Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367592
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

OSOBNE WAKACJE W ZWIĄZKU – MOŻLIWE?

poniedziałek, 27 sierpnia 2012 10:50

 

 

Wyjazdy wakacyjne zazwyczaj organizujemy rodzinnie lub wraz z grupą najbliższych przyjaciół, z całkowicie zrozumiałych przyczyn. Urlop z bliskimi fajna sprawa, ale co jeśli dwie osoby będące w związku, a jeszcze lepiej będące małżeństwem, mają kompletnie różne wizje wypoczynku, których w żaden sposób nie da się pogodzić. Wolny czas i środki finansowe ograniczone, a rezygnować i iść na kompromisy rok za rokiem już nie chcemy…

 

Wiele osób nie wyobraża sobie osobnego wyjazdu, wychodząc z prostego założenia, jestem z kimś, to z tym kimś jadę, koniec kropka, a jeśli nie mogę mieć tego co lubię muszę zagryźć zęby i przełknąć to, prawdopodobnie druga strona robi podobnie. A mnie się to nie podoba! Dlaczego bycie w związku koniecznie musi nas zmuszać do ciągłych kompromisów, czasem warto te kompromisy odstawić na bok…

 

Po co sobie życie utrudniać. Kilka dni rozłąki nikomu nie zaszkodziło, a czasem wręcz przeciwnie, może przypomnieć za kim warto tęsknić, a wchodząc w jakąś relację przecież nie wyrzekamy się prawa do spędzania czasu tak jak lubimy. Jedno może lubić wędkowanie a drugie wspinaczkę górską, jednocześnie realizować raczej ciężko, raz wybrać to a raz tamto niby jest to sposób, ale czemu sobie zawsze odpuszczać. Chcieć swobody i dawać komuś swobodę, w dojrzałej relacji nie stanowi to problemu! Partnerzy sobie ufają, rozumieją siebie i swoje potrzeby. Tylko tam gdzie jest brak pewności, budzi się chęć pełnej kontroli nad życiem partnera, partnerki.

 

Śmieszny może być odbiór takich osobnych wyjazdów wakacyjnych, raczej większość będzie się w nich doszukiwała drugiego dna… a może im się nie układa? może ich już nic nie łączy? może… no tych „może” będzie wiele! Ludziom bardzo trudno jest zaakceptować międzyludzkie zaufanie i szacunek dla odmienności, upraszczając miłość i związki jako wybory, które muszą wpływać na każdy element naszego życia, naszych charakterów, odbierając tym samym prawo do indywidualnego spędzania czasu.

 

Jest też taka prawda… odejdź jak najszybciej możesz od każdego kto tłumacząc miłością, chce cię zmusić do porzucenia twojej pasji, przemeblować twoją osobowość… Nie warto być z kimś kto nie rozumie ciebie, a pasja, jak i wiele innych elementów jest ważną częścią składową człowieka... Ja nie mówię, że niekiedy nie należy coś lekko ograniczyć, dostosować, ale wyzbyć się… nigdy!

 

Pod wpływem partnerów zmieniamy się, pod wpływem doświadczeń życiowych także przechodzimy metamorfozę, ale rzeczy, które kochamy w sobie musimy zachowywać. Wiele osób przekonało się że porzucenie swoich pasji sprawia, że po jakimś czasie pustka jaką pozostawia wycięty fragment własnej osobowości, staje się miejscem ciągłych zapaleń, promieniujących na wszelkie inne sfery życia. Nikt po kilku latach wspólnego życia nie chciałby się obudzić z przekonaniem, że coś go w życiu ominęło, że zrezygnował z integralnej części siebie i żałuje niewykorzystanych szans. Miłość i związek ma wpływać pozytywnie na nasz rozwój, na nas i cale życie, jeśli tego nie robi, to jest tu coś nie tak!

 

Osobne wakacje, pasje, zainteresowania i sposoby na spędzanie wolnego czasu nie powinny dziwić, wszak umiejętność odpoczywania osobno nie oznacza braku umiejętności i chęci wspólnego spędzania czasu…  

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (26) | dodaj komentarz

LENIWI OJCOWIE

sobota, 11 sierpnia 2012 10:30

 

W poprzedniej notce pisałem o „dobrych” mamusiach, czas na „cudownych” tatusiów. Ojciec w życiu dziecka ma do spełnienia bardzo ważną rolę, równie istotną jak matka, choć dziecko zazwyczaj związane jest bardziej z kobietą, to także spogląda na ojca w poszukiwaniu wzorów postaw życiowych… I jakie to wzory nowocześni ojcowie prezentują swoim dzieciom?

 

Zacznijmy staroświecko, uderzając w jedną z podstaw… mężczyzna ma zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie, zarobić na nią, standardowe podejście, no i do dziś każdy szanujący się facet uważa, że to jest jego rola, słusznie! ale przecież nie jedyna. Problem w tym stanowisku wynika z faktu, że wilki za oknem już nie biegają, mężczyzna nie musi więc chwytać za broń i bronić rodziny fizycznie. Obecnie musi się wykazać rozsądkiem, dojrzałością i tutaj natrafiamy na kłopot, bo wielu przedstawicieli płci brzydkiej bardzo długo pozostaje małymi chłopcami i zapomina dorosnąć do swojej roli.

 

Jeśli nie przed drapieżnikami ma bronić najbliższych to zostaje mu obrona dobrobytu rodziny, dbałość o bezpieczeństwo finansowe, jakie powinien zapewnić swoim najbliższym. Nie od dziś wiadomo, że rolę wilków przejęły banki dające kredyty na wszystko, a potem (szok!) oczekujące spłaty długu… Zagrożenia czyhają wszędzie! Choćby na podwórku sąsiada, jeśli on ma dobry samochód, to nowoczesny tatuś rozum zamienia na balonik napompowany jego własnym EGO i pozornie by pokazać wszystkim, że jest w stanie finansowo radzić sobie w życiu, koniecznie zadłuży się by mieć lepszy wóz… lepszy dom, lepsze wakacje itp. Niestety listę można by ciągnąć w nieskończoność… W świecie gdzie sukces i męskość liczy się liczbą zer na koncie zapomina się o innych jej atrybutach.

 

Odbiegam od tematu notki? nie, wskazuje czym się dzisiejszy facet kieruje, a o czym zapomina, jak nietrudno się domyślić taka postawa życiowa przekłada się na wiele aspektów życia, w tym na rodzinę i wartości przekazywane swoim pociechom.

 

Mężczyźni, w przeważającej większości zapomnieli, że aby nazwać się dobrym ojcem nie wystarczy zapełnić lodówkę… prawdziwy mężczyzna musi dbać o rodzinę, w każdy sposób, nie tylko finansowy. Dziecko w tej układance nie może być elementem, któremu okazuje się uczucia drogimi zabawkami, oczywiście dzieci są łase na prezenty, ale każde dziecko w naturalny sposób potrzebuje uwagi ze strony rodzica, i tu dzisiejszy facet jest kompletnym idiotą…

 

 

 

Jak często widać ojców bawiących się ze swoimi dziećmi? grających w piłkę, puszczających latawce? Mój ojciec potrafił ze mną zrobić łuk, grać w piłkę, opowiadać różne ciekawe historie, uczyć rysować, jeździć na rowerze, pomagać lepić modele, inspirować do kolekcjonowania różnych przedmiotów, rozbudzać ciekawość świata w każdej wolnej chwili biorąc mnie na wycieczki, robić tysiące rzeczy na które nie zawsze miał siłę… Czy to nie był wysiłek? czy nie łatwiej mu by było usiąść na kanapie? Dziś jestem mu wdzięczny za każdą minutę tego czasu, a obecne dzieciaki za co będą wdzięczne? za moment zapłacenia za grę komputerową? bo tylko tyle czasu w tym zagonionym świecie rodzic może znaleźć dla dziecka? Liczą się pewne priorytety! Teoretycznie rodzina u każdego jest na pierwszym miejscu, praktycznie praca dawno zajęła wszystkie miejsca na podium.

 

Lenistwo! nie zawodowe, rodzinne lenistwo… Jak często nowoczesny ojciec po pracy włącza sport w TV zamiast iść do pokoju dziecka, zapytać go co robiło, coś mu opowiedzieć, bawić się…? Pewnie, można tłumaczyć takie postawy, że wybierają ciężką pracę dla dobra rodziny poświęcając tym samym z konieczności ten czas dla najbliższych… A ja mówię, BZDURA! Praca pracą, kariera karierą, ale czasem warto zarobić zamiast na Egipt to na wakacje nad jeziorem, byle znaleźć czas na dziecko. Prawdziwego faceta poznaje się nie po samochodzie jaki ma w garażu, ale po jego dziecku, po kontakcie jaki ma ze swoją latoroślą, po tym co przekazał, czego nauczył…

 

Nie wolno nam się dziwić słysząc o makabrycznych zachowaniach młodych ludzi, jeśli ich wychowanie ograniczono do pytania „Co tam w szkole?” i „Odrób lekcje”.

 

Oczywiście można zrozumieć, że czasem się czegoś komuś nie chce, nie ma siły, ale ta wymówka nie działa każdego dnia, nie może być permanentnym wytłumaczeniem. Właśnie lenistwo wobec rodziny tłumaczy ten olbrzymi wysiłek jakim dla takich facetów jest usiąść obok swojego dziecka i porozmawiać z nim… łatwiej włączyć TV, wstać po puszkę piwa zamiast podnieść zabawkę swojej pociechy i z nią się powygłupiać. Leniwi ojcowie kończą pracę po powrocie do domu, uznają, że ich praca i obowiązki kończą się po przekroczeniu progu… Nie ma już chyba głupszej logiki… A jednak, tacy tatusiowie mają gdzieś życie swoich dzieci dopóki czegoś nie przeskrobią i wtedy mogą się wykazać jako sąd domowy i wymierzyć karę. Czy budują swój autorytet w oczach młodego człowieka? nie! siłą, groźbą i karą, szacunku się nie buduje, prędzej traci się kontakt i zaufanie jakie między rodzicem i dzieckiem powinno istnieć.

 

Stało się coś niedobrego z wzorem męskości. Kiedyś rola ojca w wychowaniu dzieci była tak oczywista i istotna, mimo iż wówczas twierdzono że opieka nad dzieckiem była wyłącznym obowiązkiem kobiety. Na ironię losu zakrawa fakt, że wydaje mi się, iż wtedy bardziej niż dzisiaj, dzieci mogły liczyć na udział ojca w ich wychowaniu. Obecne maluchy mają mniej ojców w swoim życiu niż w czasach w których o równym podziale domowych obowiązków nikt nie słyszał.

 

Wkład w wychowywanie potomka przez bardzo wielu mężczyzn jest traktowany jako niemęski, mimo pozytywnych przykładów, które są dość częste. Większość uważa, że to nie jest ich zadaniem, ale hipokryzja króluje! bo gdy tylko się ich zapyta o to, to pewni siebie odpowiedzą, że jak najbardziej, udzielają się, uważają to za istotne itp. ale to tylko przykrywka, praktyka widoczna w życiu mówi zupełnie inaczej! I to jest przykre… ja osobiście wstydziłbym się nazwać mężczyzną gdybym swoje rodzicielstwo ograniczył do przyniesienia pensji do domu.

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (12) | dodaj komentarz

PRZEZ ZACIŚNIĘTE ZĘBY

wtorek, 07 sierpnia 2012 9:38

 

Za każdym razem, gdy jestem w jakimś dużym przybytku konsumpcyjnego żywota spotykam się z tą samą sceną, zmieniają się tylko jej aktorzy… scenariusz pozostaje ten sam i wywołuje we mnie niegasnący niesmak… Zaczyna się zazwyczaj, gdy zajęty ładowaniem do koszyka swoich zakupów słyszę jak za mną, obok mnie albo przede mną, jakaś (dobra?) MAMUSIA chwytając nerwowo swoje dziecko zniża się do niego marszcząc czoło i przez zaciśnięte mocno zęby (tak żeby nikt za dużo nie usłyszał i z jakiegoś powodu nie zwrócił na nią uwagi, choć szczerze nie wiem jak można taką scenę przeoczyć…) mówi do dziecka z wyraźną pretensją, wrogością i praktycznie agresją… USPOKÓJ SIĘ, SŁYSZYSZ! CHODŹ TU! NIE KRĘĆ SIĘ! BO CIĘ TU ZOSTAWIĘ!

 

I tak naiwnie sobie myślę, czy to norma? Czy większość matek tak zachowuje się wobec swoich małych pociech? Wydaje mi się, że te, które tak często w takich sytuacjach słyszę, zapominają, że dziecko to nie rzecz, to nie przedmiot, który wstawia się do mieszkania czyniąc go tym samym swoim, to mały człowiek! Czy te matki zapominają, że dziecko jest ruchliwe? ciekawskie? szybko się nudzi a niezadowolenie czy też kilka innych emocji okazuje najprościej jak umie, przez płacz, krzyk, jest przecież dzieckiem! To rodzic ma za zadanie być tym rozsądnym dojrzałym człowiekiem, który to dziecko wychowuje, no a w takiej sytuacji? Zastanawiam się, czego może nauczyć swoje dziecko taka matka? Przecież wyraźnie pozwala by nerwy wzięły górę, w żaden sposób nie potrafi dotrzeć do swojego małego skarbu jak tylko krzykiem, groźbą, a nawet fizyczną przemocą, bo czym jest ściskanie dziecka za rękę, nie trzymanie a mocne ściskanie, że o szarpaniu nie wspomnę…?

 

Uważam, że do dziecka w każdym wieku rodzic przy odrobinie chęci i cierpliwości może dotrzeć, od małego człowieka nie wolno oczekiwać dorosłych postaw, że mając pięć latek zrozumie, że nie wypada mówić wśród ludzi o kupce, lub nie płakać, gdy jest zmęczony, trzeba uczyć, wychowywać, ale nie krzykiem, groźbą, szarpaniem… stosując takie metody, co najwyżej można z siebie zrobić potwora a swojemu dziecku wpoić ten jakże prymitywny sposób komunikacji opartej na sile.

 

Nie wiem, co sądzić o takich matkach, przerażają mnie… i choć starają się być cicho, zniknąć w tłumie, nie potrafią zrobić nic innego tylko krzyczeć na swoje dziecko, chyba się tego wewnętrznie wstydzą, bo po cóż to marne krycie się z tym, dumą ich własne zachowanie chyba je nie napawa…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (25) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 592