Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 885 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3372691
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7384

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

HANDEL ŻYWYM TOWAREM

piątek, 23 lipca 2010 12:43

 

Handel żywym towarem, określenie brzmi jakby się odnosiło do handlu kurczakami, świnkami itp. ale dotyczy współczesnej formy niewolnictwa, handlu ludźmi, bestialskiego wykorzystywania człowieka w celach zarobkowych. Proceder karalny ale ciągle obecny na ogromną skalę w europie jest symbolem cierpienia ludzi i bezradności aparatu ścigania różnych państw.


Ofiarami handlu żywym towarem padają głównie kobiety choć odnosi się on także do dzieci ale tego tematu teraz nie będę poruszał. Zazwyczaj jest prowadzony przez zorganizowane grupy przestępcze kuszące młode dziewczyny obiecującą i dobrze płatną pracą na zachodzie, w dobie otwartych granic takie oferty nie zwracają takiej uwagi jak kiedyś, uwagi pod tym względem że nie są niczym nadzwyczajnym, mniej je się sprawdza bo teraz przecież każdy wyjeżdża dorobić... A taka pewność bywa zgubna, łatwo się skusić i pomylić. Zwłaszcza że takim procederem zajmują się rodacy danej kobiety a nie obcokrajowcy, mają wzbudzić zaufanie, we wszystkim pomagają, na wschodzie to nawet wypełniają podania wizowe aby nie było błędów, podwożą pod konsulaty, kobieta myśli że przy takim zainteresowaniu musi być wszystko OK bo starania przecież oznaczają że dba się o człowieka, chwyt psychologiczny bardzo skuteczny. Młoda dziewczyna z Ukrainy, Rosji, często z Polski, myśli że to fajna okazja na zarobienie paru groszy przez wakacje, lub też na początek nowego dorosłego życia, wyrwania się z np. biednej wsi na wschodzie. A jest to wstęp do koszmaru.


Wyjazd zagraniczny, coś normalnego, jesteśmy w cywilizowanym świecie, w państwach mieniących się krajami prawa, prawa które czasem bywa ślepe. Niektórym dziewczyną ze wschodu europy wydaje się że w Unii takie okropne rzeczy nie mogą im się przydarzyć, że to jakiś margines, mylne wyobrażenia, naiwność, niewiedza i tragedia gotowa. Nie zwraca ich uwagi że na umówioną pracę wsiadają do busa wraz z kilkoma innymi dziewczynami, pewnie też dostały świetne oferty, kelnerka we Włoszech, pomoc starszym osobą czy też zajmowanie się dziećmi, najczęstsze typy nieprawdziwych ofert bo też najbardziej prawdopodobne.


Kobietom ze wschodu zaraz po przekroczeniu granicy UE na najbliższym parkingu niby dla bezpieczeństwa są odbierane paszporty, przewoźnicy są mili, mówią jak to jest niebezpiecznie dla nich, bo mogą zgubić taki ważny dokument z wizą i będą musiały wracać bez grosza przy duszy, no i przecież oni załatwili im pracę, więc pracodawca będzie potrzebował ich papierów to oni je przytrzymają. Dziewczyny często są zbyt młode by wyczuć fałsz, zbyt zastraszone całą podróżą, przejęte, przytłoczone wyzwaniem, wierzą... A jakby która miała jakieś wątpliwości to jest zabierana od grupy na bok, Pan grzecznie acz cynicznie mówi „to bierz swoje papiery i wracaj do siebie", często mówi też żeby zapłaciła mu za podróż bo przecież poniósł koszty. Efekt, oporna albo przestraszy się że musi wracać bez niczego do domu a dodatkowo odda pieniądze za niby transport to jej już prawie nic nie zostanie żeby wrócić, ma iść parędziesiąt kilometrów ? Boi się, widzi że inne czekają i jadą do pracy, taka okazja może się jej nie powtórzyć, więc większość pokornie oddaje papiery i już nie marudzi.


Zanim Polska weszła do UE to Polką po przekroczeniu granicy Niemiec odbierano paszporty dziś skoro paszport niepotrzebny odbiera się obywatelką UE dowody, no i każe podpisać umowę i weksel że niby w razie zerwania umowy będą musiały zapłacić jakąś astronomiczną sumę, każdy ze znajomością prawa wiedziałby że taka umowa może być podważona i nie ważna zresztą jest to tylko „pic" bo ani domniemany pracodawca i praca nie istnieją przecież a „ona" jest wieziona w innym celu w inne miejsce.  Mimo to łatwo się nabrać, przestraszyć, ulegać, albo umowa i praca albo powrót do domu bez niczego.


Na miejscu już nikt nie jest miły, bar gdzie kobieta miała być kelnerką okazuje się nocnym klubem, a opieka nad dzieckiem staje się opieką nad klientami w agencji towarzyskiej itp. Od razu otrzeźwienie przychodzi ale jest za późno, papierów nie ma, kilku osiłków grozi że jak nie będzie posłuszna to zapakują ją w worek i w lesie zakopią a nikt jej nie będzie szukał, albo że podpisała umowę i pół życia będzie spłacać. Dodatkowo elementem podporządkowania jest masowy gwałt, to może złamać ducha prawie każdej kobiety, upodlona, wykorzystana staje się psychicznym wrakiem a taką osobą łatwo jest sterować. Groźbą, szantażem, przemocą, typy z pod ciemnej gwiazdy osiągają to co chcieli, kobieta jest zmuszona pracować jako prostytutka, 95% jej zysków jest odbierane, nie jest już człowiekiem, jest towarem.


Ktoś mógłby zapytać czemu jakiemuś klientowi się nie poskarży że wbrew woli jest przetrzymywana, przecież z takich usług korzystają osoby normalnie funkcjonujące w społeczeństwie, biznesmeni, prawnicy, urzędnicy itp. Bo ci którzy korzystają po pierwsze się boją a po drugie kto zaryzykuje zszarganie opinii, rozpad małżeństwa, podział majątku, wszystko to co może go spotkać gdy prawda wyjdzie na jaw, no i czy bandyci nie będą chcieli się zemścić na nim i jego dzieciach ? O nie, nikt nie zaryzykuje, woli udać że nic nie może zrobić.


Osoby które handlują żywym towarem nieźle na tym zarabiają, bezwzględność popłaca im, średnio od jednej dziewczyny kupiec płaci takiemu typowi za dostarczenie jej od 3 do 5 tysięcy euro, a ile takich kursów można mieć w miesiącu ? 2 ? 4 ? ile takich dziewczyn skusi się za jednym razem ? 5 ? 10 ? Tak, tacy kryminaliści wiedzą o co walczą, nie ma litości. W europie, gdzie prawa człowieka i praworządność jest na ustach każdego polityka takie rzeczy dzieją się codziennie, liczba i rozmiar tragedii jakie ze sobą niosą jest olbrzymia i rośnie, niewolnictwo XXI w. kwitnie, człowiek jako towar to nie starożytność to teraźniejszość.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (153) | dodaj komentarz

CZY NIE POTRAFIMY KORZYSTAĆ Z KART KREDYTOWYCH ?

niedziela, 18 lipca 2010 9:11

Wraz z kapitalizmem do Polski wkroczyły plastikowe pieniądze, małe kwadraciki wydawane przez banki, które miały ułatwić nam życie, uprzyjemnić wydawanie pieniędzy, no i ograniczyć liczbę wizyt w placówkach banków.


Zapatrzyliśmy się na nowy element naszej wolnorynkowej rzeczywistości i z roku na rok przez ostatnie lata liczba kart kredytowych kiedyś kojarzonych wyłącznie z ludźmi zamożnymi stała się przytłaczająca, mają je młodsi i starsi, seniorzy i studenci, mają je wszyscy, ale nie umieją tak naprawdę z nich korzystać !


Kartą można płacić za zakupy, zazwyczaj mają pewien limit zadłużenia, dla rozsądnych ludzi jest to wyjście korzystne, bo gdy zabraknie nam kilku stówek spokojnie można bez formalności lekko się zadłużyć, aby w następnym miesiącu dług spłacić. Niestety ludzi rozsądnych nie jest zbyt wielu. W USA uzależnionych od zakupów w tym szczególnie za pomocą karty leczy się, bo często potrafią miesięcznie dzięki kilku kartą rozdawanym bezproblemowo przez tamtejsze banki wydać nawet dziesięciokrotność swoich miesięcznych dochodów ! Na całe szczęście w Polsce jeszcze nie mamy takiej łatwości w zadłużaniu, ale i tak warto uważać, rozsądek to rzecz, która się ma lub nie, sami powinniśmy wiedzieć czy plastikowe cacko jest dla nas czy nie. Jak z piciem alkoholu, warto znać swoje granice, bo jeśli ich nie znamy no to może się to dla nas źle skończyć.


Druga sprawa, mnie osobiście drażniąca, w Polsce chyba źle pojęta, karta kredytowa traktowana jako środek płatniczy działa u nas dobrze, ale zdecydowana większość użytkowników plastiku działa na zasadzie, podejdę do bankomatu i wypłacę 30 zł na zakupy. Tak, 30 zł., może to mylne wrażenie, ale u nas ludzie i tak wolą płacić papierowym pieniądzem a kartę mają tylko po to by podbiegać na każdym kroku do bankomatu i wyjmować parę złotych. Jest to wręcz notoryczne, bo ja rozumiem, woli ktoś zapłacić gotówką, nie chce iść do banku, po to ma kartę, wypłaca pieniądze i idzie na zakupy, ale czemu wypłaca po parę groszy ? co chwile da się słyszeć „muszę podejść do bankomatu" i „muszę wypłacić...", karta ma nam ułatwiać życie a nie komplikować, zamiast wypłacić raz 200 zł i trzymać je w portfelu większość ludzi na jednych zakupach, potrafi wypłacać po cztery razy pieniądze zamiast raz a solidnie !


Z czego to wynika ? boimy się nosić pieniądze w portfelu czy aż tak bardzo pokochaliśmy wpisywanie pinu, że nie możemy przeżyć, jeśli raz dziennie tego nie zrobimy ? W Stanach, ale i podobnie w innych krajach, albo się płaci kartą albo wypłaca tyle żeby nie biegać, co chwilę i szukać maszynki z pieniędzmi. Ach, no i to, co mnie jeszcze bardziej drażni, co pięć minut wypłacanie, ale za każdym razem wielkie poszukiwania właściwego bankomatu, żeby nie zapłacić prowizji, śmieszy mnie to, rozbiegane oczy, dziesiątki dodatkowych metrów przechodzone tylko w jednym celu, nie zapłacić paru złotych za wypłatę pieniędzy, w sumie się nie dziwię, skoro ktoś musi kilka razy dziennie wypłacać po kilka złotych to rzeczywiście prowizje mogą w niego uderzyć, jakby raz na jakiś czas wypłacał większą sumę to te 5 zł. za to by go tak nie dręczyło.


Wspaniały wynalazek mający ułatwiać życie u nas w moim odczuciu tylko je komplikuje, wiele osób po prostu nie potrafi korzystać z karty tak żeby oszczędzać czas, swoje siły a nawet pieniądze, wyrobiliśmy jakieś dziwne zwyczaje, no dziwni jesteśmy, ale na swoje usprawiedliwienie nie mieliśmy, kiedy wyrobić tych właściwych zachowań, jeszcze parę lat temu karty były rzadkością a nie tak dawno nie było ich u nas, więc mamy wytłumaczenie, ale sami dla siebie warto żebyśmy czasem nad tak banalnymi sprawami się zastanowili, jak je użytkujemy i czy coś przez to zyskujemy.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (22) | dodaj komentarz

WIARA ORĘŻEM POLITYCZNYM

czwartek, 15 lipca 2010 10:30

Polski katolicyzm stał się orężem politycznym, walki a nie miłości. Kościół i wiara stosowane są jako elementy rozgrywki polityków i ciągła część kłótni i oskarżeń, czy taką rolę w naszym społeczeństwie, życiu publicznym, ma pełnić wiara ?


Wyznacznik czy ktoś jest większym czy mniejszym POLAKIEM, czy bardziej czy mniej na coś zasługuje, czy jest dobry czy zły. Państwo powinno być świeckie, bo wiara to najbardziej osobista rzecz, jaką każda osoba posiada, nie u nas niestety, u nas ten, kto bardziej mówi, że wierzy i jest katolikiem ten się nazywa dobrym, a to tylko cyniczna gra i obłuda, źle pojęte spojrzenie na życie. Krzyż niezgody, przed pałacem prezydenckim, to tylko mały kamyczek w wykorzystywaniu krzyża, czyli wiary do usprawiedliwienia swoich działań, do krycia zamiarów i pokazania, kto ma racje a kto nie, niestety ludzie zwłaszcza starsi nabierają się, myśląc, że ten polityk, który broni krzyża przed pałacem to ten dobry a ten, co krzyż chce usunąć to ten zły, nie ma nic prostszego niż skojarzenia, kto wierzy a kto nie i to działa.


Posłanka Kempa krzycząca i wskazująca, kto kim jest, nagle sędzią sumienia się stała i sama będzie oceniać czy ktoś jest katolikiem czy nie, czy ma w ogóle prawo nim być, biedna kobieta taki ciężar nosić musi, w imię gry ugrupowań politycznych, w imię, czego ? Kościół a przynajmniej ta światlejsza jego część daleka od Torunia chyba powoli dostrzega problem, że w ten sposób kościół jako pewna instytucja jest szkalowany, przypisywany pod jakieś poglądy a to prosta droga do utraty części wiernych.


Jest takie przykazanie „Nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego,  nadaremnie", a może należałoby się zastanowić nad wprowadzeniem przykazania „Nie używaj wiary i autorytetu kościoła swego nadaremnie". Myślę, że miałoby to sens, bo nasi politycy zwłaszcza z jednej partii, co tu kryć, Boga używają nadaremno bardzo często...


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl




komentarze (1) | dodaj komentarz

POLACY SIĘ BAWIĄ czyli impreza po POLSKU

poniedziałek, 12 lipca 2010 11:13


Jak się bawimy na imprezach ? licealnych, studenckich, firmowych, co robimy i czego potrzebujemy by przeciętny Kowalski mógł uznać spotkanie ze znajomymi za udane ? Ile promili musi mieć we krwi podczas kontroli drogówki i ile toalet zarzygać by wspominać dany wieczór bardzo długo ? Jak się bawią Polacy ? prawdziwy obraz nas samych.

 

Żeby była impreza muszą być chętni do zabawy ludzie a o tych nie trudno.


Dobór jest prosty, bierzemy kilku cwaniaczków (żel na włosach i mocne przeświadczenie o swojej zajebistości plus niezbyt wysoki poziom IQ) co potrafią każdego rozbawić, kilka fajnych dziewczynek, które zbytnio nie są szanowane przez towarzystwo bo każdy wie że w odpowiednich warunkach łatwo ulegają wdziękowi gości o uroku deski klozetowej (nie muszą być mądre a czasem nawet ładne byle łatwe). Paru dobrych przyjaciół żeby było z kim porozmawiać i jeszcze tak dla równowagi parę oferm (czyli tych co to myślą ale nie potrafią robić z siebie kretynów i zbierać za to pochwały) żeby było z kogo się nabijać.


Skład na imprezę jest już gotowy, zapewnia urozmaicenie, odpowiada potrzebą każdego uczestnika zabawy, cwaniaki będą podrywać te łatwe dziewczyny i nabijać się z oferm, łatwe dziewczyny będą biegać za rozrywkowymi chłopakami i piszczeć z radości gdy ci lekko już przytomni będą brać się za łby żeby sobie udowodnić który to jest z nich lepszym macho... Ofermy poczują się zaszczycone obecnością na imprezie tych bardziej popularnych i rozrywkowych nie koniecznie mądrzejszych członków imprezy, na łatwe dziewczyny będą się ślinić a dla dobrych przyjaciół będą stanowić partnerów do rozmów dopóki nadmiar alkoholu we krwi nie przekroczy granicy gdy słowa są niepotrzebne.


Miejsce imprezy to strategicznie ważna decyzja.


W wieku licealnym jest to miejsce gdzie można nachlać się i nikt nie zobaczy, chata kolegi którego starych nie będzie w domu, tudzież krzaki koło dyskoteki tak żeby nie przekroczyć budżety skoro i tak wiadomo że chodzi tylko żeby się nawalić odpowiednio. Na studiach trzeba iść na kompromisy, szukać fajnych miejsc, knajpek, klubów gdzie w miarę niewielkim kosztem można się pozbyć stresu po wykładach lub wybrać wariant ekonomiczny, czyli akademicka zbieranka tak by mieć wszystko, co powinno być, ale żeby następnego dnia mieć, chociaż na bułkę i xero. W późniejszych latach firmowe imprezy łączą cechy tych z liceum i studiów, firma łączy ludzi mimo tego że nie wszyscy się lubią, miejsce integracyjnego spotkania zazwyczaj jest daleko od domu i nikt nie doniesie jakich z siebie zrobiliśmy baranów, nic tylko korzystać z życia a po powrocie do pracy udawać że to co się stało na firmowej imprezie tak naprawdę nie miało miejsca.


Składka na alkohol, czyli gusta imprezowiczów.


Im mniej w kieszeni tym mniej wymagające towarzystwo więc tym samym prostsze trunki, czyli więcej barwnika i spirytusu, nalewka, wino marki wino rocznik zeszłotygodniowy o lekkim bukiecie denaturatowatym. A gdy na koncie więcej zer to można się bawić w większą kulturę, ale słoma z butów i tak wyjdzie po odpowiedniej ilości droższych trunków, bo alkohol tani czy drogi ma jedną zaletę, pokazuje kim jest człowiek bez względu na pozycję społeczną, wykształcenie, dochody, poglądy, pokazuje naszą twarz taką jaką chowamy na co dzień i z jaką nie chcielibyśmy być kojarzeni.


Efekty


Po imprezie należy policzyć ile osób usnęło nie pamiętając następnego dnia gdzie są, ile toalet zostało zarzyganych, kto się pobił między sobą, kto powiedział co myśli o kimś innym a kto się obraził, kto co wypomniał a kto zbytnio zaczął się do kogo przytulać. Lista grzechów i żali rośnie a to przecież my sami w lustrzanym odbiciu. Kac następnego dnia to zazwyczaj najmniejszy problem.


Podsumowanie


Ten tekst to jedno wielkie uogólnienie, ale jak to zwykle bywa uogólnienie tyczy się większości a nie mniejszości, można się ze mną zgadzać bądź nie, ale tak szczerze warto spojrzeć na te wszystkie imprezy w życiu każdego z nas, jakie one były ? jakie miały najczęściej powtarzające się elementy i jak się kończyły. W naszym kraju nie ma pojęcia w świadomości społecznej imprezy bez głównego celu „nawalenia się", podczas gdy na świecie bywa różnie ale czym zamożniejsze społeczeństwo, które ukształtowało pewne normy tym podejście do alkoholu zupełnie inne. Alkohol ma być dodatkiem do spotkania przyjaciół, do miłego spędzania czasu w ich gronie, a nie samym w sobie celem. Kultura picia, tego nie uczą nigdzie, to trzeba mieć w sobie albo samemu dojść do wniosku że nie warto z siebie robić przysłowiowego bydła. Polacy się wstydzą jacy są naprawdę pod wpływem alkoholu, czego to jest wina ? chyba braku właśnie kultury picia, umiaru, u nas udana impreza to taka której się nie pamięta, ktoś powie że to nie prawda, pewnie w jakimś procencie tak, może w jakiejś grupce ale ogólnie ? trzeba chyba mieć zamknięte oczy żeby tego nie dostrzegać przez większość życia. Jesteśmy wiecznymi malkontentami, chyba tylko pod wpływem procentów umiemy się wyluzować, odpocząć, szkoda bo wiele tracimy, a nasz stereotyp jako zapitych tuż obok Rosjan pokutuje w świadomości wielu narodów, nie chcemy by tak nas postrzegano ale czy z tym coś robimy ? nie innych mamy zmieniać ale samych siebie, stereotyp jak i bajka, zawsze ma ziarnko prawdy w sobie.

 

Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Moje posty z lipca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (106) | dodaj komentarz

W NASZYCH SYPIALNIACH JESTEŚMY INNI

wtorek, 06 lipca 2010 21:42

My mężczyźni uwielbiamy kobiety pełne energii, promieniujące ostrym temperamentem manifestującym swoje pełne oblicze podczas seksualnych igraszek. Z drugiej strony każdego z nas pociągają kobiety uległe, potulne, posłuszne.

 

Wielu mężczyzn ma fantazje seksualne na temat tych konkretnych dwóch na pozór odmiennych grup kobiet, jednej agresywnej, wyzwolonej i emanującej seksualnością, drugiej bardziej skrytej, nieśmiałej, uległej. Dlaczego napisałem „na pozór" ? Ponieważ kobiety, które często bywają w życiu nieśmiałe podczas nocnych igraszek okazują się otwarte i wyzwolone, a te odważne w życiu, lubią grać uległe i niewinne w seksie. Zaskakujące, ale również łatwo wytłumaczalne, traktujemy naszą intymną sferę jako tą, w której możemy być inni niż za dnia, coś intymnego oznacza u nas coś skrytego w głębi, lubimy poczuć się takimi, jakimi nie jesteśmy, tak jakbyśmy do seksu przybierali odpowiedni kostium lub też, jak kto woli właśnie wtedy się go pozbywali.


Iluż z nas marzy o seksie z nieznajomą, szybkim i przypadkowym, ile kobiet chciałoby poczuć się brutalnie mówiąc jak „dziwka", oj tak, wstydzimy się naszych seksualnych marzeń, boimy się w świecie pewnej poprawności przyznać, co nas podnieca i sprawia, że ożywiamy się wieczorną porą. Fantazje są tylko oczywiście fantazjami i wcale nie mają być realne, wiele par odgrywa różne sytuacje traktując je jako grę wstępną mającą na celu ożywienie momentów spędzanych w alkowie i rozbudzenie żaru, który niekiedy wraz z trwaniem związku może zanikać.


Podobnie z osobowościami przyjmowanymi w stosunku, kobiety radzące sobie świetnie w codzienności, zaradne, silne, marzą by jakiś mężczyzna sprawił, że poczują się małe, bezbronne, oddane. Uległość traktowana jako fantazja, jako gra, jest bardzo często spotykana, pozwala osiągnąć satysfakcje obu stroną grając na najbardziej prymitywnych uwarunkowaniach naszej psychiki odnośnie seksu, kobiecej uległości a męskiej potrzebie dominacji i użycia siły podczas samego aktu. Seks to przyjemność, ale też zwierciadło nas samych, to, o czym fantazjujemy mówi, kim jesteśmy, to, co robimy w łóżku pokazuje, jacy chcielibyśmy być.


Największym sukcesem dwojga kochających się ludzi jest otwarcie się na swoje drugie „ja" i bez osądzania, bez potępiania i wyśmiewania zaspokajanie tych potrzeb, buduje to więź, bo czym, jest intymność jak nie naszą najbliższą nam częścią nas samych ? z kim taką rzeczą można się dzielić jak nie z osobą najbliższą sercu ? Związek to dbanie o siebie nawzajem, oraz otwartość na druga osobę i jej potrzeby.

 

 

Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (15) | dodaj komentarz

PO WYBORACH - INNA POLSKA ? JAKA PRZYSZŁOŚĆ NAS CZEKA ?

poniedziałek, 05 lipca 2010 9:59

 

Wybory prezydenckie 2010 roku rozstrzygnięte, jest zwycięzca, który wygrał wybory i ten, który zwyciężył, ale wybory przegrał, Polska jest podzielona. Jakie wyzwania czekają na nowego prezydenta i formacje polityczną, z której wyszedł a jakie działania podejmie największa partia opozycyjna żeby wygrać wybory parlamentarne w przyszłym roku ?


Bronisław Komorowski wygrał, pokonał przeciwnika bardzo niewielką przewagą wbrew przedwyborczym oczekiwaniom, zawód na twarzy kandydata jak i premiera wspierającego Komorowskiego był widoczny podczas wieczoru wyborczego, trudno się dziwić, wygrana nie była pewna a poczucie przeszacowania swojego poparcia i nie doszacowania poparcia przeciwnika na pewno wpłynął na polityków PO.


Nowy prezydent otrzymał Polskę podzieloną, na dodatek każdy, kto obserwuje scenę polityczną wie, że podziały nie są pozorne, te dwie Polski to tak naprawdę dwa obozy różniące się olbrzymie i zwalczające na każdym kroku. Platforma Obywatelska ma poważny problem, oby jej zwycięstwo nie było krokiem do porażki, bo dziś już nikt z PO nie powie, że nie może rządzić, że nie może przeprowadzać potrzebnych w kraju reform, pełnia władzy pełnia odpowiedzialności. A w tle, za rok wybory parlamentarne, wybory najważniejsze, bo dające klucz do prawdziwej władzy, PO nie może pozwolić sobie na ich przegraną lub też wygraną ze zbyt małą przewagą.


No i jak tu przeprowadzać poważne reformy, każdy wie, że reformy dla ludzi nieznających się na polityce, gospodarce, budzą sprzeciw, nie są popularne, trzeba komuś powiedzieć, że nie można mu dać więcej niż ma, a że wręcz w niektórych przypadkach trzeba odebrać. Ludzie myślą, że politycy trzymają pełne skrzynie forsy, którą im nie dają, bo wolą zatrzymać dla siebie, podczas gdy budżet państwa jak budżet rodziny, tyle a tyle się zarabia i tyle można wydać, jak jednemu chce się dać to drugiemu trzeba odebrać, albo zadłużyć się żeby żadnemu nie odbierać, rządzenie to dobre gospodarowanie a nie sypanie prezentami dla wszystkich. A taki obywatel nie zrozumie, że to dla dobra jego i jego dzieci w perspektywie kilku lat należy coś zrobić... Przywileje emerytalne, KRUS, reforma finansów publicznych, komercjalizacja służby zdrowia i straszenie nieświadomych, że prywatny szpital nie oznacza, że leczyć będzie się trzeba płacąc za wszystko, to działa na wyobraźnie, odrzuca, kto zacznie coś robić w tym kraju przegra wybory i utraci władze.


Bronisław Komorowski i Donald Tusk mają poważny orzech do zgryzienia, czy utrzymywać obecny stan i skupić się na prowadzeniu dobrej kampanii tak by wygrać w przyszłym roku czy zacząć działać, na co widzę, że oboje mają ochotę, ale się boją. Jest taka pokusa by zacząć prawdziwe reformy po ewentualnej wygranej w przyszłym roku, bo wyborcy przez 4 lata mogą się zrazić w trakcie reform i po jakimś czasie zauważyć, że zadziałały i oddać pozytywny odbiór działań rządu i prezydenta przed kolejnymi wyborami, a reformy na przestrzeni roku przyniosą tylko zrażenie do rządzących równe przegranej.


Zobaczymy jak to obaj politycy przy władzy rozegrają, myślę, że pójdą w kierunku drobnych reform, które będą rozdmuchiwać do poważnych rozmiarów zmian, tak by dopiero w 2011 przystąpić do faktycznych zmian, nie wiem jak nowy prezydent, ale Tusk wie, że albo w przeciągu najbliższych ewentualnych 5 lat zrobi coś ważnego albo poniesie porażkę kompletną razem z całym obozem politycznym, więc wierze, że jeśli wyborcy PO doczekają do następnych wyborów to Polska może się mocno zmienić, na lepsze...


SLD, lewica wygrała sama dla siebie w pierwszej turze, Napieralski umocnił swoją pozycję i będzie przeciwników w swoich szeregach rozliczał. Uważam jednak, że z niekorzyścią dla lewicy ten wynik przyniesie zakonserwowanie sytuacji w partii, której po za jej twardym elektoratem w takiej formie nikt nie chce, a ona tak mocną innością od pozostałych dominujących partii w parlamencie nowych wyborców nie zyska. Media będą ciągle bawić się podziałem na dwie Polski, a nie na, trzy, więc co z tą mniejszością lewicową ? a no zacznie zanikać, ja osobiście daje SLD jakieś 5 lat istnienia jeszcze, jeśli nie dokonają zmiany w partii i zmiany lidera znikną, a szkoda, bo różnorodność w parlamencie jest jakąś wartością.


PiS, dla Jarosława Kaczyńskiego na całe szczęście przegrał wybory prezydenckie, dlaczego na całe szczęście ? bo jako prezydent Kaczyński musiałby przeszkadzać PO w działaniu a to oznacza, że musiałby wejść w buty swojego brata, krytykować i używać twardego języka sprzeciwu, a taki Kaczyński tylko mobilizowałby jego własnych przeciwników by broń Boże w wyborach do parlamentu nie oddali władzy znów w ręce kłótliwego człowieka. No i samą partię musiałby zostawić, ktoś inny musiałby zostać prezesem PiS, a to wewnętrznie osłabiałoby jego pozycje a ludzie zobaczyliby, że PiS może istnieć bez Kaczyńskiego, czego teraz sobie nie wyobrażają. Podczas gdy w sytuacji, w której przegrał wybory, śmiało może kontynuować udawanie, że się zmienił, pozorować łagodność i chęć pojednania i kto wie może zyskać tych niezdecydowanych, którzy uwierzą wilkowi w owczej skórze. Czy wytrzyma ? wątpię, ale może go nie doceniam w tej dziedzinie.


Nowy prezydent, Bronisław Komorowski, na czym teraz musi się skupić ? nie jest premierem, więc tak naprawdę rządzenie nie leży w jego odpowiedzialności, ma reprezentować godnie nasz kraj, dawać ordery, uśmiechać się, wygłaszać przemówienia i od czasu do czasu podejmować decyzję czy podpisać ustawę czy nie a odpowiedzialność za ustawy i tak będzie w większym stopniu spadała na rząd a nie na niego. Wydaje mi się, że w tej roli się sprawdzi, podejrzewam, że będzie prezydentem nie przez 5 lat, ale 10, bo nawet, jeśli Kaczyński wygra wybory do parlamentu w 2015 roku to na prezydenta zbytnio nie będzie miał, kogo wystawić a jeśli Komorowski okaże się człowiekiem spokojnym w urzędowaniu i takim jak Kwaśniewski, który miał poparcie nie tylko wśród swojego środowiska politycznego to wtedy „Bronek" będzie siedział w pałacu prezydenckim długo i chyba z korzyścią dla Polski.


Teraz musi się zająć budowaniem swojego wizerunku jako prezydenta wszystkich (czyli PO i SLD no i PSL, bo zwolennicy PiS nigdy go nie zaakceptują, ale reszta może jeśli tylko będzie dobry). Pewnie parę razy pokaże, że nie jest zupełnie i we wszystkim zgodny z Tuskiem, ale nie oszukujmy się, dobrze, gdy jedna partia w określonym czasie i z mandatem społecznym rządzi w pełni, bo w pełni może nam pokazać, albo umie działać albo nie, jeśli nie to ich rozliczymy, podczas gdy pełnia władzy jest w kilku skonfliktowanych ośrodkach rządzić się skutecznie i na dużą skalę nie da, to my musimy decydować czy dajemy szanse na realne zmiany czy na pozorne.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (4) | dodaj komentarz

ŚLEDZENIE NASZYCH BYŁYCH

czwartek, 01 lipca 2010 16:46


Związki często się rozpadają, im dłużej trwają tym boleśniejsze jest rozstanie, a uczucia nie znikają od razu po zakończeniu związku, siedzą w człowieku, nowoczesne technologie ułatwiają tylko spoglądanie już nie na naszą połówkę jabłka i śledzenie jej poczynań, wiele osób tak robi...


Rozstanie to trauma, nawet, gdy wiemy, że z tą drugą osobą, co raz mniej nas łączyło, a rozejście się było jedyną słuszną decyzją, ból pozostaje, ból zmarnowanej szansy, zawiedzionych nadziei, pogrzebanych marzeń wspólnej przyszłości. Obiecujemy sobie, że nie będziemy myśleć o tamtej osobie, przestaniemy dzwonić, chodzić w miejsca, które kojarzą nam się jednoznacznie z przeszłością. Mimo to ciekawość towarzyszy nam na każdym kroku, zastanawiamy się, co osobą kiedyś przez nas kochana robi, jak żyje, a co najważniejsze, z kim żyje, czy znalazła sobie kogoś nowego, kim ten ktoś jest, czy są szczęśliwi ???


Lubimy zadać sobie całą masę pytań, które dręczą nas po nocach, na które odnalezienie odpowiedzi może nas dołować na długie tygodnie, nie potrafimy się jednak oprzeć pokusie, wpadamy na konta i profile społecznościowe tej osoby, rozglądamy się, czytamy, sprawdzamy, nasza klasa, fotki, sympatie i dziesiątki innych miejsc w sieci gdzie możemy zobaczyć ślad życia byłej partnerki, partnera. Masochizm uczuciowy, zadajemy sobie celowo ból czy po prostu nie możemy się pogodzić, że ten ktoś po nas potrafi nadal żyć i cieszyć się tym życiem ?


Człowiek to istota bardzo zaborcza, mimo wieku zachowuje się jak dziecko, odłożył zabawkę, nie chce się nią bawić, ale też nie chce by inne dziecko ją wzięło.


Dla mnie to droga do samodestrukcji, zadawanie sobie bólu, ale też, co najważniejsze wprowadzanie do życia po rozpadzie związku ciągłych nawrotów do przeszłości, życia przeszłością, rozmyślania o niej, podczas gdy najlepsze, co można zrobić to całkowicie odciąć przeszłość od teraźniejszości, nieliczni ludzie potrafią funkcjonować w takiej sytuacji w inny sposób, dla większości najlepsze jest szybkie i precyzyjne cięcie odcinające wspomnienia, bóle i żale dające przestrzeń do tworzenia swojego życia w oparciu o nową sytuację.


Dlaczego tak lubimy podglądać życie naszych „byłych" ? Czy jesteśmy emocjonalnymi masochistami ? Czy naprawdę wiemy, co robimy sobie takim zachowaniem ? Dużo pytań i tyle odpowiedzi ilu ludzi...


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 372 691