Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367594
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

POZIOM HIPOKRYZJI PRZEKROCZONY!

wtorek, 26 czerwca 2012 18:22

 

Jestem zaskoczony i przerażony tym, co się dzieje w ostatnich dniach wokół programu Wojewódzkiego i Figurskiego. Takiej parady hipokryzji, ale także kompletnego braku zrozumienia pewnych słów i postaw, dawno nie widziałem. Rozumiem za to fakt, że najłatwiej jest nie myśleć samemu tylko przyłączyć się do owczego pędu w krytyce słów autorów satyrycznej audycji, która właśnie pod wpływem zbiorowej histerii pełnej obrony moralnych zasad została zdjęta z anteny radia Eska. Oświadczenie zarządu radiostacji brzmi: „Zarząd wyraża ubolewanie z powodu sytuacji, która miała miejsce na antenie radia w programie porannym, wyemitowanym w dniu 12 czerwca 2012 r. Wszystkie osoby, które poczuły się urażone wystąpieniem naszych prezenterów, serdecznie przepraszamy”.

 

Dodatkowo Rada Etyki Mediów zaapelowała do KRRiT o zajęcie się sprawą. Uznała słowa dziennikarzy za przejaw ksenofobii, rażące chamstwo i typową mowę nienawiści. Podobnie oceniło je polskie MSZ i minister sprawiedliwości, co dla mnie ogólnie jest śmieszne, ponieważ nasz MSZ powinien trzymać się od takich wybryków z daleka. Gdyby każde ministerstwo przepraszało za słowa swoich krajowych satyryków każdego dotkniętego, to nie mogłoby się niczym innym zajmować. Reakcja Ukraińskiego MSZ, które w tej sprawie zabrało głos była dla mnie przesadzona, niepotrzebna, a w efekcie zamiast zamknąć sprawę rozdmuchała ją na taką skalę, że nasze media chóralnie podchwyciły SUPER temat i zaczął się magiel! Ostatni tydzień udowodnił, że dulszczyzna to nie marginalna cecha w narodzie, to przeważająca zasada kierująca życiem większości… przykre.

 

O co cała afera? myślę, że każdy już wie i swoje zdanie ma, ale dla przypomnienia… słowa, po których naród stanął murem przeciw niby (w dalszej części wyjaśnię, dlaczego „niby”) chamstwu i ksenofobii:


Wojewódzki: A wiesz, co ja wczoraj zrobiłem po tym meczu z Ukrainą?

Figurski: No?

W: Zachowałem się jak prawdziwy Polak...

F: Kopnąłeś psa.

W: Nie, wyrzuciłem swoją Ukrainkę.

F: A to dobry pomysł... Mi to jeszcze nie przyszło...

Wiesz co? Ja po złości jej dzisiaj nie zapłacę.

W: Wiesz co, to ja swoją przywrócę, odbiorę jej pieniądze i znowu wyrzucę.

F: Powiem ci, że gdyby moja była chociaż odrobinę ładniejsza, to jeszcze bym ją zgwałcił.

W: Eee... Ja to nie wiem, jak moja wygląda, bo ona ciągle na kolanach.

Po pierwsze, jeśli ktoś osobiście czuje się czymś dotknięty zawsze może pozwać konkretną osobę... Warto przypomnieć, wszyscy chcieliśmy demokracji i wolności, a to oznacza, że daliśmy też prawo do bezkarnego mówienia idiotom. Ja się pod tym podpisuję, czy to polityk, czy zwykły człowiek, wolność oznacza konieczność liczenia się z tym, że idioci są na tym świecie i prawo do głosu mają... Akurat tych Panów za idiotów nie uważam. Nie chciałbym natomiast żyć w kraju, gdzie idiotów do głosu się nie dopuszcza. Wolność słowa to podstawa, a było już i jeszcze ciągle jest parę krajów na świecie, które to decydują, co jest głupotą a co nie. W Chinach mowa o demokracji, na Białorusi o sfałszowanych wyborach a w Iranie o tym, że Ameryka nie jest winna wszystkich nieszczęść tego świata.

 

A jeśli ktoś czyta ze zrozumieniem ten krótki fragment rozmowy, z całą pewnością zaczyna rozumieć, że jest to przekaz ironiczny, przejaskrawiony, celowo kontrowersyjny, ponieważ tylko mocne słowa zwracają uwagę większości… Tak naprawdę niemający na celu obrazić kogoś, raczej uderzający w hipokryzję i właśnie negatywne zachowania ludzi. Figurski z Wojewódzkim piętnują ksenofobię, stereotypy, bawiąc się nimi i każdy myślący człowiek to dostrzeże, a czy mu się ta forma spodoba to już inna kwestia.

 

Zacytuję prof. Jana Hartmana, znanego i cenionego publicystę z dość dużym dorobkiem naukowym, komentującego słowa Wojewódzkiego i trochę nawiązującego do wyroku o obrazie uczuć religijnych, jaki miał miejsce w sprawie Dody.

 

„Łapię się za pysk oglądając festiwal świątobliwej nienawiści i bezhołowia rozgrywany w mediach i innych szemranych instytucjach na tle spowszedniałego już Euro. Poniewieranie Rabczewską i Wojewódzkim przez jakieś sprzymierzone sądy, ministerstwa i gazety, przy wtórze rozhisteryzowanej gawiedzi godne jest zaiste kościelnych polowań na czarownice i heretyków w czasach nie do końca minionych.


Nasi pupile jakoś sobie poradzą – co najwyżej zawali im się jakiś kontrakt. Nie wypali ten, będzie inny. Nie oni tu tracą, lecz my wszyscy, gdy ciemna masa tych jakichś urzędniczyn, pismaków i politykantów, którzy ćwicząc odruchy świętego gniewu i dławiącej się sama sobą hipokryzji wykuwają nowe standardy wolności słowa…”


Właśnie odebrano program, jakiś kontrakt się posypał, ale nie miejmy wątpliwości, następny przyjdzie, nikt nie zrezygnuje z okazji, na kontrowersjach zawsze można zarobić, Eska zrobiła taki a nie inny ruch, ponieważ walczyła o swój wizerunek w danym momencie. Inna stacja za jakiś czas weźmie zwolnionych i wykorzysta, a ludzie będą słuchali w jeszcze większej liczbie niż do tej pory, tak działają media. Dalej cytując słowa Hartmana…

 

„Zeszmacić Jakuba Wojewódzkiego, oskarżyć bezmyślnie o rasizm i chamstwo – nic to. Oszczerstwo i kołtuństwo uchodzą płazem, gdy szczeka się w sforze. Jedyna pociecha, że złośliwy debil sam się swymi żałosnymi wybrykami dostatecznie poniża. Kto słuchał bądź czytał dialog Wojewódzkiego i Figurskiego, ten wie, że naśmiewali się z warszawskich nuworyszy, zatrudniających Ukrainki i traktujących je często obcesowo i wzgardliwie.”

 

Dokładnie! Hartman ma cięty język i używa mocnych określeń, ale rozumiem jego zdenerwowanie. Kto słuchał bądź czytał tamten dialog i choć chwilę się zastanowił, wie, że było to naśmiewanie. Dotyczyło ono nie takiej małej grupy ludzi obecnych w naszym społeczeństwie, którzy traktują osoby przybywające do Polski w poszukiwaniu lepszego życia i pracy, jak ludzi drugiej kategorii i takie postawy trzeba jak w zwierciadle odbijać, jednocześnie obśmiewać, wskazywać, a to Panowie w audycji zrobili.

 

Wojewódzki to kpiarz, teksty w Polityce czy jego programach to kpina z popkultury, której on stanowi część, a dzięki temu celnie wskazuje pewne zachowania. Już na samym początku dialogu zwrot „...zachowałem się jak prawdziwy Polak...” od razu mówi o kpinie, ironii, pokazuje mocny cynizm i intencjonalne przejaskrawianie sprawy. A to, że może ten mały fragment o gwałceniu był przesadzony to też jest przecież zabieg mający na celu szokować... wielu szanujących się i mądrych twórców od filmu przez literaturę stosowało podobne zabiegi, trzeba jakoś zwrócić uwagę, nic nowego.

 

Figurski na pytanie w mediach czy żałuje swoich słów, odpowiada: Nie, absolutnie ich nie żałuję. One zostały źle zinterpretowane, nie mam się czego wypierać. Tak naprawdę padły w określonej intencji.  Zaczynamy tworzyć bardzo społeczną funkcję. Jesteśmy zwierciadłem, w którym zaczynają się wszyscy przeglądać. Nasze żarty bywają grubiańskie i szokujące, a co do ich poziomu można dyskutować, ale przez to zaczynamy być coraz częściej zalążkiem narodowej dyskusji na dosyć istotne tematy dotyczące polskiego społeczeństwa, naszej tolerancji, rzekomej otwartości wobec innych nacji czy ras. Zaczynamy być bardzo potrzebni w tej debacie. Te wszystkie – rzekomo – tolerancyjne osoby zaczynają się przeglądać w naszym – rzekomym – chamstwie. A my tacy na pewno nie jesteśmy. Trzeba być bardzo krótkowzrocznym i mieć małą wyobraźnię, żeby tak myśleć. Jeżeli ktoś zadałby sobie trud posłuchania dłużej naszej audycji, to zobaczyłby, o co nam naprawdę chodzi i wiedział, że prowadzimy ją przez pryzmat właśnie takich zachowań. Nasze chamstwo i grubiaństwo podnosi dyskusję.”

 

Jeśli ktoś nie wie, Figurski ma rodzinę na wschodzie, dlatego podejrzewanie go o nienawiść do wschodnich sąsiadów jest chybiona, a on sam tłumaczy za co może przeprosić i za co przeprosił: „Nie przeprosiłem za słowa, które padły w programie. Nie będę nikogo przepraszał za konwencję audycji. Przeprosiłem, ponieważ to, co zrobiliśmy wywołało gigantyczną burzę. Przyznam szczerze, że niesłusznie. Ktoś wyciągnął niewłaściwy kontekst tego, co powiedzieliśmy i stworzyła się druga strona medalu – rzekoma antyukraińska propaganda. Przepraszałem właśnie za to, za niewłaściwą interpretację. Tymi przeprosinami chciałem dać dowód, że nie mamy żadnych złych intencji, ani nie prezentujemy negatywnych emocji w stosunku do narodu ukraińskiego.”

 

Wojewódzki na stronie Polityki, także odpowiada na zarzuty „Jest taki termin: konwencja. To dzięki niej nie traktujemy kabaretu jak publicystyki, satyry jak osobistej napaści, a żartu jako nienawiści. Ona jest nawiasem i cudzysłowem, w który można włożyć niemal każdą wypowiedź. Nie na zasadzie bezkarności, ale na zasadzie umowności. Naszą konwencją w programie „Poranny WF” w radiu Eska Rocka jest absurd. Komentowanie świata poprzez groteskę, wyolbrzymianie, skarykaturyzowanie, walkę z lenistwem pojęciowym i stereotypem. Krzywe zwierciadło, w którym odbijają się także nasze narodowe wady, przywary czy śmiesznostki.

 

Kabaret i film mają kostium, scenografię, rekwizyt. Radio ma tylko słowo i dźwięk. Potrzebuje zrozumienia i wyobraźni, że tam gdzie inni widzą bezceremonialne chamstwo, nienawiść i ksenofobię, jest stworzona rola, wykreowana postać. Jest próba wcielenia się w język, słowa czy retorykę tych, którzy swojego chamstwa, ksenofobii czy nienawiści nie biorą w nawias. Ich jest wielu, często jawni i bezceremonialni, ale widocznie nie są bardziej niebezpieczni od naszego duetu.”


Wiem, że zazwyczaj to, co w ustach głupca jest chamstwem, ma inne znaczenie u kogoś myślącego i celowo bawiącego się daną formą, stereotypem, moralnością itp. Żart przekraczający granice smaku rozbraja właśnie wszelkie moralne więzy ukazując odbicie ludzkiej hipokryzji. Jeśli mądry satyryk, komediant lub ktoś pokroju Wojewódzkiego, któremu rozumu odmówić nie można tym bardziej, jeśli zna się lub czyta jego opinie na różne tematy, tym samym poznaje się i jego intelektualny kontekst podejścia do wielu spraw. Automatycznie wtedy wie się, że taki żart na antenie radia to nie osobiste poglądy, tylko kpienie z odbiorców (jak z flagą w kupie), z których co drugi się oburzy, ale równocześnie wielce oburzeni w życiu mówią i myślą tak... o Rumunkach, że to prostytutki, Ukrainki to sprzątaczki a Ruski to pijaki, bogaty złodziej, blondynka idiotka, homoseksualista to zbok itp. Przeciw takim postawom, myślom, najlepiej działa ironia, wyśmiewanie, Dulscy tego świata wolą moralną otoczkę, podczas gdy tak naprawdę są za tą otoczką wszystkim tym, przeciw czemu tak pięknie obecnie zabierają głos…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (14) | dodaj komentarz

BEZRADNOŚĆ...

czwartek, 14 czerwca 2012 10:42

 

Przyznam, że do napisania o bezradności w życiu, zostałem zainspirowany komentarzami pod poprzednim tekstem o szczęściu… Tego się spodziewałem, podziału na ludzi wierzących w szczęście, no i na tych, którym szczęście wydaje się bardzo odległe lub ciężko osiągalne z różnych przyczyn. A co było dość symptomatyczne, to brak wiary w siebie lub ludzi w ogóle… Przesadzam? Wyciągam nieuprawnione wnioski? Być może, mylić się ludzka rzecz… ale niestety postawy o których mówię bardzo często spotykam w życiu. Niby są logiczne, niby nacechowane realizmem, ale też kompletnie podcinają skrzydła ludziom, którzy przecież noszą w sobie jakiś pozytywny potencjał.

 

W komentarzach czytam „…mało kiedy możemy wpłynąć na nasze życie, choćby praca, wiadomo jak o nią jest trudno, a tym bardziej taką która by nam sprawiała przyjemność i godziwe zarobki. Wykształcenie samo nic nie daje, jeśli nie masz znajomości -to leżysz. Bez pracy nie masz domu, o rodzinie możesz zapomnieć bo z czego ją utrzymasz. A być szczęśliwym to spełniać swoje marzenia, w dzisiejszym świecie to mało realne”. Mało kiedy możemy wpłynąć na nasze życie? choćby praca? tak, wiadomo że o pracę ciężko, tym bardziej sprawiającą przyjemność i dającą dobre zarobki, a ja zapytałbym czy aby na pewno ta osoba zrobiła wszystko żeby mieć łatwo o pracę? Nie wolno mieć złudzeń, to my decydujemy o naszym życiu, każdy człowiek wybiera miejsce, do którego zapuka w poszukiwaniu pracy, każdy człowiek odpowiada za to co ma w swoim CV, przecież nie sąsiad, prawda?

 

Argument o wykształceniu, które nic już nie daje bo potrzebne są znajomości, symbolizuje błędne myślenie o życiu… Oczywiście że wykształcenie nic nie daje, a co ma dać? Jeśli na rynku jest wiele osób wykształconych to trzeba się czymś wyróżniać. Samo papierowe wykształcenie nie mówi o inteligencji, nie mówi nawet o zdobytej wiedzy, a już na pewno nie mówi o tym, czy dany człowiek potrafi wykorzystywać kreatywnie swój umysł wychodząc poza przeciętność! A tego się szuka! Takie osoby nie mają problemu ze znalezieniem pracy, bo dla najlepszych zawsze jest miejsce. Wykształcenie to jak bilet, zdobywasz je i możesz wsiąść do pociągu, który jedzie do lepszej przyszłości, ale to jakim jesteś człowiekiem, jakimi cechami się wyróżniasz, to jest twój paszport, tylko on przepuści cię przez granicę, sam bilet to za mało! Przekonanie, że samo wykształcenie załatwia dobrą pracę, lepszą przyszłość, jest bardzo kłamliwe i tak naprawdę pochodzi z czasów, gdy tylko nieliczni mogli zdobyć wykształcenie, a już przez sam fakt jego posiadania byli wyjątkowi.

 

I sławetne znajomości, oczywiście, jeśli w życiu nie idzie tak jakbyśmy chcieli, to fakt że można dostać coś po znajomości, bardzo nam pomaga się wytłumaczyć, ale to tylko wytłumaczenie i to także pochodzące z przeszłości, bardzo mocno zakorzenione w głowach wielu ludzi. Zapytajmy się sami siebie, gdyby każdy miał firmę, zatrudniał przykładowo dziesięciu pracowników, no i na tej firmie wychodziłbym powiedzmy na swoje, czy zatrudniłby swojego kolegę? Pomijam fakt, że z rodziną i znajomymi lepiej w interesy nie wchodzić, ale czy zatrudnilibyśmy kolegę po znajomości, wiedząc że szuka pracy i zdając sobie sprawę, że jeśli go zatrudnimy mając niewielką firmę, to albo ograniczymy nasz osobisty zarobek albo obniżymy pensje pozostałym dziesięciu ludziom dla nas pracującym? Skądś pieniądze na jego pensje muszą się wziąć, prawda? A podkreślam, mamy niewielką firmę, nie stać nas na trzymanie kogoś na etacie dla dobrego serduszka. To jak, co wtedy zrobilibyście?  

 

Ach, no i drugi wariant, niech to będzie firma, która potrzebuje kogoś na konkretne stanowisko, brakuje wam człowieka, macie pieniądze na jego pensję, to zatrudniacie kolegę po znajomości mimo że kompletnie nie zna się na tym do czego zostałby zatrudniony? Z całą pewnością dla koleżeństwa strzelicie sobie w stopę żeby po kilku miesiącach umrzeć z wykrwawienia, bo firma wam się rozleci, już widzę to zatrudnianie po znajomości! Żyjemy w lepszej lub gorszej formie gospodarki wolnorynkowej. Za czasów PRL ludzie mogli mówić o zatrudnianiu przez znajomości, gdy każda fabryka, zakład były państwowe i nikt nie liczył się z rachunkiem ekonomicznym, nic nie było jego, to się mówiło: „Zdzisiu chodź, mam dla ciebie robotę w naszym zakładzie”. Dziś, tak może się dziać tylko w bardzo dużych firmach, gdzie utrzymanie kogoś z dobrego serduszka nic nie zmienia, ale wtedy ileż właściciel takiej firmy może mieć znajomych, na pewno nie więcej niż tych, którzy dla niego pracują, bo są mu potrzebni.

 

Zasada zdobywania pracy przez znajomości obecna jest tylko we wszystkich miejscach, gdzie państwo ma władzę, np. administracja, bo tam znajomość może pomóc, bo to przecież nie jest tego, kto komuś załatwi pracę, dlatego może sobie pozwolić na to… No i jedyny pozytywny przypadek gdzie po znajomości można dać pracę, jeśli nasz znajomy jest tym kogo w firmie potrzebujemy, a jeszcze dodatkowo wiemy że jest niezły w tym co ma robić. To po co stawiać na obcego konia, stawiamy na tego z naszej stajni, ale takie przypadki są rzadkie, więc tłumaczenie się znajomościami naprawdę ośmiesza, nie znajomi odpowiadają za nasz życiowy sukces! tylko my sami! kto mówi że jest inaczej przyznaje się do tego, że inni decydują za niego w życiu a on nie ma nic w tym do powiedzenia… 

 

Zwrócił moją uwagę także ten komentarz „Uważam, że mamy bardzo niewielką możliwość, by wpływać na własne życie - grunt, to sobie z tego zdać sprawę, przestać się miotać i pogodzić się wreszcie z tym. Zastanowić się nad sobą i zająć się rzeczami bardziej realnymi do osiągnięcia, a przestać podążać za marzeniami i jakimiś wielkimi celami....”. Grunt to zdać sobie sprawę, że mamy niewielką możliwość wpływać na własne życie? przestać się miotać i pogodzić z tym? Dla mnie byłaby to największa życiowa porażka, uznać że nie dam sobie rady z czymś, że mam porzucić moje marzenia, uznać że nie mam wpływu na moje życie, to się nazywa porażka! Bogu dzięki, że na tym świecie było i jest dość sporo ludzi, którzy miotali się bo życie jakie dostali nie odpowiadało im i mieli ambicje by chcieć czegoś więcej. Dzięki takim ludziom, którzy tam gdzie inni widzieli mury, oni widzieli możliwości, świat idzie do przodu! Trochę ponad sto lat temu jak ktoś mówił, że człowiek może zbudować maszynę dzięki której będzie mógł latać, jeździć bez zaprzęgu koni albo stanąć na księżycu, to większość tych godzących się z życiem takim jakie jest, mówiła - dajcie sobie spokój! zajmijcie się czymś realnym! Tylko marzenia, podążanie za nimi, sprawia że świat się zmienia, że człowiek może osiągnąć to, o czym zawsze marzył. Natomiast właśnie dzięki takiej postawie z tego komentarza możemy zobaczyć jak na dłoni, dlaczego każdy z nas marzy o czymś, a tak niewielu to osiąga… 

 

„Osoby po przejściach nigdy nie będą szczęśliwe tak samo jak ludzie z słabą konstrukcją psychiczną....”. Nieprawda, no i są na to dowody, osoby po przejściach często mogą osiągnąć nawet więcej niż te, którym wszystko w życiu gładko zostało podane... Jeśli ktoś zabierze się za drobną analizę ludzi, którzy zmienili świat, mieli na niego istotny wpływ, zobaczy, że bardzo wielu z nich miało paskudne dzieciństwo, trudną młodość, a niektórzy krótkie i ciężkie życie, ale mieli swoje pasje, mieli marzenia, życie szczęśliwe nie oznacza łatwe! A każdy z nas wie, że są dwa typy ludzi, tacy których problemy dołują, no i tacy których problemy motywują. Jeśli ktoś dostaje w prezencie wygodne i dostatnie życie, to często go zwyczajnie nie docenia, bo jeśli ma wszystko z góry dane, to jaki ma dla niego sens staranie się o coś więcej? nikły… Osoby po przejściach mogą zawsze pokazać swoją wartość… wszystko zależy tylko od nich…

 

A tu także coś ciekawego, zwróciłbym uwagę na powtarzający się argument pracy, braku wpływu na życie „Nie zgadzam sie z tym co jest napisane odnośnie tego czego sie chce ponieważ nie każdy ma w każdej chwili możliwość" chcenia" znalezienia sie w "chcianym "miejscu bycia z "chcianą" osoba itd. Niby sami dokonujemy wielu wyborów ale np. w związku z praca jest tak jakby sie "chciało”. Jeśli potencjalny pracodawca ma do wyboru paszteta a ładną kobietę to wybierze w 99% lalkę i teraz powiedzcie mi gdzie to ta siła "chcenia"??????????????? Siła chęci nie zdobędziemy marzeń bo czasy są okropne i nie koniecznie zdobędziemy samymi chęciami tego czego pragniemy…”. Nie każdy ma możliwość znalezienia się w chcianym miejscu i z chcianą osobą? A dlaczego nie? pytanie czy ta osoba chce znaleźć się tam z nami, pytanie czy my zrobiliśmy wszystko by tam być, a nie gdzieś, gdzie wcale nie chcemy być… Wszystko zależy tylko od nas, nasze życia to splot setek, tysięcy drobnych i większych decyzji, które prowadzą nas do tego miejsca w którym się znajdujemy. Rozsądni ludzie tak podejmują decyzje dotyczące ich życia, by ten splot zaprowadził ich do wyznaczonego celu. Niestety nikt nie ma magicznej różdżki, dzięki której jak tylko powie, chce być tam teraz i z tą osobą, tak też się stanie… Jeśli potencjalny pracodawca, cytując komentarz, ma do wyboru „paszteta” i ładną kobietę to na 99% wybierze… Mój Boże, tu zasada działa jak w pracy po znajomości, jeśli dla kogoś kryterium zatrudnienia nie są umiejętności, ale tylko i wyłącznie ładna buzia to znaczy że jest głupcem (pomijam zawody gdzie ta uroda jest konieczna). Dodatkowo już widzę jak na księgową, właściciel firmy wybiera ładną buzie bez kwalifikacji, tak, na pewno… w końcu jak zbankrutować to z ładnym uśmiechem. Czy uroda jak i wykształcenie to nie wymówka idealna na własne niepowodzenia? Prawda w tym komentarzu jest tylko w jednym miejscu, nie samymi chęciami osiągniemy to czego pragniemy, za chęcią, tak jak za wykształceniem, musi stać coś więcej…

 

„JAK MOZNA BYC DZISJ SZCZESLIWYM, KIEDY NA KAZDYM KROKU PODLOSC. GRATULUJE GRUBEJ SKORY!!!!”. Nie było momentu w dziejach ludzkości gdy podłości było mniej, miała ona różne formy, ale jak dobro i zło, zawsze istniała i istnieć będzie, ale gdy się żyje mądrze to można w znaczącym stopniu uniknąć podłości, a z tą, z którą przyjdzie się nam zmierzyć, poradzić sobie dobrze. Gruba skóra to fajne określenie na zaradność życiową, wytrzymałość, a to wszystko człowiek może nabyć i wbrew obiegowym opiniom, nie kosztem innych…

 

Ciekawe… „Szczęście trwa chwile dwie, a potem budzimy się proszę Pana... :))) I trzeba umieć żyć, zwłaszcza jak się szczęścia nie odczuwa. Ono NAS ODWIEDZA tylko "na jakiś etap życia"... można się o nie starać, ale wątpię czy można je zatrzymać na dłużej. NIE WSZYSTKO ZALEŻY OD NAS SAMYCH...”. Współczuję osobom dla których szczęście to tylko mrzonka i sen, czasem życie jest beznadziejne, ale właśnie takie momenty trzeba uznawać za etapy, zawsze wierzyć i dążyć do tego lepszego dla nas życia. Tak jak dzięki samemu sobie można zdobyć szczęście, tak i można je utrzymać, bo nic nie jest dane na wieczność. Jeśli kupujemy piękną roślinkę, to aby nas cieszyła swoją urodą jak w dniu zakupu trzeba o nią dbać, inaczej zwiędnie, bez starania nie ma nic i nic nie trwa…

 

„A mi się nic nie udaje, wszystko się tylko pierniczy i jest coraz gorzej. Nie ma koło mniej kochającej osoby, mam koszmarną pracę, której nie znoszę, wszelkie zmiany to tylko porażki. Nie jestem szczęśliwa i coraz bardziej nie znoszę tego życia!”. Przykre, moim zdaniem w takim momencie życia trzeba mocno przysiąść i pomyśleć nad swoimi wyborami, jak to się stało że znaleźliśmy się w tym, a nie innym miejscu. Nikt nie jest nieomylny, pomyłki, trudne chwile każdemu się zdarzają, niekiedy są dość długim pasmem porażek, ale to absolutnie nie oznacza że w pewnym momencie nie można tego odmienić! Wielu ludzi odbijało się od dna, wchodząc tym samym na szczyt, da się, polecam zmiany, jeśli coś nam w życiu nie pasuje, lepiej porzucić zastanawianie się co by było gdyby… tylko zacząć działać, oczywiście nie każda zmiana przyniesie pożądany efekt, ale jest wtedy szansa! A siedząc w miejscu i płacząc, czy coś zmienimy?   

 

Szczególna myśl „Szczęście to nie robić to, co się lubi, tylko polubić to, co się robi. Ale sama tego nie wymyśliłam, gdzieś przeczytałam”. Brzmi mądrze ale czy taka jest ta myśl? Szczęście to nie robić to co się lubi? a co? to czego nie lubimy? Choć przyznam częściową rację tej sentencji, niekiedy warto spojrzeć na pewne elementy życia pod innym kątem, spróbować je polubić, chcąc coś osiągnąć. Nie zawsze droga do tego wiedzie przez same rzeczy przyjemne. Niekiedy trzeba robić to, co miłe nie jest. Ile osób aby zdobyć dobre wykształcenie zrezygnowało z chwil ze znajomymi, kolejnej imprezy i siedziało nad książkami długie godziny? Jeśli coś służy jakiemuś konkretnemu celowi, a nie da się tego obejść, to warto zmienić sposób postrzegania danej czynności, polubić ją… łatwiej nam wtedy będzie przychodziła i szybciej mijała…

 

Zakończę ten zbyt długi wpis pozytywną myślą z komentarza, który wyraża wiarę w to co jest w nas, w moich oczach takie postawy zawsze zyskują "WSZYSCY W ŚWIECIE SZUKAJĄ SZCZĘŚCIA, A JEST JEDEN SPOSÓB, ABY JE ODNALEŹĆ. TRZEBA KONTROLOWAĆ SWOJE MYŚLI. SZCZĘŚCIE NIE PRZYCHODZI Z ZEWNĄTRZ. ZALEŻY OD TEGO CO JEST W NAS SAMYCH". Ja w to wierzę, wszystko zależy od nas samych…

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl

 



komentarze (14) | dodaj komentarz

ACH! SZCZĘŚLIWYM BYĆ!

czwartek, 07 czerwca 2012 11:34

 

Tylko jak? Pytanie poważne i skomplikowane, ale odpowiedź chyba tak naprawdę dość prosta. Szczęście towarzyszy nam w momentach, gdy robimy to, co lubimy, gdy jesteśmy wśród ludzi, których kochamy, gdy mamy cele i je realizujemy z powodzeniem. Szczęście to stan umysłu, który osiągnąć można poprzez wybór… w sumie kilka wyborów, jakie dokonujemy w przeciągu naszego życia.

 

Zawsze dzielę sprawy na te konieczne, na które wpływu nie mam zbyt wielkiego, no i na te, które w mniejszym bądź większym stopniu, ale jednak zależą od mojego postępowania. Jednak wielu ludzi traci czas na walkę z tymi elementami życia, na jakie wpływu nie mają. W sumie nie dziwię się, zazwyczaj to one przysparzają najwięcej zmartwień. Niestety, walka na tym polu jest z góry skazana na porażkę, nic nie daje. Narzekać można np. na podatki, ale narzekanie samo w sobie nie pomoże by one się zmieniły, natomiast właściwe wybory w życiu mogą zaowocować tym, że płacenie podatków nie będzie problemem, bo nasz portfel będzie zasobniejszy. Na podatki nie, na własną pracę mamy wpływ…

 

Właśnie na takiej zasadzie działa moja metoda na szczęście. Nie tłumaczyć się wiecznie samemu przed sobą, ale stawiać sobie cele i je realizować, a przede wszystkim robić to, co się lubi. Jest to banalne, ale skuteczne. Skupić się na tej części życia, która jest zależna od nas a nie iść na łatwiznę, bo takie kompromisy, jeden po drugim wpychają nas prosto w życie, które zamiast czynić nas szczęśliwymi, tworzy z nas żałosne cienie własnych marzeń z dzieciństwa i młodości.

 

Działając tam, gdzie działania mają sens, tak naprawdę wpływamy też na te elementy życia, na które w żaden inny sposób wpływu nie moglibyśmy mieć, tak kroczek po kroczku, buduje się życiowe szczęście! Przyznam, mimo że brzmi łatwo, sprawia ogromną trudność. Niekiedy zaskakuje mnie jak łatwo jest znosić porażki, zamiast walczyć o sukcesy z pełną świadomością, że nawet nie wygrywając w konkretnej walce może być już tylko lepiej, nie gorzej… gorzej jest tylko wtedy, gdy tkwimy w jednym punkcie i nic nie chcemy zmienić. A zmiana to odpowiedź na wiele problemów… 

 

Ilekroć znajdowałem się w tym punkcie życia, gdzie emocje zaczynały już brać górę nad rozsądkiem, a otaczająca rzeczywistość przytłaczać, orientowałem się, że jest tak tylko, dlatego bo robię coś na siłę, jestem w jakimś miejscu, bo muszę, robię coś, bo muszę, a nie dlatego że chcę… W życiu przecież trzeba być tam gdzie się chce być, z tą osobą, z którą jest nam dobrze, robiąc to, na co mamy ochotę, a np. praca, na którą każdy ma ochotę, to taka, która wiąże się z tym, co nas interesuje, w czym się odnajdujemy, proste, prawda?

 

Pewnie, że można powiedzieć, życie nie jest takie proste! toteż ja nie mówię, że jest inaczej, tylko zasady rządzące życiem są proste, samo życie skomplikowane... dlatego warto sobie je upraszczać… Życie wymaga, a my zazwyczaj mamy pretensje do życia, nie do siebie… mamy oczekiwania, ale nie mamy chęci dać coś od siebie, a bez działania nie ma efektu.

 

Recepta na szczęście nie istnieje, uniwersalne jest tylko jedno, żeby być szczęśliwym trzeba żyć tak jak się chce… robiąc to, co się chce, na przekór wszystkim i wszystkiemu, bo albo jest się wolnym albo zniewolonym, nawet przez samego siebie i własne lęki, a żaden niewolnik szczęśliwy być nie może… warto być wolnym, warto…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (35) | dodaj komentarz

JAK NAS WIDZĄ OBCOKRAJOWCY – STEREOTYPY

sobota, 02 czerwca 2012 2:27

 

 

Jak każdy naród lubimy być chwaleni i doceniani na arenie międzynarodowej, oburzamy się natomiast, gdy tylko słyszymy niepochlebne opinie dotyczące nas w ustach obcokrajowców. Bardzo często zdajemy sobie sprawę, że wiele niemiłych słów jest kompletnie nieprawdziwych, lub zbyt uogólniających. Jednak w każdym stereotypie można znaleźć ziarnko prawdy, a najgorsze jest to, że niekiedy to ziarno jest dość spore…

 

Przez pryzmat jakich stereotypów jesteśmy postrzegani za granicą?

 

Niemcy, nasi bogaci zachodni sąsiedzi, wciąż widzą nas jeszcze, jako złodziei samochodów. Choć ten stereotyp miał podstawy na początku lat 90-tych, kiedy to spora część rodaków oczywiście spod ciemnej gwiazdy, szukała szybkiego zarobku. Ludzie pragnęli dobrych zachodnich samochodów za niewielkie pieniądze, podaż, popyt. Złodzieje wyczuli rynek na swoje usługi i działając masowo zaczęli zapełniać giełdy skradzionymi pojazdami. System poszukiwania skradzionych pojazdów działał kiepsko, dlatego zazwyczaj taka działalność uchodziła płazem. Obecnie stereotyp nieaktualny, ale żywy, podobnie jak ten… obraz naszego rodaka, niechlujnie ubrany, koniecznie z wąsami lubiący napić się wódki robotnik budowlany, brudny i bez znajomości języka hmm… bez owijania w bawełnę, ale pierwsi zarobkowi emigranci w Niemczech na początku lat 90-tych zazwyczaj jednak tak wyglądali, a ich zachowanie było adekwatne do liczby procentów we krwi…

 

Anglicy, dla nich Polak to także robotnik, fachowiec i złota rączka w jednym. Brytyjski pracodawca dziwił się wielokrotnie, że murarz i kafelki położy, elektryką się zajmie, zrobi wszystko. Nawet to miłe, ale obok takiego wizerunku towarzyszył i obecnie ciągle jest nadal żywy obraz – Polaka olewacza, człeka kojarzonego z wyrachowaniem, nadmiernym sprytem i tendencją do odwalania fuszerki. Nieuprawnione według mnie, ale jak to zwykle bywa kilku nieuczciwych ludzi tworzy wizerunek dla uczciwej większości. Anglicy także niezmiennie do tej pory, kojarzą Polaków z mocnym nadużywaniem alkoholu (jakby sami byli święci). Przypisują nam nadmierną religijności, uważają nas za zacofanych społecznie, uprzedzonych do wielokulturowości zachodu, choć tu mają jednak więcej racji. Jesteśmy jako naród uprzedzeni do odmienności, niby tolerancyjni, ale jak to jest, oj dobrze wiemy… Polki mają wizerunek ładnych i pracowitych kobiet, idealnych do roli gospodyń domowych, co to upiorą, ugotują coś więcej niż danie z mikrofali, no cóż, Brytyjki już mają problem z gotowaniem bez użycia gotowych produktów… Zaradność i rodzaj wykonywanych prac na emigracji naszych rodaczek przekłada się na sposób postrzegania, zapominając, że często są wykształconymi i przedsiębiorczymi kobietami. Jest jeszcze jeden minus, Polki dla Anglików są też niby łatwe… kompletnie nieuprawnione, ale obecne w ich umysłach.

 

Amerykanie, mylą nas z Rosjanami, dla nich to jedno i to samo, kiedyś w USA bardzo popularne były żarty z Polaków, ale obecnie to ustąpiło, jeśli coś im się z nami kojarzy to mocny katolicyzm, Papież i Wałęsa, pruderia, no i jak w poprzednich przypadkach, nadużywanie alkoholu… Bardzo spłycony obraz.

 

Włosi lubią Polaków, katolicy, naszego Papieża kochali, dodatkowo przecież spora ilość Polek pracujących przy opiece starszych osób, tworzy nawet sympatyczny wizerunek, południowcy zazwyczaj widzą w nas swoje północne odbicie, lekko niezorganizowani, spontaniczni, głośni, podobni…

 

Szwedzi uznają nas za ludzi bardzo konserwatywnych społecznie, mało tolerancyjnych i mocno wierzących. Jednak najbardziej nieuprawnione i bolesne jest określanie nas jako brudnych… Wiem z czego bierze się ten stereotyp. To skojarzenie związane ze stanem czystości naszych miast, przemysłem zanieczyszczającym środowisko tak ważne u Skandynawów, przekładają na nas. W latach 80-tych szwedzkie dzieci malowały kłęby czarnego dymu nad Polską, gdy dostawały zadanie by zilustrować, z czym kojarzą im się różne kraje…

 

Francuzi, zadziwiające, ale od paru lat, a dokładnie od momentu pewnej naszej akcji promocyjnej, Polak to hydraulik, brutal, nieokrzesany, ale zaradny cwaniaczek, który wszędzie się odnajdzie, spontaniczny, ale niejednokrotnie bywa oszustem. Świecka do przesady Francja widzi nas podobnie jak kilka innych narodów, jako religijnych konserwatystów, na pocieszenie można dodać, że sporo wiedzą o tym, że to nie upadek muru Berlińskiego był początkiem końca komunizmu, Wałęsa i Solidarność są obecne w świadomości i cenione.

 

Rosjanie, bracia Słowianie, Polaków widzą jako wiecznych buntowników, niesubordynowanych, bo przecież, gdy oni nam coś narzucali, czy za cara czy za ZSRR to my byliśmy na nie… Przynajmniej mają w tym rację, a dodatkowo pod względem spontaniczności i lubowania się w trunkach znajdują z nami wiele wspólnego. Zdają sobie sprawę, że ich nie lubimy, niby jesteśmy niewdzięczni za wyzwolenie… (i zniewolenie). Doskonale wiedzą, że mimo zbliżenia z zachodem, mają nić porozumienia z nami jak z nikim innym, obraz Polaka i katolika utrwalony mocno.

 

Czesi i Słowacy, tu jest trudno, jedni nas lubią, przecież masowo wpadaliśmy do nich i wykupywaliśmy alkohol wręcz w hurtowych ilościach, ale co starsi pamiętają, że nasze czołgi wpadły z wizytą kiedyś do ich ojczyzny, a wcale nie były zapraszane. Pojawia się ponownie przekonanie, że jesteśmy bardzo religijni, oni w znaczącej większości są ateistami, pragmatykami a my głośni, pełni spontaniczności i lubiący dobrą zabawę, zapatrzeni w siebie, z wyczuwalnym poczuciem wyższości wobec nich.

 

Sam nie wiem, jeśli spojrzymy na te stereotypy, jakie o nas panują możemy znaleźć parę wspólnych elementów, nadużywanie alkoholu, spontaniczność, zaniedbanie, pracowitość, religijność, konserwatyzm. Czy my naprawdę tacy jesteśmy?

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (108) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 594