Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367620
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

ODKURZACZ DLA KAŻDEJ DZIEWCZYNKI

czwartek, 27 września 2012 14:09

 

Nigdy nie widziałem nic złego w tym, że małe dziewczynki bawią się lalkami a nie samochodzikami, lubią bawić się w dom a nie w wojnę. Normalnym dla mnie było to, że w sklepach z zabawkami można spotkać kierowane specjalnie dla dziewczynek serwisy do urządzania spotkań przy herbatce z pluszakami, a nawet małych kuchni z pełnym wyposażeniem.

 

Jednak istnieje pewna granica przesady, to, co od jakiegoś czasu pojawia się na półkach takich sklepów, wybitnie przekracza barierę rozsądku. Chodzi o takie zabawki, które zabawkami raczej być nie powinny, mianowicie, odkurzacze, kompletny do sprzątania, żelazka itp. Ja widzę delikatną, ale istotną różnicę między zabawą w „dom” gdzie kuchnia jest jakby tłem, a zabawą w obowiązki domowe takie jak mycie podłóg. Z całą pewnością takich zabawek córce bym nie kupił!

 

A może widzę problem tam gdzie go nie ma? Z drugiej strony czy karabiny to także odpowiednie zabawki dla chłopców? co jest gorsze? odkurzacz czy karabin? Sam jako chłopiec bawiłem się w wojnę, moje koleżanki z podwórka w sklep, dom, tak było… tak jest i dziś… W dzisiejszych czasach jednak zaczęliśmy się mocno zastanawiać nad wzorcami, jakie przekazujemy naszym dzieciom.

 

Nie chciałbym żyć na świecie gdzie na siłę zabrania się dzieciom zabawy tym czy innym przedmiotem, bo kojarzy się on z tradycyjnymi rolami społecznymi, ale też zdaję sobie sprawę, że poprzez tak prozaiczną rzecz, jaką jest dziecięca zabawka, można sugerować lub podświadomie ukierunkować naszą pociechę w jakąś stronę lub zwyczajnie ograniczyć pole wyboru.

 

Kupując dziecku zabawkę warto zastanowić się nad jej możliwym wpływem…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (35) | dodaj komentarz

PODWÓJNE ŻYCIE MĘŻA

niedziela, 23 września 2012 1:55

 

Jest to historia autentyczna, która zapewne zdarza się w wielu domach, wcale nie tak rzadko jak moglibyśmy przypuszczać, choć pewnie nikt nie chciałby się przyznać że mogłaby dotyczyć również i jego. Nadużywamy w życiu codziennym sformułowania „koniec świata”, jakby było jednym z wielu rzucanych bez namysłu… natkniemy się w urzędzie na długa kolejkę do okienka, koniec świata! zapomnimy o czymś… koniec świata!

 

Jednak są wśród nas osoby, potrafiące doskonale zrozumieć te słowa… koniec świata… koniec dotychczasowego życia, tej misternie budowanej konstrukcji… przez lata wyrzeczeń, trudu, zatopionych emocji... w jednej chwili, jednego dnia, wszystko to może obrócić się w pył…

 

Pewna kobieta, Pani X, po dziesięciu latach szczęśliwego małżeństwa, którego efektem była dwójka cudownych dzieci, spokojne i dostatnie życie, przypadkowo w natłoku spraw rodzinnych znalazła na dysku twardym komputera męża, zdjęcia nagiego mężczyzny…

 

Zaskoczona nie bardzo wiedziała co ma o tym myśleć. Gdyby to były zdjęcia kobiety, wzbudziłyby jej podejrzenie, tudzież mogłaby sobie to wytłumaczyć prozaicznym faktem wizyty męża na jakiejś stronie pornograficznej, ale nagi mężczyzna? To dziwne. Postanowiła jednak zachować to w tajemnicy przed mężem, próbując zbagatelizować znalezisko. Początkowo się to udawało, ale mniej więcej po tygodniu nie mogąc poradzić sobie z rodzącymi się jej w głowie pytaniami, pod nieobecność partnera postanowiła przeszukać wszystkie jego rzeczy.

 

Zdjęcia nadal były na dysku, ale historia przeglądarki wyczyszczona, maile absolutnie normalne, w całym domu nic, co mogłoby pogłębić jej zaniepokojenie. Postanowiła spotkać się z przyjaciółką, musiała komuś opowiedzieć o swoim znalezisku, które nie dawało jej spokoju. Przyjaciółka twardo stąpająca po ziemi kobieta po wysłuchaniu zaskakującej historii szczerze się roześmiała, uspakajając Panią X, że to pewnie takie męskie żarty, może koledzy mu podesłali, zapomniał wyrzucić, przecież wiadomo jacy są mężczyźni, lubują się w żartach o takim podłożu, koleżeńskie wybryki. Powiedziała… Zignoruj, wiesz że twój mąż to fajny facet, jesteście szczęśliwi, gdybyś zauważyła w nim coś dziwnego ale jak sama twierdzisz, wszystko jest normalnie, po staremu.

 

Pani X uwierzyła przyjaciółce. Następne dni minęły bez zbędnych zmartwień, do feralnego dnia, w którym mając na celu załatwienie paru spraw na mieście, Pani X zwolniła się wcześniej z pracy. Musząc przemieścić się z punktu A do punktu B, wybrała skrót, ta decyzja zaważyła na jej życiu… Stojąc na światłach dostrzegła nieopodal zaparkowany przed restauracją samochód jej męża. Zdziwiła się, jej mąż miał w tym czasie pracować, nie mogła się jednak mylić, to jego auto, charakterystyczna mała naklejka na tylnej szybie…

 

Odruchowo ruszyła i zaparkowała blisko samochód. Nie minęło nawet kilka minut, a z restauracji wyszedł jej mąż w towarzystwie nikogo innego jak mężczyzny ze zdjęć… nie dostrzegł jej, a ona stała w tamtym miejscu bardzo długo. Zrozumiała, że nagie fotki to nie był żart kumpli, przyjaciółka myliła się, a jej najczarniejsze myśli potwierdziły się… mąż zdradzał ją z mężczyzną… Tysiące pytań jakie miała skupiły się w jeden strumień… JAK TO MOŻLIWE? JAK TO MOŻLIWE? JAK TO MOŻLIWE?

 

Pani X wiedziała tylko jedno, nastąpił koniec jej świata… nie wiedziała natomiast co ma teraz zrobić. Najprościej byłoby skonfrontować swoje odkrycie z mężem, ale zdawała sobie także sprawę że to oznaczałoby jedno - koniec. Zapewne wielu osobom w świetle takiego zdarzenia, podjęcie decyzji przyszłoby łatwo, jednak Pani X kochała swojego męża zbyt mocno, by przekreślić ich wspólnie spędzone lata jedną grubą kreską.

 

Dotychczasowe życie było dla niej i męża łaskawe, byli naprawdę szczęśliwi, nie miała pojęcia o tym że człowiek którego znała tyle lat nosi w sobie taką tajemnicę. Nie była pewna czy gustuje w obydwu płciach, czy też może całe życie walczył ze swoją prawdziwą orientacją i bał się wyjść z tym na zewnątrz… A jeśli tak… co budziło w Pani X jeszcze większe zdenerwowanie, jeśli jest homoseksualistą, to czy całe jej dotychczasowe życie było kłamstwem? dlaczego on jej to zrobił? dlaczego pozwolił wierzyć w miłość… a może jednak kochał… tylko…   

 

Nie sposób prześledzić całego toku myślenia Pani X. Jak trudne chwile musiała przejść, tego nikt nie jest w stanie pojąć.

 

Co stało się tego wieczora? NIC… Pani X nie powiedziała o swoim odkryciu mężowi, postanowiła z tym zaczekać, zbyt dużo było dla niej na szali, by podejmować pochopne decyzje. Kochała męża mimo tej krzywdy jaką jej zadał, wiedziała że on kocha ją w pewien sposób, którego nie potrafiła określić, jest dobrym ojcem, bratnią duszą… pogodziła się więc z faktem jego tajemnicy.

 

Dopiero dwa lata później, mąż Pani X wyznał jej prawdę… Postanowili pozostać razem.

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (28) | dodaj komentarz

ILE RAZY MOŻNA WYBACZAĆ?

czwartek, 20 września 2012 16:31

 

Nikt nie jest idealny. Wszyscy popełniamy błędy, ale także wszyscy zasługujemy na drugą szansę.

 

W takim momencie warto powiedzieć dokładnie, w czym leży problem, podpowiedzieć jak należy go naprawić, czasem znaleźć kompromis lub postarać się o inne spojrzenie na sprawę. Zawsze warto rozmawiać, cisza w związku do niczego nie prowadzi, a pojęcie „cichych dni” jest dla mnie synonimem ucieczki od rozwiązywania problemu i symbolem niedojrzałości obojga partnerów.

 

„Rozmowa nie ma sensu, on/ona nie zrozumie!”

„Dawniej próbowaliśmy, dziś już wolimy się mijać”

„Nie wiem jak to powiedzieć, może to się samo zmieni”

„Zawiodłem się, ponowna konfrontacja jest zbędna”

„Po co wyjmować swoje brudy, bywają dni, gdy się dogadujemy”

„Chcę mieć spokój!”

„Powinien się domyślić sam”

 

Diabeł tkwi w szczegółach. Niestety nie wszyscy doceniają otrzymaną szansę na poprawę, zwyczajna ludzka rzecz się mylić, ale gdy nie wyciągamy wniosków z własnych błędów, trwamy na z góry upatrzonych pozycjach, to sami sobie jesteśmy winni, że coś się rozleci. Zmiany są dobre! Praca nad związkiem świadczy o dojrzałości, dobrych intencjach, stagnacja natomiast zabija, każdy ma ograniczoną cierpliwość.

 

Zdarzają się pary, które przez lata nie rozwiązują swoich problemów. Tkwią w chorej sytuacji, unieszczęśliwiają się i co im to daje? spokój? nie! więc dlaczego uciekają od rozmowy i zmiany? Dlatego, że jesteśmy jako ludzie leniwi! Zaskakująca jest liczba związków gdzie partnerom po prostu nie chce się nic! Strach rządzi ich życiem, dla mnie boją się życia! 

 

- Ja już nie daję rady tak żyć…

- A rozmawiałeś o tym z nią?

- Nie, to już trwa tyle lat, wiedziałem, że to się tak musi skończyć.

- Porozmawiaj, wytłumacz…

- Jak tylko próbuje zaczyna się taka wojna, że już dawno przestałem…

- I co teraz? odpuścisz? tak po prostu?

- Tak, nie mam już sił… nie ma wyjścia…

 

Ile razy można błędy wybaczać? raz na pewno! dwa razy, zdarza się, trzy razy to już balansowanie na krawędzi, ale bywa, że warto, cztery to już ocieranie się o ścianę, piąta szansa powinna zamknąć drogę do wybaczania…

 

Jedni powiedzą, sporo tych szans, ale powiedzmy sobie szczerze, niektórzy wolno się uczą, jedna szansa to czasem za mało… Drudzy uznają, że trzeba próbować do skutku, niestety problemy nierozwiązywane zjadają nas od środka i niszczą wewnętrznie. Nie warto pozwolić sobie na takie spustoszenie, gdzieś musi być granica! Ludzi, którzy nie dają prawa do pomyłki nawet jednej, no cóż od razu skreśliłbym, bo zapominają o tym, że człowiek naprawdę z ideałem mija się zawsze, bliżej, dalej, ale… szansa musi być.

 

- Proszę cię, naprawdę zmienię się, teraz już wszystko rozumiem, wybacz…

- Dostałeś nie jedną szansę, i co zrobiłeś? NIC!

- Starałem się, ale wiesz jaki jestem, to nie jest łatwe, ale bardzo chcę spróbować jeszcze raz.

- Po co? żebyś mnie ponownie zawiódł?

- Tym razem będzie inaczej, obiecuję, proszę kochanie, tak wiele nas łączy…

- Nie wiem czy powinnam, mam dość przepłakanych nocy…

- Zależy mi na tobie…

- Słuchaj, to ostatni raz, tym razem, jeśli znów mnie zawiedziesz nie będzie powrotu! rozumiesz?

- Rozumiem, nie zawiodę!

 

Jeśli jest to trzeci, czwarty, a może piąty raz… zawiedzie, oj zawiedzie… ale granie na emocjach prawie zawsze daje dobre rezultaty, ja to nazywam manipulacją bądź szantażem emocjonalnym. Przesadna wiara w zmianę kogoś, kto się nie zmienia, życzeniowe myślenie, to w pewnym momencie podpisywanie własnym piórem na siebie wyroku, prowadzi tylko do katastrofy!

 

Wybaczanie błędów nie polega na zapominaniu o nich, ale na naprawie i sprawieniu by się nigdy nie powtarzały. Wbrew obiegowym opiniom o błędach należy pamiętać, a szanse na wybaczenie ostrożnie rozdawać i zawsze mieć swoją granicę, przy której mówimy DOŚĆ!

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (33) | dodaj komentarz

CHCĘ ZOSTAWIĆ PO SOBIE…

sobota, 15 września 2012 23:30

Parę lat temu przypadkowo spotkałem się z dramatyczną historią dwójki przyjaciół. On - młody, inteligentny, pełen pasji i chęci do życia, śmiertelnie chory… Ona - jego przyjaciółka od czasów dzieciństwa, ambitna, zaradna… Łączyła ich prawdziwa przyjaźń na dobre i na złe, od piaskownicy nigdy nic nie stanęło im na drodze, choć oboje posiadali charaktery silne i skomplikowane. Przeżywali wzloty i upadki, jednak więź między nimi była absolutnie nierozerwalna. Do czasu…

 

On bardzo poważnie zachorował. Lekarze dawali mu pół roku, może rok życia, brutalnie przerywając tlącą się w nim iskrę szczęścia. Ona, nie zostawiła swojego przyjaciela, pomagała jego rodzicom, była przy nim, przyjaźń to przyjaźń… Jednak pewnego wieczoru, gdy miała już wracać do domu, on zatrzymał ją, prosząc by go wysłuchała.

 

Ciężko przyszło mu powiedzieć to, co zaprzątało jego głowę od czasu śmiertelnej diagnozy. Zbierał w sobie odwagę przez dłuższy czas i wiedział, że może stracić najważniejszą osobę w jego życiu, jednak zaryzykował.

 

Opowiedział jej o tym jak ważna była dla niego ich wspólna droga, ta prawdziwa przyjaźń, która podobnie jak prawdziwa miłość, w naturze zdarza się niesamowicie rzadko. Miał do swojej przyjaciółki tylko jedną prośbę, jedno pytanie, uprzedzając, że zrozumie gdy odpowie nie… Ona nie wiedziała, o co może chodzić, ale wiedziała że zrobi dla niego wszystko… Prośba przerosła jednak jej wyobrażenia.

 

Zapytał, czy zgodziłaby się urodzić jego dziecko… Wiedział, że jemu już nie będzie dane zrealizować marzeń jakie nosił w sobie, wiedział że za szybko przychodzi mu odejść z tego świata, dlatego pragnął jednego, zostawić po sobie ślad swojego istnienia, dziecko…

 

Ona nie wiedziała jak ma odpowiedzieć na tę prośbę. Zdawała sobie sprawę, jak ważne jest to dla niego. Zbyt dobrze go znała, zbyt dobrze znała też siebie, potrafiłaby mu dać wszystko, spełnić każdą prośbę, ale dać dziecko, które z góry pozbawione będzie ojca…? Dziecko poczęte jako ostatnia wola z przyjacielskiej miłości, czy to nie za dużo? czy tak można? I co z jej życiem, czy umierający przyjaciel nie prosił o zbyt wiele?

 

Odpowiedzi nie udzieliła tego wieczoru, potrzebowała kilka dni na zastanowienie. Odwiedzili ją jego rodzice i przyznali że syn wszystko im opowiedział, może popełnił błąd? a może był szczery co do sytuacji w jakiej postawił swoją przyjaciółkę, zdając sobie sprawę, że to bardzo trudna prośba. Rodzice jej przyjaciela nie kryli że także im zależy na dziecku, wnuku, przedłużeniu pamięci o synu. Zaoferowali wszelką pomoc, nie tylko osobistą ale i materialną, świadomi że dziecko to także poważne zobowiązanie, odpowiedzialność.

 

Ona wiedziała że jego dziecko kochałaby całą sobą, nie bała się też samotnego macierzyństwa. Nie należała do tych kobiet, które uznałyby że ich droga do odnalezienia miłości życia jest zamknięta wraz z pojawienie się dziecka, ale ta prośba… tak dziwna, tak niewyobrażalnie bolesna, przerastała ją, bała się…

 

Nie zgodziła się… Pozostali przyjaciółmi do samego końca…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (37) | dodaj komentarz

NIE INTERESUJE MNIE CZY KTOŚ MIAŁ WYPADEK

niedziela, 09 września 2012 22:44

 

 

Praktycznie każdego dnia, czy to oglądamy Fakty, Wydarzenia, Wiadomości, oprócz różnych informacji z kraju i świata natrafimy na… przejmującą historię o wypadku, który wydarzył się tam, a tam, zginęło lub odniosło ciężkie obrażenia tyle i tyle osób, w wieku takim a takim… Przepraszam! ale naprawdę w kraju gdzie mieszka prawie czterdzieści milionów ludzi, informacja o wypadku nawet tragicznym naprawdę nie jest istotna i zdecydowanie większości to nie interesuje! Jest dużo ważniejszych spraw!

 

Oczywiście, są wypadki o których można donieść we wszelkich wiadomościach, typu wykolejenie się pociągu… skala duża i może mieć wpływ na innych, to się liczy, jako informacja! ale wypadek samochodowy, nawet autokaru, czy też, gdy jakiś mały samolocik uderzy o ziemię, to naprawdę są rzeczy dla ogółu nieistotne. Zabierają tylko czas na ważniejsze materiały. Wystarczy pomyśleć ile dziennie jest wypadków, ile osób ginie, ile odnosi jakiś uszczerbek na zdrowiu, postawić wszędzie tam kamery? to się dzieje wokół nas i nie stanowi tematu na ogólnokrajową wiadomość!

 

Naturalnie zdaję sobie sprawę, po co takie tematy się pojawiają na antenie obok międzynarodowych i krajowych spraw. Walka o ludzką twarz! media pokazują, że są zwrócone w stronę normalnych obywateli i ich problemów. A chyba każdy wie, że w mediach wszelkiego typu dwie rzeczy zawsze się świetnie sprzedają szerokiej publice, ludzka tragedia i seks. Urozmaicić suche fakty małym wypadeczkiem to jak położyć wisienkę na torciku, bo jakieś tam szczyty międzynarodowe, inflacje, raczej nudzą Kowalskiego, ale „trzy młode osoby poniosły śmierć na drodze…” to już rusza! ciekawi!

 

Rozumiem odpowiedzialnych za to ludzi, oni działają w interesie swojej stacji, oglądalności, to jednak nie zmienia faktu, że mnie to wkurza! Najgorsze, że nic w tej kwestii się nie zmieni, naprawdę nigdy, taka natura ludzka, że zawsze prędzej obejrzymy płacz, niż nudne gadanie… I wszelkie pomysły na to, że gdyby takich obrazków nie pokazywać większość zaczęłaby się interesować czymś więcej, jest bardziej życzeniowe niż realne. Prędzej przełączą na taki kanał… znajdą takie miejsce w sieci, które im zapewni to, co lubią…

 

W sumie to ja tylko czekam na dorzucenie do wiadomości małej porady kulinarnej, gotowanie ostatnio cieszy się w TV wielkim powodzeniem, to może i tak obok wypadków zacznie nam wkrótce urozmaicać wydania informacyjne…   

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (18) | dodaj komentarz

ZWIĄZEK = BYĆ ZAWSZE I WSZĘDZIE RAZEM?

piątek, 07 września 2012 10:12

 

 

Czytając komentarze pod ostatnim tekstem (tutaj) zaskoczył mnie fakt, że dla bardzo dużej części komentujących bycie w związku jest równoznaczne z zobowiązaniem do bycia razem zawsze i wszędzie w każdej wolnej chwili.

 

Pojawiły się głosy, że jeśli nie chce się spędzać tego czasu ze sobą to po co w ogóle się wiązać? Zupełnie tak jakby osoby w ten sposób piszące nie rozumiały, że umiejętność spędzania czasu osobno nie oznacza braku zdecydowanie przeważającej chęci bycia razem. Parę osób twierdziło, że spędzając z kimś czas potwierdzają i rozwijają to, co między nimi istnieje, budując to uczucie. Dla mnie to oczywiste, tylko czemu w świadomości tych samych ludzi, tak potwornym zagrożeniem dla rozwoju relacji ma być możliwość indywidualnego wykorzystywania wolnych chwil? Przecież nie jest to równoznaczne z ciągłą rozłąką, mijaniem się w życiu, wzajemną niechęcią.

 

Mój sprzeciw także budzi teza, która również pojawiła się w komentarzach, jakoby ludzie wiążący się w pary musieli być do siebie absolutnie podobni, mieć podobne zainteresowania i pasje. Dla mnie to byłby tylko plus, ale nie konieczność warunkująca trwałość relacji i jej szanse na powodzenie!

 

Wydaje mi się, że właśnie ten błąd popełnia całkiem spora część społeczeństwa... Żyją w błędnym wyobrażeniu czym jest miłość, bycie ze sobą… tworzą pewien wzorzec tego co należy i tego co nie, bo może prowadzić do jakiś złych efektów. Przykład, choćby właśnie te osobne wolne chwile, jeśli nie zawsze razem to oddalają się od siebie, kompletna bzdura! Większość narzuca sobie bariery, zakazy, i w pewnym momencie orientują się, że związek to więzienie a nie wspólne, szczęśliwe życie.

 

Nie twierdzę, iż bycie w partnerskiej relacji musi być pozbawione pewnych zasad i barier, problem tylko czego one dotyczą i jak jest ich dużo. Poza przykładowo dobrą i oczywistą zasadą „nie zdradzaj”, znajdzie się też taka „nie spotykaj się ze swoją znajomą na kawie bo to może świadczyć że flirtujesz i czegoś szukasz na boku”. Ewidentnie przesadzone założenie, podparte brakiem zaufania, niepewnością, brakiem wiary w uczucie partnera i nacechowana strachem o przyszłość. Jednym słowem ograniczenie wynikające ze słabości, budowane na złych emocjach. Takich reguł mamy w naszych związkach za dużo i to przez nie, wielokrotnie czujemy jakby ktoś nas trzymał w klatce. A o czym marzy i do czego dąży każdy więzień? dokładnie, do ucieczki, do wolności…

 

Właśnie to poczucie zniewolenia prowadzi do chęci wyrywania się z więzów… „skoków w bok”, porzucania partnera. Łatwo utkwić w pajęczynie problemów piętrzących się z dnia na dzień a tak skrzętnie skrywanych… przed kim? przed otoczeniem a nawet samym sobą! Złe zasady w jakie wierzymy i poczucie że należy według nich żyć, prowadzą do stłamszenia w sobie właściwych zachowań. Bomba z opóźnionym zapłonem, tyka...

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (8) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 620