Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367615
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

WOLNOŚĆ CZY PRZYMUS ?

wtorek, 28 września 2010 16:19

Ostatnio media nawiedziła fala komentarzy dotyczących nieodpowiednich wypowiedzi Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Pani Elżbiety Radziszewskiej. I zgodzę się z komentatorami tej sprawy, że używanie i ujawnianie czyjejś orientacji seksualnej przed kamerami gdy tak naprawdę nie wiadomo czy ta osoba życzy sobie tego jest strasznym błędem i w każdy zachodnim państwie Pani PEŁNOMOCNIK tego samego dnia wyleciałaby ze stanowiska, może jeszcze wyleci... ale nie to dla mnie jest ważne.

Oburzyło mnie bezmyślne powtarzanie pewnych polityków i organizacji, jak i różnych osób publicznych tezy że czymś nieodpowiednim
jest twierdzenie że zdeklarowana osoba homoseksualna nie może spotkać się z odmową zatrudnienia w np. katolickiej szkole z powodu jej orientacji. Czy to jest prawdziwa wolność ? czy pozory ? równe traktowanie ? no tak, chyba tylko źle pojęte.

Uważam że w ramach demokratycznego wolnego państwa przykładowo ja mam prawo zwolnić bądź zatrudnić w mojej firmie tą osobę którą chcę, nie ważne czym się kieruje, ta firma jest moja, więc moja ma być decyzja, niestety tak nie jest w naszym kraju, bo równość ponad wszystko, ponad wolność także...

I tu wracając do przykładu zdeklarowanej osoby homoseksualnej, jeśli ktoś prowadzi szkołę KATOLICKĄ a religia KATOLICKA uznaje homoseksualizm za zboczenie i grzech, ja się z tym nie zgadzam ale rozumiem ten punkt widzenia, jeśli w podstawowym kanonie wartości wyznawanych przez katolików jest odrzucanie homoseksualizmu to trudno by osoba mająca taką orientacje uczyła ludzi myślących zupełnie inaczej nawet jeśli przedmiot nauczania nie ma nic wspólnego z religią i jest np. językiem angielskim. Tak samo można dać wymyślony przykład, na takiej zasadzie, trudno mi sobie wyobrazić że przy całej tolerancji Islamista naucza interpretacji Tory w Izraelskiej szkole, no tak się przecież nie da ! czy równość oznacza wyrzekanie się zdrowego rozsądku ?

Ja rozumiem równość w tym przypadku że, tak, w szkole katolickiej mają prawo homoseksualiście odmówić przyjęcia do pracy z powodu jego orientacji, ale w szkole publicznej, gdzie światopogląd ma być neutralny niech nikt się nie waży odrzucić jakąś osobę z powodu przykładowo właśnie tej orientacji, wtedy jest to dla mnie łamanie równości i wolności a nie wtedy gdy kogoś kto czegoś nie uznaje zmusza się by robił coś wbrew sobie. Wolność to odpowiedzialność, to skomplikowana sprawa, równość ma naprawdę wiele odcieni jak życie, oczywiście można podawać różne przykłady na podważenie mojego rozumienia wolności, owszem podejrzewam że z wieloma bym się zgodził, ale w tej konkretnej sprawie widzę granice rozsądku i mam swoje zdanie.
 


komentarze (12) | dodaj komentarz

ZAKAZANY OWOC SMAKUJE NAJLEPIEJ

niedziela, 26 września 2010 23:13


W rzeczach niedostępnych jest jakaś magiczna siła, która rozbudza pragnienie posiadania ich za wszelką cenę, w większości przypadków jednak się tej sile opieramy, ale nie zawsze...

Pożądamy nie swoich kobiet, bo to co nasze to nasze, ale coś należącego do kogoś innego, kobieta będąca z innym mężczyzną, wyzwanie, pierwotna chęć podboju, instynkt, niebezpieczeństwo połączone z podnieceniem, mieszanka wybuchowa w odpowiednich okolicznościach, o które nie trudno.

Zakazany owoc smakuje najlepiej, no i najmocniej przyciąga, nie tyczy się tylko mężczyzn ale i kobiet, jedna i druga płeć od zawsze rywalizują we wszelkich aspektach życia, ta rywalizacja przenosi się także na związki i związaną z nimi intymność. Wszyscy mężczyźni fantazjują np. o żonie kolegi, koleżance z pracy lub też pięknej sąsiadce. I nie ma tu miejsca na jakieś poczucie winy, to odruch, pierwotny wpisany w nasze geny odruch, czy mu ulegamy czy nie to już osobna kwestia, indywidualna.

Kobiety nie są w tej kwestii niewinne, ileż z nich podczas seksu ze swoim partnerem myśli o przystojnym szefie, znanym aktorze, bliskim przyjacielu rodziny, oj to pobudza, dlatego też jest tak częstym elementem seksualnych zabaw bardziej otwartych na eksperymenty par, które wprost wyrażają swoje fantazje czy pragnienia...

Co może być zaskakujące, często ten zakazany owoc tak mocno przyciągający wcale nie musi być lepszy i atrakcyjniejszy od naszego stałego partnera/partnerki, bo nie to się liczy, liczy się tylko dostępność.

Zdrada fizyczna to poważne działanie, a zdrada tylko w myślach ? często jest bagatelizowana, a dopuszczają się jej wszyscy choć mało kto się przyznaje, od mocno wierzącego mężczyzny po młodą matkę w szczęśliwym małżeństwie, owoc zakazany im bardziej zakazany im bardziej sprzeczny z wyznawanymi wartościami tym mocniejsze doznania przynosi sama myśl o nim. A zdrada w myślach to też przecież zdrada, tajenie takich myśli to wewnętrzne oszukiwanie samego siebie i najbliższej osoby ale może i dobrze że jest to bagatelizowane bo chyba mało która para przetrwałaby całą prawdę, o sile zazdrości w związkach nie trzeba nikogo przekonywać.

Warto się nad tym zastanowić, kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień...


Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl


komentarze (13) | dodaj komentarz

SWOJE TRZEBA PRZEJŚĆ

czwartek, 23 września 2010 23:36


Swoje trzeba przejść... Tak, życie zmusza nas do podejmowania wielu decyzji, popełnienia wielu błędów, a potem wystawia rachunek bez możliwości negocjacji spłaty, takie jest życie i ciągle muszę sobie o tym przypominać, ponieważ gdy tylko spotka mnie coś złego od razu wiem że to co w danej chwili wydaje mi się wielką tragedią jest drobnym epizodem niczym z brazylijskiego serialu, jednym z wielu a z czasem zapomnianym.

Suma wszystkich porażek i sukcesów powinna uczyć i przechylać szalę na korzyść sukcesów, nie zawsze tak jest, najgorsze że uczymy się zbyt wolno, kilka razy wchodzimy do tej samej rzeki, aby w końcu zrozumieć że tak naprawdę rzeka jest za każdym razem inna a my ciągle popełniamy te same błędy. Taka refleksja przynosi pożądany skutek, w pewnym punkcie nasze przejścia owocują, tylko szkoda że zazwyczaj za późno by wiele życiowych błędów naprawić.

Obserwowałem ludzi, którzy jak ogień, wybuchali jasnym światłem a potem spalali się pozostawiając po sobie tylko popiół, błądzili, podejmowali ryzyko życiowe, przelotne romanse albo wielkie uczucia, zaskakujące inwestycje, groźne kłótnie, wygrane i przegrane, zazdrość i zawiść, przyjaźń i fałsz, prawda i kłamstwo, tyle tego było, trudno zliczyć. Smutno jest potem patrzeć jak ludzie wypaleni na własne życzenie nie potrafią przyznać że to ich wina, że mogli przewidzieć, mieli sygnały że źle się coś skończy a jednak rozum odstawili na bok, w efekcie zostaje tylko żal.

Refleksyjna ta notka, ale parę prawd ogólnych w niej jest. Ja sam parę razy popełniałem wielkie błędy, mądry po szkodzie muszę przyznać że przynajmniej połowy złych decyzji mogłem uniknąć, bez zwalania winy na innych, bez tłumaczenia siebie, przynajmniej połowa to absolutnie moja wina, wina zaniechania, braku dystansu, odrobiny rozsądku, trzeba umieć przyznawać się do błędów, choć ludzka natura zazwyczaj karze a wręcz zmusza nam szukać ich u innych, nie u siebie...


komentarze (3) | dodaj komentarz

PRZED PAŁACEM PUSTO

czwartek, 16 września 2010 10:29


Dziś krzyż zniknął z przed pałacu prezydenckiego, aż mi się ciśnie na usta, że lepiej późno niż wcale, podobało mi się zdanie szefa kancelarii odpowiedzialnego za to „przeniesienie" kiedy na pytanie czemu dziś tego dokonano prostolinijnie odpowiedział „...każdy dzień byłby zły i każdy dzień jest dobry...". A na pytanie dlaczego w ogóle zdecydowali się go przenieść szef powiedział także prosto ale tak naprawdę uderzając w samo sedno „poczuliśmy że kancelaria jest w tej sprawie sama" i to prawda nad prawdy, ani Kościół, ani władze Warszawy nie chciały zbytnio sobie brudzić sprawą rąk, wszystko spadło na biednego i nieporadnego szefa, zrobili ruch, który należało zrobić miesiąc temu, ważne że w końcu ktoś coś zrobił, ja się cieszę.


Oczywiście zaraz po tym wydarzeniu podniósł się krzyk i będzie on narastał, spodziewam się niebawem jakiejś sporej demonstracji „prawdziwych POLAKÓW", których jak Mojżesz, Jarosław Kaczyński poprowadzi pod mury pałacu i niczym Rejtan będzie rwał szaty jak to ugodzono w wiarę i w pamięć o bohaterze narodowym, jego bracie, jak to uzurpatorski rząd Tuska i przez „Pana" a nie „Prezydenta" Bronisława Komorowskiego ostatnie podrygi wolności ciemiężonego narodu zostały zdeptane. Pan Jarosław będzie za pomocom swoich wiernych wyznawców oblegał pałac prezydenta niczym Bastylię chcąc wznieść gniew ludzi wobec swoich politycznych przeciwników, zawiedzie się, bo popierają go ci którzy już z nim są, cała sporo większa część społeczeństwa ma już dość grania krzyżem i zabawy toczącej się wokół pałacu, ludzie chcą normalnie żyć.


A jeśli w wyborach samorządowych PiS będzie grał sprawą krzyża i niby haniebnego jego przeniesienia to tym lepiej, bo poniesie jeszcze większą klęskę na jaką się zapowiada, ludzie w kraju interesują się tym kto będzie dobrze zarządzał ich miejscowościami a nie w dalekiej Warszawie krzyżem, który każdy wierzący nosi w sercu.


Padły już pierwsze pytania obrońców krzyża, dlaczego go usunięto ? a no dlatego że to nie było dla niego miejsce, umowa z Kościołem i harcerzami wszystko już uzgodniła i to najlepszy wybór, dlatego że krzyż był elementem gry politycznej, dzielenia obywateli, konfliktów i tak naprawdę jego obrońcy znieważali wiarę katolicką i symbol miłości, pojednania, dobroci, tego czym jest krzyż.


Teraz to na pewno zapomni się o ofiarach ze Smoleńska ? no właśnie, tak bronili krzyża mającego być symbolem pamięci o ofiarach że całe społeczeństwo jedyne co będzie pamiętać to awanturę wokół krzyża a nie sam fakt dla kogo on był, największą krzywdę wobec pamięci o zmarłych zafundowali ci co chcieli ich najbardziej upamiętnić i zamiast refleksyjnie pochylać się nad śmiercią w głowach większości będzie brzmieć odgłos ciągłej kłótni...


W niegodny sposób przeniesiono... gdy była możliwość w godny sposób przenieść, z księżmi, urzędnikami, harcerzami, to wtedy w niegodny sposób obrońcy krzyża wieszali się na nim uniemożliwiając jego przeniesienie więc niech się nie dziwią że dziś przeniesiono go w ciszy i bez całej koniecznej otoczki.


Mam zastrzeżenia co prawda do sposobu wykonania całej operacji, ludzie z kancelarii powinni wiedzieć że należy mimo że to nic by nie dało ale jednak po fakcie wysłać kogoś do rozmowy z tymi co tam stoją od tylu tygodni. Biedak musiałby pewnie wysłuchać że jest ubekiem i przedstawicielem żydomasonerii lub sowieckich najeźdźców bo jakaś Pani już krzyczała dziś że to drugi 17 września 1939 roku, że sowieci nami rządzą... ale mimo wszystko dla dobrego odbioru prób ktoś tam mógł pójść, a może jeszcze pójdzie ? Kolejna uwaga, mogli poprosić i mieć ze sobą przenosząc ten krzyż choćby jednego księdza i czterech żołnierzy w galowych strojach, też lepiej by to wypadło mimo że nikt tego nie widział jak przenoszono ale można by potem mówić że tymczasowe przeniesienie było na tyle ile się dało w takiej sytuacji godne.   


Co teraz ? z pałacu gdzie przeniesiono krzyż mają go przenieść do kościoła Św. Anny, tak jak było to pierwotnie ustalone, może być gorąco ale trzeba to zrobić, im szybciej tym lepiej bo wojna o krzyż będzie jeszcze jakieś cztery miesiące trwała, może po wyborach samorządowych ucichnie ale znając samobójcze w odbiorze działania prezesa PiSu sprawa może być podgrzewana jeszcze długo...



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

BŁĘDNE PATRZENIE NA ZWIĄZEK

wtorek, 14 września 2010 12:16


Błąd popełniany przez większość par w moim odczuciu polega na złym rozumieniu podstawowych zasad obowiązujących dwoje kochających się ludzi. Czy jest to tylko moje złe odczucie ? nie wiem, ale wydaje mi się, że kobieta i mężczyzna uważający się za parę i mówiący otwarcie, że to, co ich łączy to miłość, nie muszą ze sobą konkurować, wyliczać siebie ze wszystkiego, kto częściej powie „KOCHAM" a kto bardziej tęskni.


Związek to nie walka o swoją pozycję, to wspólnota, to pojmowanie siebie jako część tej drugiej osoby i na odwrót, to nie walka, ja muszę, ty musisz, bo jak nie to ? no właśnie, co ? jeśli któraś z osób w związku czy też obydwie nie potrafią się szanować i każdą oznakę słabości drugiej strony wykorzystają dla własnego interesu to czy to jest związek czy tylko iluzja miłości i szacunku ?


Na to pytanie powinni sobie odpowiedzieć wszyscy, którzy myślą w tych kategoriach, jeśli nie są pewni partnera czy partnerki, jeśli nie ufają, to czy tak naprawdę są z kimś na poważnie ? bo że drugi człowiek może skrzywdzić bardzo mocno to oczywisty fakt, tak samo jak to, że prawdziwy dojrzały związek buduje się długo i z osobą, o której wiemy, że naszej słabości nie wykorzysta przeciwko nam, bo po prostu zależy jej na nas a nam na niej. Idealistyczne ? banalne i mało rzeczywiste ? nie, zwyczajnie tylko trudne do osiągnięcia, ale właśnie, dlatego liczba małżeństw nieszczęśliwych jest tak duża a te szczęśliwe, są tak rzadkie, że gdy je widzimy mówimy w głębi siebie, jakie oni mają szczęście.


Pod poprzednią moją notką „Związek to KOMPROMIS" ktoś napisał „Udany związek to konsensus, a nie kompromis. I nie trzeba z niczego rezygnować, bo wtedy jesteś przegrany/-a i zawsze będziesz to partnerowi miał/-a za złe. Żaden dobry związek z tego nie powstanie.". Autor tych słów kazał mi się zastanowić, czy to właśnie konsensus a nie kompromis jest potrzebny żeby zbudować udany związek, myślałem szczerze chwilę, i od razu mnie coś uderzyło, bo przecież, czym jak nie konsensusem, zgodą, jest wypracowany kompromis ?


Tak naprawdę konsensus bez kompromisów z obu stron bardzo rzadko można uzyskać, w tak nielicznych przypadkach, że właściwie nie ma, o czym wspominać. Jeśli ktoś przyjmuje taką postawę, szukam z tobą kochanie zgody, ale takiej, przy której ani ty ani ja z niczego nie będziemy musieli zrezygnować, to bardzo się zawiedzie, bo idea jest dobra, każdy chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko, ale tak szczerze wiemy dobrze, że w większości przypadków człowiek musi się liczyć ze zdaniem partnerki, partnera, bo gdy się nie liczy to, co się dzieje ? prosta droga do rozstania.


Druga rzecz, która mnie uderzyła w tym komentarzu i pokazuje mi coś przykrego a często spotykanego „I nie trzeba z niczego rezygnować, bo wtedy jesteś przegrany/-a i zawsze będziesz to partnerowi miał/-a za złe.". Takiego właśnie myślenia o związku należy się wystrzegać, jeśli miłość to dla nas wyliczanka, gra o pozycję, o dominację, jeśli oceniamy nasze działania wobec partnera w ramach sukcesów i porażek, jeśli ustąpimy w czymś naszej ukochanej osobie i uznamy wtedy, że przegrani jesteśmy przez takie działanie, to rzeczywiście jesteśmy przegrani, dlatego że tak pojmując związek skazujemy się na porażkę i później zero zdziwienia, że coś pęka po jakimś czasie. Walczyć o pozycje można w życiu a nie miłości, w miłości należy oczekiwać szacunku, wtedy nie ma hierarchii, jest równość.


A tak na marginesie kompromis polega na ustąpieniu, ale nie jednej strony, ale obu, raz jedna raz druga czy obie na raz, zyskuje każdy, maksymalizując to, co może uzyskać licząc się z kochaną osobą.


Inna osoba pisze „jak stale będziesz, z czego rezygnować dla drugiej osoby, to na końcu będziesz pod pantoflem". A czy ktoś mówi o ciągłym rezygnowaniu ? oczywiście, że nie, kompromis to nie rezygnacja z wszystkiego i zawsze, jeśli pomylimy kompromisy z uległością to także bardzo mocno się pomylimy. Autor tego komentarza chciał zapewne zwrócić uwagę na fakt, że należy szanować drugą osobę, ale i siebie i przy tym pełna zgoda, nie można z siebie zrobić ofiary, tak jak nie wolno się wiązać z osobą, z którą gdy pokażemy słabość zostaniemy wykorzystani. Czyż każdy z nas nie dąży do bycia z kimś, kto będzie naszą podporą, gdy będziemy słabi pomoże nam się podnieść, a nie zdominuje, bo ma do tego okazję. Przecież każdy z nas chce być z kimś, komu ufa, wie, że nie zostanie mu wbity nóż w plecy, ktoś powie, że tak nie ma, wszyscy patrzą na swój interes, tak, właśnie, dlatego prawdziwa miłość jest rzadko spotykana, bo ona sprawia, że liczy się wspólny a nie osobisty interes.


Absolutnie się zgadzam z głosem, który mówi, miej swoje JA, ale też zaakceptuje JA partnera, czyli licz się z nim, tak samo jak on z tobą, jak się obchodzicie, to macie problem, a z problemami jak z kulami śniegowymi, im dłużej je się toczy tym są większe.


Komentarz, eledhela wylicza „1. Usiąść i porozmawiać o zasadach jakie obowiązują w związku ??? A co to szkoła czy przedszkole ???". No, jeśli taki stosunek się ma do rozmowy to czy tak naprawdę nie zaprzecza się istocie związku, związek to właśnie rozmowa, czyny także, ale rozmowa też, jeśli ktoś uważa dyskusję o zasadach w związku za coś dziecinnego, to nie docenia ludzi i ich umiejętności do życia w czymś, o czym nie mają pojęcia a gdy pojawiają się problemy zastanawiają się skąd się wzięły ? a według zaprezentowanego w komentarzu takiego myślenia wtedy, co robią ? no chyba nie rozmawiają, bo to dziecinne a związek to nie przedszkole, co tu rozmawiać, prawda ? Przepraszam, że ironizuje, ale chce tylko pokazać sprzeczność w myśleniu.

 
Kolejna uwaga „2. W związku nie można podejmować decyzji dotyczących samego siebie ? Zależy od kalibru sprawy bo trzeba być też samodzielnym.". Pełna zgoda, trzeba być samodzielnym, pewne decyzje rzeczywiście zależą wyłącznie od nas, ale ich kaliber jest bardzo poważny, mówiąc o codzienności trzeba jednak liczyć się z drugą osobą, bo żyjąc razem, no właśnie żyjemy razem, mamy wspólny budżet, wspólne powinności, obowiązki, przestrzeń mieszkalną, ktoś, kto nie patrzy na drugą stronę szybko zachwieje równowagę i co wtedy ?


Następna myśl "3. Nawet jak ludzie potrafią się dogadać to przez życie nie idzie się "świetnie"...". Tak, bo każdy, kto żyje na tym świecie wie, że czasem życie potrafi zaskakiwać i to niezbyt miło, czasem mamy problemy niezależne od nas i takie, w których nawet wielka miłość nie pomoże tak do końca, przykładowo choroby, wsparcie może mieć magiczną moc, ale czasem i ono nie pomoże, mimo dogadywania się możemy w życiu nie mieć lekko, ale z pewnością lepiej, niż gdy się nie dogadujemy.

 
I ostatnia rzecz, do której chce się odnieść „4 Rozmowy bardzo emocjonalne są tak samo potrzebne jak te na spokojnie...". Oczywiście, ale to już zależy od sytuacji, do której dobierzemy odpowiedni typ rozmowy, raz trzeba pozwolić wyrzucić z siebie ten ból, żeby nie tkwił w nas, w innych przypadkach należy emocje wyciszyć, bo zakłócają realny odbiór sprawy i mogą utrudniać rozwiązanie.


I zgodzę się z twierdzeniem „Kryzys i kłótnie rozwijają związek, pokazują, czego brakuje i nad czym trzeba pracować. W przeciwnym wypadku ktoś może się wyprowadzić od tak z dnia na dzień i wtedy się kolego zdziwisz...". Dokładnie, kłótnie są istotne w związku, zawsze coś mówią i nie należy ich ignorować, dlatego należy rozmawiać o związku i jego problemach, bo jak to zwykle bywa lepiej działać profilaktycznie, bo czasem, gdy problem się rozwinie na rozmowę może być już za późno, no i pracować nad związkiem by tych kłótni a raczej powodów do nich było jak najmniej.


Zgoda, to kompromis, kompromis mogą osiągać osoby szanujące siebie i ufające sobie, rozmowa zawsze lepsza od jej braku, własne JA uznające JA drugiej osoby, życie w związku to nie walka, ani wyliczanka, tylko dbanie o siebie i ukochaną osobę jak o siebie samego.


Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (19) | dodaj komentarz

Związek to KOMPROMIS

niedziela, 12 września 2010 15:28

Żyjąc w związku czasem trzeba powiedzieć STOP, usiąść z partnerką lub partnerem i porozmawiać poważnie, ale nie o bieżących sprawach typu opłaty i zakupy, jak to zazwyczaj czynimy, a o kierunku wspólnego życia i zasadach, jakimi się podpieramy w nim.


Nie jest żadną tajemnicą, że gdy dwoje ludzi łączy ze sobą swoje życie musi pogodzić się w pewnym momencie, że niekiedy trzeba zrezygnować z własnego JA na rzecz wspólnego MY lub czasem nawet TYLKO DLA CIEBIE. Dotyczy to obu stron, nie da się żyć w partnerskim związku i nie patrzeć na potrzeby jakże indywidualne drugiej strony, nie da się samemu podejmować decyzji nawet, jeśli tylko dotyczą nas samych.


W związku nasze życie już nie jest całkiem nasze, jest wspólne, wielu osobą jest bardzo trudno to zaakceptować, buntują się, a im silniejszy i bardziej niezależny charakter tym mniejsza ochota na rezygnację z kompletnej dowolności w zarządzaniu swoim życiem. A tu przykre rozczarowanie, dwie indywidualności nieznajdujące na żadnym polu wspólnoty interesów długo ze sobą nie zostaną, nie da się jechać zaprzęgiem, w którym każdy koń ciągnie w innym kierunku. Niestety budowanie wspólnych pól, na których wiemy, że oboje w tym kierunku chcemy nasze życie prowadzić wymaga bardzo dużej dozy dojrzałości, odpowiedzialności. A to nie przychodzi ani łatwo ani też metryka nam tu nie pomoże, tutaj liczy się nasza chęć do tworzenia i zazębiania życia z drugą osobą.


Powiedzenie komuś „Kocham Cię" to najprostsza z rzeczy, jaka nas czeka we wspólnym życiu, reszta prowadzi tylko pod górkę, bo wyzwań i problemów nam nie braknie, jeśli jesteśmy zgrani i umiemy się dogadać to we dwójkę przez życie przejdziemy świetnie, każdy zakręt ominiemy i będziemy z tego dumni. Jeśli natomiast nie potrafimy ze sobą współpracować to marny los naszego związku, czasem życia, życia, które nie prosi, ale wymaga kompromisów, myślenia o drugiej osobie i wczuwania się w nią, kto tego nie potrafi, podczas kłótni będzie ciągle się zastanawiał „o co chodzi ?". A sam fakt, że to pytanie będzie się już w jego głowie pojawiało to pierwszy znak, że tych kłótni będzie o wiele, wiele więcej w przyszłości.


Najłatwiejszym i najszybszym sposobem na rozstrzyganie sporów nie jest kłótliwa wymiana zdań, ale wymagająca i poważna rozmowa, o czym większość wie, ale też najtrudniej temu rozwiązaniu ulega, bo emocje trzeba odłożyć na bok, bo trzeba zmusić siebie do innego spojrzenia na własną osobę jak i sam konkretny problem nawet, jeśli później wróci się do swojego poprzedniego zdania, poważna rozmowa to wysiłek intelektualny dla obojga, łatwiej nam jest obrzucać się wyzwiskami i uwalniać pokłady agresji, emocji, nerwów, łatwiej, ale i głupiej, warto o tym pamiętać.


Rozmowa i kompromis to budowanie czegoś, wspólnego życia, małżeństwa, dobrej przyszłości i realizacji marzeń, kryzysami i kłótniami tego nie osiągniemy, należy umieć słuchać, ale też mówić, co nam leży na sercu, zwalczyć ten nasz wewnętrzny opór przed najmądrzejszym wyjściem i chęcią ucieczki w nic niedające uwolnienie złych emocji, kłótnie.



komentarze (20) | dodaj komentarz

PIĘKNA I BESTIA

wtorek, 07 września 2010 14:04


Piękna kobieta i mało atrakcyjny mężczyzna, dobry materiał na bajkę, a w rzeczywistości na ulicy zwracają na siebie uwagę, ludzie świadomi że związek to coś więcej niż fizyczne dopasowanie mimo to dziwią się, pierwszy odruch, pierwsza myśl, jak ona z nim ? jak on z nią ? może jest bogaty ?


Ludzki umysł najczęściej kieruje się utartymi schematami, ciężko jest nam przyjąć coś innego, coś niezwykłego, pokutuje w nas błędny stereotyp, nadzwyczaj atrakcyjna i młoda kobieta, nie ładna ale piękna, taka jaką przywykliśmy widzieć na okładkach wszelkich magazynów, w naszej wyobraźni może być tylko z kimś super przystojnym lub sławnym a większość z nas wierzy że może być tylko z kimś tak bogatym że spełni jej każde zachcianki. Mężczyźni tak mówią bo zazdroszczą, kobiety bo czują się mniej atrakcyjne więc wolą taką kobietę troszkę zmieszać z błotem, oczywiście to nie tyczy się wszystkich ale jednak jest obecne. Zazdrość i zawiść to naturalne ludzkie odczucia, złe ale naturalne i prawie w każdym obecne.


Znam taką parę, ona podczas studiów współpracowała z poważną agencją fotomodelek z Wiednia, była na paru okładkach, zarabiała bardzo dobrze, podczas jednego z urlopów u rodziny, poznała mojego kolegę, narodziła się między nimi jakaś więź, przez jej ostatni rok studiów w Austrii i zarazem tam pracy, mieli ze sobą kontakt przez Internet, ona wyrywała się do niego w każdy możliwy weekend, zakochali się w sobie. On ani nie jest Apollem, przeciętny gościu, sławny to chyba jest w gronie znajomych, a bogaty ? nie nazwę tak kogoś kto zarabia 5 tysięcy złotych, ona tyle potrafiła zarobić za jeden dzień sesji zdjęciowej. On po prostu jest dobrym człowiekiem, mądrym, rozsądnym, do rany przyłóż, i sobą, swoim banalnie mówiąc wnętrzem wygrał dziewczynę ze snów nie jednego faceta.


I są parą, od dwóch lat, dostałem właśnie zaproszenie na ich ślub i od razu o tym pomyślałem, piękna i bestia, to możliwe, i jak bardzo pokazuje co tak naprawdę się liczy, na czym polega więź łącząca dwoje...  



Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 615