Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367606
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

CZY W POLSCE TOCZY SIĘ WOJNA Z KOŚCIOŁEM?

sobota, 28 kwietnia 2012 0:32

 

 

Wielu polityków i hierarchów kościelnych wszędzie gdzie tylko może uświadamia nas, że w Polsce toczy się jakaś straszna wojna z Kościołem. Niestety robią to wyłącznie dla swojego wykalkulowanego interesu, a nie w obronie swoich przekonań. Przepraszam, jako katolik i obserwator życia politycznego żadnej wojny nie widzę!

 

Czy wypowiedzeniem wojny Kościołowi można określić fakt, iż homoseksualiści walczą o swoje prawa (tym dla nich jest legalizacja związków partnerskich czy też promowanie tolerancji). Od kiedy inny pogląd od tego przedstawianego przez Kościół i konkretną religię w normalnym cywilizowanym kraju może zostać uznany za wypowiedzenie wojny? To Kościołowi nie można się sprzeciwić? Kościół jest tak słaby, że boi się głosu krytyki?

 

A może z tą wojną wobec Kościoła to chodzi o pewne wypowiedzi płynące z niektórych partii politycznych wskazujące na poważne nieprawidłowości podczas zwracania Kościołowi utraconych po wojnie dóbr? Jeśli ktoś ma na to dowody, to powinien zająć się tym sąd i po sprawie. Czyżby Kościół bał się fałszywych oskarżeń? jeśli są fałszywe to przecież łatwo można udowodnić swoją rację, niewinny sądu się nie boi. A jeśli nawet oskarżenia są prawdziwe, we wszystkich środowiskach znajdą się czarne owce, więc czy dbanie o poszanowanie prawa ma być odczytywane  jako atak na Kościół?

 

Ostatecznie, czy wypowiedzeniem wojny Kościołowi jest światopogląd mówiący o tym, że władze świecką należy oddzielić od Kościoła? Myślałem, że Kościół otwarcie twierdzi, że polityką się nie zajmuje, tylko duszami ludzi! Praktyka jest inna, każdy to wie i chyba nikt nie zaprzeczy, ale znów można spokojnie zapytać… Czy Kościół uważa się za tak słaby, a swoich wiernych za tak mało wierzących, że jeśli będzie się trzymał z dala od polityki to nikt na niedzielną mszę nie przyjdzie? Czy wojna to inaczej dbanie by państwo nie było religijne tylko szanowało prawo i interes każdego obywatela, wierzącego lub nie? Czy ktoś chciałby żyć w kraju, w którym można wierzyć tylko w jedną religię, nie wolno jej krytykować, a tym bardziej sprzeciwiać się jej?

 

Wszystkie wyżej wymienione elementy są to tylko przykładowe różnice, czy każdy mający inne zdanie od tego kościelnego jest wrogiem wiary? toczy wojnę? Powołam się na Jezusa, pomagał nie tylko swoim wyznawcom, kamieniem nie rzucał w tych, którzy inaczej myśleli… Wszelkie problematyczne kwestie to owszem zarzewia, konfliktów i sporów, ale nie wojny! Odnoszą się one do poglądów, krytyki działań jednej albo drugiej strony, jednak powtarzam, wojną na wyniszczenie przeciwnika nie są! Szczucie na siebie ludzi, wmawianie im, że trwa jakaś wojna a oni są jej częścią, dzielenie ich dla doraźnych korzyści jakiejś partii lub Kościoła, to podłość w najgorszym wydaniu, bo podszyta niby szczytnymi przesłankami. Przecież dyskusja, różnorodność, poszukiwanie swojej prawdy i swojego zdania dla Kościoła jak i państwa i jego obywateli to raczej element budujący.

 

Chyba nikt nie chciałby żyć w kraju, gdzie wszyscy bezmyślnie postępują tak jak im ktoś z góry nakazuje, czy to polityk czy hierarcha kościelny. Podstawą życia w normalnym kraju jest wolność i demokracja, a one budowane są poprzez różnorodne poglądy i wolność wyboru. Wiara, także za swoją podstawę uznaje, wolny wybór… każdy wierzący wie, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, by ten sam decydował o swoich poczynaniach. Kościół tym bardziej nie może sprzeciwiać się możliwości krytykowania go, z krytyką może się nie zgadzać, ale krytyka to nie wojna, krytyka nie zawsze ma na celu szkodzenie, czasem wręcz przeciwnie, pokazuje słabe strony i motywuje do ich naprawy. Oby mieszanie wojennej retoryki w dyskusjach odnośnie krytyki Kościoła szybko się skończyło, inaczej podziały w tym kraju będą dalej rosnąć dzieląc we wzajemnej wrogości ludzi, a to nikomu nie wyjdzie na dobre… nikomu…

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (79) | dodaj komentarz

APTEKARZ I JEGO SUMIENIE?

czwartek, 19 kwietnia 2012 13:59

 

 

O tym należy powiedzieć wyraźnie, trzeba mieć kompletnie coś nie tak z główką żeby postulować a nie daj BOŻE wprowadzić w życie prawo zezwalające na to by aptekarz mógł decydować czy sprzeda komuś środki antykoncepcyjne itp. ze względu na jego sumienie, sprzeczność z jego wiarą…

 

Kompletny kretynizm, trzeba było nie zostawać aptekarzem, lekarzem, bo za chwilę i może w tej kwestii ktoś podpowie, że lekarze także mogą leczyć wedle sumienia! a nie medycyny! W niedziele i święta odpoczywać zamiast ludzkie życie ratować? Przecież też takie prawo można przeforsować, do takiego absurdu zmierzamy! Fakt, że sprzedaż jakiegoś środka antykoncepcyjnego jest wbrew sumieniu kogoś ze względu na wiarę można rozwinąć… Po co pomagać człowiekowi? jak ma umrzeć to umrze, wola Boża, plan Boży, koniec kropka, aptekarz sprzedając leki wszak przyczynia się do zmian, ingeruje w Boski plan... i co z jego sumieniem?

 

Tak idiotycznie i źle pojmowaną wiarą, pozwala wszystko tłumaczyć, szczerze, gdyby mi aptekarz nie sprzedał jakiegoś środka bo to wbrew jego sumieniu to zrobiłbym burzę, włącznie z tym że zapytałbym czy dany środek mają na stanie w aptece, bo jeśli tak, to fakt że on mi go nie sprzeda nie zmienia tego że jego kolega w tym samym miejscu jutro mi go sprzeda, więc jeśli on mi odmawia sprzedania bo... sumienie. To ja mu zaproponowałbym natychmiastowe zwolnienie się z pracy! Dlaczego? no bo jak można pracować tam gdzie są, i są sprzedawane rzeczy, które wszak są wbrew sumieniu danego człowieka? nic tylko zwolnij się chłopie i pracuj tam gdzie sumienia nie obciążysz...

 

Zresztą teoretycznie w jaki sposób on sumienie swe obciąża sprzedając coś co jest wbrew jego przekonaniom? to nie on użyje tego… wolna wola człowieka to podstawa religii chrześcijańskiej, to człowiek z danym środkiem w łapie decyduje co z nim zrobi, jeśli wierzy to na niego spada odpowiedzialność za wybór czy weźmie czy nie a nie na tego, który mu podał, sprzedał coś... To jakby producenta noży i sprzedawcę winić za to że zamiast do krojenia chlebka, ktoś noża użyje do morderstwa, sumienia sprzedawcy i producenta noża nic tu nie obciąża...

 

Zachowywanie się jak dobry katolik, wierzący, nie polega na wymuszaniu postaw i zachowań innych ludzi, Jezus mieczem nie nawracał, nie zmuszał, to wybór człowieka miał decydować. Utrudniając dostęp do czegoś, jakie wystawia sobie świadectwo wierzący? że boi się pokusy, że jego wola jest zbyt słaba? jeśli jego wola jest zbyt słaba to i wiara, więc takie utrudnianie dostępu do czegoś to obnażanie słabości wiary konkretnego człowieka ale i braku zaufania do innych wierzących, no bo może oni kupią…   

 

Ach... ludzka głupota... to ludzka głupota, nieważne czym tłumaczona, wiara nie usprawiedliwia!

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (166) | dodaj komentarz

WALKA O HISTORIĘ

czwartek, 19 kwietnia 2012 11:31

 

 

Dużo się mówi o historii w szkołach, jedni protestują przeciwko zmianom obecnego stanu rzeczy, drudzy przekonują, że reforma w tej kwestii jest potrzebna. Nie będę przytaczał argumentów żadnej ze stron sporu, raczej przedstawię osobisty stosunek do tematu, ponieważ historia należała do moich ulubionych przedmiotów w szkole, a w życiu stanowiła jedno z istotniejszych zainteresowań.

 

Nie należę do grupy osób uważających, że nauka o przeszłości jest stratą czasu, nie jest, ale też nie należę do osób, które w historii widzą odpowiedź na każdy problem, a jej znajomość uważają za kluczową do funkcjonowania. Ja traktuję znajomość historii, jako coś wzbogacającego, pewien fragment ogólnej wiedzy, z którego można śmiało wyciągać wnioski dotyczące teraźniejszości a także przyszłości. Z mocnym naciskiem na fakt, że historia lubi się powtarzać, nie dosłownie, ale zachowania społeczne, polityczne, nawet ekonomiczne można niekiedy porównywać z czasami bardzo odległymi i widzieć pewne prawidłowości. Człowiek wcale się nie zmienia wraz z upływem wieków, historia to tylko zapis ewolucji świata, myśli, niekoniecznie człowieka, te same słabości i dążenia towarzyszą naszej cywilizacji od wieków.

 

Tak, historii należy uczyć, od najmłodszych lat, tak, jest ona niezbędna, mimo że dla wielu wydaje się stratą czasu. Historia kształtuje całe narody, a to ma wpływ na naszą codzienność. Świadomy obywatel każdego państwa podstawy historii świata jak i własnego kraju znać powinien. Niestety zazwyczaj cała nauka polega na zasadzie wykucia i zaliczenia, a potem to już tylko zapomnieć, bo historii jak każdego przedmiotu trzeba umieć nauczyć, przekazać wiedzę by nie była nudna. Naprawdę każdy potrafi przeczytać kilka stron z podręcznika, kazać się nauczyć kilkudziesięciu dat i historycznych nazwisk po czym z tego przeprowadzić egzamin. Efekt takiego nauczania jest prosty, czy ktoś zda na słabą ocenę czy też bardzo dobrą, tydzień później 90% materiału nie pamięta, a to, co mu w głowie pozostanie to zlepek paru faktów, których połączyć nie potrafi, jednym słowem bezużyteczna masa…

 

Historii uczyć się powinno dając uczniom możliwość tak naprawdę zajrzenia w przeszłość, przeżycia przygody, przecież historia ma w sobie tyle fascynujących elementów, że gdybym miał użyć języka odnoszącego się do filmu, powiedziałbym, że od dramatu przez sensacje, horror aż po komedię, znaleźć można wszystko. Materiałów jest masa, nie trzeba korzystać z suchej książkowej wiedzy, trzeba odnaleźć człowieka w przeszłości i pokazać jego losy, podziałać na wyobraźnię. Tylko wtedy nauka historii ma sens. Problem jest taki, że tyle o ile materiały można udoskonalać i rozpowszechniać, to już element ludzki jest niezastąpiony, nauczyciela z pasją a nie od odklepania z książki… ze świecą szukać… tu nie ma recepty, nawet najlepiej przygotowany nauczyciel nie zastąpi pasji uczenia, przygotowaniem… choć jak już pasji nie ma, to choć przygotowanie… a z nim także krucho.

 

Liczba godzin historii nie powinna być mała, ale i nie zbyt duża. Prawda jest taka, że obecnie czas nauki traci na znaczeniu… czego większość zajmujących się edukacją nie widzi! Zmienia się sposób, w jaki podchodzimy do wiedzy, ta zmiana wpływa na wymiar nauki. Zanim nastała era wszechobecnego i wszechwiedzącego internetu, nauka polegała na przelaniu jak największej ilości książkowej wiedzy do głowy ucznia. Miało to sens mimo faktu, że i tak większość informacji po jakimś czasie uchodziła z głowy ucznia, jasne było, że jeśli pewnych faktów człowiek nie będzie miał w głowie wrytych to do nich w chwili potrzeby sięgnąć nie będzie mógł. Przecież nie chodzi się z książką przy sobie, przecież odnalezienie interesującej i potrzebnej informacji zajmuje sporo czasu przekopując się przez rozdziały, rzędy literek… Tak było kiedyś. Dziś, kwestia znalezienia konkretnej informacji to sekundy, internet, choć niedoskonały pozwala dotrzeć do wiedzy, jakiej poszukujemy błyskawicznie. A dostęp do sieci mamy praktycznie z każdego miejsca. Już nie ma sensu uczyć się stu dat, przypadających na jedno stulecie, o którym uczeń zdobywa wiedzę, stu nazwisk, stu postanowień, stu układów… kto to zapamięta?

 

Dziś należy wiedzieć gdzie i jak szukać informacji, no i mieć wryte w główkę tylko podstawy, porządnie, ale podstawy… A w szkole zamiast bezmyślnie wkuwać, nauczyć się łączenia istotnych faktów… Dobrego wykorzystania wiedzy, do jakiej mamy dostęp! to jest ta rzecz, która jest najistotniejsza i której człowiek musi się uczyć. Wykute gotowe regułki nie zastąpią umiejętnego korzystania z informacji, nie będą stanowić spoiwa czy też żywego elementu wiedzy, nad którym można dyskutować, modyfikować, rozwijać. Faktów się nie zmieni, sposób odczytywania historii już tak.

 

I tu mamy poważne zagrożenie, przez które ja patrzę z podejrzliwością na wszelkie polityczne zakusy polityków do wtrącania się w naukę historii. Zła interpretacja historycznych faktów może zmieniać całkowicie obraz świata, a przez to poglądy, zamazywać prawdę, rozpraszać ją lub nawet gubić…

 

Absolutnie zgadzam się z tymi pragnącymi zmian w nauczaniu historii, w przerwaniu powtarzającego się cyklu nauki od starożytności do współczesności przy każdym kolejnym etapie edukacji, bo to chore. Nie liczba godzin, ale sposób ich wykorzystania, to jest istota całego problemu. Obecnie produkujemy ludzi którzy zapytani o początek stanu wojennego wskazują rok 1989… Wina szkoły, nauczycieli, programu, który sprawia że gimnazjaliści, licealiści, prawie nigdy do drugiej połowy XX w. z przerabianym materiałem nie dochodzą… i jak można się dziwić że jest tak źle?

 



mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

WRÓŻKA PRAWDĘ POWIE

sobota, 14 kwietnia 2012 1:57

 

 

Jako dziecko wierzyłem w magię, czary, duchy, no i potwory mieszkające w szafie. Bezsprzecznie dziecięcy świat jest kolorowy, pełny znaków zapytania, ciekawości rozbudzanej przez wielką wyobraźnię i niegasnącą radość wynikającą z napotykanych na swojej drodze drobnostek. Nie brak jednak też miejsca na strach przed tym, co nieznane, to ta forma lęku towarzyszy praktycznie każdemu człowiekowi nie tylko przez okres lat szczenięcych, ale i w dorosłym życiu.

 

Wyrastamy ze strachu przed jakimiś potworami, z wiary w Św. Mikołaja przynoszącego prezenty, choć tego akurat żałuję… Nie wyrastamy tylko z lęku przed nieznanym, boimy się tego, czego nie rozumiemy i tych, których nie znamy. Obawiamy się o przyszłość naszą i najbliższych, o to, jakie konsekwencje przyniosą nasze decyzje, czy coś się uda… Przyszłości stanowi dla nas niewiadomą, a to wywołuje strach, towarzyszący nam bez względu na wiek.

 

To uczucie, bezsilności, braku wiedzy, leku, wykorzystują twórcy horoskopów, wszelkie wróżki i inne tego typu osoby, przepowiadający przyszłości za jedyne 9,99 zł. za sekundę rozmowy lub minutę spotkania ;-) Wszyscy, którzy powołują się na swoją możność przewidywania przyszłości, ci, co otwarcie mówią, że posiadają klucze do wiedzy o naszym życiu, oni wykorzystują strach dla własnych korzyści majątkowych praktycznie kpiąc z nas w żywe oczy!

 

Co z tego, że trzeba być niepoważnym żeby wierzyć w horoskopy pisane przez kogoś, kto prawdopodobnie nawet nie stara się udawać, że się na tym zna, robi to seryjnie gdzieś na takiej zasadzie…

 

LEW – W najbliższym tygodniu wystrzegaj się pochopnych decyzji, mogą one przynieść komplikacje w twoich relacjach z rodziną. Jeśli czujesz ostatnio osłabienie, częsty brak koncentracji, dobrym pomysłem jest wizyta u lekarza. Rozejrzyj się dookoła, miłość jest tuż obok.

 

Kilka podobnych zdań odnośnie każdego znaku zodiaku i możemy poczuć, jaka cudowna moc drzemie w nas, potrafimy przewidywać przyszłość, bo taka przepowiednia jest absolutnie prawdziwa! Ileż ludzi na tym świecie z pod znaku lwa w przyszłym tygodniu nie powinno podejmować jakiejś pochopnej decyzji? ile ma kłopoty z rodziną? jak naturalny jest fakt, że przedłużające się złe samopoczucie powinno zachęcać do kontroli stanu zdrowia, czyż można powiedzieć, że to nieprawda? A miłość tuż obok, teoretycznie obok każdego z nas jest ktoś, kto nas kocha lub kochać by mógł, no po prostu sięgamy gwiazd przewidując przyszłość! A jaka piękna jest wymówka, jeśli coś się nie sprawdzi, przyszłość zależy tylko od nas, to nic, że przepowiednia miała być pewna, horoskop nie do każdego może pasować, zwrotu za wróżbę żadna wróżka nie przewiduje! Szkoda, to chyba brak pewności, co do świadczonej przez siebie usługi…

 

Załóżmy jednak, że jakaś wróżka zna naszą przyszłość… co powiedzielibyście o osobie, która na spotkaniu z nami w zamian za ostrzeżenie… że za godzinę nas coś potrąci podczas przechodzenia przez jezdnie woła 200 zł. (tyle chyba biorą wróżki, ostatnio bardzo modne, że też ludzie dają się na to nabrać, nigdy nie wyjdę z podziwu że za takie coś… znajdują się osoby skłonne płacić). A jak nie damy tych 200 zł. to wróżka pozwoli by nas zabiło, tak? zbyt ekstremalny przykład? faktycznie, kwestia życia i śmierci to może i by wróżkę przekonała do darmowej usługi. A gdyby chodziło o wystrzeganie się jakiejś decyzji w najbliższym czasie bo może nam to skomplikować rodzinne relacje, zapłać- inaczej niech ci się krzywda dzieje? bo o ile od dobrych wiadomości opłata byłaby zrozumiała, czerpać korzyść na złych? toż to podłość! Przypomina mi to trochę taką sytuację gdzie my się topimy, podpływa ratownik i mówi, ratowanie 200 zł. Jeśli nie godzimy się na tę cenę odpływa opalać się na słoneczku patrząc jak toniemy na własne życzenie! trzeba było zapłacić!

 

Oczywiście nabijam się z tego wszystkiego, ale muszę przyznać że powala mnie na kolana tak szerokie zainteresowanie ludzi horoskopami, wizytami u wróżki czy też telefonami do specjalnych programów gdzie jakiś facet przekonuje mnie, że ja wiem o co mu chodzi, a on wie, co mnie czeka… Chyba kiedyś wybiorę się dla żartu do wróżki, w końcu płacić komuś za gadanie bredni można, przekonuje się o tym słuchając czasem obrad sejmu, a u takiej wróżki to może przynajmniej usłyszę coś miłego, płacę wymagam…

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (14) | dodaj komentarz

PRZETERMINOWANY ZWIĄZEK

wtorek, 03 kwietnia 2012 10:22

 

Związek przeterminowany, to taki związek, który w moich oczach rozmija się z wizjami, jakie podczas dorastania snuliśmy sobie w głowie. Bez zaskoczenia, życie rozczarowuje dużo częściej niż miło zaskakuje, choć to może akurat sposób postrzegania… Niemniej słowo przeterminowane oznacza, iż data przydatności do użycia, skonsumowania, wykorzystania, minęła, a co za tym idzie, skorzystanie z przeterminowanego produktu grozi niestrawnością, kłopotami, brakiem oczekiwanych skutków… I tak też jest ze związkiem przeterminowanym, to związek, w którym data ważności została przekroczona. Zaznaczam, że nie chodzi mi tu o uznanie, iż każdy związek ma swój początek wraz z pewnym końcem, a gdy trwa dłużej jest uznany za gnijący, przeterminowany i należy go zmienić na nowy. Chodzi mi raczej o fakt, iż jeśli jesteście zgodni, co do wspólnej przyszłości, narzeczeństwo nie może trwać przez bardzo długi okres, ponieważ takie zawieszenie, bez podejmowania kluczowych decyzji, co dalej… oznacza wątpliwości! Choć można brak zdecydowania tłumaczyć na setki racjonalnych sposobów, dla mnie jednak mówi to wszystko, pokazuje jak na dłoni brak pewności, co do drugiej osoby. Pomijam relacje z góry zakładające brak chęci sformalizowania związku w przyszłości, to co innego.

 

Przykład z życia wzięty... ona i on, poznali się jeszcze za czasów liceum, to była ich pierwsza miłość, trwała w najlepsze mimo wszelkich zakrętów, na jakie natrafiała, na studiach zamieszkali razem, poważny krok, zdobywali wykształcenie, cieszyli się życiem, mocniejsze zobowiązania nie były im wtedy potrzebne… ten okres w życiu jednak dość szybko minął. Zaczęli robić kariery zawodowe, no i jedna ze stron, zaczęła domagać się następnego kroku, kilka lat wspólnego związku, mieszkania, chyba uprawniało do kroczenia naturalną ścieżką…

 

Mimo wahań rozpoczęły się przygotowania do ślubu, myśli o dzieciach, budowie domu, kto mógłby się spodziewać jakiś kłopotów? z wszelkimi problemami razem się już zmierzyli… A jednak! nagle, po kilku latach bycia razem, kłótnia za kłótnią, do tego stopnia, że ślub nigdy się nie odbył, a oboje rozeszli się, każde w przeciwną stronę…

 

I jaki mógłby być z tego wniosek? że ich uczucie jednak nie było tak silne? że bali się zobowiązań i było między nimi dobrze dopóki było luźno i swobodnie? Pewnie takich wniosków wyciągnąć można sporo, ale następne zdarzenia w ich życiu zmieniają lekko postać rzeczy. Jakiś rok później, może półtora, nie więcej, oboje byli już w osobnych związkach małżeńskich… On znalazł kobietę, w której się zakochał, oświadczył, zdecydowali się na dziecko. Ona znalazła mężczyznę, który stał się dla niej prawie idealny, szybko zgodziła się na ślub, potem dziecko…

 

Obie pary żyją do dziś szczęśliwie… więc jakie wnioski można wyciągnąć z faktu ich rozstania? tego że wspólnie nigdy nie zdecydowali się przejść na wyższy poziom związku, mimo tego że przeżyli ze sobą szczęśliwie wiele lat, a z kimś innym prawie że błyskawicznie potrafili ułożyć sobie życie na nowo… ??? Czyżby nie byli sobie nigdy pisani? nie dostrzegli, że mimo pozorów nie są dla siebie? czy potrzebna była im ta jedna próba, ten jeden moment kiedy musieli stanąć i ślubować by się przekonać… czy ten moment zaważył? Osobiście uważam, że jeśli nie byli na niego gotowi wcześniej, to też nigdy by nie byli…  

 

Przeterminowany związek… data ważności do spożycia minęła, i gdy po kilku latach zdecydowali się… dostali niestrawności, a wiemy jak się to kończy…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (29) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 606