Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367648
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

ZAZDROŚĆ O PRZESZŁOŚĆ

wtorek, 27 marca 2012 10:28

 

 

Czy jesteś zazdrosny/zazdrosna o przeszłość swojego partnera/partnerki? Jest to jedno z tych pytań na które większość odpowie – absolutnie nie! – choć tak naprawdę w głębi skryje swoją zazdrość, bojąc się do niej przyznać.

 

Uważam, że nie ma nic złego w zazdrości o przeszłość naszej ukochanej osoby, pod warunkiem, że nasza zazdrość jest zdrowa… A zdrowa zazdrość w tym wypadku to taka, która sprawia że żałujemy, iż nasza druga połówka miała jakieś związki przed obecnym i uwierzyć nie możemy, że był czas gdy kogoś oprócz nas darzyła uczuciem. Taka zazdrość ma mobilizować, powiedzieć wprost, dbaj o swoje szczęście, bo kiedyś nie należało do ciebie, a dziś świata bez tej osoby nie widzisz i aby tak pozostało musisz włożyć w swoją relacje całe serce i siłę czyniąc ją z dnia na dzień lepszą.

 

Problem zaczyna się gdy zazdrość o przeszłość jest tym typem zazdrości, który popycha ludzi do wyznawania swojego żalu w sposób dość agresywny, w kłótniach i trudnych chwilach, gdy mała iskra rozpala ogień złości. Częstym wtedy staje się zarzucanie przykładowo partnerowi, że kiedyś był z kimś i pewnie był szczęśliwszy skoro dziś mu coś nie pasuje w obecnym związku, albo insynuowanie, że może tamtą osobę kochał bardziej, tęskni do niej itp. Dosłownie, galeria braku pewności siebie, zaufania do drugiej strony, podkopywania własnych uczuć, bardzo destruktywne!

 

Typowe pytania obrazujące złą zazdrość o przeszłość skupiają się na liczbie poprzednich związków, rodzaju ich relacji, a nawet wnikają w intymne kwestie… Jeśli ktoś ma pecha, to trafi na osobę, która z jego przeszłością nie może się pogodzić, a zazdrość nie jeden związek rozłożyła na łopatki. Uważam, że o swojej przeszłości należy mówić otwarcie, nie popieram zatajania… choć jest to sposób na osoby zbyt wrażliwe na takie kwestie, ale czy mamy prawo odmówić tej wiedzy ukochanej osobie? czy sami chcielibyśmy być tej wiedzy pozbawieni? Tajemnica leży we właściwym podejściu do takich spraw, zaufaniu i szczerości.

 

Dla osoby kochającej nas, przeszłość nie może budzić zazdrości, tej złej, bo ona zazwyczaj idzie wspólnie z brakiem zaufania i pewności co do uczuć, bo przecież ktoś kto jest pewien, że jest kochany najbardziej na świecie ma w nosie czy wcześniej ta osoba kochała kogoś innego. Mamy prawo do poszukiwania, pomyłek, zanim odnajdzie się tę jedną jedyną osobę. Nieliczne są przypadki gdy ta pierwsza miłość jest tą na całe życie, więc z zazdrością trzeba umieć żyć, okiełznać ją, nie dopuścić by zatruła nasze myśli. Jeśli jesteśmy pewni siebie i uczuć jakimi jesteśmy darzeni, nic nie ma prawa tej wiary zachwiać poza ewentualnym nadwyrężeniem przez drugą stronę… Warto pamiętać, że przeszłość to zamknięty rozdział, nie tworzy przyszłości, ludzie się zmieniają, błędy naprawiają, a chyba nikt nie chciałby być całe życie osądzany przez czyny np. z młodości.

 

Zaufanie buduje się wspólnie a osoby które tego nie potrafią, niech lepiej zrezygnują z poważnych związków, bo otwartość na kochaną osobę i umiejętność zaufania świadczy o niej, ale i o nas. Jeśli będziemy się bawić w rzeczy, które powiemy drugiej połówce a których nie, to przepadliśmy, bo taki związek zawsze będzie miał problemy, a nawarstwiające się sfery tajne i jawne zaczną powodować wzajemne oddalenie, no i zwykłą nieuczciwość w stosunku do ponoć najbliższej nam osoby.

 

O przeszłość nie wolno być zazdrosnym, lepiej dbać o teraźniejszość, budując przyszłość…

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (30) | dodaj komentarz

TO NIEMOŻLIWE! MOJE DZIECKO TEGO NIE ZROBIŁO!

poniedziałek, 19 marca 2012 9:39

 

Szybko pracujemy, szybko kupujemy, szybko jemy, wszystko szybko… wychowanie dziecka też robimy na szybko! Wydaje mi się, że mężczyźni i kobiety zapomnieli w dzisiejszych czasach, co to oznacza – wychowywać dziecko. Tak, obecna rzeczywistość wymaga od nas szybkiego tempa życia, brania udziału w wyścigu szczurów, silniejszy wygrywa, słabszy przegrywa, jest po co się zabijać w pracy, bo sposobów na wydawanie pieniędzy jest tak wiele… Nic w tym złego, tylko jedna rzecz umyka nam z oczu, a przynajmniej dość sporej części ludzi, którym pomieszały się proporcje zaangażowania i priorytety życiowe.

 

Dziecko to nie mebel, samochód, gadżet, nie wystarczy go mieć… a dzieci coraz częściej traktuje się jak przedmioty, nie przesadzam. Młodzi ludzie kształcą się, zaczynają pracę, chcą mieć mieszkanie, samochód, fajne wakacje i wypadałoby mieć też dziecko, więc starają się o nie, przychodzi na świat takie małe coś… i wszystko pięknie, ale małe coś… potrzebuje uwagi, opieki, zaangażowania, czasem poświeceń. W przeciwieństwie do nowego telewizora, nie wystarczy je mieć, trzeba się nim zajmować, a przede wszystkim wychowywać, aby wyrosło na porządnego człowieka.

 

I tu zaczyna się problem. Zabiegani rodzice mają coraz mniej czasu na dziecko, traktują je jak przedmiot, uważając się w dodatku za dobrych rodziców, bo przecież dziecku zapewniają dach nad głową, ciężko pracują żeby ten dach był ładny i jak największy, a najlepiej jeszcze w dobrej dzielnicy. Zarabiając żeby dziecko miało co jeść i w co się ubrać, utwierdzają się w przekonaniu że są dobrymi rodzicami, dbając o potrzeby dziecka, pracują i pracują by ich latorośl miała możliwość iść do dobrych szkół, a w wakacje i ferie wyjechać na jak najbardziej wyjątkowe i drogie wycieczki, za które oni, dobrzy rodzice słono zapłacą! I tak wygląda dobre rodzicielstwo według tych ludzi…

 

Kupić, dać na coś kilka złotych, telewizja, internet, jako dobre niańki zajmują dziecko w wolnych chwilach od szkoły a oni, dobrzy rodzice, ciężko pracujący na to wszystko, mają chwilę spokoju w tym szybkim życiu… 

 

A potem, gdy ich nastoletnie maleństwo pobije kolegę w szkole, ukradnie coś ze sklepu, zacznie zadawać się z typkami spod ciemnej gwiazdy, sięgnie po używki i zacznie robić wiele jeszcze gorszych rzeczy, doprowadzając swoje życie na skraj przepaści… dzieje się jakaś tragedia, no i biedni, dobrzy zapracowani rodzice zadziwieni mówią… Niczego nie zauważyliśmy, wszystko było dobrze, nasze dziecko nie mogło tego zrobić! Nasze dziecko było takie grzeczne, dobre, to nie ono! To niemożliwe!

 

Niestety możliwe, bo jeśli dobre rodzicielstwo zaczyna polegać na kupieniu, zapewnieniu dobrych warunków życiowych, a nie na wychowywaniu, spędzaniu czasu z dzieckiem, kształtowaniu młodego człowieka, to skąd to zdziwienie, że kochany maluszek wyrósł na wyrostka, który kijem przywalił koledze i próbował zgwałcić koleżankę. Coraz częściej z taką rzeczywistością mamy do czynienia, a to przecież takie dobre dziecko, dostało w życiu wszystko! Biedni naiwni rodzice, którzy myślą, że dać wszystko, to wystarcza by dziecko było dobrym, porządnym człowiekiem! Szkoła rodzica także nie zastąpi… Ich wychowanie sprowadzające się do popołudniowego zapytania – Jak było w szkole? dużo masz zadane? odrób lekcje teraz! Wszystko dobrze? – na wszystkie te pytania odpowiedź będzie jedna, krótka, a rodzic swój nadzór ograniczy do co najwyżej jednego pytania, na rozmowy nie ma czasu… 

 

Po czym poznać złego rodzica? nie potrafi rozmawiać ze swoim dzieckiem, nie wie co się dzieje w życiu jego dziecka, po tym, jaki stosunek do niego ma dziecko, po tym, że ostatnie wspólnie spędzone chwile poza wakacjami, zakupami, ciężko mu sobie przypomnieć. To wszystko są elementy, w których wychowanie od najmłodszych lat ma ogromny wpływ. Z dziećmi trzeba być, interesować się, a nie udawać, że się jest rodzicem, bo się pracuje i zapewnia byt. Wychowanie i jeszcze raz wychowanie, poświęcanie czasu, bycie, rozmowa, istnienie w świecie dziecka, a nie obok… Wtedy nie będzie dnia, gdy ktoś nam coś złego powie o dziecku, a my z otwartą buzią odpowiemy… Mój Jasiu? moja Zosia? nie… to niemożliwe…

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl

 



komentarze (18) | dodaj komentarz

CIĄŻA TO NIE POWÓD DO ŚLUBU

środa, 14 marca 2012 13:23

 

Mamy XXI w. a nasze społeczeństwo ciągle chyba jest w XIX w. i choć tego nie widać na zewnątrz, bo przecież lubimy się uważać za nowoczesnych, postępowych, to tak naprawdę tkwimy w hipokryzji rodem z odległej przeszłości.

 

Z całą pewnością każdy słyszał o takich przypadkach lub je zna z własnego otoczenia, gdy dwójka młodych ludzi decyduje się na ślub, bo przydarzyła im się "wpadka". Nie chcę teraz poruszać stu innych wątków, jakie z tym tematem się wiążą, ale zastanawiam się konkretnie, dlaczego w obecnych czasach wciąż panuje przekonanie, że gdy pojawi się ciąża, to jedynym słusznym zachowaniem dla dwojga ludzi jest ślub, założenie rodziny. Z czego wynika takie przeświadczenie?

 

Nieplanowane rodzicielstwo nie jest problemem, gdy dwoje młodych ludzi jest ze sobą już jakiś czas, są pewni łączących ich uczuć, gotowi do wzięcia na swoje barki odpowiedzialności. Gorzej, gdy tak naprawdę dziecko jest efektem dość krótkiej relacji, a młodych rodziców nie do końca łączy dojrzałe spojrzenie na ich związek. Niestety, w takich wypadkach mamy do czynienia z bardzo dużym zaangażowaniem się rodzin młodych ludzi, dążących by ich dzieci połączyć węzłem małżeńskim. Jaka jest tego przyczyna? poczucie, że pełna rodzina jest szczęśliwsza i bardziej normalna niż samotnie wychowujący rodzic? oczywista prawda, ale tylko wówczas, gdy dwoje ludzi się naprawdę kocha i potrafi ze sobą na dłuższą metę funkcjonować, a nie w sytuacji, gdy dziecko jest efektem wcześniej wspomnianej bardzo krótkiej relacji, może już nie dziecięcej, ale na pewno też nie dojrzałej. Tajemnicą nie jest, że niektórzy ludzie żyjąc ze sobą unieszczęśliwiają się wzajemnie i takie sztuczne zmuszanie ich do ślubu sprawia, że często powstaje rodzina, która wcale nie jest jak z obrazka...

 

Zawsze uważam, że lepiej, gdy dwójka młodych ludzi mimo posiadania dziecka, do samej małżeńskiej przysięgi zbytnio się nie spieszy, albo nie uznaje jej za konieczność. Wolę dwójkę rodziców, mimo że żyjących osobno, to zaangażowanych w życie dziecka, a przede wszystkim kochających swoją latorośl, niż tych na siłę złączonych w rodzinę gdzie wszystko się sypie, bo miłości nie ma, a oboje rodziców kompletnie do siebie nie pasuje…

 

Niestety ludzie się boją opinii innych… nieślubne dziecko córki, syna, tragedia, świadczy niby o złym wychowaniu przez rodziców, rzuca cień na porządną rodzinę, powód do wstydu, obawa przed kpiną i wytykaniem palcem… Zapomina się w tym wszystkim o jednym, że dziecko wychowujące się w rodzinie gdzie miłości nie ma, wcale nie będzie bardziej szczęśliwe niż z samotnym rodzicem. Życie to nie bajka, idealny model rodziny nie jest zawsze dla wszystkich osiągalny, ale warto w trudnej sytuacji ułożyć tak swoje życie by być szczęśliwym w jak najbardziej możliwym stopniu, bez obawy, co ludzie powiedzą. Świadome bycie osobno i wspólne wychowanie dziecka jest lepsze od bycia ze sobą, bo tak wypada i tolerowanie siebie niby pod płaszczykiem odpowiedzialności.

 

 

mcw.bloog@wp.pl

 



komentarze (30) | dodaj komentarz

POZWOLIĆ WRÓCIĆ?

wtorek, 06 marca 2012 16:06

 

 

Jest czas, gdy słoneczko świeci dla nas nawet w pochmurny dzień, w brzuszku fruwają motylki, nasze serce bije trzy razy szybciej i kardiologicznej pomocy nie szukamy wtedy, oj nie! wręcz przeciwnie, marzymy by ten stan trwał wiecznie. Miłość, tak szybko jak się pojawia, tak też szybko może zniknąć.

 

Nagle zaczyna brakować wspólnych tematów, planów, pasji, a uczucie przygasa bądź całkowicie się wypala. Rozstanie bywa dla partnerów bolesne, lecz po nieprzespanych nocach, mokrej od łez poduszce, wstajemy i dalej żyjemy. Z czasem wchodzimy w inne, nowe związki, dużo szybciej niż nasze obolałe nie tak dawno serce, pozwalało sądzić… Niezależnie jak dochodzimy do tego momentu, zdarza się, że po jakimś czasie, ktoś, z kim łączyło nas mocne uczucie pojawia się ponownie w naszym życiu i dopiero wtedy zaczyna się robić nam niezły bałagan… stara miłość nie rdzewieje… prawda? Wspólna przeszłość, wspomnienia, jakieś emocjonalne więzi, mimo, że zerwane pozostawiły w nas ślad, coś zaczyna odżywać… W tym właśnie momencie pada fundamentalne pytanie, czy pozwolić byłemu, byłej, wrócić? zacząć od nowa?

 

NIE! moim zdanie NIE! Nasze serce podpowie, że macie tyle wspólnego, byliście razem, coś tam wychodziło między wami a rozstanie, to jak drobna przerwa, która niby pozwoliła wam dostrzec, czego naprawdę w życiu chcecie i o co naprawdę warto walczyć… Bzdura! wyjątki zawsze są, ale radzę nie liczyć na to, że nim okaże się nasz przypadek. W większości takie powroty po jakimś czasie kończą się straszliwą katastrofą, jeszcze gorszym rozstaniem albo co już naprawdę jest tragiczne, nieszczęśliwym wspólnym życiem.

 

Nie warto pozwalać wracać. Jeśli raz ktoś zdecydował, że nie widzi się z nami w obrazku, a tym bardziej, gdy byliście w związku wystarczająco długo by poznać się wzajemnie na tyle dobrze, że już tworzyliście jakieś plany na przyszłość… a potem wszystko rozsypało się… Nie jest istotne, czy decyzja o rozstaniu była wspólna czy tylko wyszła z jednej strony, wybór był jasny, nie będzie wspólnej przyszłości… Nie ma więc powodu, by po kilku tygodniach, miesiącach a może latach, próbować z tą osobą na nowo!

 

Ja wiem, że ludzie się zmieniają, ale jeśli kiedyś wam tej siły zabrakło na tyle by się rozstać, a nie doprowadzić do rozwiązania problemów między wami, to mimo że ten drugi człowiek jest (tylko teoretycznie) inny, zmienił się… czy mamy pewność, że przy pierwszej poważnej oznace problemów znów nam nie umknie albo my jemu? Sentymentalne wspominki – fajna rzecz, ale na sentymencie nie buduje się związków! to najzwyczajniej niewłaściwy fundament! A skoro raz pozwoliliście sobie się oddalić, to nie wierzę, że co was łączyło to była ta jedna jedyna prawdziwa miłość. Tylko na filmach rozstania i powroty wyglądają tak pięknie… one mają sens, sprawić by historia była ciekawa. Czy wy chcecie mieć życie przerywane szybkim zwrotami akcji? w uczuciach wydaje mi się, że nie!

 

Pozwalając wrócić, podejmujemy trudną decyzję. Zaznaczę, że zdarzają się pozytywne wyjątki, tylko po co ryzykować, skoro w życiu może gdzieś pięć kroków dalej czeka na nas ta idealna osoba, którą możemy przeoczyć… próbując czegoś, co raz klęskę już poniosło…   

 

 

mcw.bloog@wp.pl

 



komentarze (27) | dodaj komentarz

RÓŻNICA WIEKU W ZWIĄZKU

czwartek, 01 marca 2012 1:44

 

Jest to bardzo częsty problem pojawiający się w relacjach damsko – męskich. Zwykle postrzeganie tej kwestii jest negatywne ze względu na nasze pełne stereotypów przekonania, jak i poprzez wystawianą opinię o takich związkach przez społeczeństwo. Oto kilka zagadnień jakie padają zazwyczaj w dyskusjach na ten temat.

Czy możemy określić ile powinna wynosić maksymalna różnica wieku między partnerami?
 
Nie można określić jakiejś granicy. Na miłość przecież nie mamy wpływu, serce nie patrzy do metryki, to często nasz rozum próbuje w tej kwestii zabrać głos, a wewnętrzny głos podpowiada wiele obaw, jakie wiązać się mogą ze zbyt dużą różnicą wieku. Boimy się tego, co czeka nas w przyszłości, tego czy zdołamy zbudować wartościową relację z kimś dużo starszym lub młodszym, bo wiek ma nas charakteryzować, a jeśli jest znacząco różny, to wydaje się nam, że i znacząco różne może być spojrzenie na te same sprawy w życiu. Dlatego może rzeczywiście warto trzymać się różnicy… takiej, która nie sprawia, że między nami a partnerem, partnerką, jest pokolenie. Ja na oko wyznaczyłbym takie 10 lat, podkreślając równocześnie, że jeśli serce obdarzy uczuciem kogoś, kto w tym przedziale się nie mieści, to co robić? ja za głosem serca poszedłbym w to… 

Takie związki wzbudzają większe zainteresowanie, niektóre osoby mogą odczuwać dyskomfort np. przy znajomych, gdy 25 letnia dziewczyna przychodzi z np. 45 letnim partnerem, bądź odwrotnie. Ważny jest też sposób traktowania wtedy rozmówcy, gdy znajomi odnoszą się do młodszej lub starszej strony z obawą, niepewnością, w pewien sposób unikają nawiązania kontaktu.
 
Związki o dużych różnicach wiekowych między partnerami nie są dla każdego, bo i nie każdy potrafi sobie poradzić z presją, jaką buduje otoczenie i z tymi wszystkimi spojrzeniami, których uniknąć się nie da! Rodzina również może wywierać naciski na ludzi będących w takiej relacji. Trzeba być silną osobowością i mieć charakter odporny na opinie i krytykę innych. W towarzystwie znajomych warto oswoić występujące zainteresowanie, śmiało mówić o tym co łączy bądź dzieli. Pokazać, że mimo wszystko można dać sobie szczęście i mając mądrych znajomych łatwo poskromimy ich początkową nieufność, a tym samym zapewnimy drugiej połówce komfort przebywania w ich towarzystwie, choć pierwsze spotkania zapewne będą trudne. Najważniejsza jest jednak siła uczucia i charakteru, połączona z determinacją, wszystko to musi iść w parze, bo inaczej takie związki kończą się katastrofalnie.

Dlaczego związek starszej kobiety z młodszym mężczyzną wzbudza większe zainteresowanie od tego, w którym to mężczyzna jest starszy?

A dlaczego nadal większość kobiet zapytana czy chciałaby za partnera rówieśnika czy mężczyznę starszego… prawie zawsze wskaże starszego? Jest to kwestia jakiegoś kulturowego zakorzenienia w nas pewnych wzorców, które nie giną mimo upływu lat. Warto spojrzeć na własnych rodziców, ich przyjaciół, zazwyczaj płeć brzydka jest starsza. Przez wieki oczywiste było, że to mężczyzna zapewnia byt rodzinie, podczas gdy kobieta dba o ognisko domowe, to mężczyzna postrzegany, jako ten utrzymujący dom, więc nie mógł być młodziutki, musiał mieć doświadczenie życiowe i dorobek zapewniający byt rodzinie. Z tego wynika, że dużo łatwiej przyjmuje się widok starszego mężczyzny z młodszą kobieta niż na odwrót.

Kwestia dojrzałości emocjonalnej u młodszych partnerów oraz bagażu doświadczeń u starszych, jak pogodzić współistnienie tych światów?

Dojrzałość jest zawsze kwestią indywidualną. Jedna osoba mając 20 lat może być dojrzalsza od tej mającej 30, druga mając 20 może być na poziomie prawie że dziecka. Brak doświadczeń życiowych może być dla drugiej strony problemem, choć życie uczy nie tyle właściwych wyborów, co własnej drogi. Różnorodność tych światów wzmocniona wiekiem może stać się dość istotna. Nie ma rzeczy, której nie można wypracować, ale wymaga to większego zaangażowania, co w sumie może być pozytywne. Jeśli musimy się o coś starać to przecież bardziej to doceniamy, pod warunkiem, że nie rezygnujemy przy pierwszych przeciwnościach losu.

Co przemawia za związkiem z młodszą lub starszą osobą?

Młodość to siła, radość z życia niezmącona przez niekiedy brutalną rzeczywistość, potrafi wpłynąć ożywczo na dojrzałą osobę, uszczęśliwić oboje, dojrzałość czerpie z młodości, młodość z dojrzałości. Partner młodszy widzi w starszym przewodnika, kogoś, kto uczy, jest wsparciem i dorzuca szczyptę rozsądku. Same różnice to jednak za mało, są świetnym dodatkiem, jednak wielkim nieporozumieniem jest twierdzenie, że to ludzie podobni do siebie tworzą najlepsze związki…

Stereotypy a pieniądze, tak na ciebie będą patrzeć?

Oj tak, młoda kobieta i starszy mężczyzna, ona z nim dla kasy… on z nią, bo pewnie zostawił swoją żonę dla młodszej… wiadomo. Z takimi stereotypami przyjdzie się mierzyć na każdym kroku, ale jeśli ktoś ma grubą skórę to w głębokim poważaniu będzie miał opinie innych, jeśli jego związek daje mu szczęście to tylko to się liczy.

Czy jesteśmy w stanie zaakceptować przeszłość partnera?

Dla młodszej strony relacji, oprócz doświadczenia, starszy partner niesie ze sobą i trudną przeszłość. W każdym elemencie takiego związku warto liczyć się z tym, że w prawdziwej miłości nie ma problemu z akceptacją przeszłości, ale też nie przychodzi to tak od razu. Potrzeba czasu, wielu rozmów, zbliżenia poglądów, zrozumienia, a także dużego dystansu.

A co z przyszłością takiego związku?

W przypadku dużej różnicy wieku, przyszłość może nieść obawy. Z czasem coraz bardziej nie tylko dostrzegalna, ale i odczuwalna różnica pomiędzy kochającymi się osobami wystawia ich uczucie na próbę. Zmusza do zmiany stylu życia młodszą połówkę dużo wcześniej, niż nastąpiłoby to z partnerem w podobnym wieku… Wiek niesie ze sobą plusy i minusy. W takiej relacji, plusy otrzymuje się od razu, minusy przychodzą z roku na rok. Nie ma wątpliwości, że związki gdzie różnica wieku jest dość spora, to związki ogromnie skomplikowane, trudne, nawet jeśli początek wydaje się łatwy, osoby czujące, że mogą nie podołać, lepiej niech sprawę kilkukrotnie przemyślą… wejść łatwo… trwać, bywa trudniej... ale to jak w każdym związku...

Jest to tylko kilka problematycznych aspektów, które pojawiają się przy tego typu związkach, a jak to bywa, życie może ich postawić na drodze znacznie więcej... jak również pozytywnie zaskoczyć...
 


mcw.bloog@wp.pl



komentarze (117) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 648