Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367612
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

DLACZEGO NIE CHODZIMY NA WYBORY

wtorek, 29 czerwca 2010 16:02


Polacy to lenie ? czy żyjący w całkowitym oderwaniu od polityki ludzie, dla których obojętne jest, kto nimi rządzi byle tylko nie wtrącał się w ich, mały, prywatny świat.


Nasz naród przez długie dziesięciolecia walczył o wolność, niepodległość, najpierw zabory potem okupacje, no i komunizm, jako jedni z nielicznych powinniśmy cenić sobie naszą wolność, nasze prawa, możliwość dokonywania wyboru. Nie robimy tego, omijamy wybory, frekwencja 54% uprawnionych do głosowania to u nas olbrzymi sukces. Co stoi za tak tragiczną sytuacją ?


Polacy uwielbiają rozmowy o polityce, nie ma praktycznie okazji gdzie by ten temat się nie pojawił, jesteśmy rozmiłowani w komentowaniu wydarzeń i krytykowaniu naszych wybrańców, dzielimy się na obozy i kłócimy, wydawać by się mogło, że polityka stoi w centrum naszych zainteresowań, a co za tym idzie, że wybory jako święto demokracji powinny być momentem masowej aktywności narodu idącego do urn decydować o przyszłości kraju. Nic bardziej mylnego, nie od dziś wiadomo przecież, że umiemy działać tylko w chwilach najgorszych, gdy nasza narodowa solidarność jest niezbędna do przetrwania, a zagrożenie jest nie do bagatelizowania dla wszystkich, wtedy jesteśmy jak jeden głaz, różnice nikną a działanie jest objawem walki o wolność. Tylko my pod obcym panowaniem podnosimy głowę, powstania, państwo podziemne, opozycja demokratyczna w PRL, wszystko pięknie tylko w chwilach próby, bo w codzienności już gorzej.


Jesteśmy pełni sprzeczności, za wolność oddamy życie a jak ją już mamy, to nie powiem gdzie ją chowamy...


Wiadomo, najlepiej smakuje owoc zakazany, gdyby ktoś powiedział, że zabrania wyborów, myślę, że o 6:10 w dzień wyborów frekwencja wyniosłaby 70%. Jednak mamy wolność, nikt nas nie zmusza, a nam samym po prostu się nie chce wysilić i iść głosować. Uznajemy, że nasz jeden marny głos nie wiele da, nic nie zmieni, bo ten głos nie jest wtedy manifestacją naszego oporu, ale głosem poparcia dla czegoś a z tym także mamy problem od zawsze, łatwiej było się bronić przed agresorami niż zmieniać tak by nikt na nas nie napadł. 


Lepiej pojechać na grilla niż pójść do lokalu wyborczego i w 10 minut zagłosować. Lenie ? Polacy to lenie ? chyba nie, ludzie przekorni bardziej, pozbawieni świadomości obywatelskiej ? no cóż po komunie wszystko, co kojarzy się z postawami obywatelskimi źle się kojarzy, bo kiedyś wiadomo, co to oznaczało, stała gadka propagandy. Dziś, gdy sami sobie jesteśmy kowalami własnego losu, wolimy spokój, wolimy zostawić decyzję innym, wiedząc, że może wygrać ktoś, kogo nie będziemy lubić, ale nic wielkiego się w kraju nie stanie. Ogólnie nie cenimy polityków, więc nie wrzucamy głosu uznając, że to nasz osobisty sprzeciw przeciwko nim, bo, po co im dawać poparcie jak nic nie robią za nasze pieniądze... Tak myślimy, tak czujemy i to ma odbicie w głosowaniu, a raczej w braku naszego głosu.   


I sami wpadamy we własną pułapkę, nie lubimy polityków, bo są według nas beznadziejni, nie głosujemy na nich, bo to nasz protest przeciw nim, bo nie widzimy w nich ludzi odpowiednich na dane stanowiska, no i co się dzieje ? Głosuje mniejszość na tych, którzy większości nie przypadają do gustu, efekt, w następnych wyborach znów nie idziemy głosować, bo, na kogo ? skoro tam siedzą ci ludzie, którzy się nam nie podobają, i nie widzimy w tym naszej winy, nie dostrzegamy, że może gdybyśmy chodzili na wybory tych gorszych polityków byłoby mniej i chciałoby się za każdym razem iść oddać głos... przecież to logiczne.


PODSUMOWANIE:

- głosuj, bo ktoś za ciebie wybierze

- głosuj, bo twój sprzeciw przeciwko politykom i nie głosowanie przedłuży ich obecność na stanowiskach wszak za twoje pieniądze

- głosuj na tego, z którym jest ci najbardziej po drodze, mimo że wiesz, że idealnym kandydatem dla ciebie nie jest wybrać kogoś trzeba, lepszy ten niż inny

- głosuj, bo o to walczyli twoi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie, uszanuj krew i łzy przelane za ojczyznę, bądź patriotą

- głosuj, bo masz do tego prawo a to nic nie kosztuje i trwa tylko chwile

- głosuj by mieć prawo krytykować, bez głosowania jak możesz na polityków narzekać, sam pozwoliłeś żeby ktoś ich wybrał za ciebie

- głosuj, bo twój głos ma znaczenie, jeśli tak wszyscy pomyślą, że przecież ich głos nie ma znaczenia to, kto zagłosuje ? nikt ?

- głosuj nawet, jeśli polityka cię nie interesuje, szkody ci to nie zrobi a trudne nie jest

- głosuj ! dlaczego ? BO TAK


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (58) | dodaj komentarz

NAGOŚĆ - ZŁA CZY DOBRA

niedziela, 27 czerwca 2010 17:44


Czy Pani pokaże mi swoją pierś ? Nie, a czemu ? Przecież wiele aktorek, piosenkarek, modelek, celebrytek, pokazuje... każdy może zobaczyć ich nagie ciało, wystarczy kupić odpowiednią edycje pewnego magazynu. A czemu Pani odmawia, tak z ciekawości ? Przecież grzecznie proszę ?

 

Właśnie, nie od dziś w Polsce, co kilka miesięcy jakaś znana kobieta wystawia swoją nagość na sprzedaż, przed oczy milionów mężczyzn trafia jej nagi wizerunek, na który patrzymy od szyi w dół, później krąży przez lata w sieci, sesji cofnąć wszak się nie da... A my mężczyźni podziwiamy (jeśli jest co), bo wiedzie nami ciekawość ciała tej znanej osoby, nie jest to zwykłe zdjęcie przedstawiające nagą kobietę, jest to zdjęcie znanej POLKI, a to zmienia postać rzeczy.


Czy ktoś tak naprawdę zastanawiał się co jest intymne a co nie ? co można pokazać i w jakich okolicznościach a czego nigdy nikomu obcemu ? Prowokuje, bo jeśli przeciętny grzeczny mężczyzna podszedłby do jakiejś kobiety i poprosił ją o odsłonięcie piersi bo jakże ona mu się podoba i chciałby w ramach komplementu dla urody ocenić ten że atrybut kobiecości danej Pani. Co by się stało ? dostałby w twarz ? co by usłyszał ? No to chyba wszyscy możemy sobie wyobrazić a każda kobieta pomyśleć jakby się zachowała na tak niezwykłą prośbę.


Tylko ja się pytam dlaczego właściwie ? Jeśli kobieta jest na plaży, w większym stopniu niż jeszcze parę lat temu a wręcz chętniej opala się toples, nikogo już taki widok nie dziwi, wchodzi to zachowanie w naszą obyczajowość. To co złego jest w ulegnięciu na grzeczną prośbę i pokazaniu tego co i tak np. dana kobieta pokazuje na plaży ? Sytuacja oczywiście przerysowana a przykład banalny ale celowo ! tak by odsłonić pewien brak logiki w postępowaniu.


Miejsce i cel ma znaczenie ? No z całą pewnością, ale przecież tak na plaży jak i w sytuacji takiej dziwnej prośby ukazania odrobiny nagości kobieta może podejrzewać jakie może wzbudzić myśli, na plaży to nie przeszkadza a w innym miejscu to już coś innego ?


Podobnie ze zdjęciami do znanych magazynów dla mężczyzn, celebrytki robą takie sesje i tu oczywiście nie miejmy złudzeń dla pieniędzy, ale nie tylko, bo nie są to dla nich aż tak wielkie kwoty, ukazują swoją nagość głównie dla poczucia własnej wartości, auto promocji, że ona, że udało się jej być, choć raz w życiu na „rozkładówce" np. magazynu dla panów, znanego na całym świecie i będącego już wręcz ikoną popkultury. W ten sposób one same chcą się zapisać do jakże dużego panteonu gwiazd popkultury, które przed nimi ustawiły swoje ciała przed obiektywami aparatów z króliczkiem w tle.


A gdzie tu poczucie że kobieta to nie tylko obiekt seksualny ? tak dumnie głoszona przez feministki, czy aby na pewno kobiety same nie stawiają się w roli obiektów seksualnych a swoje dokonania nie sprowadzają do tego poziomu ?


Ja nie potępiam, wręcz przeciwnie, uważam że każda kobieta ma prawo dysponować swoim ciałem, intymnością, jak to robi mądrze może wiele zyskać, piękno ciała od wieków jest przecież nieodłącznym elementem sztuki, takie nagie zdjęcie to także artyzm, a że może ono wzbudzać różne myśli u odbiorców często nie artystyczne to czy tej kobiecie to przeszkadza ? Nie... Czy podczas opalania toples przejdzie jej przez myśl że może przyciągnąć męski wzrok ? oczywiście że tak i hipokryzją byłoby twierdzenie że jest tego nieświadoma, a i tak opala się, więc czemu na grzeczne pytanie o ukazanie odrobiny nagości w umyśle kobiety od razu powstaje mechanizm obronny ? Zasady społeczne, kultura, obyczaje, co nam nakłada różne postrzeganie tego samego zjawiska, tej samej czynności.


Warto pomyśleć o granicach.


Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca

Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (25) | dodaj komentarz

NIBY KOMEDIE NIBY ROMANTYCZNE

piątek, 25 czerwca 2010 1:24


Polskie filmy tracą sens, są coraz gorsze, kto je jeszcze potrafi obejrzeć bez żalu że wydał na bilet pieniądze ? Straszą beznadziejnymi scenariuszami, marną grą aktorską, a branża nie ma pomysłów jak kino POLSKIE ma wyglądać, jakie filmy mają powstawać, tandeta, tandetę pogania...

Polskie komedie romantyczne, pojawiają się od kilku lat z uporem maniaka katując widzów w kinach a później w telewizji. Główną ich cechą jest fakt że nie są komediami, zadziwiające odkrycie ? mimo tego że producenci zachwalają je jako wspaniałe gatunkowe komedie, doprowadzające humorem i dodatkowo romantyzmem do łez każdego... u mnie jedyne co wywołują to rozpacz pomieszaną z przygnębieniem.

Te filmy bo tak je trzeba nazwać nie są niczym nawet odrobinę podobnym do czegoś co ma śmieszyć i wzruszać, poprawiać nastrój, stanowić lekką i przyjemną rozrywkę. Nikt od naszych twórców przecież nie oczekuje arcydzieł, wystarczyłby film średnio dobry, do którego można by było wrócić a nie tak jak to jest obecnie że połowa sali już po połowie filmu tylko liczy minuty do końca seansu żeby wyjść i zapomnieć o zmarnowanych paru złotych no i wstydzie, że znów się nabrali na zapewnienia, że to będzie super komedia ! Reklama, sprzeda każdą szmirę.

Czemu nasi twórcy produkują masowo filmy tego typu ? bo teoretycznie mają największą szanse trafienia do odbiorcy, na takie filmy idą zakochane pary, rozmarzone nastolatki, starsi bo przecież na kino akcji nie pójdą a do kina ogólnie mają ochotę wpaść, a i w telewizji można puścić po jakimś czasie w sobotę albo niedziele kusząc możliwością miłego spędzenia dnia przed TV. A że żadną tajemnicą nie jest że już wielkich reżyserów tak jak i aktorów w kraju nad Wisłą można policzyć na palcach jednej ręki toteż nasze beztalencia robią to co można najłatwiej nakręcić i w dodatku nieźle na tym zarobić. Idealne rozwiązanie ! łatwe i zawsze się sprzeda więc po co się silić na coś ambitniejszego.

Jak zrobić taki film ? każdy by potrafił, oczywiście akcja musi toczyć się w środowisku doskonale prosperującej tzw. "Warszawki" gdzie problemy finansowe nie są spotykane a bohaterzy całymi dniami myślą o niebieskich migdałach. Akcje też obsadza się w okolicach "Warszawki", bo Polska małomiasteczkowa też musi się identyfikować z filmem (producenci wiedzą czego wymagać, dla każdego coś miłego, szkoda że 95% reszty Polski trudno w tych filmach uświadczyć), scenariusze w naszych niby komediach są nie tylko tandetne ale tak sztywne że pręty zbrojeniowe chowają się, tak pozbawione realności że myślimy czy to bajka czy celowy zabieg, niekiedy też tak cukierkowe że można mieć odruch wymiotny.

Fabuła, od trzeciej minuty w pełni przewidywalna, a od piątej już wiemy jaki będzie koniec. On ją kocha ale jeszcze o tym nie wie ale się dowie, albo na odwrót, ktoś stoi na przeszkodzie tej wielkiej miłości, grupka wiernych szalonych optymistycznych przyjaciół wspiera, albo los coś utrudnia bo jedna strona twardo stąpa po ziemi druga fruwa w chmurkach, no i czarny charakter, ale wszystko kończy się jak zwykle bajecznie, wszyscy znajdują sens w życiu, który gubili w filmie kilkakrotnie, wszyscy się kochają i żyją długo i szczęśliwie. Historie na jedno kopyto, a my to kupujemy ?

Ach, nie zapominajmy o aktorach, grają w tych niby komediach romantycznych tak jak rzeczywiście podchodzą do nich w życiu, z przymrużeniem oka, za coś trzeba żyć więc po co być wybrednym, biorą wszystko jak leci, jedni i ci sami, a grają jakby im się nie chciało, no bo komu by się chciało grać w czymś o czym dzień po premierze będzie się chciało zapomnieć do końca życia albo do następnego angażu w takiej superprodukcji.

To czemu te filmy powstają ? bo się mimo wszystko sprzedają a dzięki reklamie naiwni idziemy do kina licząc na dobrą rozrywkę, no i klapa... ale kasa do producenta płynie więc liczmy na kolejną NIBY komedię...

I tak w ramach jasnego zrozumienia, dobra komedia romantyczna to nie arcydzieło i tym nie musi być, to po prostu lekki film bawiący i dający możliwość odprężenia się, śmiechu i odrobiny wzruszenia, taki film dobry na poprawę humoru, jesienny wieczór, nie wymaga dużych nakładów, może mieć swoje wady ale musi być ciekawy, realny, no i zabawny, gdzie są takie filmy u nas ? pusto jak na pustyni. A ja nie stawiam wysokich wymagań, poprzeczka gdzieś po środku, widać i tak za wysoko... a szkoda bo powstawały w naszym kraju dobre komedie, kiedyś...

Kliknij żeby przejrzeć :
Moje posty z czerwca
Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl


komentarze (31) | dodaj komentarz

O homoseksualizmie w POLSCE

sobota, 19 czerwca 2010 10:26



Homoseksualizm w naszym kraju jest traktowany jak choroba, a ludzie o takiej orientacji jak trędowaci, określenie kogoś mianem „geja" jest jednym z najgorszych wyzwisk, taka jest rzeczywistość w Polsce po pierwszej dekadzie XXI w. Mienimy się nowoczesnymi, każdy z nas chce czuć się jak europejczyk, dbamy o to by nadrabiać nasze braki w stosunku do ludzi żyjących w europie zachodniej, przez wiele lat w powszechnej świadomości społeczeństwa czuliśmy się gorsi, dziś te bariery powoli zanikają. A jednak nie w kwestiach mentalnych, dla przeciętnego obywatela naszego kraju osoby o orientacji homoseksualnej są jakimś dziwnym tworem, wręcz wybrykiem natury, co bardziej uważający się z nas za światłych lubią nie zabierać w temacie zdania, bo pod pozorami tolerancji kryje się tak naprawdę zaściankowa dusza odrzucająca inność i spychająca ją na margines. Czy jesteśmy z tego dumni ? czy tak powinno być ?


Ksenofobia, stereotypy, katolickie wychowanie, zaściankowość, i wiele jeszcze innych określeń wpływa na naszą postawę wobec homoseksualistów i pasuje nie tylko nasz wizerunek, ale i element otwartości społecznej na inność. Szczerze nigdy chyba nie pisałem o innej orientacji seksualnej, jakoś ten temat leżał dla mnie na poboczu, ale ostatnio zacząłem się nad nim zastanawiać. W Polakach, nie podoba mi się to, że udajemy tolerancyjnych, podczas gdy nie jesteśmy tacy, że niby akceptujemy i nie mamy nic przeciwko a za plecami takich osób śmiejemy się z nich, wytykamy, obrażamy. Określenie kogoś „gejem", „pedałem", „lesbą" jest jednym z najgorszych wyzwisk, w europejskim nowoczesnym społeczeństwie ? czy to możliwe ? czy ja się mylę ? NIE, nie mylę się, a najśmieszniejsze jest, że ci wszyscy lubujący się w nienawiści do innych, piszący, co to by należało z takimi „homo" zrobić są w kontakcie zewnętrznym ciency, bo wstydzą się powiedzieć, co myślą, boją się łatki ksenofoba. Dla mnie to naprawdę zabawne, gdy ktoś słowa „gej" używa jako obrazy, to tak samo jakby ktoś obrażał kogoś wyzywając go od „katolików", „rudo włosach", „wegetarianinem" itp.


W mojej opinii żeby to społeczeństwo mogło się rozwijać należy w końcu być tolerancyjnymi, otworzyć się na innych, bo jeśli tego nie zrobimy będziemy tym europejskim zaściankiem, gdzie homoseksualizm będzie istniał, ale będzie ukrywany, a my będziemy się oszukiwać, że tego nie ma, lubimy tak ? już z nas się śmieją na zachodzie, no i mają racje. Dawniej Polak w oczach ludzi z tej bogatszej części europy kojarzył się z piciem, wąsami, kradzieżą samochodów, a dziś ? Dziś stereotyp z wąsami odpadł, z samochodami jeszcze jest trochę żywy, ale przechodzi w przeszłość nawet w Niemczech, jedyny ciągle obecny stereotyp człowieka z nad Wisły to pijak (szczerze zapracowujemy na ten stereotyp, pomijając Anglików reszta europy zachodniej pije o wiele kulturalniej od nas). No i mamy nowy stereotyp, który do nas przylgnął, nietolerancyjnych ludzi ! Polak kojarzy się z najgorszą formą braku tolerancji, to przykre, ale w większości zasłużone, z tymi stereotypami jest, co prawda też różnie, ale my chyba nie lubimy naszej krytyki, zwracania nam uwagi nawet słusznej, odbieramy to jako atak na nas, a tak też nie może być, bo krytyka często wskazuje nam braki, pozwalając podjąć wysiłek w celu ich naprawy.


Ja nie mam nic przeciwko homoseksualizmowi, wiem, że są tacy ludzie, nie moje zadanie określać czy to ich wybór czy coś wrodzonego, nie interesuje mnie to, faktem jest, że to zjawisko jest obecne w ludzkiej cywilizacji od samego początku i jakoś nic się nie zawaliło przez to. Tolerancja w moim wydaniu polega na tym, że nie tylko pozwalam takim ludziom być, kim są, co w naszym społeczeństwie nie jest tak oczywiste, ale także uznaje ich prawo do tworzenia związków. Jeśli dwoje dorosłych ludzi kocha się, w inny sposób niż większość, nie robią tym zachowaniem nikomu krzywdy to ja im pod kołdrę zaglądać nie będę, ich wolność ich wybór. Jeśli chcą zamieszkać ze sobą, tworzyć związek, ja nie będę krytykował, niech ze sobą żyją, czy jest w tym jakaś różnica między tym a kryciem się i odwiedzaniem ? nie, wiec, po co zakłamywać rzeczywistość. Powtarzam, ludzie dorośli robiący, co chcą ze swoim życiem, ich prawo, nikt z nas nie chciałby gdyby ktoś mu mówił, możesz być z tą dziewczyną a z tą już nie... tak samo homoseksualiści, nie możemy im kazać i zabraniać bycia ze sobą ! U nas taki banał i oczywistość, oczywistością nie jest.


Ja zgadzam się żeby, jeśli żyją ze sobą jakiś czas mieli prawo zawierać oficjalny związek, dający im prawo do odwiedzania w szpitalu jak rodzinie, dziedziczenia, wspólnoty majątkowej itp. Jedyne, co budzi mój sprzeciw to po pierwsze nazywanie takich związków małżeństwem, bo jednak małżeństwo w moim odczuciu jest określeniem formalizacji związku za pomocą religii, a religia i to każda za małżeństwo uważa związek między mężczyzną a kobietą. Co prawda mogę to przecierpieć, choć naprawdę uważam, że wystarczyłoby im określenia bycia parą, związkiem. Druga rzecz, która u mnie budzi zastanowienie, to forma prezentacji swoich preferencji seksualnych, te parady równości to dla mnie jakaś pomyłka, ja nie chodzę ze swoją kobietą po ulicy i pokazuje jak my się bawimy, gdy jesteśmy sami, homoseksualiści na paradach równości pomylili marsz o swoje prawa z często wulgarnym epatowaniem sposobu życia. Dla mnie parad równości to powinno być zwykłe przejście ludzi mających coś do powiedzenia o tolerancji a nie jakieś fatałaszki, golizna, dzikie tańce itp. Jak chcą koniecznie przeprowadzić taką imprezę to niech to nie będzie żadna parada równości, ale zwykła impreza, jak koncert rockowy, na zamkniętej przestrzeni gdzie przychodzi każdy, kto chce a nie patrzy ten, kto nie chce.  


I ostatni rzecz budząca mój sprzeciw, dla mnie niepodlegająca dyskusji, jedyna rzecz, którą odmawiam homoseksualistą, adopcja dzieci.


Wiem, że zdarza się, że np. homoseksualista, który był ukryty ma dziecko, wtedy wszystko jest ok, bo np. on jest innej orientacji, rozwiódł się z żoną, może żyć z partnerem, ale dziecko ma przykładowo jeszcze matkę, więc proces rozwoju psychicznego i modelu rodziny, mimo że zaburzony jeszcze przypomina normalny taki w wersji rozwodowej. Co innego jak związek homoseksualny planuje, chce adoptować dziecko, uważam, że takie coś może szkodzić dziecku, nie, dlatego że homoseksualizm jest zaraźliwy, bo nie jest (najlepszy dowód, że homoseksualiści rodzą się i wychowują w rodzinach gdzie jest naturalny model, są tymi, kim są, ale to ich indywidualna sprawa a nie choroba przenoszona...), ale dlatego że każdy młody człowiek w swoim rozwoju potrzebuje wzorców zachowań, postaw, obydwojga rodziców, przestawiających różne płcie, to jest niezwykle ważne dla psychospołecznego rozwoju dziecka, dwoje nawet najlepszych tatusiów albo mamuś nie zastąpi mamy i taty. Ja wiem, że nie jedna para homoseksualna to mili, ciepli, dobrzy ludzie, krzywda z ich strony nie stałaby się dziecku, ale po prostu to, że są tej sami płci, że nie dadzą tego samego, co rodzice różnych płci, bo nie są różnej płci, choćby chcieli, to jest ponad ich możliwościami i tyle. Dlatego sprzeciwiam się adopcji, jedyne poważne zastrzeżenie i coś, czego tym parą odmawiam kategorycznie.


Chcemy żyć dobrze i spokojnie, pozwólmy na to innym, tolerujmy inność a nie wytykajmy, nie odmawiajmy praw prostych i naturalnych tym ludziom, pamiętajmy jednak, że nie wszystko w danym zjawisku musi być dobre, to tak jak z lekarstwem, ogólnie rzecz biorąc dobre, a ma niepożądane działanie na organizm, lekarz stara się by te niepożądane skutki były najmniejsze. Tak należy podchodzić według mnie do homoseksualizmu, nie odmawiać i tolerować, ale te złe rzeczy, im zapobiegać, szanować drugiego człowieka i prawo do jego wolności, pamiętając, że wolność to także ograniczenie w pewnych ramach.



komentarze (158) | dodaj komentarz

Teściowa a problemy małżeńskie

czwartek, 17 czerwca 2010 12:20


Jeśli dwoje młodych ludzi się kocha, wydaje im się, że świat stoi przed nimi otworem i tylko czeka aż w niego wkroczą po drabinie sukcesów zawodowych i prywatnych. Uczą się lub już kończą studia, mają głowy pełne pomysłów, czują się dorośli, odpowiedzialni, gotowi na wyzwania dorosłości. Planują wspólne życie, mają przecież wspólne marzenia, domek, gromadka uśmiechniętych dzieci, jak to wszystko pięknie wygląda w pełnych zapału umysłach.


Pojawia się jednak, jeden mały problem, zakładając własną rodzinę, młodzi muszą się liczyć z własnymi rodzicami, ale także z rodzicami swojej drugiej połówki, no cóż, ktoś mógłby powiedzieć to ich życie i ich wybory, nikomu nic do tego, miałby rację, ale rzeczywistość bywa różna. Zazwyczaj młodzi ludzie wkraczający na wspólną drogę nie są jeszcze w stanie posiadać własnego mieszkania, że już nie wspomnę o domu, są jeszcze, mimo że pracują odrobinę zależni finansowo od rodziny, a wiadomo, co to oznacza, jak w biznesie, mam wkład materialny w jakąś firmę chcę decydować o jej działaniu. Teściowie i rodzice często tak właśnie postrzegają małżeństwo swoich dzieci, pomagają im na różne sposoby to też wydaje im się, że mają prawo, a nawet obowiązek kontrolować życie dziecka, które dzieckiem już nie jest.


Problemy z teściami, rodzicami, wtykanie nosa w nie swoje sprawy, próbowanie żyć, życiem własnych latorośli, ogromny problem dla wielu młodych małżeństw. Chyba każdy z nas zna takie związki gdzie teściowa poucza synową jak ma prać, gotować, sprzątać, że już nie wspomnę o wychowywaniu dzieci, ciągle ma pretensje, bo ciągle coś nie jest po jej myśli, bo ona by to zrobiła inaczej, lepiej... W moim odczuciu są takie kobiety, które po prostu teściowymi a nawet matkami nie powinny być, bo mają problem z kontrolowaniem swojej własnej potrzeby na dominację i zagarnianie związku młodych dla siebie. Takie osoby należy dla dobra młodego małżeństwa błyskawicznie i szybko odcinać od siebie, bo z czasem będzie coraz gorzej. Pozwolisz „MAMUSI" pouczać cię jak masz prowadzić swój dom, to za chwilę to TY będziesz pracownicą lub pracownikiem u „MAMUSI" wykonując jej każde polecenia a o swoim życiu i swoich osobistych decyzjach możesz zapomnieć.


A prędzej czy później, któraś ze stron w małżeństwie nie wytrzyma takiej chorej sytuacji i kto wie jak się to skończy, nie raz takie związki potrafią się rozpaść, nie wolno tego bagatelizować, bo niby wszystko brzmi tak niewinnie, ale nie jest niewinne ! Nie ma nic złego, że rodzice, teściowie chcą młodym pomagać, to nawet jest wskazane, ale problem pojawia się, gdy pewne granice są przekraczane. To fakt, że teściowa może lepiej umieć gotować, ale to nie znaczy, że ma krytykować żonę syna, że ona robi to gorzej, czasem trzeba ludziom dać czas, niech na własnych błędach się uczą, niech zupa będzie za słona pięć razy, ale za dziesiątym razem będzie w sam raz, a gdy ktoś się wtrąci, to za drugim razem zupa będzie idealna, ale to nie ta osoba, która powinna ją zrobi, tylko zatroskana „MAMUSIA", a młoda żona nigdy się nie nauczy robić tą zupę dobrze, bo zwyczajnie nie będzie miała okazji. (dla feministek, przykład z żoną i gotowaniem jest tylko przykładem i nie jest powiedziane, że następnego dnia młody mąż nie będzie gotował He He).


Kolejnym kłopotem może być ciągłe i męczące sprawdzanie jak tam u dzieci, są takie teściowe, które potrafią dzwonić pięć razy dziennie lub codziennie być u młodych i kontrolować, jest to też największy błąd ze strony rodzica, każda para musi się dotrzeć, musi ze sobą przebywać, nauczyć się przebywać w swoim towarzystwie praktycznie całą dobę, wkraczanie osoby trzeciej burzy ten porządek, tą naukę, a także odbiera swobodę, bo małżonkowie zaczynają patrzyć na to, co robią ze swoim życiem żeby potem nie tłumaczyć się przed teściami a w głowach pojawia się takie zapytanie „Co mamusia o tym powie?".


Wnioski są proste, drodzy młodzi, odcinajcie się od rodziców, nie, dlatego że ich nie kochacie, po prostu początek wspólnego życia to czas dla was, do rodziców można wpadać, spędzać czas, ale nie przekraczać granicy, umiar jak we wszystkim jest dobrym wyjściem. Nie wolno także pozwolić na choćby jedno wtrącenie się w wasze decyzje, życie, to wasze życie i ewentualnie wasze błędy, macie prawo je popełniać, uczyć się na błędach, taka jest naturalna kolej rzeczy, nie ulegnijcie presji rodziców. To, że ktoś wam pomaga finansowo czy w inny sposób to robi to chyba z miłości do was a nie z wyrachowania, ja wam pomogę, ale chce mieć na was wpływ, bo wtedy to nie pomoc a interes, a w takim wypadku lepiej iść do banku, tam też ktoś na was zrobi interes, ale procent od pożyczki będzie o wiele mniejszy dla was, gwarantuje.


I tak już na zupełnym marginesie, są teściowie, rodzice, którzy są po prostu nieziemsko świetni, znam takie przypadki podobnie jak te złe, ale cóż, rodziny się nie wybiera, więc czasem wszystko zostaje w naszych rękach, jak ułożymy sobie relacje, jak kontakty, tak potem żyć będziemy, jak sobie pościelisz tak się wyśpisz.

komentarze (15) | dodaj komentarz

Spojrzenie na zdradę i kochankę

środa, 16 czerwca 2010 10:37



Piszemy wszyscy często na forach i blogach o zdradzie, jako o czymś, co niszczy ludzkie życie, rozbija związek, rodzinę, niszczy nas wewnętrznie i jest prostą drogą po równi pochyłej do ścieku życia. Nie wiele jest osób, które mogłyby powiedzieć „jestem dumny, że zdradzam", są osoby, które mówią, że zdradzają, bo nie mają wyjścia, bo duszą się, bo szukają czegoś, czego im brakuje w ich związku, ale tak naprawdę nikt nie jest dumny, że musi kogoś zdradzać, nikt nie chciał żeby tak jego życie wyglądało, ale podjął pewne wybory i sam za nie odpowiada. A mnie zastanawia jeszcze inne spojrzenie na temat zdrady, jak można spróbować zrozumieć kochankę ? Ciekawe, dlaczego osoba, która przypadkowo poznająca żonatego lub obecnie będącego w związku mężczyznę jest gotowa i decyduje się by wkroczyć w jego życie, rozpocząć romans. Oczywiście do tanga trzeba dwojga, więc cała rzecz dzieje się nie bez starań tegoż Pana. Warto od razu pominąć te przypadki, gdy osoba samej kochanki nie jest świadoma, że jest kochanką, bo i przecież takich ludzi jest wiele, ale wtedy zrozumieć taką kobietę jest łatwo, ona po prostu jest z facetem, do którego coś poczuła, gdzieś go spotkała i tak zaczęła się ich historia.


Romans rodzi się w miarę szybko, on znużony szarą codziennością, jaką ma w domu, szuka nowych ciekawych wrażeń, przeżyć, przy których poczuje się znów młodo i nie będzie się zastanawiał, co jutro ma zrobić, o której musi iść do pracy itp. Romans to dla takiego mężczyzny próba zerwania z szarą codziennością, zwłaszcza, gdy po sobie widzi upływ czasu. Ona, przeważnie wolna kobieta lub też taka, której długotrwały związek zaczyna się rozpadać lub już się skończył, czuje, że jest na rozdrożu i aby zachować poczucie własnej wartości musi podjąć jakieś kroki, często towarzyszy temu decyzja o całkowitym zmienieniu życia. Poszukując tej swojej wymarzonej drugiej połówki, nowej miłości, oboje spotykają się, jedno spotkanie, drugie a potem trzecie i mężczyzna już wie, że wstąpiły w niego nowe siły, że świat zaczyna mieć sens, czuje, że żyje, odczuwa powiew młodości, falę uczuć, fascynacji. A kobietę zaczyna czuć, że coraz bardziej do niego coś ją przyciąga przyciągać, ułożony, stateczny, poważny a jednak dla niej zachowuje się jak nastolatek, szarmanckimi gestami upiększa spotkania, dryfują w swoją stronę, konsekwencje i poczucie winy gdzieś jakby usypiało w koncie a jedyne, co się liczy to oni, to życie, to tu i teraz. 


Szybko pojawia się w niej pytanie, czy robi dobrze spotykając się z żonatym mężczyzną ? odpowiedź lekko już nietrzeźwego sumienia brzmi, że przecież oni tylko sobie rozmawiają, idą na kawę, nic w tym złego, nic zdrożnego, prawda ? Jednak w świadomości zaczyna się rodzić ta zapalna myśl, że on już tak zupełnie przyjacielem nie jest dla niej, pewne granice są przekraczane i zdaje sobie sprawę, że i jemu na przyjaźni zupełnie nie zależy, są dorośli czują w sobie żądze, pragnienie bycia obok, wspólnej zabawy, wspólnych chwil. W pewnym momencie, podczas jednego ze spotkań, łyk wina za dużo, zbyt miło spędzony wieczór, drzwi mieszkania za nim się zamykają z trzaskiem, wstąpił tylko na chwile, a ona tylko na chwilę go zaprosiła, tylko, czemu siedzą obok siebie aż tak blisko, czemu tak na siebie patrzą, jego ręka głaszcze jej udo, to przecież nie przyjaźń, obje tego chcą, oboje wiedzą, co się dzieje i w niej podświadomość budzi się a rozum błyskawicznie zasypia.


Oddając jego szybki i ostrożny zarazem pocałunek poddaje się tej jednej chwili, nie myśli, że on ma żonę a może dzieci czekające na tatę, rodzinę, z którą przeżył całe lata, nie ma wtedy refleksji, że ślubował kiedyś miłość, wierność i uczciwość innej, że skoro tamtą zdradza to i ją może, może, ale to będzie kiedyś, w tej chwili oboje są jak dzieci, nie widzą konsekwencji swoich czynów. Wiele zdradzonych kobiet, gdy spotykają kochankę męża (po rozwodzie albo w wyniku odkrycia romansu) pytają je, jak ty mogłaś ? nie pomyślałaś, że on ma rodzinę ? Odpowiedź jest prosta, myślała, gdy zachowywał pozory przyjaźni i wtedy myśli typu, że chodzi o coś więcej odganiała, ale w momencie, gdy byli w tym mieszkanku to już o tym zapomniała, liczyła się chwila, chwila decydująca o porzuceniu złudzeń, odstawieniu moralności na bok, czy to ich wina ? czy to tylko ona albo on, byli temu winni ?  Sytuacja mężczyzny wygląda Doś podobnie, kręciła go, czuł tą dominującą naturalną siłę, czuł, że chce a wręcz musi zdobyć tą kobietę, a że mężczyznę kręci wiele kobiet i ciągle się za nimi rozgląda na ulicy to do tej pory myślał, że to tylko mały flircik, przecież nic nie robił złego. A ta kobieta zanim stała się kochanką była dla niego tylko zabawą, przyjaźnią, ale żona by pewnie nie zrozumiała przyjaźni, więc do tej pory tą znajomość utrzymywał w ukryciu. Sytuacja jednak się zmieniła, teraz czuł, że ta kobieta nie broni się, nie stawia oporu, oddaje dotyk, może gdyby krzyknęła "Nie, masz przecież żonę, nie możemy, pamiętaj, że masz rodzinę, nie dotykaj mnie" ale ona nie krzyknęła, nie krzyczy.


Następnego dnia po gorącej nocy oboje zdają sobie sprawę, że przekroczyli granice, rozum mówi im, chyba nie powinno się to zdarzyć, ale ciało od razu reaguje mówiąc, że było przyjemnie, że jest świetnie a mały ledwo słyszalny w tym stanie kac moralny, małe, choć ogarniające wszystko zdezorientowanie, coś na kształt jakby cienia wstydu, podobnego pewnie do tego, co czuli Adam i Ewa, gdy oboje poczuli wstyd własnego ciała, gdy on wychodzi od niej a ona w koszulce nocnej żegna go myśląc, to początek czy koniec raju ? Lepiej nic nie mówić, słowa mogą tylko coś zapeszyć, więc milczą.

W jej głowie po paru minutach występuje magiczny szept, słyszy jego głos, w wyobraźni odgrywa w kółko wczorajszą sytuację, po kilku godzinach ciągłego dręczenia się pytaniem "co teraz ?" odzywa się on, tak samo się czuł, sms, telefon burzą spokój i niosą zarazem wybawienie dla udręczonych dusz, muszą o całej sprawie porozmawiać. Następne spotkanie, początkowa nie pewność, chcą coś powiedzieć odnośnie tego, co zrobili, ale usta się już spotykają w połowie słowa, ulga, nie trzeba nic mówić, nie trzeba się tłumaczyć, że to był błąd. Teraz jest już łatwiej przyjąć tą noc następnego dnia, teraz już łatwiej przyjąć i usprawiedliwić akt zdrady, nie mogli się opierać czemuś tak silnemu, przegrali z sobą, ale mają poczucie jakby wygrywali.


Zdradzając kobieta i mężczyzna po fazie pierwszego otumanienia całym zdarzeniem, do czego co doprowadziło wchodzą w fazę świadomości, już nie mogą powiedzieć, że nie wiedzieli, w co się pakują. Kochanka tłumaczy się tym, że ona nic złego nie robi, jest wolna przecież, nie ma wobec nikogo żadnych zobowiązań, to on ją wybrał, to on chciał, i to on ma problem, zobowiązania. A ona niewinna ? ona przecież nie chciała, jest kobietą, nie może poradzić na to, że przyciąga, niegrzecznie było nic nie mówić, a od słowa do słowa, nie chciała i to ciągle powtarza, ale pokochała, nie chciała być kochanką, ale kocha tego mężczyznę wiec jak może mu odmówić bliskości, dlaczego też sama ma zrezygnować z własnej okazji na szczęście i nowe życie ? dla osoby, której nie zna ? dla kobiety, która jej ukochanego unieszczęśliwia ? Tak sobie to tłumaczy.


Kochankowie chcą być z sobą często, a im częściej tym lepiej, wolą uciekać przed problemami w swoje ramiona, nie myśleć o konsekwencjach, nie myśleć o niczym, odkładać te wyrzuty sumienia na później. Ona ma je tylko, gdy on wyjdzie po namiętnej nocy, ale jeden jego sms o tak zwykłej treści "MYŚLI I KOCHA, CZEKA NA NASTĘPNY RAZ, PRAGNIE" i kochanka jest już szczęśliwa a sumienie spokojniejsze. On, jako mężczyzna z rodziną ma trudniej, wraca do żony, musi kłamać, udawać, że coś robił do późna w pracy, udawać, że interesuje się sprawami domu, udawać, że ona go nie nuży, że wszystko jest jak nigdy nic, dołuje go tylko atmosfera w domu, świetny powód wiec by z niego uciekać a jak uciekać to, do kogo jak nie osoby dającej mu wytchnienie, do kochanki, u której czuje się tak swobodnie, nie ma problemów, nie ma obowiązków, znów jest młody, znów ma plany, marzenia, sumienie zagłusza wizja przyjemności.


A żona po jakimś czasie zaczyna coś dostrzegać, facet, który kiedyś wolał usiąść przed telewizorem i nic nie robić nagle zaczyna o siebie dbać, zmienia stałe przyzwyczajenia, zaczyna się czymś interesować, ucieka od niej w pracę, spotkania służbowe, koledzy coś częściej dzwonią do niego, nigdy nie był duszą towarzystwa a nagle każdego wieczoru ktoś go gdzieś zaprasza, ktoś chce z nim porozmawiać.  Niby te telefony dzwonią żeby wpadł do znajomego, nie będzie mu tam przecież towarzyszyć, skoro to spotkanie tylko w męskim gronie, zapyta, co i jak, dostanie jakąś odpowiedź, czasem boi się pytać dalej, bo kobieta jest czujna, wyczuwa, że coś może być inaczej, coś może być za tą kurtyną zmian. W pierwszym momencie woli się uspokoić, wszystko jest na pewno dobrze, on jak już jest w domu zaczyna sprzątać, przykłada się, pomaga, raz o coś prosi a on robi bez wymówek, nie jak to dawniej bywało, niby wszystko wygląda lepiej, nawet seks jest jakiś lepszy, tylko, czemu jej, jego wiernej żonie nagle pojawia się dziwne poczucie niepokoju ? Mężczyzna zgadza się na wiele rzeczy, o które prosi żona, bo chce uniknąć jej spojrzenia, awantury, nie chce się kłócić a tak przynajmniej może ulżyć sumieniu, zrobi coś dla niej, śmieszne odszkodowanie, przykrywką dla własnych poczynań.
 


Nic nie trwa jednak wiecznie, stan romansu też, jak każdy związek musi ewoluować albo zniknie, kochanka, po jakimś czasie musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co dalej ? przecież taka sytuacja wymykania się, bycia ze sobą na pół gwizdka nie może dłużej trwać. Zaczyna naciskać na niego , odejdź od niej razem możemy być tacy szczęśliwi, powiedz jej wszystko. W takiej chwili nie patrzy czy są dzieci, przecież je może odwiedzać, ona już się nie chce dzielić go, w ludzkiej naturze, bowiem leży chęć posiadania drugiego człowieka na własność, ona chce go mieć dla siebie i tylko dla siebie. Dziwne prawda ? nie przeszkadzało jej to przez ostatnie kilka tygodni, wchodząc w ten romans wiedziała, że on do niej będzie wracał.


Czy taka kobieta, czy kochanka, czy ona w sytuacji, gdy chce być tą jedną jedyną a czasem zdarza się, że od romansu dochodzi do nowego ślubu, co wtedy pomyśli, gdy ona będzie kiedyś tą zdradzoną ? czy zrozumie to, czym była kiedyś w życiu tego faceta ? Czy argumenty z czasu, gdy była kochanką będą tymi samymi, gdy została żoną zdradzaną ? Człowiek lubi się tłumaczyć, lubi postrzegać swoją sytuację za wyjątkową, podczas gdy tak naprawdę powiela schematy, schematy, które jego też dotyczą, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, zabawne, bo nie jedna kochanka się o tym przekonała, kto wojuje mieczem od miecza ginie.



komentarze (572) | dodaj komentarz

CZEGO MĘŻCZYZNA SZUKA U KOBIETY

poniedziałek, 14 czerwca 2010 10:33


Mężczyzna w związku szuka paru rzeczy, i tu ja dzielę w wyniku obserwacji poszukiwane kobiety na dwa typy. Pierwszy typ, właściwie przyciąga każdego faceta ale nie każdy tak naprawdę nadaję się do związku z taką kobietą. Chodzi o kobiety odważne, silne, absolutne zaprzeczenie szarych myszek, a że chodzi tu o partnerkę do życia a nie seksu więc uroda jest ważna ale fascynujące wnętrze ważniejsze. Taka kobieta musi działać na pierwotny instynkt mężczyzny, musi być trudną zdobyczą, a im trudniejszą jest tym większa satysfakcja z jej zdobycia. Musi otwarcie szydzić z prób podrywu, bo tym bardziej mężczyzna szukający takiej kobiety będzie się starał, zabiegał, sprawdzał przy tym. Taka kobieta musi być tajemnicza, niedostępna, żeby facet chciał być odkrywcą, odkrywać każdy skrawek jej duszy i umysłu, żeby go zaskakiwała, wtedy się nie nudzi, wtedy musi być w ciągłej gotowości, to go mobilizuje a działa na elementy naszej męskiej duszy.

Kobieta z tego typu musi reprezentować niezależność, ale nie może być zimna, każdy facet lubi zdobyć i "zaliczyć" zimną kobietę ale żaden z nią nie ma ochoty tworzyć związku, ważne jest poczucie humoru, nie koniecznie proste, może być złożone ale i otwarte na męski typ humoru. Taka kobieta musi trochę rozumieć chęć faceta do mówienia, żartowania i bawienia się rozmową wokół seksu, ten warunek dość ciężko spełnić ale bywają takie kobiety, zazwyczaj najłatwiej mają te co wychowały się w domu gdzie maiły kilku braci, siłą rzeczy wtedy przesiąkają zrozumieniem na ten typ bycia mężczyzny.

Nie każdy jednak potrafi być z taką kobietą, z jednej prostej zasady, i wcale tu nie chodzi o to że sprytna, inteligentna, niezależna kobieta stanowi dla męskiego ego zagrożenie, chodzi o coś co musi dla każdego mężczyzny każdy typ kobiety mieć, kobiecość... I to kobiecość wyrażaną hmm czasem trochę fałszywie przez Panie ale musi to być. O co chodzi ? Dokładnie o to co ma drugi typ kobiety poszukiwany przez mężczyznę, a co niekoniecznie posiada pierwszy ale gdy tego nie posiada musi udawać zachowując pozostałe cechy.

Mężczyźni uwielbiają kobiety delikatne, które w delikatny sposób wyrażają się, zachowują, takie trochę wycofane a zarazem zawsze miłe i sympatyczne, przy których facet nie tylko odpoczywa ze względu na ich charakter ale i na wytchnienie które taka kobieta może oferować poprzez zmuszenie mężczyzny by pozbył się tej zbroi siły i odwagi i schował się w jej cieniu. Facet potrzebuje w kobiecie trochę takiej matki, czyli kobiety przy której nie musi być twardy może sobie pozwolić na wyrażanie uczuć, na słabość, przy której będzie czuć że ktoś się nim opiekuje, dba i troszczy. Nie wolno jednak tego kojarzyć że facet szuka taniej sprzątaczki i kucharki, pewnie że tacy są ale mini patologie (mocne słowo) to nie podstawa, wszystko można źle wykorzystywać, tu chodzi po prostu o kobietę będącą wsparciem i przyjacielem w jednej osobie a nie niewolnice.

Z takimi kobietami mężczyźni najczęściej się wiążą, bo choć lubimy te silne i zaradne, akceptujemy ich siłę to mężczyzna musi mieć poczucie swobody, prócz fascynacji, poczucie że raz musi o kobietę zabiegać by innym razem bezbronnie się w nią wtulić. Te delikatne trochę nieśmiałe kobiety zazwyczaj to mają, te silne muszą zrozumieć że przynajmniej raz za czasu muszą takie udawać, dla dobra tego faceta i związku. A że piszę tutaj w wielkim uogólnieniu to wiadomo, każdy jest inny...

A teraz w skrócie co mężczyźni lubią w kobietach i jakich zachowań szukają:
- ciepła, miła, sympatyczna, czyli taka kobieta przy której może czasem poczuć się rycersko, zachować romantycznie, grać tego obrońce a przy okazji okazać swoją słabość, uczucia, to czego przy kolegach wstydziłby się powiedzieć
- przyjacielska, otwarta, z poczuciem humoru, kobieta która jest jak jego kumple, potrafi się z nim śmiać, bawić, ma dystans do siebie, potrafi wyluzować a zarazem wysłuchać i doradzić, nie patrzy źle z góry na jego znajomych
- wyrozumiała, rozumie męskie zachowania, nie ma pretensji o to że jest jaki jest i choć parę rzeczy w nim zmienia niektóre wie i zostawia w spokoju, nawet jeśli są wadami
- charakter, taka kobieta nie może być jędzą, czyli brak zazdrości wobec wszystkich i wszystkiego, jedynie co to taka dobra zazdrość o swojego faceta, brak wyrachowania, nie może być zimna, musi traktować wszystkich dobrze
- styl, musi być zadbana, musi być kobieca w ubiorze i zachowaniu, większość facetów idzie tu czasem na kompromisy ale naprawdę w naszych głowach jest pewien obraz ideału kobiety i jest ona elegancka...
- zaradna i silna z zastrzeżeniem, musi umieć udawać dla swojego faceta że taka nie jest, mężczyzna lubi gdy widzi że kobieta sobie z czymś radzi, w życiu, w pracy, lubi gdy potrafi być silna, ale czasem musi dla niego trochę poudawać (takie oszustwo z miłości) i wyraża się ono w takich drobnych rzeczach jak "kochanie proszę zrób to, wiesz że ja sobie z tym nie najlepiej radzę a ty zawsze...", "proszę idź ze mną, wiesz że czuje się wtedy pewniejsza i bezpieczniejsza" itp.
- fascynująca i trochę szalona, musi kreatywnie podchodzić do życia, faceci uwielbiają gdy to kobieta proponuje coś zabawnego, coś innego od codzienności, najbardziej w seksie gdy go zaskakuje ale w życiu też, to pozwala facetowi budować ciągłe i nie kończące się zainteresowanie kobietą...

Ach lista jest długa i jeszcze dłuższa, wymogi, wymogi, tak, podobnie przecież jest ze strony kobiet, też są wobec nas wymogi, wymogi, człowiek wymaga od drugiego by był taki a nie innych a budowanie dobrego związku polega na wypracowaniu miliona zachowań które są elementami naszego charakteru ale i kompromisów.


komentarze (109) | dodaj komentarz

Letnia nagość - czyli na co patrzą mężczyźni !

piątek, 11 czerwca 2010 17:30


Wiosna, lato, wychodzimy z naszych skorup, pozbywamy się nadmiaru ubrań, próbujemy złapać odrobinę słońca... Dziewczyny, kobiety, w krótszych spódniczkach, z większymi dekoltami, bardziej skąpo ubrane, to my mężczyźni, prawdziwie się cieszymy z nadejścia ciepłych dni, doceniamy te pory roku zmuszające płeć piękną do uwydatniania i odkrywania swoich kształtów. Tak, tytuł tego posta wskazuje na nagość, na to na co patrzą mężczyźni, ale w błędzie będzie ktoś kto pomyśli że chcę napisać o tym że my faceci patrzymy na zgrabne figury i ładne nóżki... Patrzymy i każdy to wie i tyle w temacie, mnie po raz kolejny uderzył i zmusił do pisania pewien kobiecy brak wiedzy na temat, na co mężczyźni po za wyglądem zewnętrznym zwracają uwagę u kobiet. A temat wydaje się ciekawy, bo choć każdy jest inny to jednak pewne ogólniki można określić, a dla feministek, które uważają że mężczyzna patrzy tylko na ciało i to jest dla niego główny atut kobiety może parę spraw być odkryciem.

Zaczynając od początku, aby dobrze zrozumieć mężczyznę trzeba zrozumieć jaki jest, w najbardziej pierwotnej wersji, w biologicznej predyspozycji facet jako samiec ma za główny cel rozdanie jak najwięcej swojego nasienia, czyli genów w celu przedłużenia gatunku. U kobiet to tak ładnie nazywamy instynktem macierzyńskim, tykającym zegarem biologicznym itp. U mężczyzn trochę obraźliwie patrzy się na tą cechę jak na największą wadę faceta bo ciągle mu w głowie seks i seks. A tymczasem ma to czysto biologiczne uwarunkowania i dla Pań, które myślą że faceta takiego myślenia oduczą mam przykrą wiadomość, nie ma szans ! co najwyżej biedaka zmusicie żeby udawał że wcale nie obraca głowy za innymi kobietami a kelnerce nie patrzy w dekolt.

A więc drogie Panie, zaakceptujcie facetów takimi jakimi są, bo zawsze będą patrzeć na inne, zawsze w głowach przejdzie im przez myśl seks z koleżanką, to jest męski imperatyw, walcząc z nim walczycie z naturą a ona w człowieku wygrywa, jeśli nie od razu to po jakimś czasie, a zwalczanie jej może was tylko unieszczęśliwić. Z tego właśnie bierze się męskie spojrzenie na seks, a co za tym idzie na kobiety, podział seksu na ten bez znaczenia i ten istotny w męskim świecie istnieje, niestety nie oszukujmy się istnieje i nawet wy drogie Panie to rozumiecie, dużo łatwiej choć wiadomo że boleśnie wybaczacie zdradę facetowi bo wiecie że poleciał na seks, nie na jakieś głębsze zaangażowanie uczuciowe. A same dużo gorzej przyjmujecie gdy np żona waszego znajomego zdradza go, bo u kobiety bardzo rzadko chodzi tylko o seks, w zdecydowanej większości wchodzą w grę przy kobiecej zdradzie uczucia i wy to wiecie !

Czy usprawiedliwiam zdradę mężczyzny ? nie, wskazuje tylko z czego wynika, biologia,  i że tak naprawdę facet może kochać się w ciągu dnia z pięcioma kobietami i dla niego nawet nie jest ważne ich imię, bo są bez znaczenia ! Takie może okrutne ale jest spojrzenie faceta na sam seks, ale podkreślam że zwierzętami nie jesteśmy, zdrady nie można usprawiedliwiać, bo mamy jeszcze rozum. Dlatego mądry mężczyzna gdy przestaje kochać, nie rani zdradą, po prostu odchodzi by uchronić potem przed jeszcze większym bólem dla kobiety, a jeśli zależy mu tylko brzydko mówiąc na "bzykaniu" to mądry facet w ogóle nie wiąże się w związki a z kobietami z którymi sypia jest szczery i obie strony wiedzą że ta jedno nocna przygoda to tylko przygoda na jedną noc.

Nie nam oceniać jaki typ życia jest dobry czy zły, to tych ludzi sprawa. A seks nie będący tym bez znaczenia u mężczyzny jest tak naprawdę kochaniem się, bo facet robi to wtedy z kobietą, która nie jest dla niego anonimowa, nie chce by taka była, kocha ją, mimo że potrafi rozdzielać seks od miłości, gdy się zakocha to naprawdę można powiedzieć że ten seks bez znaczenia sam w jego naturze znika...

Rozumiejąc w skrócie sposób patrzenia mężczyzny na seks, można przejść do patrzenia na kobiety, facet patrzy na płeć piękną jak na seks, są kobiety z którymi zadałby się tylko dla seksu i są kobiety które stanowią dla niego wyzwanie, cel, a zarazem uosobienie miłości, i to są te kobiety na poważnie, te z którymi kochamy się a nie "bzykamy".

Najpierw bolesna kategoria, kobiety z którymi facet chce się zadać tylko dla seksu, to wszystkie kobiety po za tą jedną jedyną ! W takim wypadku mężczyzna nie patrzy na inteligencję, nie zwraca uwagi na wady charakteru, tylko uroda wchodzi w grę, no może czasem poczucie humoru, jakiś taki miły sympatyczny charakter że z taką kobietą miło jest bawić się, miło bzykać ale gdzieś pod skórą czuć że to nie to. Niestety większość facetów popełnia wielki błąd, goniąc za seksem rani takie dziewczyny bo boją się być szczerzy, a mało jest poważnych kobiet które  wprost chciałby się tylko z facetem zabawić, więc ranią je, udają że coś ich łączy żeby dostać wiadomo co. Tak jak pisałem wcześniej mądrzy mężczyźni nie ranią bo szukają takich kobiet z którym mogą być w tej kwestii szczerzy, głupi krzywdzą.

Kobiety na poważnie, te w których mężczyzna się zakochuje, chce a nie musi tworzyć związek, chce a nie udaje że chce porzucić marzenia o bzykaniu każdej ładnej dziewczyny w polu widzenia, wszystko to bo kocha... I tu przechodzimy do tego na co w takiej sytuacji mężczyzna zwraca uwagę, co kobieta musi mieć by przyciągnąć faceta, by go fascynować, na co on patrzy, czego w kobiecie poszukuje, a jest tego wiele i dlatego dalsza część nastąpi w następnym poście w przeciągu następnych kilku dni :)


komentarze (104) | dodaj komentarz

Nastolatki i alkohol to dziś norma !

czwartek, 10 czerwca 2010 0:16


Młodzi ludzie piją, i to wcale nie mleko, odkrywcą nie jestem ani też jakimś fanatykiem walczącym z alkoholem, ale mnie to po prostu razi, kiedy widzę 13, 14 letnie dziewczyny z puszką piwa, 17 letnich chłopców toczących się po wódce, mnie to przeraża. Coraz młodsi zaczynają pić alkohol i to w coraz większych ilościach, obecnie w przeciwieństwie do tego, co było 15 lat temu, dziewczynki w tej konkurencji dogoniły chłopców, inaczej mówiąc obecnie piją wszyscy młodzi.


Dlaczego piją ? bo taka jest moda, bo koledzy i koleżanki wyśmieją jak powiedzą, że nie chcą iść na piwo, lub że nie piją to od razu padną komentarze „co mamusia nie pozwala ?" i taka młoda osoba zostaje osamotniona wśród rówieśników, a że w tym wieku akceptacja ze strony znajomych jest bardzo ważna ulegają presji otoczenia mimo że często nie mają na to ochoty.


Trzeba mieć silny charakter i odrobinkę więcej mądrości żeby w tym wieku powiedzieć grupie NIE, a zresztą czy tacy młodzi ludzie widzą inną możliwość ? Jeśli w domku normą jest piwko, to taki nastolatek słusznie myśli, że alkohol to przywilej dorosłych, a że każdy nastolatek chce czuć się dorosłym chwyta się alkoholu myśląc, że to on ma kontrolę, że to on już jest na tyle dorosły, że wie, co dla niego jest najlepsze.


Szkoda, że nie bierze pod uwagę konsekwencji, im wcześniej zaczyna pić tym z wiekiem pić będzie więcej, a wiadomo, do czego to prowadzi, im częściej musi bawić się ze znajomymi pijąc alkohol tym później trudniej będzie mu w jakiś inny sposób dobrze i miło spędzać czas ze znajomymi bez alkoholu, bo alkohol świetnie odbiera wolność, pod płaszczykiem przyjemności odbiera swobodę myślenia. Jak wszystko na świecie procenty od czasu do czasu są dobre, w odpowiedniej ilości, w odpowiednim wieku, bo wszystko jest dla ludzi... ale ludzi myślących i dojrzałych.


Pić trzeba umieć, pić trzeba wiedzieć jak, a to zdobywa się jednak z wiekiem, kiedy człowiek jest bardziej dojrzały społecznie i psychicznie, kiedy alkohol to nie jedyna wymówka żeby spotkać się ze znajomymi a świadomość możliwych konsekwencji nadużycia jest pełna. I co może najważniejsze gdy picie nie jest elementem ukazywania znajomym jaki ten ktoś jest dorosły i hooo hoooo...


Taką wiedzę dziecku mogą przekazać rodzice, tylko, że u nas i nie boję się tego powiedzieć, rodzice nie myślą o dzieciach i to w przeważającej ilości, ile razy widziałem o bardzo późnych porach właściwie nie nastolatki a dzieci z całą pewnością poniżej 15 roku życia, wracały z dyskotek, przesiadywały w złym towarzystwie na ławkach, a gdzie są ich rodzice ?


I tu leży największy problem, rodzice coraz gorzej albo coraz mniej starają się wychować swoje dzieci, telewizja, komputer, to teraz współczesne środki wychowania, bo że młody głupi i ciągnie do dorosłych rzeczy to przecież naturalny odruch, a że rodzica obowiązkiem jest tłumaczyć młodym ludziom, na czym polega życie to już NIE dla każdego rodzica jest jasne. I żeby było jasne są rodzice dbający o tłumaczenie dzieciom co i jak, ale powtarzam, są w mniejszości i od kilku lat takie mam wrażenie.


Tak, za nadużywanie alkoholu wśród młodzieży winie ich rodziców, niemających czasu albo chęci na rozmowę z własnym dzieckiem, na objaśnianie mu świata, tłumaczenie pewnych rzeczy, narzekanie na samych młodych jest bez sensu młodość na tym polega, że się nie wie wszystkiego i nie koniecznie myśli się o konsekwencjach, rodzica psim obowiązkiem jest spełnić tą rolę, i to dobrze spełnić, bo w ten sposób kształtują człowieka, który dobrze wychowany nigdy nie wpadnie w tarapaty a jeszcze w dodatku kiedyś swoje dzieci nauczy odpowiedzialności, rozsądku.

 

Wyjątki od reguły zdarzają się, czasem nawet najlepsze wychowanie, poświęcony czas nie pomogą, może to konserwatywne ale nić szacunku pomiędzy dzieckiem a rodzicem zanika i przez to, przez brak strachu, szacunku, groźby surowej kary, nastolatki igrają z losem...


Jeśli dorośli wychowanie będą powierzać znajomym ich własnych dzieci na podwórku, telewizji i komputerowi to nie dziwmy się, że dzisiejsze nastolatki są agresywne, sięgają po alkohol albo narkotyki, nie dziwmy się, bo to my mamy zawsze wytłumaczenie na nasz brak czasu, czasu, który dziecku trzeba poświęcić bo to nie robot a żywa istota, nie masz czasu na dziecko nie miej dziecka, dziecko to odpowiedzialność...

 

Denerwuje mnie taki stan rzeczy... czy jestem jedyny ? chyba nie...




komentarze (36) | dodaj komentarz

Kobieta po trzydziestce

wtorek, 08 czerwca 2010 1:07

Od pewnego czasu zaczynam dostrzegać jak bardzo kobieta potrzebuje związku by ocenić siebie, jako osobę szczęśliwą w życiu. Mężczyzna uważa się za szczęśliwego, gdy realizuje się zawodowo, rodzinnie, ale gdy nie posiada rodziny wcale nie odczuwa jakiegoś niedosytu, dyskomfortu, uznaje, że przyjdzie na to jeszcze czas i funkcjonuje jakby nigdy nic. Płeć piękna po przekroczeniu magicznej granicy lat trzydziestu zaczyna tracić pewność siebie, poczucie samorealizacji w życiu, jeśli u jej boku jeszcze nie ma albo już nie ma jakiegoś mężczyzny.


Czemu granica trzydziestu lat jest taka magiczna dla kobiet ? proste, bo to ten wiek, kiedy wszystkie koleżanki już mają mężów, przynajmniej narzeczonych a zdecydowana większość już ma dzieci. Kobieta samotna w tym wieku zaczyna się czuć osaczona „żonami i matkami" podczas gdy ona jest tylko... no właśnie jest nadal tylko wolną kobietą, jeszcze nie dojrzałą, ale już nie młodą, czującą upływ czasu.


A w naszym społeczeństwie tak jakoś się ułożyło, że wolna trzydziestoletnia kobieta to kobieta w domyśle „z defektem" bo przecież jakby nie miała, niby jakiegoś defektu to już dawno by kogoś miała przy sobie. Tak, tego myślenia w obecnej Polsce nie zmieniło nic, nasza cała nowoczesność takiego postrzegania kobiet w takiej sytuacji nie zmienia, a żeby było śmiesznie to nie mężczyźni tak widzą wolne kobiety po trzydziestce tylko ich najlepsze koleżanki, szczęśliwe (akurat) mężatki, które oczywiście nie miną żadnej okazji by zapytać „masz już kogoś ?".


Trzydziestoletnia wolna kobieta gubi się we własnym życiu, czuje się osamotniona i osaczona przez wymogi nakładane na nią przez społeczeństwo i najbliższych, czuje się gorsza i z tego wynika nagły spadek poczucia własnej wartości. Zegar biologiczny także nie daje spokoju, kobiecie brak jednego, mężczyzny, a co za tym idzie rodziny, dzieci, zaczyna rozumieć, że musi te cele osiągnąć, bo inaczej będzie w społeczeństwie, ale i w osobistym odczuciu jakby napiętnowana.


Rozpoczyna się walka o samca. Polowanie jest niezwykle skomplikowane, ponieważ taka kobieta nagle orientuje się, że wszyscy koledzy, którzy za nią biegali w latach liceum, studiów, już mają własne rodziny, mało zostało tych wolnych. A jak już jacyś są to albo są nieudacznikami, albo chamami i egoistami, albo homo (przykre odkrycie, gdy kolega, który kiedyś chciał z nią chodzić dziś może woleć Panów zamiast Pań).  I co wtedy ? sytuacja staje się napięta, kobieta rozgląda się i zdaje sobie sprawę, że stoi na przegranej pozycji, to nie o nią ktoś będzie się starać, ale to ona o kogoś, dla kobiety to sytuacja strategicznie fatalna. Na całe szczęście czasem potrafi sprawić, że cel polowania myśli, że to on zdobywa, podczas gdy jest zdobywany.


Z wielką pomocą przychodzi Internet, tak, kiedyś śmiała się, że tak można szukać miłości, dziś czuje, że to jedyny sposób by dotrzeć do dużej grupy potencjalnych kandydatów i sprawdzić kogoś przed pierwszą randką. Przestaje być ważny wygląd, odległość, istotny jest charakter kandydata, byle był miły, zabawny, kulturalny i nie miał ciężkiej przeszłości za sobą, jeśli spełnia te wymogi jest wygranym, bo kobieta po trzydziestce poszukując partnera nie wiele marudzi, byle spełniał podstawowe kryteria i może być...


A gdzie tu miłość ? dla tych, co żyją trochę na świecie jasnym jest, że miłość może przyjść do ludzi, którzy czasem są połączeni czysto przypadkowo lub nawet z rozsądku więzami związku.


Wiek dla kobiety to od zawsze wróg, a w pełnym emancypacji i feminizmu nowoczesnym świecie kobiety nadal budują poczucie własnej wartości o mężczyzn, z którymi są, czy to wina biologii ? społeczeństwa ? wychowania ? kto to wie, tak jest i jak na razie to się nie zmienia.




komentarze (108) | dodaj komentarz

WYUZDANE GWIAZDY

wtorek, 01 czerwca 2010 1:35
Najbardziej wyuzdane gwiazdy ostatnich tygodni, takie coś rzuciło mi się w oczy na portalu wp.pl i zmusiło do chwili zamyślenia, wyuzdane gwiazdy... hmm po pierwsze czy my tak naprawdę mamy jakieś GWIAZDY ? po wyborach niektórych znanych i ponoć lubianych ludzi show-biznesu szczerze wątpię (moja notka na blogu z dnia 9 marca, tam pisze kto to dla mnie gwiazda a kto...).

Wyuzdanie na scenie, czyli po prostu w tym wypadku coraz śmielsze pokazywanie swojej nagości, seksapilu, zwykła zasada im mniej ubrania tym większa widownia a im mniej talentu tym mniej musi być ubrania. Proste ? no jeśli obecnie na rynku człowiek chce się sprzedać i coś poważnego zarobić musi iść na kompromisy czyli w tym wypadku wyrzucić rozum do śmieci w połączeniu z dumą, a do pośladka dolepić plakietkę z ceną i wszystko gra...

...ale jak gra ? no kiepsko gra...

Polski przemysł muzyczny w moich oczach upada z roku na rok, artyści którzy naprawdę są artystami zazwyczaj tworzą w niszy i przeciętny zjadacz chleba do nich nie dotrze a ich twórczość, no cóż... jak u Picassa może zostanie doceniona po śmierci twórcy zmarłego w biedzie, oby... przynajmniej coś zostawilibyśmy przyszłym pokoleniom ! A tymczasem wydaje mi się że nawet to nie pozostanie...

Nasi piosenkarze to gwiazdki popkultury... i wszystko byłoby OK, gdyby oni o tym wiedzieli i nie udawali że jest inaczej... ale że nawet do bycia gwiazdką popkultury trzeba mieć choć odrobinkę talentu albo kreatywności to nasze znane osobistości show-biznesu sięgają po mały dopalacz, tym dopalaczem jest ich nagość (tyczy się kobiet obecnie, Boże uchowaj jak pewnego dnia będę musiał zobaczyć Rubika półnagiego na scenie...).

Nagość sprzedaje muzykę ? no nic nowego, wiadomo, seks sprzeda wszystko, nie mam z tym problemu ale tak zabawnie byłoby sobie przypomnieć czasy gdy artysta stawał na scenie, ubrany we frak, śpiewał, a sala wiwatowała chwaląc jego kunszt artystyczny... wtedy nie trzeba było nagości, dziś inne czasy tak ? no tak, tylko jak ktoś ma mało nagości wokół niech skorzysta z internetu (współczuje mu ale cóż można) albo popatrzy na inne programy przeznaczone do patrzenia na gołe ciałka, po co śpiew z pupą łączyć ? no chyba że śpiew jest taki że nadaje się tylko do ...... wiadomo.

Wyuzdanie gwiazdek u nas ale i na świecie to czysty wyrachowany zabieg mający nam widzą, słuchaczom, fanom, nadrobić braki w talencie, w twórczości, a my, godzimy się na to, bo tak ten świat działa i tak nam jest łatwiej. Prawdziwe talenty obronią się same, prędzej czy później, najlepszy dowód, kto pamięta przebój tamtego roku ? lata ? jakiś ? i kto będzie go pamiętał za dwa lata ?

A kto pamięta, lub chociaż słyszał w radiu przeboje Beatles ? Presleya ? Orbisona ? Led Zeppelin ? The Doors ? F. Sinatry ? Deep Purple ? Amstronga ? Raya Charlsa ? A z Polskiego podwórka stare dobre przeboje, Niemena ? Budki Suflera ? Perfectu ? Czerwonych gitar ? Skaldów ? Grechuty ? do wyboru do koloru...  Kiedyś nawet dla rozrywki zwykłej prostej trzeba było mieć pomysł i talent, dziś tylko ładne cztery literki, dziś ciężko nam pamiętać tak zwany przebój z zeszłego roku a pamiętać go za następne dwa lata to już nie możliwe, a tamte grupy ? piosenkarze ? lubisz nie lubisz, słyszeliśmy wszyscy i znamy wszyscy bo jest co znać ! Dziesięciolecia mijają a my ich słuchamy...

Ta notka to taki prezencik na dzień dziecka dla tych gwiazdek, dziecinne zachowanie na scenie, dziecinne traktowanie... I jak nie miła przygoda z dzieciństwa przemija i wy przeminiecie, może kiedyś ktoś was wspomni ale już nie zanuci... bo pośladków nie da się zanucić a piosenek nie macie...


komentarze (29) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 612