budżet, swoje możliwości, w swojej firmie może podejmować takie decyzje jakie uważa za słuszne. I jeśli ktoś chce go pozbawić wolności na zasadzie ograniczania jego praw, nałoży mu się dodatkowe obowiązki, które w trudnym momencie z jakim może się borykać sprawią że on i jego firma, a z nią i jego pracownicy pójdą na dno… ciekawe kto wtedy pomoże? Zapewne nie te osoby, które takie populistyczne hasła lubią wypowiadać…

 

Myślę, że najlepiej na takie pomysły odpowiada Prezes ZWIĄZKU PRZEDSIĘBIORCÓW I PRACODAWCÓW (ZPP) Cezary Kaźmierczak, chyba też nie wytrzymał tej ignorancji np. szefa Solidarności. Odpowiedział na jego postulaty emocjonalnie, ale słusznie…

 

„Nie sądzę, że Pan o tym nie wie – ale mimo to informuję Pana, że przedsiębiorcy mają głęboko w dupie, jaką Pan zechce ustanowić płacę minimalną oraz czy zlikwiduje Pan umowy cywilno-prawne.

 

Informuję Pana, że damy rade, cokolwiek Pan jeszcze wymyśli. Ograniczymy nasze przedsięwzięcia, wyjedziemy z nimi zagranicę, będziemy zatrudniać wyłącznie na działalność gospodarczą, ograniczymy zarobki „do ręki” dla pracowników, w ostateczności będziemy zatrudniać na szaro. Damy radę.

 

Wątpię natomiast czy dadzą radę – ci najsłabsi na rynku pracy: młodzi bez doświadczenia, osoby o niskich kwalifikacjach, osoby z małych miejscowości etc. Dzięki umowom cywilno-prawnym wielu z nich ma bowiem jakąkolwiek pracę. Po realizacji Pana postulatów nie będą mieli żadnej,  a w najlepszym razie zamiast umowy cywilno-prawnej dostaną  „umowę na gębę”.

 

I co Pan nam zrobi? Będzie Pan mógł nam „na warsztat skoczyć” – jak mawiał poprzednik na Pana stanowisku.  Jak zamierza Pan nas zmusić, żebyśmy zatrudniali ludzi, jak nas przy horrendalnych pozapłacowych kosztach pracy na to nie stać?”

 

Dokładnie, jeśli przedsiębiorcy, który daje u siebie pracę nie będzie stać na płacenie wyższych świadczeń a ktoś go będzie do tego zmuszał mając rachunek ekonomiczny głęboko w d…. to każdy właściciel swojej firmy ma do wyboru, bankrutować dają kilka miesięcy lepsze pensje, rezygnować z rozwoju firmy co wpłynie na gospodarkę czyli na nas wszystkich, zaprzestać zatrudniania nowych pracowników lub kilku zwolnić aby mniejsza załoga zarabiała więcej, bo ktoś podnosi nierealnie płacę minimalną, chce likwidować umowy obraźliwie zwane śmieciowymi itp.

 

W otwartym liście czytamy dalej…

 

„To, że protestujemy przeciw „ozusowaniu” wszystkiego czy  płacy minimalnej wynika bardziej z lęku przed prowadzeniem firm w warunkach 30% bezrobocia (do czego prowadzą Pańskie żądania) niż z lęku przed Pana postulatami. Szkoda nam też tych biednych ludzi, Polski i nie chcemy stąd wyjeżdżać.

 

Protestując przeciw tym rozwiązaniem, robimy robotę, którą Pan powinien wykonywać – bronimy najsłabszych i najbiedniejszych, którzy dzięki nim maja jakąkolwiek pracę. Gdyby Pan był rzeczywiście zainteresowany ich losem – protestowałby Pan przeciw opodatkowaniu pracy, która w Polsce jest opodatkowana jak wódka i jest główną przyczyną bezrobocia. Wskazują na to wszystkie raporty jakie znamy. Może Pan zna jakiś inny, który pokazywałby inna przyczynę, że 15% Polaków (w tym 30% wśród młodych) nie ma pracy?”

 

Zgadza się, im przedsiębiorcy mają więcej ograniczeń i obowiązków tym trudniej działać i tym większe bezrobocie. Dotknie ono nie tych, którzy świetnie sobie radzą na rynku pracy, specjalistów, wysoko wykwalifikowanych ludzi itp. ale właśnie tych normalnych pracowników, młodych, starszych, bez doświadczenia.

 

Związkowcy w Polsce wykonują niedźwiedzią przysługę wobec ludzi pracy. Niby dbając o poprawę ich losu, myślą że jeśli zadekretuje się wysoką płacę, długotrwałe umowy gwarantujące miejsce pracy że to będzie w interesie pracowników, podczas gdy to sprawi że większość pracować nie będzie, a raczej będzie pracować na czarno bo tylko tak będą zatrudniani, wtedy to dopiero będzie śmieciowa, ale gospodarka!

 

Ja wiem, że niektórym trzeba tłumaczyć łopatologicznie pewne absolutne prawdy więc…

 

Mając rodzinę mamy określony budżet. Co miesiąc określone zobowiązania w stylu podatki, opłaty itp. i wyobraźmy sobie że ta rodzina to firma, ludzie w rodzinie to pracownicy, jak każda firma rodzina chce się rozwijać, mieć lepsze, dostatnie życie…

 

I nagle przychodzi np. Pan przewodniczący Solidarności, który was nie zna, nie wie czy miesiąc wcześniej mieliście nadwyżkę w budżecie rodzinnym czy może gorszy moment i wam brakowało. Jesteście dla niego firmą, więc mówi wam, że podnosi np. minimalny rachunek za telefon z 50 zł. do 150 zł.

 

Nie interesuje go czy was stać na płacenie tych 150 zł. za telefon czy nie, on mówi że musicie płacić 150 zł. minimum gdyż inni mają gorzej. Wpływa na polityków a oni w przypływie ignorancji uchwalają takie prawo mówiąc że dzięki temu osoby które np. telefonu nie mają będą go mieć, bo ci co mają płacą za niego więcej… Teoretycznie brzmi to logicznie, praktycznie…

 

Co się dzieje? Jako dobrzy obywatele zaczynacie płacić 150 zł., czyli co miesiąc w waszym rodzinnym budżecie ubywa dodatkowe 100 zł. i nie ma problemu jeśli wam zbywało to 100 zł., ale co jeśli to 100 zł. było kosztem tego że dwójka waszych dzieci chodziła np. na dodatkowe lekcje angielskiego (każde po 50 zł.), rozwijało się, inaczej mówiąc, tak jak każda firma chce się rozwijać!

 

A może w przyszłości wasze dzieci poszłyby na inne dodatkowe lekcje zachęcone poprzednimi ale nie… Musicie wybrać? ba! wyboru nie macie, bo ktoś podniósł wasze koszty funkcjonowania odbierając wam swobodę decydowania, rozwoju i nie licząc się z waszymi możliwościami… Lekcji angielskiego nie będzie bo ktoś uznał że minimum za telefon musicie zapłacić 150 zł. Efekt, firma jaką jest wasza rodzina nie rozwija się, musicie dokonywać trudnych wyborów…

 

Oczywiście jest możliwość że stać was na płacenie na telefon 100 zamiast 50 zł. W takim wypadku wystarczy, że jedno z waszych dzieci (w tej analogii pracowników) nie pójdzie na angielski, zostanie pozbawiony możliwości awansu, kariery a co za tym idzie w przyszłości wasza firma będzie miała mniej wartościowych elementów i może upaść lub przegrać na rynku co odbije się na gospodarce, waszych pracownikach i dobrobycie wszystkich…

 

Taki scenariusz dla naszych firm, pracowników, społeczeństwa, szykują ci wołający o podniesienie płacy minimalnej, kosztów pracy itp. Patrzą krótkowzrocznie, kompletnie nie licząc się z nikim i szkodząc tym najsłabszym, niby broniąc ich interesów!

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (94) | dodaj komentarz

CZECHY OTWIERAJĄ SIĘ NA MARIHUANĘ, CZY I NAS TO CZEKA?

środa, 03 kwietnia 2013 13:59

 

Jakiś czas temu u naszych południowych sąsiadów zezwolono na posiadanie i uprawianie drobnej ilości marihuany na własny użytek, bez zgody na przetwarzanie albo rozprowadzanie… Martwiło mnie to i nadal dużo bardziej martwi niż najnowsza decyzja władz w Pradze o tym, że marihuana zostaje skreślona z listy substancji zakazanych i wpisana do spisu leków.

 

Prawda jest taka, że jako lek, marihuana jest w paru przypadkach pomocna. Morfinę również stosuje się leczniczo, a przecież ma silne właściwości uzależniające, dużo silniejsze od marihuany, więc nie widzę w dopuszczeniu tej roślinki do leczenia nic złego. Oczywiście pole do nadużyć może się pojawić, ale raczej minimalne, a znając podejście systemowe będzie to dość dobrze kontrolowane.

 

Niepokoi mnie sam fakt akceptacji dla posiadania i hodowania marihuany… Dlaczego?

 

- Zbyt powszechny i łatwy dostęp; nie ma tajemnicy, że dla chcącego nie ma nic trudnego zakazanie nie eliminuje narkotyku, ale przynajmniej dla pewnej grupy odbiorców w młodym wieku czyni lekko ryzykownym sięgnięcie po narkotyk, jakiś procent zwyczajnie to odstrasza i choćby był on znikomy to warto!

 

- Marihuana jest lekkim narkotykiem, ale jednak narkotykiem, dla sporej części korzystających jedynym po jaki w życiu sięgną, ale im szerszy dostęp i mniejsza kara za posiadanie, tym grupa tych, dla których marihuana będzie tylko wstępem do dużo mocniejszych środków znacząco może się powiększyć.

 

- Zastanawiam się, po co walczyć o prawo do korzystania z narkotyku? Ostatnio i u nas takie głosy są częste, ale czy to oznacza że mamy zgadzać się na wszystko? Do dobrej zabawy narkotyk nie jest potrzebny, a często jego ofiarami padają najmniej rozsądni i dojrzali ludzie, którzy nie dadzą sobie rady z panowaniem nad takim nałogiem, a konsekwencje mogą być straszne.

 

Palikot, parę gwiazdek i kilka organizacji walczy o to by marihuana była legalna, ale czy to dobra droga? Czy naprawdę społeczeństwo potrzebuje legalnego narkotyku?

 

I jeśli tak, to jaka różnica jest między mało uzależniającym narkotykiem a bardziej uzależniającym? Przecież ten mniej też uzależnia, wolniej, słabiej ale… i spokojnie z jednego uzależnienia ułatwia przeskoczenie na silniejsze. Jeśli ktoś pokocha doznania jakie mu marihuana dostarcza, to co go powstrzyma przed skosztowaniem silniejszych przeżyć?

 

Jak legalizować to nie wybiórczo tylko wszystkie, bez hipokryzji, relatywizowania… W kontekście tego, zastanawiam się czy tak chcielibyśmy żyć, w takim społeczeństwie, a tym bardziej czy dla naszych dzieci pragnęlibyśmy tak ten świat urządzić…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (85) | dodaj komentarz

CZY POLSCE GROZI FASZYZM?

wtorek, 27 listopada 2012 3:17

 

 

Prawie doszło do zamachu, jakaś ideologia sprawiła, że zwykły człowiek okazał się szaleńcem. Rozsądek poszedł w odstawkę, a za urojenia, cenę złożoną z życia miały ponieść niewinne osoby. Ta sytuacja sprawia, że zastanawiam się nad tym jak bardzo dyskurs polityczno ideologiczny potrafi wpłynąć na realne postrzeganie rzeczywistości i wpuszczanie do naszych głów chorych poglądów.

 

Politycy Ruchu Palikota i SLD znaleźli sobie ostatnio nowe, bardzo nośne hasło „WALKA Z FASZYZMEM”. Wiemy, czym był faszyzm, jak wiele złego wyrządził i ile mógłby jeszcze tego zła przynieść światu gdyby nie został powstrzymany. Z historii warto wyciągać lekcję i zwrócić uwagę, że w dzisiejszym świecie, powiedzmy sobie wprost, nie ma kraju gdzie jakiś minimalny ułamek procenta ludzi nie miałby tak skrajnych poglądów. Od Lizbony po Moskwę w Europie znajdziemy takie ruchy i organizacje, które mienią się patriotycznymi, a są faszyzującymi, nacjonalistycznymi grupami szukającymi zwykłej „zadymy”.

 

Na radykalizm i wszelkie odmiany ekstremizmu należy uważać, śledzić, ale wiedzieć także, że w śladowych ilościach występują one wszędzie i dopóki nie znajdują posłuchu u większości społeczeństwa, to nie stanowią istotnego problemu.

 

Po burdach z okazji Święta Niepodległości zrobiło się głośno… nagle politycy dostrzegli coś, co przecież od dwudziestu lat gdzieś tam na uboczu polityki i normalnego życia funkcjonowało. Politycy, którym brak obecnie pomysłu na Polskę, uznali, że wykorzystają starą dobrą metodę STRACHU. Wiadomo wszak, że każde społeczeństwo pod wpływem jakiegoś niebezpieczeństwa jednoczy się wokół tych, którzy oferują wyjście ze złej sytuacji. Ruch Palikota i SLD bardzo potrzebują uwagi opinii publicznej, a faszyzm stał się tu pretekstem do postawienia się w roli bojownika o dobro…

 

Uchwycony ostatnio terrorysta, lekko pokrzyżował im plany skupiając na sobie uwagę, ale czyż nie jest on też dowodem jak niebezpieczne i tragiczne w skutkach są konflikty społeczne podsycane przez partie polityczne?

 

Cynizm takiego zachowania mnie nie zaskakuje, polityka to polityka, ale jedna rzecz mnie przeraża. Trzeba wiedzieć, z czym się igra. Jeśli ktoś na czołowe serwisy informacyjne i najpoczytniejsze gazety wyciąga dyskusje o faszyzmie w Polsce, o organizacjach odwołujących się jeśli nawet nie wprost to do tej zbrodniczej ideologii. Należy mieć świadomość, że prezentujemy a wręcz podsuwamy rozgłos tymże nielicznym skrajnym grupkom, zapewniając im darmową reklamę! Wyciąga się trupa z szafy… I ja się boję, czy aby takie działanie nie sprawi, że ten trup ożyje i zacznie rozkwitać dzięki rozgłosowi, jaki politycy w poszukiwaniu tematów zastępczych organizują wokół tej sprawy. Aborcja, In vitro, już ostatnio gościły w mediach, przejadły się, czas na coś nowego, czas na faszyzm?

 

Czy takimi tematami od teraz politycy na zmianę będą się zajmować, zamiast realnymi problemami kraju? Chyba już wolę dyskusję o aborcji niż o faszyzmie, ona przynajmniej nie grozi wskrzeszeniem jednej z najbardziej niebezpiecznych ideologii, jaką człowiek zdołał stworzyć. Wolałbym uniknąć myśli, iż gdzieś w kraju jest więcej takich osób, co to z trotylem szykują się na sejm albo inny obiekt pełen ludzi, a od polityków oczekuję by w normalne kłótnie partyjne nie mieszali nadzwyczajnych emocji i nie tworzyli barier, które później ciężko przeskoczyć. 

 

Ciekawe czy nasi wybrańcy opamiętają się na czas… Ilu szaleńców potrzeba? ile nieudanych prób? a może jedna udana? Nauczony doświadczeniem wątpię w polityczny rozsądek!

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (23) | dodaj komentarz

POLITYK BEZ ŻONY TRACI NA ZAUFANIU

czwartek, 08 listopada 2012 12:37

 

 

Nikt już chyba nie ma złudzeń, że w całym demokratycznym świecie podczas wyborów wszelkiego typu nie chodzi o realne argumenty polityków, nawet jeśli padają. Dla opinii publicznej liczy się bardziej jak konkretny kandydat wypadł na spotkaniu z wyborcami, czy w debacie był spokojny i pewny siebie lub też, w jaki sposób przemówił do szerszego grona wyborców.

 

Właśnie dlatego, każde wybory to bardziej medialny spektakl niż wyścig na programy, propozycje i rozwiązania problemów. Polityk musi dbać o to jak postrzegają go wyborcy nie tylko merytorycznie, ale i życiowo. Żona (niestety rzadziej mąż) jako tło dla kandydata stanowi ważną podporę – medialną. Ociepla wizerunek, pozwala przeciętnemu wyborcy spojrzeć na gościa w garniturze wmawiającego iż zbawi kraj, jak na faceta z sąsiedztwa, z rodziną, dziećmi, tymi samymi problemami. W polityce kwestia identyfikacji wyborcy z wybieranym jest bardzo ważna, czasem najważniejsza.

 

Kawaler w polityce zazwyczaj niewiele zdziała. Wyborcy od razu pomyślą… a dlaczego on nie ma rodziny? żadna go nie chciała? może prowadzi rozwiązły tryb życia i unika ustatkowania się? Do tego dojdą argumenty kwestionujące jego życiowe doświadczenia „co on może wiedzieć o trudnościach, jakie napotyka człowiek każdego dnia?” lub „czy sprawy dotyczące rodziny, dzieci, edukacji, będą mu bliskie czy kompletnie pozostawi je na uboczu… skoro osobiście go nie dotyczą?”. 

 

Opinia publiczna, politykom, którzy nie są w związku małżeńskim zwyczajnie nie ufa! Oczywiście są wyjątki… nieliczne.

 

Przyznaję, jestem bardzo zdziwiony, że w Polsce, gdzie o wartościach rodzinnych mówi każdy, żony polityków są mało eksponowane. Nie wiem czy to kwestia naszej kultury, zwyczaju politycznego, wciąż przecież bardzo młodego w stosunku do dojrzałych demokracji. A może tu chodzi o rzecz prozaiczną, zwykłe nie zwrócenie uwagi na potencjał, jaki tkwi we wrzuceniu małżonki do politycznego bigosu? Fakt, że wejście rodziny do polityki to broń obusieczna, źle poprowadzone może zrujnować, dobrze wykorzystane wynieść na wysokie stanowisko.

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (23) | dodaj komentarz

JAK W POLSCE MOŻNA ZOSTAĆ PREMIEREM?

wtorek, 02 października 2012 17:09

 

Okazuje się, że w naszym pięknym kraju bardzo łatwo można zostać premierem. Nie potrzeba do tego długoletniej kariery politycznej, nie trzeba być charyzmatycznym przywódcą, nie musi za tobą stać żadna partia, której jesteś szefem, nie musisz mieć środków na prowadzenie kampanii wyborczej, ba! nawet kampanii wyborczej nie musisz mieć! Zaplecze także jest zbędne, a rząd można tworzyć kompletnie nie wiedząc, czego tak naprawdę się chce i z kim będzie można współpracować, no po prostu, aby zostać premierem kraju nad Wisłą wystarczy zostać kukiełką w rękach jakiegoś znanego polityka…

 

Prof. Piotr Gliński, został oficjalnie kukiełką Jarosława Kaczyńskiego. Uciekam w tym momencie od politycznych sympatii i antypatii, ale szczerze, czy jako obywatel tego państwa nie mam prawa poczuć się potraktowany jak idiota w momencie, gdy ktoś przedstawia opinii publicznej człowieka znikąd i mówi - to jest osoba, która powinna zostać premierem!

 

Idąc dalej, wystawia go człowiek będący od lat w polityce i zapewniający poparcie tej kandydaturze wraz z całą swoją partią i środowiskiem, jednocześnie wmawiając ludziom, że to niby niezależny kandydat! Żart? Na poparcie tej tezy ładnie wyciąga się bezpartyjność, choć sam kandydat udzielając wywiadu przyznaje, że szczerze ufa Panu Kaczyńskiemu, nic nie wspominając o zaufaniu do innych szefów partyjnych, a przecież ten człowiek ponoć ma objąć ster rządu zgody… technicznego, czyli rządzącego do rozstrzygnięcia rozpisanych przedwcześnie wyborów, w gruncie rzeczy kilka miesięcy.

 

Ten Pan miałby tak naprawdę zerowy wpływ na politykę, na państwo, nawet dobrze by miejsca na stołku nie zagrzał, ale dziennikarze pytają o jego plany… Jakie plany może mieć kukiełka? jakie by nie były to i tak decydujący wpływ na ich kształt mimo pozornej niezależności ma kuglarz, a on siedzi na tylnym siedzeniu. Jeśli ma być jeszcze śmieszniej, ten sam kuglarz, już raz fundował społeczeństwu teatrzyk pod tytułem „nie jestem premierem” wystawiając na stanowisko prezesa rady ministrów swojego podwładnego. Szlachetnie, jako szef wtedy zwycięskiej partii obstając przy tym, że wcale premierem być nie musi, oczywiście dla dobra Polski. Niedługo to trwało, bo na dłuższą metę rządzenie z tylnego siedzenia jest kłopotliwe, dlatego w przypadku Prof. Glińskiego od samego początku wiemy, że to na krótki czas, tylko po to by upewnić się, że większość Polaków nadal Pana Jarosława nie chce na premiera, w co ten chyba nie może uwierzyć, co roku sprawdzając społeczeństwo jak to jest, że w całości go nie docenia… cóż z porażkami trudno jest się pogodzić.

 

Warto wspomnieć jeszcze słowo o tym, co niby nowy premier miał przygotowane na spotkanie z dziennikarzami, oczywiście kilka ogólników, wszystko dla dobra ludzi, to mówi każdy polityk, a poza tym jedno wielkie kompletne NIC! Na pytania, z kim będzie współpracował ten „niezależny” kandydat na premiera, uznał że odpowiedź - ze wszystkimi - przeciętnego Kowalskiego powinna zadowolić, choć w moim odczuciu raczej wzburzyć. Jak można iść na konferencję gdzie ogłasza się swoją kandydaturę na szefa rządu prawie czterdziestomilionowego kraju nie mogąc wymienić, choć jednego eksperta, jednego pomocnika, z którym chce się współpracować, tworzyć nowym rząd, jak można nie wymienić potencjalnych partnerów w politycznym działaniu? Przecież premier rządu zgody, technicznego, aby mieć realny wpływ na kraj musi szukać poparcia dla swoich projektów wśród parlamentarzystów w taki sposób, by uzyskać większość w głosowaniach. Projekty muszą przygotowywać ludzie a nie duchy, tymczasem Gliński zapewnił, że w najbliższym czasie takie osoby przedstawi, niestety najbliższy czas to za późno, bo albo się coś robi od początku jak należy albo tuszuje braki ładnymi słówkami. Przyznam, należy mieć niezły tupet by wyjść przed kamery i…

 

Widać jednak, że to wszystko nie ma znaczenia, liczy się sztuczka wywinięta na społeczeństwie, której jedynym celem jest przekonanie rozczarowanych i niezdecydowanych polityków do rozpisania wyborów tak, by powstało w sejmie nowe rozdanie a ludzie także ogromnie rozczarowani rok po ostatnich wyborach mogli ponownie wybrać. Jest to śmianie się prosto w twarz społeczeństwu, choć zamaskowane pięknymi słowami o działaniu na rzecz dobra obywateli i państwa. Jak dla mnie nawet przygotowanie do konferencji, będące bliskie zeru, nie wskazuje na zbytnią dbałość o ludzi, choć i tak parę osób się na to złapie.

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (19) | dodaj komentarz

CZY W POLSCE TOCZY SIĘ WOJNA Z KOŚCIOŁEM?

sobota, 28 kwietnia 2012 0:32

 

 

Wielu polityków i hierarchów kościelnych wszędzie gdzie tylko może uświadamia nas, że w Polsce toczy się jakaś straszna wojna z Kościołem. Niestety robią to wyłącznie dla swojego wykalkulowanego interesu, a nie w obronie swoich przekonań. Przepraszam, jako katolik i obserwator życia politycznego żadnej wojny nie widzę!

 

Czy wypowiedzeniem wojny Kościołowi można określić fakt, iż homoseksualiści walczą o swoje prawa (tym dla nich jest legalizacja związków partnerskich czy też promowanie tolerancji). Od kiedy inny pogląd od tego przedstawianego przez Kościół i konkretną religię w normalnym cywilizowanym kraju może zostać uznany za wypowiedzenie wojny? To Kościołowi nie można się sprzeciwić? Kościół jest tak słaby, że boi się głosu krytyki?

 

A może z tą wojną wobec Kościoła to chodzi o pewne wypowiedzi płynące z niektórych partii politycznych wskazujące na poważne nieprawidłowości podczas zwracania Kościołowi utraconych po wojnie dóbr? Jeśli ktoś ma na to dowody, to powinien zająć się tym sąd i po sprawie. Czyżby Kościół bał się fałszywych oskarżeń? jeśli są fałszywe to przecież łatwo można udowodnić swoją rację, niewinny sądu się nie boi. A jeśli nawet oskarżenia są prawdziwe, we wszystkich środowiskach znajdą się czarne owce, więc czy dbanie o poszanowanie prawa ma być odczytywane  jako atak na Kościół?

 

Ostatecznie, czy wypowiedzeniem wojny Kościołowi jest światopogląd mówiący o tym, że władze świecką należy oddzielić od Kościoła? Myślałem, że Kościół otwarcie twierdzi, że polityką się nie zajmuje, tylko duszami ludzi! Praktyka jest inna, każdy to wie i chyba nikt nie zaprzeczy, ale znów można spokojnie zapytać… Czy Kościół uważa się za tak słaby, a swoich wiernych za tak mało wierzących, że jeśli będzie się trzymał z dala od polityki to nikt na niedzielną mszę nie przyjdzie? Czy wojna to inaczej dbanie by państwo nie było religijne tylko szanowało prawo i interes każdego obywatela, wierzącego lub nie? Czy ktoś chciałby żyć w kraju, w którym można wierzyć tylko w jedną religię, nie wolno jej krytykować, a tym bardziej sprzeciwiać się jej?

 

Wszystkie wyżej wymienione elementy są to tylko przykładowe różnice, czy każdy mający inne zdanie od tego kościelnego jest wrogiem wiary? toczy wojnę? Powołam się na Jezusa, pomagał nie tylko swoim wyznawcom, kamieniem nie rzucał w tych, którzy inaczej myśleli… Wszelkie problematyczne kwestie to owszem zarzewia, konfliktów i sporów, ale nie wojny! Odnoszą się one do poglądów, krytyki działań jednej albo drugiej strony, jednak powtarzam, wojną na wyniszczenie przeciwnika nie są! Szczucie na siebie ludzi, wmawianie im, że trwa jakaś wojna a oni są jej częścią, dzielenie ich dla doraźnych korzyści jakiejś partii lub Kościoła, to podłość w najgorszym wydaniu, bo podszyta niby szczytnymi przesłankami. Przecież dyskusja, różnorodność, poszukiwanie swojej prawdy i swojego zdania dla Kościoła jak i państwa i jego obywateli to raczej element budujący.

 

Chyba nikt nie chciałby żyć w kraju, gdzie wszyscy bezmyślnie postępują tak jak im ktoś z góry nakazuje, czy to polityk czy hierarcha kościelny. Podstawą życia w normalnym kraju jest wolność i demokracja, a one budowane są poprzez różnorodne poglądy i wolność wyboru. Wiara, także za swoją podstawę uznaje, wolny wybór… każdy wierzący wie, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, by ten sam decydował o swoich poczynaniach. Kościół tym bardziej nie może sprzeciwiać się możliwości krytykowania go, z krytyką może się nie zgadzać, ale krytyka to nie wojna, krytyka nie zawsze ma na celu szkodzenie, czasem wręcz przeciwnie, pokazuje słabe strony i motywuje do ich naprawy. Oby mieszanie wojennej retoryki w dyskusjach odnośnie krytyki Kościoła szybko się skończyło, inaczej podziały w tym kraju będą dalej rosnąć dzieląc we wzajemnej wrogości ludzi, a to nikomu nie wyjdzie na dobre… nikomu…

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (79) | dodaj komentarz

APTEKARZ I JEGO SUMIENIE?

czwartek, 19 kwietnia 2012 13:59

 

 

O tym należy powiedzieć wyraźnie, trzeba mieć kompletnie coś nie tak z główką żeby postulować a nie daj BOŻE wprowadzić w życie prawo zezwalające na to by aptekarz mógł decydować czy sprzeda komuś środki antykoncepcyjne itp. ze względu na jego sumienie, sprzeczność z jego wiarą…

 

Kompletny kretynizm, trzeba było nie zostawać aptekarzem, lekarzem, bo za chwilę i może w tej kwestii ktoś podpowie, że lekarze także mogą leczyć wedle sumienia! a nie medycyny! W niedziele i święta odpoczywać zamiast ludzkie życie ratować? Przecież też takie prawo można przeforsować, do takiego absurdu zmierzamy! Fakt, że sprzedaż jakiegoś środka antykoncepcyjnego jest wbrew sumieniu kogoś ze względu na wiarę można rozwinąć… Po co pomagać człowiekowi? jak ma umrzeć to umrze, wola Boża, plan Boży, koniec kropka, aptekarz sprzedając leki wszak przyczynia się do zmian, ingeruje w Boski plan... i co z jego sumieniem?

 

Tak idiotycznie i źle pojmowaną wiarą, pozwala wszystko tłumaczyć, szczerze, gdyby mi aptekarz nie sprzedał jakiegoś środka bo to wbrew jego sumieniu to zrobiłbym burzę, włącznie z tym że zapytałbym czy dany środek mają na stanie w aptece, bo jeśli tak, to fakt że on mi go nie sprzeda nie zmienia tego że jego kolega w tym samym miejscu jutro mi go sprzeda, więc jeśli on mi odmawia sprzedania bo... sumienie. To ja mu zaproponowałbym natychmiastowe zwolnienie się z pracy! Dlaczego? no bo jak można pracować tam gdzie są, i są sprzedawane rzeczy, które wszak są wbrew sumieniu danego człowieka? nic tylko zwolnij się chłopie i pracuj tam gdzie sumienia nie obciążysz...

 

Zresztą teoretycznie w jaki sposób on sumienie swe obciąża sprzedając coś co jest wbrew jego przekonaniom? to nie on użyje tego… wolna wola człowieka to podstawa religii chrześcijańskiej, to człowiek z danym środkiem w łapie decyduje co z nim zrobi, jeśli wierzy to na niego spada odpowiedzialność za wybór czy weźmie czy nie a nie na tego, który mu podał, sprzedał coś... To jakby producenta noży i sprzedawcę winić za to że zamiast do krojenia chlebka, ktoś noża użyje do morderstwa, sumienia sprzedawcy i producenta noża nic tu nie obciąża...

 

Zachowywanie się jak dobry katolik, wierzący, nie polega na wymuszaniu postaw i zachowań innych ludzi, Jezus mieczem nie nawracał, nie zmuszał, to wybór człowieka miał decydować. Utrudniając dostęp do czegoś, jakie wystawia sobie świadectwo wierzący? że boi się pokusy, że jego wola jest zbyt słaba? jeśli jego wola jest zbyt słaba to i wiara, więc takie utrudnianie dostępu do czegoś to obnażanie słabości wiary konkretnego człowieka ale i braku zaufania do innych wierzących, no bo może oni kupią…   

 

Ach... ludzka głupota... to ludzka głupota, nieważne czym tłumaczona, wiara nie usprawiedliwia!

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (166) | dodaj komentarz

DEMONSTRACJA NA ULICACH WARSZAWY – NIE MA TO JAK GODNIE OBCHODZIĆ TAKI DZIEŃ

sobota, 12 listopada 2011 5:11

 

A więc stało się, 11 listopada nasza piękna stolica nie pierwszy raz w swej historii przyjęła demonstrację, która w tak pokojowy sposób pokazała, że do wolności trzeba dorosnąć, egzamin oblany. Z całą pewnością wiele będzie teraz o tym szumu, rozprawiania, kto i w czym zawinił, a ja mam tylko kilka pytań odnośnie tych wydarzeń…

 

1. Prawdopodobnie bardzo szybko zostanie zmienione prawo dające możliwość władzom lokalnym na odmówienie organizowania demonstracji w przypadku podejrzenia, że może się ona zakończyć tak jak… Czy to, aby na pewno dobre rozwiązanie?

 

Pozornie tak, odpowie większość… tylko w tworzeniu prawa często zapomina się o tym, że może ono służyć nie tylko w tym celu, w jakim zostało stworzone. Przykładowo jakiś prezydent miasta będzie mógł odmówić wydania zgody demonstracji ludzi popierających jego przeciwników politycznych z racji faktu, że przecież takie zgromadzenie może wcale nie być pokojowym wyrażaniem opinii i w obawie przed rozróbami tak na wszelki wypadek, wręcz profilaktycznie zakazuje się… Warto wspomnieć, że teraz politycy będą się prześcigać w zgłaszaniu projektów, pomysłów, jak to sobie poradzić z takim problemem, szkoda że taka atmosfera nigdy nie sprzyja tworzeniu dobrego prawa, zmiany muszą nastąpić, nie mam wątpliwości ale chyba bardziej przemyślane…

 

2. Czy ktoś wierzy, że ci biedni demonstranci, maszerowali sobie spokojnie, śpiewali patriotyczne piosenki i uśmiechali się do ludzi, podczas gdy policja ziejąc nienawiścią rzuciła się na spokojną demonstrację i zaczęła pałować wszystko, co się rusza… czy ktoś w to wierzy?

 

No jasne, no, bo przecież, po co była tam policja, jak oni śmieli stać tam i przeszkadzać, pilnować, gdyby ich tam nie było to byłoby spokojnie… takie teksty padną! Winna jest przecież policja, winne jest państwo… oni tylko chcieli wyrazić swoje poglądy… A jeszcze pojawi się masa wiadomości jak to policjant za mocno uderzył Pana w kapturze demolującego ulicę… Oburzające! no jak tak można?! Przypomina mi to protesty przeciw USA, że oni wobec tych biednych terrorystów tortury stosują, szkoda, że ci sami ludzie nie idą w protestach przeciwko tym, co to tortury stosują nie wobec terrorystów, ale zwykłych obywateli swoich państw, a takich krajów jest sporo… (Iran, Syria itp. ale nie… przecież modne jest mówienie, że to USA jest takie złe…).

 

3. Ciekawe, kto pokryje koszty usuwania zniszczeń, spowodowanych przez te walki uliczne?

 

Pewnie państwo, a ja bym tym, których monitoring uchwycił jak demolują ulice, tak z automatu w trybie specjalnym na głowę 100 tys. kary, żeby sobie parę lat spłacali, gwarantuje, że następnym razem taki ktoś dwa razy zastanowiłby się zanim kopnąłby kosz na śmieci, że o innym wandalizmie nie wspomnę. Jak w Anglii, na stadionach, dali ogromne kary, z automatu przyznawane za przykładowo wbiegnięcie na boisko pseudokibica, no i się skończyło, bo karę wynoszącą około jednej pensji każdy zapłaci, ale taką bliską kilkudziesięciu pensji, to już nie tak łatwo, to się odczuje, więc chętny do burdy rezygnuje zanim zacznie… Czemu nie dla demonstrantów niszczących mienie publiczne takiego czegoś nie wprowadzić?

 

4. Czy po takich zajściach w przyszłym roku będzie spokojnie 11 listopada?

 

Mam dziwne przeczucie, że ci, którym zależy na zadymach, dostali sygnał, warto w tak symboliczny sposób obchodzić każde następne święto niepodległości, bo przecież chodzi o rozgłos i wielką… no a święto państwowe gwarantuje, że na ulicach będzie więcej policji niż zawsze, czyli idealnie do protestowania i wywołania zadymy, ciekawe, jakiej stacji TV w przyszłym roku spłonie samochód?

 

Demonstrowanie poglądów, możliwość protestowania, wolność, to podstawa, która od głupoty jednak wolna nie jest i warto o tym pamiętać…

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (8) | dodaj komentarz

KOCHAM POLSKĘ

piątek, 11 listopada 2011 13:36

 

Kocham Polskę, za co? nie za to, jaka jest i nie za to, jaka może być...



komentarze (4) | dodaj komentarz

SZCZYPTA HIPOKRYZJI EUROPY

piątek, 04 listopada 2011 17:19

 

Europa przeżywa kryzys gospodarczy (na własne życzenie, bo tolerowała życie na kredyt), ogólnie światowa gospodarka nie ma się najlepiej, i gdy nagle zaczynają się bardzo poważne problemy i trzeba wykładać miliardy euro na ratowanie Grecji, cała Unia Europejska zapomina o jej podstawowych wartościach w imię interesów… nie jestem naiwny, wiem, że to normalne w polityce, nie ma miejsca na sentymenty, ale szczerze aż śmiesznie to wygląda…

 

Ach, tak nawiasem mówiąc, jeśli ktoś ma wątpliwości, Grecja jest ratowana tylko, dlatego że od niej zależy los euro, gdyby Grecja euro nie miała nikt by nie kiwnął palcem by jej pomóc, to jeden bardzo poważny argument żebyśmy się w strefie euro znaleźli, raz zyskamy a raz na tym stracimy, ale gdyby coś… to innym będzie chciało się nas ratować. A nic tak nie pomaga w ratowaniu kogoś jak obawa o siebie…

 


 

 

Wracając jednak do zjednoczonej EUROPY, budowanej na wartościach solidarności, przyjaźni, współpracy, tolerancji, praw człowieka i demokracji. Europa się boi, choć jest ekonomicznym gigantem, to gigant jest zadłużony, przyzwyczajony do dobrobytu, dużych socjalnych wydatków nie zawsze usprawiedliwionych, nastawiony na konsumpcję nie na produkcję, przez co słaby swoją siłą. Wschodzące gospodarcze tygrysu takie jak choćby Chiny, marzące o roli supermocarstwa, którą osiągną, to pewne, wiedzą jak grać z zachodem, ileż satysfakcji Chińska Republika Ludowa miała, gdy Unia Europejska zawsze pouczająca ich jak żyć, przyszła prosić o datek, pomoc, och…

 

 

  

 

Jakim wielkim upokorzeniem jest dla szefów państwa starej unii szukanie pomocy tam gdzie totalitaryzm rządki a o prawach człowieka nie ma mowy, ale polityka jest polityką, dla miłujących prawa człowieka Francji, Niemiec i wielu innych (którzy o dziwo USA strasznie nie lubią ale Chiny to co innego…) wyciągnąć dłonie po Chińskie pieniądze nie kłóci się z sumieniem, a to że wypracowały je miliony ludzi żyjących i pracujących poniżej… co tu dużo mówić, wręcz niewolniczo, dzieci, dorośli, bardzo często pracujący praktycznie za marne ochłapy jedzenia po 20 godzin na dobę, w kraju gdzie sprzeciw wobec władzy oznacza w lepszej wersji więzienie w gorszej kule w łeb, tam UE szuka pomocy, pieniędzy, bo pieniądze nie śmierdzą zwłaszcza gdy są bardzo potrzebne…

 

I tak mamy pokaz szczytu hipokryzji. Jeszcze tylko dodam że jakoś manifestacji antyglobalistów, anarchistów itp. nie widzę, żeby protestowali przeciw braniu pieniędzy od Chin, ale jak USA coś robi na świecie to wtedy im nie pasuje, no tak, szczypta hipokryzji w ostatnich tygodniach zaczyna rosnąć do rozmiarów góry, oby ta góra nie zwaliła się nam kiedyś na głowę. A do tego czasu, życie toczy się dalej…

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (8) | dodaj komentarz

CZY W KAMPANII WYBORCZEJ STRIPTIZ TO BŁĄD ?

czwartek, 06 października 2011 14:27

 

Jedna z kandydatek do parlamentu startująca z lubelskiej listy SLD nakręciła amatorski spot reklamujący jej osobę, na filmiku zaczyna się rozbierać, ale w momencie, gdy oczom spragnionych nagości widzów ma się ukazać jej ciało pokazuje się… czy to ważne? Nie w tym rzecz, w spocie nagości nie ma, ale jest mocna aluzja. Przyznam mnie ten typ reklamowania swojej osoby nie odpowiada, ale czy jest czymś niezwykłym? dziś seks, wszystko, co może się z nim kojarzyć sprzedaje wszystko, może się nam to nie podobać, ale takie są fakty a to my jesteśmy odbiorcami tych treści na każdym kroku.

 

 

Hipokryzją jest dla mnie za to wrzask, że tak nie wolno, że to dyskwalifikuje w oczach polityka, że to szopka a nie… no ja nie wiem, jak dla mnie sztuczny uśmiech szefa SLD i ciągniecie własnych dzieci na zakupy przyborów szkolnych zawiadamiając przy okazji wszystkie media i robiąc z rodzinnej chwili pokaz dla fotoreporterów a z wystraszonych dzieci kukły, przy których można zrobić sobie zdjęcie, to dla mnie jest bliższe szopki niż działania młodej kandydatki…

 

Zabawne podejście do spotu wyborczego bez tak naprawdę możliwości nakręcenia przez młodą dziewczynę czegoś przebijającego się do świadomości wyborców i profesjonalnego. Skojarzenia i aluzje są, ale to podstawa reklamy, a wybory, dawno przestało w nich chodzić o merytoryczną debatę, więc może to znak czasu? A może zwyczajnie jedne szopki są dla nas do strawienia a drugie krytykujemy, bo tak wypada, nawiązanie do striptizu w kampanii wyborczej, no jak tak można… lepiej przywalić komuś mówiąc, kim był jego dziadek, co? to jest zdecydowanie poważniejsze traktowanie polityki, bo mówione na serio a nie z przymrużeniem oka. A ja boję się tych, co takie rzeczy mówią dużo bardziej niż żartowanie ze striptizu.

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

ZJESZ POMIDOROGRUSZKĘ ? – TAK CZY NIE DLA GMO ?

sobota, 24 września 2011 20:53

 

Modny ostatnio temat w kampanii, poruszany przez polityków, organizmy modyfikowane genetycznie (GMO), zezwolić na ich uprawę u nas czy nie? Oto jest pytanie! Zadziwia mnie sprawność, z jaką politycy wyszukują sobie chwytliwe tematy do dysput w trakcie kampanii wyborczej, ale cóż wywołali sprawę, więc GMO jest dobre czy złe?

 

Zje ktoś pomidorogruszkę? ja szczerze spróbowałbym, ale na myśl, że taki smakołyk pojawiłby się na masową skalę w sadach czy szklarniach skóra mi cierpnie. Chyba jednak jestem w tej sprawie sentymentalny albo mało postępowy, bo uważam, że owoce i warzywa zanim zaczęliśmy w ich uprawę ingerować w tak znacznym stopniu jak to się czyni obecnie i będzie się robiło w przyszłości, zwyczajnie kiedyś były lepsze, smaczniejsze i zdrowsze, choć wszelkie badania mogą temu zaprzeczać.

 

Tylko w pamięci, co starszych osób zachowało się wspomnienie różnych odmian jabłek, śliwek, gruszek, których dziś trudno szukać po sklepach. Znikły, zostały wyparte z czysto racjonalnych powodów, były mniej produktywne od odmian dominujących dziś, wrażliwsze na zmienne warunki atmosferyczne, choroby, jednym słowem ich produkcja (bo to już nie uprawa a produkcja) była nieopłacalna a wiadomo że świat goni za zyskiem. Trzeba produkować dużo żeby było tanio a przez to żeby można było także skutecznie konkurować na rynku, należy ograniczać do minimum rzeczy mogące zakłócić cały ten proces czyli choćby narażenie na choroby roślin. Tak już ten świat jest skonstruowany, w pogoni za czymś istotnym zapominamy o wielu także ważnych sprawach.

 

  

GMO to odpowiedź na problemy producentów żywności, no bo grzebiąc w genach przykładowo pomidorka można sprawić że będzie szybciej dojrzewał, rósł większy, uniknie wielu chorób, będzie bardziej czerwony, no same korzyści, producent nie traci i szybko ma zyski a klient ma ślicznego pomidorka… ale… pomidorek co raz mniej smakuje jak pomidorek z lat dziecięcych, a nawet jeśli ma lepszy smak, jest sztuczny, jest czymś co nie powstało w naturalny sposób, zostało stworzone w laboratorium.

 

Już dzisiaj jest produkowana na świecie i masowo sprzedawana odmiana soi, która jest lepsza od naturalnej ale jest pozbawiona możliwości że z jej ziarna powstanie przykładowo w następnym roku kolejny plon, trzeba kupić nowe ziarno, jednym słowem uzależnienie rolnika od producenta zmodyfikowanej rośliny, władza nad żywnością w rękach korporacji? to ja już wolę gorsze plony a pewność że jak wsadzę ziarnko do ziemi to coś z niego wyrośnie.

 

Rolnicy krzyżują rośliny od wieków, truskawka jest najlepszym przykładem bo rzadko kto wie że jest mieszańcem, 300 lat temu nie występowała naturalnie w środowisku, jest krzyżówką poziomki. I takie zabawy z naturą jeszcze akceptuje ale nie chciałbym zjeść truskawki z genem myszy wprowadzonym do niej, a w laboratoriach już dziś wytwarza się rośliny, które mają gen pochodzenia zwierzęcego włączony w swoje DNA.

 

 

Naiwny nie jestem, już dziś praktycznie nie da się zjeść soi niemodyfikowanej, a nasz kraj od GMO nie jest wolny bo pasze produkowane z roślin modyfikowanych są dopuszczone do sprzedaży więc pośrednio chcąc czy nie chcąc jemy GMO. Prawdą jest że nie ma dowodów na szkodliwość GMO dla człowieka ale ich brak nie wyklucza ich istnienia, prawdą jest że pestycydy i herbicydy używane do ochrony przed szkodnikami naturalnych upraw szkodzą środowisku naturalnemu, przy GMO nie trzeba się tego bać, więc jest coś za i coś przeciw. Pozwolić by GMO z całą siłą nad Wisłą się pojawiło czy nie?

 

Moim zdaniem do momentu do którego jest to możliwe GMO unikać powinniśmy, nauka się rozwija, nic na wprowadzeniu upraw GMO później nie stracimy, bo tak jak rośnie zapotrzebowanie na tanią żywność (czyli GMO) tak i mocnym atutem na rynku może być żywność naturalna.

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (4) | dodaj komentarz

PREMIER ZA SZYBKO POWIEDZIAŁ NIE

piątek, 23 września 2011 10:37

 

Premier Donald Tusk dość nieoczekiwanie potwierdził, że w razi wygranej w nadchodzących wyborach o trzecią kadencje nie będzie się starał, zrobi miejsce dla młodszego pokolenia polityków swojej partii. W sumie to oczywiste, że zmiana musi prędzej czy później nastąpić, ale takie posunięcie jest błędem, nigdy nie pali się za sobą mostów w polityce, bo nie wiadomo, jaka sytuacja i okoliczności jej towarzyszące mogą się zdarzyć za kilka lat.

 

Jeśli premier jeszcze przed drugimi wyborami parlamentarnymi, w których może wygrać mówi, co będzie przed trzecimi jakby zakładając, że zwycięstwo ma jak w banku to daje zły sygnał dla ludzi, którzy odbiorą takie słowa, jako butę i przekonanie graniczące z pewnością osiągnięcia sukcesu. A tego my, jako społeczeństwo nie lubimy i czasem dla przekory pewnych siebie utrącamy, dla mnie to jedna z większych wad naszej mentalności.

 

Ach… czyżby premier zapomniał, że bierze udział w wyborach w Polsce a nie np. w Wielkie Brytanii, my lubimy tych, co z nami narzekają jak jest ciężko w życiu, jeszcze kochamy populistów a drażni nas widok ludzi świadomych swojej wartości, przekonanych o swojej słuszności itp.

 

A tu w nawiązaniu tekst piosenki śpiewanej przez Przemysława Gintrowskiego odnoszący się troszkę do historii… a jakby i do dzisiejszych czasów.

 

Margrabia Wielopolski


Jerzy Czech

 

 

Przez Plac Saski czerkieskie sotnie pędzą
A przed zamkiem sto ognisk dzisiaj płonie
Jak pan robi to, Wasza Ekscelencjo
Że po każdej nienawidzą Cię stronie?

 

Pan, margrabio, nie myślisz na rozkaz
Więc u cara toś już podejrzany -
Nie uwierzy Petersburg ani Moskwa
Polakowi, co własne ma plany

 

Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Niebezpiecznie tak wysoko chodzić
Przecież klęska go w końcu nie ominie
Bo ma pecha, kto tutaj się rodzi 
Twej pogardy nikt ci nie wybaczy
Myśmy ciemni, zapalni i łzawi
A tyś dumny, tyś z nami nie raczył
W narodowym barszczu się pławić 
Po co w twarze logiką nam chlustasz?
Nie czytaliśmy Hegla jaśnie panie
Dla nas Chopin - groch i kapusta
I od czasu do czasu powstanie


Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Przepaść z lewej i przepaść po prawej
Jeśli z ręki rodaka nie zginie
To z urzędu odejdzie w niesławie
 
Tyle pracy, panie hrabio, i na nic.
Nadaremna ta branka w rekruty
Będzie to, co ma być - my zwyczajni
Bój bez broni, katorga i knuty
 
Pan narodu, margrabio, nie zmienisz
Tu rozsądku rzadko się używa
A jedno, co naprawdę umiemy
To najpiękniej na świecie przegrywać.


Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Choć niezgrabny i posturę ma dzika
A gdy spadnie, to zyska jedynie
Miano zdrajcy zamiast pomnika.
 
Że spadłeś,to zwykły los Polski
Każdy w końcu z liny tej spadnie
Tylko czemuś zapomniał, Wielopolski,
Że upadać też trzeba ładnie?

 

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (60) | dodaj komentarz

KAMPANIA WYBORCZA, SENS W BEZSENSIE ?

środa, 10 sierpnia 2011 13:04

 

 

Kampania wyborcza to zawsze okres, w którym politycy bardzo mocno przypominają sobie jak kochają naród, jak są bliscy jego problemów i spraw (frank poszybował w górę, pomóżmy dorosłym obywatelom tego kraju, którzy wzięli pożyczki w tej walucie, oni nie zdawali sobie sprawy przecież, że na kredytach walutowych można zyskiwać albo tracić, dzieci we mgle, polityk się tym zajmie, państwo pomoże, zapłacimy wszyscy).

 

Przez cztery lata myślenie o sprawach ludzi nie jest to zbyt istotne zajęcie, tak dla partii rządzących jak i opozycyjnych, wtedy przecież nie walczy się o ludzi i ich głosy, więc po co nimi się zajmować, ale walczy się między sobą, o wpływy w partii (Schetyna i Grabarczyk), o dowalenie konkurencji (PiS w PO, PO w PiS, SLD w PO i PiS, PSL w PiS i w koalicjanta czasem w SLD), zabiega się o stołki i funkcje publiczne (komisje, posady w administracji itp.).

 

Walka się zaczyna gdy wybory idą, oj mało czasu żeby pokazać, dlaczego MY jesteśmy lepsi od TAMTYCH, walka o miłą i niezbyt niestety wymagającą posadkę posła to dla większości wielka życiowa szansa na zyskaniu znaczenia i kilku złotych, partie liczą, więc swe szeregi, szukają, co bardziej ambitnych i wygadanych zwolenników, układają listy, sprawdzają co tydzień albo i częściej reakcje społeczeństwa na każde słowo ich liderów i członków, sondując jak by tu dobrze rozegrać ludzi by im uwierzyli, dali mandat do rządzenia, albo jak w przypadku kilku partii chociażby możliwość do bycia na Wiejskiej.

 

PiS jako partia populistyczna (choć w sumie u nas w polityce konkretów zawsze było mało więc populistycznymi partiami można śmiało nazwać każdą) bardzo chce pomóc biednym i potrzebującym, jeśli mają sięgać do kieszeni to tych głębokich, nie tych pustych, oni dadzą dużo prostemu człowiekowi, to nic że rachunek przyjdzie i do biednych i do bogatych, liczy się efekt medialny ! Rozczarowani życiem zagłosują.

 

  

Ach, temat na każdą okazję dla PiS to Smoleńsk, głosując i popierając PiS otrzymamy zdjęcie pary prezydenckiej, żerowanie na śmierci ? w kampanii ? tak, ale dla prezesa to tylko przypomnienie czego i kto by chciał gdyby żył, paskudne zachowanie, zmarłych się po prostu nie wykorzystuje, to tak jakby PO Płażyńskiego dało do swoich spotów wyborczych mówiąc że on by chciał żeby wygrali.

 

  

PO musi utrzymać władzę, co nie będzie trudne bo opozycja za wiele nie oferuje a jeśli ktoś ma wybierać między niczym i niczym to wybierze to sympatyczniejsze nic, więc PO wygra, ale jako że zdają sobie sprawę że raczej głosów im nie zabraknie i swojej pozycji lidera są pewni to mogą spróbować czegoś innego, w domyśle marząc o samodzielnym rządzeniu co w moim odczuciu możliwe na dzień dzisiejszy nie jest, będą potrzebowali PSL a jakby im gorzej poszło to SLD na co Grzegorz Napieralski tylko czeka. PO chce spróbować kampanii pozytywnej, czegoś co w naszym kraju było rzadką i raczej chwilową akcją, nigdy przewodnią myślą kampanii, no może pomijając 2007 rok gdy wszystko co PiS-em nie było, było pozytywne. PO chce kusić swoich wyborców sukcesami, jest ich kilka ale czy ludzie uwierzą że jest tak dobrze ? skoro u nas wygrywa nie ten co mówi sensownie ale ten kto głośniej krzyczy że wszystko jest źle. No nie wiem, ryzykowne ale możliwe. Pierwsze reakcje jakie usłyszą to że uprawiają propagandę sukcesu, starszym ludziom źle się to skojarzy, może zagłosują na niby prawdziwych patriotów jak to się określają zwolennicy PiS.

 

  

SLD czeka na swoją szanse, gra o dwie rzeczy, utrzymać swój stan posiadania w sejmie, jeśli o jeden procent będą mieć mniejsze poparcie niż w poprzednich wyborach to zaczną się walki wewnętrzne, Napieralski dominuje w SLD ale wrogów tam też ma sporo, poślizgnie się, oni uderzą. Jeśli SLD będzie na tym samym poziomie albo zyska, Grzegorz do końca swoich politycznych partyjnych przeciwników wytępi, taka jest polityka. Drugą rzeczą o jaką gra SLD to ewentualna w wypadku zbyt małego poparcia dla PO koalicja z tą partią, PO jeśli głosów PSL będzie za mało, musi dogadać się z SLD, a Napieralski tylko na to czeka, oj postawi spore żądania, a one zostaną po krótkich przepychankach spełnione żeby ludzie nie mieli złych skojarzeń z przeszłości (koalicja PiS, LPR, Samoobrona). Co SLD zaproponuje w kampanii ? zaprzeczenia, prosta metoda gdy nie ma się pomysłu na rządzenie, jeśli PiS albo PO coś powiedzą, rzucą jakiś pomysł, SLD powie że to nie tak, że może tak ale inaczej, że my wiemy lepiej, typowe i co tu się dziwić, sami pomysły będą mieć marne i skierowane raczej do tych co na PiS nigdy nie zagłosują a PO dla nich jest za miękka, czyli skrajne lub nierealne.

 

  

PSL, a tu to nie ma o czym pisać, od paru lat PSL sam siebie wybiera, bo grono zwolenników tej partii składa się z dużej ilości samorządowców z PSL i ich rodzin, na 5% poparcia wystarczy i o tyle grają. Pawlak oczywiście będzie chciał zaznaczyć swoją obecność w polityce ale gdy się obserwuje kampanie PSL to widać że ani zbyt wielkiego zaangażowania tam nie ma ani pomysłów. PSL będzie jednak chciało się odcinać od PO, dlaczego ? no bo ludzie zawsze są źli na tych co rządzą, bo wtedy to od nich zależą wszelkie ich życiowe porażki, dlatego niby chłopska partia będzie dystansować się co do osiągnięć rządu (mimo że w nim uczestniczy) a będzie wszystkim po równo wytykać błędy. O nich się nie boje, do sejmu wejdą, jak już napisałem, sami siebie wybiorą.

 

  

PJN ? a co to takiego ? mieli szanse być PiS w wersji lekkiej i strawnej, niestety brak zgodności we własnych szeregach, brak pomysłu na pokazywanie się w mediach, skończyło się tym że ta partia jest skazana na porażkę. A elektorat by był, ten co zazwyczaj na PiS nie głosuje, zostaje w domu ale jest mu najbliżej do tej partii, 5-8 % mogliby mieć, przegrali zanim zaczęli.

 

Najbliższe wybory pokażą co trafi najbardziej do ludzi, Smoleńsk (PiS), Polska w budowie (PO), oni wszyscy zawiedli (SLD), rządzimy ale my to nie oni (PSL), proszę głosujcie na nas (PJN).

 

Ja stawiam że obecny parlamentarny układ się utrzyma.    

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (5) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 645