Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367600
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

OD KIEDY ROZRYWKA JEST WROGIEM PAMIĘCI NARODOWEJ I WIARY?

sobota, 28 lipca 2012 11:53

 

W rocznicę wybuchu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO ma odbyć się koncert Madonny, nie tak dawno ta sama artystka miała u nas występ w dniu święta kościelnego. Jak zwykle przy takich okazjach, wtedy i dziś, odezwały się głosy tych ludzi, dla których w dni ważne dla naszej historii, rocznice tragicznych wydarzeń i wszelkie kościelne święta, Polska powinna być krajem okrytym żałobą, gdzie wszystko, co może budzić radość, musi zostać zamknięte, odwołane, bo przecież należy się szacunek dla daty i wydarzeń, jakie ona upamiętnia… Dla mnie to bzdura!

 

Dlaczego uważam, że tym wszystkim protestującym przydałby się kubeł zimnej wody na głowę?

 

1. Narzucają swój sposób obchodzenia danego dnia innym, nie mają do tego prawa, każdy przeżywa coś inaczej, to indywidualna i osobista sprawa, bez względu czy chodzi tu o pamięć narodową czy święto kościelne. Jeden odwiedzi muzeum powstania… drugi porozmawia z dziadkami a trzeci zwyczajnie się zastanowi pamiętając, to ten dzień… O formie religijnej nie wspomnę nawet, bo niby, jakim prawem, komuś coś takiego jak koncert przeszkadza, jeśli tak mocno wierzysz i uważasz, że takie wydarzenie nie powinno mieć miejsca w takim lub innym dniu, zwyczajnie nie uczestnicz w nim, sumienie będziesz mieć czyste! Nie baw się w inkwizytora, nie do ciebie należy decydowanie o tym jak inni mają się zachowywać danego dnia, wolna wola, podstawa wiary chrześcijańskiej!  

 

2. Oddawanie szacunku, zachowywanie pamięci o trudnych momentach w naszej narodowej historii jest ważne, sam o wielu ważnych datach pamiętam, tylko czy sens ma odcinanie części elementów normalnego życia, jakim jest rozrywka, zabawa, w dniach obchodów rocznic… czy jest to rozsądne? Przecież nie ma dnia w kalendarzu gdzie nie dałoby się znaleźć jakiejś chwili, w której przelewaliśmy naszą krew, żyjąc każdego dnia według logiki ludzi protestujących przeciw koncertowi deptamy pamięć poległych, przykładowo w dniu bitwy pod Kockiem, czy zakazujemy koncertów, nie uśmiechamy się, przestajemy żyć, aby oddać szacunek? Nie ma sensu wartościowanie wydarzeń, wszak chodzi o pamięć, pamiętać zawsze trzeba, ale też normalnie żyć!

 

3. Pierwszego sierpnia dzieci będą się bawiły w piaskownicach, zakochani będą się całowali, przyjaciele będą się umawiali na spotkania, ktoś może się oświadczy, ktoś inny przyjdzie w jakimś szpitalu na świat dając swoim rodzicom powód do świętowania, radości, życie się toczy! I jeśli ktoś się dobrze zastanowi to ci, co 1 sierpnia 1944 roku, często nie mając nawet 18 lat, chwycili za broń, postawili swoje życie w grze o wszystko, wielu z nich je oddało, czy oni przypadkiem nie walczyli o wolną i szczęśliwą Polskę? kto ma prawo odbierać PRAWO do zabawy, radości w taki dzień? Właśnie ci młodzi chłopcy i dziewczęta z powstania, gdyby dziś żyli, dorastali w wolnej Polsce, gdyby ich wojna nie naznaczyła, chcieliby mieć możliwość zwykłej zabawy… Szanując pamięć, można korzystać z tego, za co życie oddawali.

 

4. Chcemy być dumni z naszej ojczyzny, a sami staramy się siebie ośmieszyć, znów cały świat zainteresowany no choćby muzyką dowie się przy okazji koncertu Madonny, że Polska to kraj, w którym fanatycy religijni albo nacjonaliści protestują przeciw zwykłemu koncertowi, a Polska zacznie im się kojarzyć z miejscem, do którego nie warto przyjeżdżać, w którym nie ma okazji do dobrej zabawy, wielkich rozrywkowych wydarzeń, a każda światowa gwiazdka, która tu chciałaby zajrzeć musi się liczyć z tym, że to jest jakiś zaścianek Europy i bardzo musi uważać na daty...

 

5. Osoby protestujące w dzień występu Madonny, zamiast myśleć o tych, których pamięci chcą bronić, będą zajęci bardziej, niż kto inny właśnie koncertem i walką z nim, rzeczywiście godny sposób na obchodzenie rocznicy, stać z transparentem i wykrzykiwać różne hasełka o zdradzie wartości… wstyd!

 

6. Polska to nie same katastrofy, smutne rocznice, warto czerpać z podejścia innych nacji, nie mniej doświadczonych przez historię, potrafią cieszyć się, czcić swoje zwycięstwa, pamiętać o porażkach, być przy tym uśmiechniętym… absolutnie nie kłóci się to z szacunkiem.

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (5) | dodaj komentarz

OCZEKIWANIA

czwartek, 19 lipca 2012 12:34

 

Kilka lat temu zrozumiałem, że oczekiwania, jakie stawiamy przed sobą i naszymi najbliższymi są niczym innym, jak tylko projekcją naszych pragnień… dążeniem do idealnego według naszego subiektywnego odczucia, momentu, relacji, zachowania. Nie jest trudne zrozumienie kompletnej bezsensowności tego działania, nigdy i nikomu w pełni nie da się zapanować nad wszystkim co go otacza, choć wielu daremnie próbuje. Mamy duży wpływ na nasze własne życie, ale nie na życie ludzi wokół… nie taki, jaki chcielibyśmy mieć. Brzmi banalnie, ale banalne prawdy są często tymi najbardziej trafnymi i nie da się ułożyć świata tylko i wyłącznie po naszej myśli…

 

Dawno temu próbowałem stworzyć idealny moment, wieczór… młody i naiwny sądziłem, że jeśli zależy mi na kobiecie, chcąc ją uszczęśliwić mogę jej dać najbardziej romantyczny moment, jaki jestem w stanie stworzyć, tak by ją ucieszyć, wzbudzić emocje, podsycić uczucie rozwijające się miedzy nami. Moja pragmatyczna część duszy kazała wszystko zaplanować, najdrobniejszy szczegół, tak, aby wszystko było prawie idealne, a na pewno idealnie bliskie z moim wyobrażeniem.

 

Cudowny wieczór jednak od samego początku okazał się klapą, gdyż nie wyszedł tak jak planowałem. Najdobitniej przekonałem się, że wszystkiego nie mogę ułożyć tak jak chcę, a nawet najlepsze chęci nie usprawiedliwiają próby kontroli świata. Z każdym momentem tamtego wieczoru budziła się moja frustracja, złość, to nie tak miało być! to nie tak! i tamto nie tak! Moje nerwy dotyczyły co prawda rzeczy niezależnych ode mnie, ale sprawiły, że wieczór, który mógł być całkiem fajny, przez wzgląd na to jak czuliśmy się ze sobą, rozpadł się jak domek z kart.

 

Nawet jeśli coś nie szło tak jak planowałem, przecież nie oznaczało to automatycznie złego momentu. Jednak wtedy dla mnie było to równoznaczne z porażką, bardziej istotny był plan, niż chwila! Nie potrafiłem okiełznać swoich negatywnych odczuć. Dziś żałuję, bo o jeden a może i kilka pięknych dni z życia mam mniej. Wszystko dlatego, że zgubiłem rozsądek, zapomniałem co się liczy. To tak jakby wymarzyć sobie piękną pogodę na spacer, a gdy w jego trakcie zacznie padać, uznać, że spacer był do niczego, bo nie tak to miało wyglądać. Co z tego, że byłoby miło? ale oczekiwanie rozmijając się z rzeczywistością frustrowałoby do tego stopnia, że zaprzeczalibyśmy własnym odczuciom byle utwierdzić się w marności chwili, która marną wcale nie była… Tak działa ten mechanizm.   

 

Człowiek ma coś w swojej naturze, co karze mu robić wszystko po to, by nakarmić siedzący głęboko w każdym z nas głód kontroli nad wszystkim, co otacza nasze życie. Jest w tym zjawisku próba znalezienia sposobu na szczęście, ale także obrony przed skrzywdzeniem. Mylnie wydaje się nam, że im więcej kontroli, tym mniej rozczarowań, a im życie bardziej zaplanowane, tym mniej razy kopnie nas w cztery literki. Podczas gdy chyba całą siłą człowieka jest radzenie sobie w różnych sytuacjach, tak bardzo kochamy poczucie wolności, brak skrępowania, a jednocześnie ogromnie się boimy samodzielności wobec tego, co otacza, płata figle, biegnie nie tak jakbyśmy tego oczekiwali…

 

Ile razy widzimy ludzi próbujących na siłę kontrolować wszystko? Czy wyglądają na zadowolonych? Udaje się im? Czy może jednak próba spełniania w 100% własnych oczekiwań wobec otoczenia prowadzi do wiecznych wewnętrznych, ale i zewnętrznych konfliktów?  

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (5) | dodaj komentarz

ROZSTANIA BYWAJĄ DOBRE

środa, 11 lipca 2012 16:39

Nie lubię unieszczęśliwiania się na siłę i złoszczą mnie ludzie narzekający na swoje związki latami, ale kompletnie nie próbujący czegokolwiek zmienić. W sumie ta notka łączy się z moim podejściem do szczęścia i bezradności życiowej.  Uważam, że wszystko na co mamy wpływ, zależy od nas, a szczęście osiągamy wtedy, gdy żyjemy tak jak chcemy, a nie tak jak musimy. Związki między kochającymi się osobami muszą opierać się na tych podstawach, można to nazwać uzupełnianiem i podobieństwem. Ważne jest jednak to, że gdy dwie osoby pojmujące w ten sam sposób świat, spotkają się i połączą swoje drogi w jedną wspólną, to ich życie staje się łatwiejsze i przyjemniejsze, a ewentualne rozstanie, przyjacielskie, pozbawione wyrzutów, złości, kłótni… czyste…

 

Wiele osób reaguje na słowo „rozstanie” jak diabeł na święconą wodę. Traktują rozpad związku jako osobistą porażkę, jak coś złego, niszczącego, odzierającego z godności i szczęścia. Niestety, jeśli obserwuje się większość związków wcale nie dziwię się takiej postawie. Ludzie, którzy żyli ze sobą i ponoć się kochali, potrafią jeden przez drugiego mieszać się z błotem. Nie zwracając uwagi, że jeśli ktoś w chwili rozstania jest dla nich „nikim” to tak naprawdę mówią o sobie, bo to oznacza, że godzili się na życie z kimś, kogo nie szanują. W momencie, gdy więzy zostają zerwane zbierają się na odwagę by to powiedzieć lub co gorsza… mówią tak tylko żeby wyrzucić swoją złość, nie mając prawdziwej i tak złej opinii o tej osobie. Mówią, co im ślina na język przyniesie, aby ranić, odegrać się, sprawić by ta osoba odeszła, powód nieistotny. Warto zwrócić uwagę, że wizja rozstania kończącego związek ma u nas bardzo negatywny wizerunek, głównie dzięki temu obrazowi beznadziejnych rozstań jakie funkcjonują w naszej świadomości, gdzie ostatni akcent położony jest na zdeptanie drugiej strony…

 

Osobiście staram się uciekać od takiej wizji rozpadu związku i rozstania… zbyt mocno szanuję siebie i osoby, z którymi w życiu przyszło mi się rozstać. Nie wyobrażam sobie żebym mógł celowo i świadomie krzywdzić kogoś, z kim jakiś czas życia spędziłem, tak samo jak nie wyobrażam sobie uznania kogoś za mało ważnego dla mnie, tylko dlatego że się rozstaliśmy. I to jest ważne, by spotykać ludzi w ten sam sposób myślących w tej kwestii.

 

Celowo pomijam przyczyny rozpadu związków, one mają pewien wpływ na charakter tego ostatniego etapu. Ale jeśli się tak głębiej zastanowić, czy rzeczywiście powinny zmieniać nasze zachowanie w takiej sytuacji? Wiem natomiast, że rozstania bywają dobre, uwalniają od unieszczęśliwiana się na siłę, od toksycznych i destrukcyjnych relacji, pozwalają pójść przez życie dalej, a nie stanąć w miejscu, z którego nie widzimy nadziei na lepsze jutro… Uważam, że wszyscy zasługują na to, by być szczęśliwym w związku, a nikt nie jest nieomylny, nie wszyscy do siebie pasują i nie wszyscy potrafią ze sobą na dłuższą metę dobrze żyć. Nie świadczy to absolutnie o nich źle, po prostu źle się dobrali. Rozstanie jest w takich przypadkach jedynym najlepszym lekarstwem, pozwalającym obu stronom, na odnalezienie tej osoby, która stanie się dla nich całym światem, a życie przy niej sielanką.

 

Poszukiwanie szczęścia to podstawowe prawo każdego człowieka.

 

Pewnie, można w tym sposobie myślenia znaleźć słaby punkt, bo jak tu mieć dobre rozstanie, iść szukać szczęścia, gdy decyzja o rozstaniu nie jest obustronna, a jedna ze stron nie wyobraża sobie życia bez drugiej. Na to mam jedną odpowiedź, pewne rzeczy bolą, ale jest to kwestią osobistego szacunku do samego siebie i swoich uczuć, by nie otrzymywać ich od kogoś w łasce! W życiu nie chciałbym, aby ze mną był ktoś, bo mu żal mnie i moich uczuć, z łaski… Nie mógłbym na siebie spojrzeć w lustrze, bo jedną rzeczą jest pragnienie bycia z kimś, ale drugą bycie dla tego kogoś nikim. Prawda jest taka, że rozstanie daje szansę obu stronom, i tej, która tego rozstania chciała i tej, dla której było ono bolesnym momentem. Czas goi rany, życie podsuwa wiele nowych możliwości, trzeba je umieć dostrzegać i chwytać. Nigdzie nie jest powiedziane, że koniec jednej relacji jest absolutnym końcem miłości w naszym życiu, niekiedy właściwa osoba czai się tuż za rogiem!

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (15) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 600