Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 885 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3372673
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7384

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

OSTATNIE 10 LAT – JAK ZMIENIŁO SIĘ NASZE ŻYCIE ?

sobota, 28 sierpnia 2010 12:14

 

Pamiętacie życie bez komórki, albo z komórką tylko do dzwonienia i wysyłania wiadomości sms na czarno białym ekraniku ? bez odtwarzacza MP3 w kieszeni ? nagrywarki DVD w każdym komputerze i Internetu w prawie każdym domu ? bez telewizorów cienkich jak książka i aparatów cyfrowych ? Bez tych rzeczy żyliśmy jeszcze dziesięć lat temu, dziś wydaje się nam to niemożliwe, ale technologia otaczająca nas, na co dzień zmieniła się ogromnie, czy zauważamy tą zmianę ?


Telefony komórkowe


W roku 2000 posiadanie telefonu komórkowego nie było już wielkim szpanem w przeciwieństwie do sytuacji z kilku lat wcześniej, ale mimo to telefony w prostym odbiorze mówiły o sobie, że są raczej dodatkiem w celach komunikacyjnych i to w sytuacjach naprawdę wymagających a nie podstawowym elementem kontaktu z druga osobą na odległość. Koszty za połączenia, słaba konkurencja, dopiero rozszerzający się rynek sprawiał, że na wakacjach każdy z nas jeszcze musiał stać w kolejce do budki telefonicznej, pamiętacie ? a ci, co mieli telefony ? no cóż, naciśnięcie przycisku „połącz" kazało zastanowić się dwa razy czy warto. Czarno białe ekrany czarowały nas możliwością ustawiania tapet złożonych z małych czarnych pixeli, kto by pomyślał wtedy, że za parę lat nawet kilkuletnie dzieci będą miały telefony. I czy aby na pewno można je nazwać jeszcze telefonami, przenośne centra rozrywki, aparaty, kamery, Internet, terminarze, radia, odtwarzacze muzyki, dotykowe ekrany wyglądające i działające jak w filmach sci fi.


Komputery


W 2000 r. miałem jeszcze dwuletniego PC z procesorem Intela 166 MHZ MMX i 48 MB RAM, twardym dyskiem 1,6 GB i stacją dyskietek, odtwarzaczem CD bez możliwości nagrywania płyt i odtwarzania DVD. W 2001 r. kupiłem komputer już z procesorem 1,8 GHZ, 256 MB RAM i dyskiem 40 GB no i z nagrywarką DVD, jakie było to wspaniałe uczucie móc nagrywać filmy, kopiować je, dziś to takie oczywiste, ale wtedy ? wraz z nowym komputerem pojawił się u mnie dostęp do Internetu i otworzył się dla mnie i wielu moich rówieśników nowy świat. Dzisiejsze komputery, kilkakrotnie zwiększyły swoje możliwości, a z nimi my sami, warto też zwrócić uwagę na laptopy, dziesięć lat temu były ciężkie i potwornie drogie, nie każdy posiadacz zwykłego PC mógł sobie pozwolić na laptopa, obecnie, owszem za laptopa z tą samą konfiguracją, co komputer stacjonarny trzeba zapłacić troszkę więcej, ale teraz to już tylko kwestia wyboru czy chcę to czy tamto a nie możliwości finansowych.


Odtwarzacze MP3


Dziesięć lat temu słuchaliśmy płyt CD, zgrywaliśmy sobie je na komputery i tyle, królowały przenośne odtwarzacze płyt, duże i nieporęczne, jeszcze MP3 nie umiały odtwarzać, czyli 16 piosenek na płytce, chodzić z kilkoma płytami ? czy dziś sobie to wyobrażamy ? mały wybór, rozmiary, tak naprawdę mała mobilność, to prawda, że w dwa lata później już pojawiły się szeroko dostępne odtwarzacze płyt czytające format MP3, ale szybko znikły, bo zaczął się bum na małe cyfrowe odtwarzacze, zwiększyła się liczba piosenek ograniczana już tylko pamięcią, wchodziło MP4. Już przenośnie nie tylko muzykę słuchaliśmy, ale i oglądaliśmy filmiki, teledyski, zdjęcia wgrane na małe przenośne urządzenia ułatwiające nam życie. Dziś mamy kilka tysięcy piosenek zawsze przy sobie, nawet trochę telefony przejęły funkcje odtwarzaczy MP3.


Aparaty cyfrowe


W 2000 r. zdjęcia robiło się aparatami utrwalającymi zdjęcia na kliszy, 24 lub 36 klatek na film, z wakacji przywoziło się mniej więcej dwa filmy, dziś tyle zdjęć wykonujemy jednego dnia, gdy mamy tylko okazję, zdjęcia nie dało się cofnąć, poprawić, upiększyć na komputerze, a ceny wywoływanych zdjęć do najmniejszych nie należały w porównaniu z obecnymi paroma groszami za odbitkę. Nasze komputerowe albumy dziś pęcznieją od pamiątek uwiecznionych w czasie, sami decydujemy, co wywołamy a co nie, sama fotografia rozpowszechniła się, bo można bez konsekwencji w stylu filmy i wywoływanie żeby zobaczyć efekt robić zdjęcia i bawić się samą fotografią. Sama jakoś sprzętu także poszybowała w górę, w 2003 r. 3 MPIX to był standard, w 2004 już 4 MPIX a dziś ? 10 ? 12 ? nie robi na nikim wrażenia o innych specyfikacjach sprzętu to już nawet nie warto mówić, potwornie wiele się zmieniło w tak krótkim czasie.


Telewizory


Na początku tego wieku, przeciętny telewizor w naszych domach miał 21 lub 24 cale, był ciężki, duży, nikt by wtedy nie uwierzył, że za parę lat telewizory jak i sama jakoś obrazu i dźwięku, cyfrowe możliwości, zmienia sposób patrzenia na telewizję. Płaskie, cienkie jak książka obecne telewizory, które można wieszać na ścianach jak obrazy, o ekranach 32 calowych, 42 itd. będą w większości domów standardem, kto by pomyślał ? czy to, co dziś mamy jeszcze nie tak dawno wydawałoby się nam możliwe ?


To tylko kilka przykładów, jak na przestrzeni niespełna dziesięciu lat, wszystko wokół nas się zmieniło, na co dzień chyba tego nie dostrzegamy, warto jednak niekiedy spojrzeć kilka lat wstecz żeby sobie uzmysłowić jak technologia zmienia nasze życia i żeby spojrzeć też w przyszłość, co będzie za następne 10 lat ?


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (13) | dodaj komentarz

MEDIALNE ZMĘCZENIE

środa, 25 sierpnia 2010 10:44

 

Media nie odpuszczają, powtarzają ciągle to samo aż do znudzenia, pierwszym i jedynym tematem w Polsce jest „krzyż pod pałacem" i „Katastrofa Smoleńska" reszta jest nieinteresująca i wygląda, że nie wymaga dyskusji.

 

Bez względu na porę dnia, bez względu na stację, czy nawet gazetę, jedyne, co widzę to kipiący ogłupiający spektakl dla widzów, którymi nie wiem czy z przymusu, ale jesteśmy my wszyscy. Jestem tym już poważnie zmęczony, w naszym kraju nie istnieją inne problemy, tylko i wyłącznie sprawa pamięci ofiar tragedii z 10 kwietnia, krzyż łączący chrześcijan w bratniej nienawiści do samych siebie i nic... nic dosłownie nic...


U nas politycy lubią udawać wielkich patriotów, rozdzierając szaty na wizji i pokazując jak im zależy na Polsce, żadna sztuka przecież krzyczeć, że „Polska jest najważniejsza" albo „Zgoda buduje" trudniej przecież mieć realne argumenty, pomysły, spierać się o elementy tworzenia prawa, funkcjonowania państwa. Trudniej, więc politycy się tym nie zajmują a my chyba tego nawet od nich nie wymagamy, bo czego sam jestem przykładem oglądamy jednak programy gdzie mądrzy ludzie zajmujący się mediami przypominają nam, co nas interesuje, igrzyska, igrzyska polityczne a nie polityka. Dlatego ciągle wracamy do spraw tak naprawdę nie istotnych dla byty państwowego, dla przeciętnego zjadacza chleba, wmawia się nam, że to jest istotne, ale nie jest i w głębi siebie każdy to czuje.


Politycy rozgrywają swoje małe wojenki bawiąc się naszymi emocjami na wizji, no i to na ludzi działa, emocjonujemy się, przeżywamy, rozmawiamy o tym i tamtym, ale jak to bywa z emocjami po jakimś czasie stygną, chciałoby się usłyszeć coś nowego i interesującego, a tu nic... W kraju nad Wisłą nie ma planów rozwoju, strategii działania państwa, jego dyplomacji, armii, celów i wyznaczników do osiągnięcia sukcesu. Polska na tym traci, jesteśmy chyba jednym z niewielu w miarę poważnych państw, które tym się nie zajmuje, w Stanach rząd opracowuje plany na następne 30, 40 lat do przodu, przewidując szanse i zagrożenia, zmiany w świecie i cele, my natomiast lubimy wszystko robić z ułańską fantazją, co w chwilach trudnych bywa naszą zaletą, ale w czasie pokoju i momencie dobrym na rozwój naszą największą wadą.


Nie, żadna partia, żaden rząd o tym nie myślał, wszyscy od lewa do prawa tylko udają, że myślą, to, co ich pasjonuje to wojny medialne, jak jeden udzieli wywiadu oskarżając drugich o takie i takie błędy to następnego dnia drugi zorganizuje konferencje i udzieli wywiadu dementując i atakując tamtego, i tak w kółko będą się prześcigać w bzdurnych sporach, a media żerują na tym, czego może tak do końca nie mam im za złe, no, bo kto by oglądał rzeczową dyskusję o sprawach państwa, czy nie przyjemniej i łatwiej jest oglądać brzydko mówiąc „nawalankę" bez sensu i znaczenia za to śmieszną, tragicznie śmieszną, ale śmieszną.


Jestem zmęczony, czekam aż coś drgnie w tym temacie, ale wątpię żeby to było szybko, przecież idą wybory samorządowe, znów będzie „Smoleńsk" i „krzyż", a i powstanie pomnika dla ofiar będzie jeszcze w mediach długo, będzie kłótnia o miejsce, projekt, kto za a kto, przeciw, czemu tak długo i kto odpowiedzialny, jeden wielki serial nudzący i ogłupiający. Wniosek chyba jest prosty, jesteśmy tak potężnym i bogatym państwem, tak idealnie funkcjonującym, że nasze największe zmartwienia to pomniki, ach jak to dobrze, że żyję w takich wspaniałych czasach, mlekiem i miodem płynąca kraina, tylko, komu za to podziękować ?


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (5) | dodaj komentarz

INNE SPOJRZENIE NA PIĘKNO

sobota, 21 sierpnia 2010 10:34



Mężczyźni inaczej od kobiet określają piękno. Jeśli zapytać kobietę, którą inną kobietę uważa za piękną albo przynajmniej ładną, uzyskamy zaskakującą odpowiedź, odpowiedź, pod którą z całą pewnością 80% mężczyzn by się nie podpisało uznając, że ta „Pani" nie ma nic wspólnego z tym, co im wydaje się atrakcyjne, tylko w nielicznych przypadkach męskie i damskie określenie urody płci pięknej są podobne, dlaczego ?


Kobieta, gdy patrzy na drugą kobietę, jeśli chce określić czy może ona być ładna i atrakcyjna dla facetów, analizuje nie te elementy, na które mężczyzna zwraca najpierw uwagę, lub też nie w ten sposób. A przecież teoretycznie mniej więcej określenie piękna powinno być takie same, kobiety powinny zdawać sobie sprawę, jakie przedstawicielki ich płci są najbardziej atrakcyjne a jakie nie, no i oczywiście dążyć do podobieństwa do tych najbardziej... jeśli to możliwe.


Podczas spotkania moich znajomych ktoś właśnie nieoczekiwanie rzucił pomysł porównania gustów, w sieci obejrzeliśmy parę zdjęć mniej lub bardziej znanych kobiet, Panie, które nam towarzyszyły miały pierwsze mówić czy według nich ta czy inna kobieta jest atrakcyjna i może się nam mężczyzną podobać. Kilka minut utwierdziło nas, że spojrzenie na piękno jest zupełnie odmienne.


Pierwsze zdjęcie, Panie patrzą i mówią, że niby ładna, ale tak jej coś ta fryzura nie pasuje, no my patrzymy, może i fryzura gorsza, ale dla nas mężczyzn jest oczywiste, że twarz kobiety ze zdjęcia jest świetna, kobiety obserwowały makijaż, fryzurę, my układ kostny twarzy, usta, oczy.


Drugie zdjęcie, kobiety mówią, że ta dziewczyna jest ładna, fajnie ubrana, dobrze pozuje, miło się uśmiecha, w fajnym miejscu... znów zwracają uwagę na dodatki, które my też dostrzegamy i dobry styl cenimy, ale nie jest on dla nas wyznacznikiem atrakcyjności, zły gust kobiety, sposób ubierania i czesania, rodzaj torebki i butów, może czasem psuć urodę, ale nie odbiera tego, co dana kobieta ma od natury... My patrzymy i dla nas dana dziewczyna jest zwyczajnie brzydka, ledwo widoczne piersi, niezgrabne pośladki, stopy jakieś takie za duże.


Trzecie zdjęcie, Panie uważają, że głupio dziewczyna z fotki się ustawia, że beznadziejnie pozuje i dlatego też fatalnie wychodzi, że nie wygląda sympatycznie, włosy ma za długie, że jedyne, co ma ładne to oczy, takie niebieskie, głębokie, w opinii mężczyzn ustawienie było idealne, bo eksponowało biust, ładny i kształtny widok piersi przykuł naszą uwagę, po za tym nogi, idealne, na oczy i sympatyczność nie zwróciliśmy uwagi.


Czwarte zdjęcie, opinie podzielone, kobiety widzą znów oczy, że są fajne, dostrzegają nieco odstające uszy i krytykują ubiór, ale mówią, że biust jest niezły i uśmiech. My dostrzegamy mankament uszu, oczy ok., biust też, ale sylwetka zbyt gruba, twarz nieproporcjonalna wobec oczekiwań, tam koścista tu zaś zbyt gruba, jakieś takie dziwne. Panie, że ładną pozę przyjęła, my, że palce zbyt długie a paznokcie na kilometr sztuczne, a stopy lekko, ale jednak zbyt płaskie, Panie widzą opaleniznę my kuszące usta.


Jeszcze było wiele zdjęć i wiele różnic, na 30 fotek w pięciu była zgoda, a w kolejnych pięciu mieszane odczucia po obu stronach reszta to inne opinie.


Mijamy się w ocenach, mijamy się w postrzeganiu, może, dlatego że kobieta to dla nas obiekt seksualny a dla kobiet tylko element porównawczy. Tylko, jaki z tego wniosek, jeśli Panie oceniają inne kobiety inaczej niż my, czyli inaczej widzą atrybuty atrakcyjności dla nas, to mylenie też podążają w dbaniu o swoją urodę, eksponują nie te elementy, na które my patrzymy, zwracają w swoim wyglądzie uwagę na to, co może nie jest bez znaczenia, ale z całą pewnością nie stoi na początku ani nawet czasem pośrodku listy męskich oczekiwań odnośnie piękna. Oczywiście wszystko to jest dość subiektywne, nie mniej tkwi w tym pewnie trochę więcej prawdy o nas niż się zdaje na pierwszy rzut oka.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (72) | dodaj komentarz

NA SPRAWIE KRZYŻA STRACILI WSZYSCY, ALE NAJBARDZIEJ KOŚCIÓŁ

wtorek, 17 sierpnia 2010 9:59

 

 

Wydarzenia, jakie miały miejsce przed pałacem prezydenckim a ich przedmiotem był KRZYŻ, symbol chrześcijaństwa, odbiją się w przyszłości mocniej niż się nam zdaje na naszej politycznej i społecznej rzeczywistości, właściwie na tej sprawie wszyscy stracili, ale tak naprawdę najbardziej stracił kościół, choć najmniej chciał w całe zajście interweniować to właśnie w tym braku działania poniósł porażkę, która zburzy spokojne szeregi hierarchii kościelnej.


W moim odczuciu przy sprawie krzyża przed pałacem prezydenckim wszyscy się ośmieszyli, skompromitowali i wszyscy na tym stracili. Stracił Prezydent Bronisław Komorowski i szef jego kancelarii, bo nic nie zrobili, okazali się ulegli i słabi, pozwolili na przedłużanie pikniku pod krzyżem, a co za tym idzie do szerzenia niepokojów społecznych, bo to społeczeństwo nie te zebrane na Krakowskim Przedmieściu, ale w całym kraju podzieliło się, na tych chcących krzyż zostawić i na tych chcących go przenieść. Nowy prezydent jako pierwszy swój sukces tyle, że negatywny może uznać rozszerzenie małego konfliktu na cały kraj, szkoda, bo przy tej sprawie mógł się wybić gdyby ją dobrze poprowadził.


Stracił PiS, i jego prezes, bo choć myśleli, że tą sprawą zwiążą platformę, oszkalują nowego prezydenta, rozbudzą niechęć katolików do platformy, a sami jako ci, co to bronią wartości chrześcijańskiej i pamięci ofiar tragicznej katastrofy zyskają w oczach wyborców popełnili ogromny błąd. PiS, którego największym problemem od ostatnich trzech lat jest jego wizerunek z okresu rządów tej partii, czyli kłótliwy, zaściankowy, brutalny, dzielący i konfliktujący, ten PiS próbujący uciec od tego wizerunku, symulując zmiany wizerunkowe partii i samego prezesa, przy tej sprawie sam przypomniał wyborcom, jacy byli, gdy rządzili i poparcie poszybowało znów w dół. Jarosław Kaczyński brak swojej wygranej w wyborach uznał za porażkę, podczas gdy było to jego zwycięstwem bo kampania prowadzona przez obecnie już odsuniętych działaczy jego partii świetnie się sprawdzała i dawała większe od oczekiwanego poparcie, ludzie mniej refleksyjni uwierzyli w wielką przemianę, taka szansa i takie okoliczności już się nie powtórzy, PiS przegrał swoją przyszłość na własne życzenie wracając do dzielenia ludzi i brutalnej walki politycznej.


Platforma przegrała najmniej, bo cała moc krytyki PiS-u skupiała się na nowym prezydencie a premier sprytnie milczał, kilka wypowiedzi działaczy PO za przeniesieniem krzyża nic nie zmieniało, bo główny konflikt społeczeństwo kojarzyło tylko i wyłącznie jako spór między ludźmi wspieranymi i podjudzanymi przez PiS w obronie krzyża i tymi z otoczenia prezydenta jak i samego nowego prezydenta nic nierobiącego przecież przed jego pałacem. Taka mała różnica a jednak ma znaczenie.


Straciła pamięć o tragicznie zmarłym Prezydencie Lechu Kaczyńskim, obrońcom krzyża chodziło o upamiętnienie godne jego śmierci, a tak naprawdę sprawili, że zmarły prezydent zamiast kojarzyć się ogółowi społeczeństwa dobrze, bo w wyniku współczucia, dobrego mówienia o zmarłych i samego cienia tragedii ludzie na chwilę zapomnieli, że był nieudolnym prezydentem jednej partii a nie wszystkich, źle oceniany za prezydentury następnego dnia po katastrofie kochany, tak miało zostać, byłoby dobrze, niech spoczywa w pokoju... ale obrońcy krzyża wyciągają go do rozgrywki w obecnej polityce i swoimi działaniami niszczą dobrą pamięć dzieląc znów obywateli, wizerunek zmarłego niszczony przez największych jego zwolenników, ironia losu.


Stracili harcerze, bo ich dobry gest na czas żałoby po jej zakończeniu został przywłaszczony przez polityków i spór, który jeszcze kilka miesięcy temu byłby niewyobrażalny, harcerze szybko już nie podejmą kolejnych publicznych działań, bo, po co się mieszać w coś, co sprowadza potem na nich gromy i szarga imię całej formacji, przykre, bo tym młodym ludziom nie o to chodziło, czasem za dobre intencje dostaje się w kość.


I co najważniejsze, najbardziej bolesne, kościół stracił najwięcej na tej sprawie. Od samego początku konfliktu na Krakowskim Przedmieściu kościół szukał rozwiązania, dobrą rzecz wynegocjował, hierarchia kościelna starała się być w cieniu widząc emocje ludzi dotyczące całego zajścia, biskupowi uznali, że jeśli będą z boku sprawy to konflikt uderzy w polityków jednej i drugiej strony, ale nie w nich, bo przecież oni zachowując stoicki spokój, rozwagę mieszać się w konflikty nie będą. BŁĄD, czy chcieli czy nie, wmieszani zostali, a przedmiot sporu od kościoła odsunięty zbyt daleko nie może być, bo jest jego symbolem !


Najśmieszniejsze były wypowiedzi biskupów mówiące, że to nie ich problem, bo krzyż przed pałacem prezydenckim a raczej konflikt o jego pozostawienie jest konfliktem politycznym a nie religijny i kościół nie musi się odnosić do przepychanki i gorszących scen, szybko ktoś mądry te wypowiedzi ukrócił, bo wręcz nielogiczne może się wydawać, że krzyż jako symbol religijny to nie sprawa kościoła, gdy o niego ludzie się biją, śmieszne, to właśnie głównie sprawa kościoła, bo to ich symbol, naszą religię, szargano w politycznych przepychankach.


Efekt, ludzie zobaczyli słabość kościoła, jego podział wyraźniejszy niż do tej pory, na ten mający wizje wiary i POLSKI odpowiadającą ojcu dyrektorowi i ten bardziej neutralny odpowiadający zdecydowanie większej liczbie ludzi. Wyznawcy z pod znaku Rydzyka już dawno mieli swoje poparcie i swoich wrogów, ale ta część kościoła inna, spokojniejsza i wyważona była właściwie nieruszana w mediach i społeczeństwie, teraz to się zmieni, ludzie niechętni ojcu dyrektorowi staną się niechętni także do reszty kościoła, bo w momencie największej próby zamiast umoralniać tylko działać ta część kościoła schowała się za murami episkopatu i milczała. A jak już ostatnio kościół mocniej zaczął przemawiać to nie dość, że za późno to jeszcze, co parafia i co biskup to innym głosem, kościół powinien być jednością, został rozdrobniony na grupki „za i przeciw" jak Polska długa i szeroka, a brak jedności oznacza zawsze słabość.


Wizerunkowa ale i faktyczna tragedia dla kościoła, a najgorsze jest, że tej złej maski nie uda się im szybko zmyć, do kłótni polityków przywykliśmy, szybko zapomnimy i zajmiemy się nowymi sporami w sejmie, harcerze się wycofają w cień i zajmą się harcerstwem, zapomnimy, pamięć o zmarłych może za parę lat znów będzie dobra a podział o krzyż przejdzie do historii jako jedno z tych emocjonujących, ale mało istotnych dla ogółu zdarzeń jednego sezonu. Kościół za to będzie pękał dalej, kościoły katolickie na całym świecie przeżywają coraz większe kłopoty, bo ludzie coraz mniej są religijni, w Polsce jeszcze nie jest tak źle, ale z roku na rok będzie coraz gorzej, a autorytet kościoła, no cóż, kamień po kamieniu rozpada się, sprawa krzyża ten proces przyśpieszyła a fala wewnątrz kościelnych konsekwencji i podziałów szybko nie minie, ludzie nie od wiary, ale od kościoła mogą się odwracać a na to już lewica czeka i nie zawaha się wykorzystać tej okazji i też na tym straci w dłuższej perspektywie.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (9) | dodaj komentarz

POLSKI PATRIOTYZM W XXI WIEKU

niedziela, 15 sierpnia 2010 10:28

 

Wszyscy znamy postawy patriotyczne z przeszłości, szabla albo karabin w dłoń i na wroga, wojna, powstanie, walka o ojczyznę zapisana krwią w historii, a dziś ? Jaki jest dzisiejszy patriotyzm ? czego wymaga ?

 

W rocznicę bitwy Warszawskiej 1920 roku, warto się zastanowić nad współczesnym patriotyzmem. Przez karty historii przewijają się patriotyczne zrywy, walka o niepodległość, obrona ojczyzny przed wrogami, jeszcze trochę ponad dwadzieścia lat temu wszystko było jasne, patriota to ten, który nie ulegał władzy PRL, nie zgadzał się z taką formą rządów, czynnie walczył w konspiracji o wolność.


Dziś, wojny nam nie grożą, żyjemy w najbardziej komfortowych warunkach od setek lat dla naszego kraju, jeszcze nigdy Polska nie była w takiej sytuacji. Wystarczy spojrzeć w przeszłość, komunizm i realna szansa na konfrontacje dwóch bloków podczas zimnej wojny, II RP pomiędzy dwoma strasznymi systemami, totalitaryzm - faszyzmem i stalinizmem, wcześniej zabory, jeszcze wcześniej rozpad wewnętrzny państwa i czyhający u granic wrogowie, wojny, najazdy tatarskie, potopy, jeszcze dalej Krzyżacy...


Obecnie, świat zachodni w tym Polska jest tak powiązany gospodarczo i politycznie, że żadna wojna nikomu się nie opłaca, Rosja ryczy groźnie, ale bardziej gra politycznie niż stanowi zagrożenie dla realnego konfliktu, jak jeszcze nigdy, co najwyżej w krajach takich jak Gruzja mogą użyć siły a i to na ograniczoną skalę, tu w Europie już nie. Bezpieczna RP, w UE, NATO, w demokratycznym i prawnym porządku i gdzie tu miejsce na patriotyzm znany z książek Sienkiewicza, czy też choćby z ostatniego wieku, nie ma wroga, nie ma prostej odpowiedzi to jest dobre a to złe, więc jaki ma być ten nasz nowoczesny patriotyzm ? czy jest dla niego miejsce w zjednoczonej europie ?


Polska jest najważniejsza, zgoda buduje, tak mówią politycy, mają rację, tyle, że nowoczesny patriotyzm w moim odczuciu odnosi się do człowieka, wolnego i pewnego siebie, w przestrzeni wolności patriotą jest ten, kto szanuje porządek prawny kraju i działa na jego rzecz, ale wcale nie jakimiś nadzwyczajnymi wyczynami, bo w czasie pokoju największym darem dla ojczyzny jest patetycznie mówiąc budowanie pomyślności jej obywateli. A pomyślność buduje się codzienną drobną pracą, rodzina, dzieci, to przyszłość kraju, wychowywanie nowych pokoleń, w poczuciu dumy narodowej i miłości do ojczyzny. Niestety u nas często jest to mylone z nacjonalizmem albo fanatyzmem, bo też tacy Polacy są, a Polska potrzebuje rozwoju, patriotą jest ten, kto w czasach pokoju przyczynia się do rozwoju ojczyzny a nie ten, co np. rozdziera szaty pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu niby broniąc wiary.


Patriota buduje ojczyznę, szanuje prawo, tworzy społeczeństwo, rozwija siebie a co za tym idzie skoro jest częścią narodu, który tworzy państwo rozwija właśnie to państwo przez działanie także we własnym interesie. Zakładanie firm, budowanie kapitały, zatrudnianie przez to ludzi, podnoszenie ekonomicznej i technicznej stopy rozwoju kraju, brzmi topornie, ale to największa praca dla Polski. Zwykły przedsiębiorca więcej daje ojczyźnie niż dziesięciu krzykaczy, czy w sejmie czy na demonstracji, bo niestety w Polsce zapomina się o takich ważnym fakcie, „Po pierwsze gospodarka, durniu" i to dedykuje polityką rządzącym naszym krajem, bo w kapitalizmie nie ma kultury, nauki, opieki zdrowotnej i wszystkich ważnych społecznie elementów państwa bez pieniędzy, a pieniądze na te rzeczy biorą się od ludzi, którzy je wypracowali i pomnażają, czyli od robotnika po przedsiębiorcę. Z całym szacunkiem, u nas pamięta się tylko o socjalnej ochronie pracowników i o tym mówią politycy, bo to nośne i ładnie brzmi, ale zapominają, że najważniejsze jest pomaganie tym, którzy pieniądze pomnażają, tak we własnym interesie, ale to i tak przekłada się na dobro kraju, sektor prywatny to siła ekonomiczna państwa i tego podważyć się nie da, z tego wynika potęga ekonomiczna USA i innych bogatych państw a co za tym idzie ich ogólny rozwój w innych dziedzinach istotnych dla ludzi.


Niestety politycy zapominają też często, że mówienie o socjalnych sprawach i wzorowanie się na krajach zachodnich tłumacząc sobie, że są bogate a osłona socjalna jest tam większa niż w Polsce jest oszukiwaniem ludzi i uproszczeniem, tamte kraje są bogate, bo się dorobiły bez tych osłon, a nie trudno dawać dużo ludziom, gdy się już dużo ma, niestety nasz kraj nie ma dużo i dopiero się dorabia, ale politycy prześcigają się w obietnicach ile to mogą nam dać, a dając nam dziś odbierają nam jutro i to dużo więcej niż dziś dają...


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (16) | dodaj komentarz

KURS STRIPTIZU

czwartek, 12 sierpnia 2010 9:09

 

To nie pomyłka, ciesząca się coraz większą popularnością na świecie moda na kursy striptizu z pewnym opóźnieniem, ale także dociera do Polski. Szkoły tańca oferują w swoich programach dla znudzonych monotonią w sypialni kobiet kursy pomagające rozpalić partnera za pomocą właśnie erotycznego tańca przy rurze !


Striptiz większości kojarzy się z czymś, co ma miejsce w barach dla szukających erotycznej rozrywki Panów, często te miejsca oferują także usługi seksualne, raczej nie cieszą się w społeczeństwie dobrą opinią, co tu dużo pisać cieszą się po prostu złą opinią. Szczerze nie wiem, dlaczego, być może przez kojarzenie baru ze striptizem w prostej linii z agencją towarzyską, co niekiedy jest prawdą a innym razem nie. W USA nikogo nie dziwi, że wśród wieżowców, w których znajdują się poważne firmy są także lokale oferujące taką rozrywkę, korzystają z nich pracownicy różnych korporacji, bo wyskoczenie do takiego miejsca po dobrze podpisanym kontrakcie jest traktowane jako pewna forma relaksu. Całkowicie niewiążąca się z prostytucją, czyli możesz patrzeć nie dotykaj ! Nie mi oceniać czy to dobrze, że tak jest czy nie, wybór osobisty każdego.


Jednak świat zachodni a co za tym idzie troszkę z opóźnieniem, ale i Polska odkrywa nową modę, szkoły tańca szybko wychwyciły niszę w rynku i zaoferowały swoim klientkom kursy striptizu. Kursy przeznaczone dla zwyczajnych kobiet, mających normalne związki, często mężatek, nie dla pracownic takich lokalów, ale po prostu kobiet szukających urozmaicenia w swoim życiu erotycznym, rozpaleniu swojego partnera nową zabawą. Tak, taniec na rurze czy zwyczajny striptiz to sztuka, sztuka kuszenia, ruchów, tańca, nie każda kobieta ma wrodzony talent do bycia kusicielką, niektórym trzeba trochę pomóc, no i biznes zaczął się kręcić, dosłownie i w przenośni.


Dla jednych to dziwaczne zjawisko dla innych sposób na fajne i niekonwencjonalne spędzenie czasu z korzyściami dla związku przeżywającego odświeżające ożywienie w łóżkowych sprawach, co też potem rzutuje pozytywnie na cały związek. To, że mężczyźni taki kurs u swoich partnerek popierają rękami i nogami nie wspominając, o czym innym to nikogo nie dziwi, ale same kobiety odnajdują w takiej zabawie coś dla siebie. Nie od dziś wiadomo, że kobiety potrzebują odczuwać poczucie własnej wartości i mieć przypominane z pewną cyklicznością, że ich atrybuty urody nie pogarszają się z upływającym czasem, inaczej mówiąc muszą się czuć piękne i pożądane. Taki kurs dodaje pewności, pobudza, sprawia, że kobieta czuje się piękna i np. po kilku latach małżeństwa znów może poczuć, że jest pożądana jak dawniej przez swojego męża z małą nutką myśli, że potrafi jeszcze działać na innych mężczyzn. Obie strony zadowolone, facet ma prywatną striptizerkę a kobieta ma poczucie piękna i zmysłowości.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (11) | dodaj komentarz

WYMAGANIA WOBEC PARTNERÓW

środa, 11 sierpnia 2010 9:02

Kobiety od zawsze na liście życzeń, jaką przedstawiają swoim koleżanką mówiąc o oczekiwaniach wobec przyszłego partnera wyliczają takie cechy jak, dobroć, opiekuńczość, szczerość, dobre wychowanie, odpowiedzialność itp. Z jakiegoś powodu pomijają „zdecydowanie", cechę, której bezwzględnie oczekują i szukają w mężczyźnie, czemu ? Czego tak naprawdę kobieta oczekuje od mężczyzny a o czym nie mówi ? Jakie są wymagania wobec dzisiejszych partnerów ?


Oczekiwania wobec mężczyzn zawsze są duże i ciągle poprzeczka jest przez kobiety podnoszona, mężczyzna dziś musi być mutacją macho z Casanovą w dodatku z inteligencją Einsteina i wrażliwością Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Kobiety wymagają, mają do tego prawo, ale oczekiwania często bywają tak sprzeczne, że aż niedorzeczne, no, bo jak połączyć typowe cechy macho z cechami człowieka nauki, kultury, jak mężczyzna ma być silny a zarazem delikatny i wrażliwy ? Pół dnia ma przesiadywać w gabinecie własnej firmy dobrze zarabiając, potem na siłowni rzeźbić swoją sylwetkę, aby kobieta widziała w nim twardziela a wieczorem między czytaniem setek książek i pisaniem pięknych wierszy musi być romantycznym kochankiem dla swojej damy serca. Charakter ma się jeden, pewnie, że niekiedy takie połączenia zdarzają się, ale są na tyle rzadkie, że trudno od wszystkich żądać takiej kombinacji. Dlatego często lista wymagań wobec przyszłego partnera jest tylko listą marzeń a nie realnych możliwości znalezienia osoby posiadającej je wszystkie, no, ale ideałów każdy potrzebuje, mimo że nie istnieją.  


Mężczyźni z drugiej strony w przeciwieństwie do wszystkich PAŃ swoje oczekiwania w ostatnich latach obniżają, dziś kobieta już nie musi zachwycać nas swoją zaradnością, pracowitością, już nie musi umieć zrobić sto rzeczy, które kiedyś kobiety umiały. Tak stereotypowo i nie feministycznie, ale przyszyć guzika już nie trzeba, kupuje się po prostu coś nowego, gotować nie muszą dobrze, bo są gotowe dania, dodatki, które wszystko ułatwiają, wychowywanie dzieci przynajmniej część zrzuca na opiekunki a telewizja i komputer zastępuje poświęcenie dawniej poświęcane dla dziecka. Oczywiście to wielkie uogólnienie i nie tyczy się wielu kobiet, ale dość sporej grupy, która niestety rośnie. Mężczyzna w partnerce już nie szuka takich cech, wystarczy po prostu żeby była i żeby, choć trochę była znośna do funkcjonowania, to też świadczy o mężczyznach, bo to jednak my obniżamy ten poziom sami dla siebie, zabiegani i zapracowani stawiamy mniejsze wymagania, krytycznie pisząc sami też coraz mniej sobą reprezentujemy, choć wydaje się nam przeciwnie.


Czego Kobiety oczekują od mężczyzn a nie mówią o tym ? zdecydowania, chcą by ich mężczyzna był pewny siebie i decydował, tak, kobieta lubi, gdy za nią się decyduje i mimo że czasem cały jej rozum mówi, że tak nie powinno być to dusza woła tak, decyduj za mnie... Kobieta chce dobroci i kompromisów w związku, ale nie chce takiego mężczyzny, bo mężczyzna dla kobiety ma być chyba takim zlepkiem wymagań niespełnionych i oczekiwań niewspomnianych, bo niepasujących do dzisiejszego stylu życia. A może tylko ja mam takie wrażenie, że grupa paru kobiet feministycznie nastawionych sprawiła, że kobiety boją się i wstydzą przyznać, czego chcą a czego nie, może to taki nowy sposób życia wymusza na nich zmianę własnego postrzegania siebie w życiu.


Ja uważam, że kobiety i mężczyźni są równi, mają prawo do wszystkiego na tych samych warunkach, ale co jeśli kobieta chce poświęcić się rodzinie ? chciałaby nie pracować zawodowo a zajmować domem, jeśli sytuacja rodziny finansowo pozwalałaby na to ? nie zrobi tego, bo ją zaraz inne kobiety nazwą „kurą domową" i wyśmieją, że ona kariery zawodowej nie robi. Taka presja społeczna. Parytety w polityce ? śmieszne, jak kobieta chce to się do polityki dostanie i będzie w niej sporo znaczyła, bo gdyby się nie dało to by tam już dziś nie było żadnych kobiet, tyle słucham o silnych i zdolnych kobietach to, po co im robić jakieś sztuczne ułatwienia, silne i zdolne dostaną się wszędzie, będą w parlamencie lub zostaną szefami w firmach, takie kobiety są i nie potrzebują ułatwień. Nikt nie ma chyba odwagi powiedzieć, że może mała liczba kobiet w polityce wiąże się po prostu z małym zainteresowaniem tą dziedziną życia wykazywaną przez kobiety ? Ja się nie interesuję poczynaniami koncernów kosmetycznych i to oznacza, że jestem niby dyskryminowany ? bo ciekawe ilu jest mężczyzn wśród konsultantów Av... ? parytet wprowadźmy ?


Lista oczekiwań wobec partnera jest listą złudzeń, marzeń i wymogów nakładanych przez społeczeństwo, w której i tak prawdziwych oczekiwań ani kobieta ani mężczyzna nie podadzą, bo tak naprawdę w miłości nie ma listy oczekiwań, jeśli kogoś kochasz to kochasz go za wady i zalety a nie podchodzisz jak do przedsięwzięcia gdzie na 30 punktów dobry partner spełni 25 a jak będzie miał 14 to już nie, miłość to uczucie a nie rozum, masz szczęście to pokochasz kogoś świetnego dla siebie a pecha, gdy obdarzysz uczuciem kogoś niewłaściwego, ale to nie ma nic wspólnego z listami wymogów tylko z wyborem serca.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (44) | dodaj komentarz

WAKACYJNA ZDRADA

niedziela, 08 sierpnia 2010 8:36


Sezon wakacyjny, uciekamy z pracy i wyjeżdżamy na upragnione wakacje, odrywamy się od codzienności i chcemy poczuć się wolni i swobodni, mamy wrażenie, że możemy sobie pozwolić na dozę szaleństwa, a na wakacjach nie trudno o przelotny flirt, mały romans, wakacyjną zdradę.


Zdrada jest wprost oceniana jako coś złego, oszukanie drugiej osoby, złamanie przysięgi małżeńskiej, ale też ilu ludzi tyle spojrzeń na sam jej temat, niektórzy próbują doszukiwać się w niej jakiś pozytywnych skutków, inni usprawiedliwiać a jeszcze inni tłumaczyć, że była jedynym wyjściem w danej sytuacji. Jednak nie o to mi chodzi, raczej chciałbym zwrócić uwagę, że podczas okresu letniego, wyjazdów wakacyjnych, bardzo szybko i łatwo nawiązuje się nowe przelotne znajomości, często prowadzą one do krótkiego, ale jednak romansu, co nas w tym kierunku pcha ? czemu osoby, które w innym przypadku nie zdradziłyby w tym ulegają pokusie ?


Przyjaźń między kobietą a mężczyzną istnieje, ale pod warunkiem spełnienia kilku podstawowy elementów pozwalających na budowanie relacji bez jakiś obciążeń, napięcia seksualnego. Poznana lub poznany na wakacjach drugi człowiek stanowi na początku rolę przyjaciela, rozmawiamy, miło spędzamy czas, bawimy się na letnich imprezach, bardzo szybko zostaje obdarzany przez nas zaufaniem, co jest dość dziwnym zachowaniem z naszej strony, bo daną osobę znamy przykładowo zaledwie kilka dni.


Ufność, radość wywoływana wolnością i dobrą zabawą, rozluźniają, obowiązki i całe nasze normalne życie jest jakby daleko, takie jakieś mało istotne, zaczyna się liczyć chwila tu i teraz. No i przekraczamy granice, przypadkowy pocałunek ? przytulenie, dotyk dłoni przy zachodzie słońca, spacer kończący się dla obojga w pokoju... Zdrada... Mąż lub żona są daleko, bo z jakieś przyczyny musieli zostać w domu, lub nasz partner, partnerka, nieświadomi, oddaleni, prędzej czy później wyczują, gdy wrócimy z wakacji, że coś na nich się zdarzyło. Ludzie zazwyczaj mogą udawać i ukrywać bolesną prawdę, ale też borykają się ze swoimi myślami, poczuciem winy, dają delikatne sygnały, że jest coś nie tak, nawet nieświadomie, zwracają tym uwagę swoich partnerów i poddani konfrontacji, zapytani wprost, często przyznają się, że ulegli chwili słabości.


Zapytani, dlaczego to zrobili sami nie wiedzą, bo gdy wakacyjny szał minął, chłodno analizując zastanawiają się ile o tej drugiej osobie, z którą zdradzili wiedzieli, przeraża ich fakt, że bardzo mało, że normalnie po kilku dniach znajomości do takiej sytuacji by nie dopuścili a nawet swoje zachowanie potępiają, bo wracając myślami do tamtych chwil widzą, że rzeczywiście było niestosowne, choć wtedy jakimś dziwnym sposobem umysł nie dawał im tego do zrozumienia. Dziwne jest też to, że takie osoby mają ogromne poczucie winy, bo wcale nie chciały zdradzić, nie było to robione z premedytacją, jeśli można się tak wyrazić, gdyż wcale nie szukają kogoś na boku, bo są nawet szczęśliwi w swoim związku, i to może dziwić, bo w takim razie, czemu to zrobili ? 


Czy akt wakacyjnej zdrady był czymś w rodzaju czegoś jednorazowego pełnego nadziei, że nigdy nie wyjdzie na jaw, oderwaniem się od codziennego życia, małym urozmaiceniem czy tez ulegnięciem własnej słabości, chwilowej fascynacji i sympatii, jaka by nie była przyczyna niestety problem pozostaje i w przeciwieństwie do osoby, z którą się zdradziło, powraca z urlopu i towarzyszy nam przez dłuższy czas, czy było warto ? Osoby, które doznały wakacyjnej zdrady w zdecydowanej większości wyznają po czasie, że był to jeden z największych błędów w życiu, bo był nie tylko zdradą, ale też zdradą zwyczajnie głupią.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (20) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 372 673