Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367609
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

ŻEBRAK NA ŻEBRACH

czwartek, 16 lutego 2012 10:52

 

Idziesz sobie ulicą, zajęty swoimi sprawami, a tu nagle jak piorun z jasnego nieba, ktoś przerywa ciszę. Słyszysz głos… jeszcze nie zobaczyłeś kto to, ale już wiesz, taki głos zawsze oznacza jedno… mimo to obracasz głowę mając nadzieję, że się mylisz… niestety, nie…

Przepraszam Pana, czy mógłbym zająć chwilkę? – pada pytanie, grzeczne, choć w niespodziewanym tonie w ustach brudnego, zaniedbanego człowieka, który wedle wszelkich stereotypów, jakie pakuje się nam całe życie do głowy, powinien zwrócić się do nas w sposób o wiele mniej przyjemny, powiedzieć coś na zasadzie – Ty! chodź no tu!

Nie będę Pana oszukiwał! – deklaracja jakże szczera i w sumie mile widziana, bo kto lubi być oszukiwany? W tym momencie dochodzi do nawiązania kontaktu wzrokowego, niektórzy nie potrafią go wytrzymać, bo i trudniej wtedy być stanowczym.

Potrzebuję choć złotówkę... brakuje mi, a chciałbym się napić – szczera prośba i jakoś nie mamy wątpliwości, że wskazany cel mija się z prawdą. Zostaliśmy uprzedzeni, że oszukiwani nie będziemy, a samo oczekiwanie pomocy, chyba już od dawna nikogo nie szokuje. Nawet do takiej szczerości przywykliśmy – bardzo będę wdzięczny Panu za pomoc – absolutnie nie wątpię, a niekiedy w tym momencie pada wyznanie, że nałóg jest jego wrogiem, ale walczyć nie ma siły, pogodził się ze swoim losem, dlatego tak szczerze prosi…

I co tu zrobić? dać? nie dać? W takiej sytuacji nie mamy za wiele czasu na zastanowienie. Jeśli jesteśmy ludźmi, którzy z góry nie założyli za swój cel, brak pomocy w takich sytuacjach, szybko kalkulujemy, czy proszący człowiek nie stanowi dla nas zagrożenia w ramach ewentualnej odmowy i czy dość (śmiesznie to zabrzmi) jest sympatyczny by mu tę jedną złotówkę dołożyć aby prawdopodobnie z kumplami mógł świętować jedne z 365 imienin, jakie obchodzi w roku.

Mam problem w takich momentach. Z zasady jestem przeciwny pomaganiu w rozpijaniu się, ale wiem też, że moja odmowa nic nie zmieni w życiu tego człowieka. Wolę też prośbę wprost niż jakieś bajdurzenie o tym, że na chleb potrzebuje albo na chore dzieci. Żebrający też już dawno zrozumieli, że wciskanie bajeczek sprawia, że ewentualny dobroczyńca urażony kłamstwem rzuconym mu prosto w twarz prędzej odmówi niż ten, który zostanie potraktowany jak człowiek wyrozumiały…

Szybka decyzja, daję złotówkę, jeśli mam, dwa złote, nie udaję, że nie mam drobnych. Daję, frajer ze mnie? być może, jegomość oczywiście z dżentelmeńskim wdziękiem dziękuje za okazaną pomoc i zadowolony usuwa mi się z drogi...

 


mcw.bloog@wp.pl



komentarze (17) | dodaj komentarz

INTERCYZA – ROZSĄDEK CZY WYRACHOWANIE?

piątek, 10 lutego 2012 22:58

 

 

Mdli mnie, gdy słucham narzekań, na to jak ktoś wyszedł z małżeńskiego kieratu, tylko w samych skarpetkach, biedaczysko... a raczej głupiec! Swoją drogą ciekawe, czemu tylko one się zachowały? to chyba sugestia, że druga strona także bieliznę chciała dla siebie, zapewne uznając ją jeszcze za całkiem niezniszczoną i po wypraniu lub nie... jako zdatną do ponownego użytku… Skarpetki zostały, rozumiem, problem, łatwo się niszczą i prawdopodobnie śmierdzą… Tak więc, ktoś zostaje tylko w tych skarpetkach i może mieć żal sam do siebie… Miłość to miłość, musi opierać się na zaufaniu, ale w trakcie jej trwania, niestety jeszcze nikt nie wymyślił gwarancji na wieczną miłość, ona przychodzi, bywa, zdarza się że i odchodzi, no i co wtedy? zasada bezgranicznego zaufania może prysnąć jak bańka mydlana. Emocje jakie rozstanie powoduje, nie raz pchają ludzi do robienia głupich rzeczy. Tak to jest, że rozwody wyzwalają to, co najgorsze w człowieku. Tylko nieliczne pary potrafią rozstać się i pozostać w dobrych relacjach, szanując siebie, nawet jeśli przyczyna rozstania jest konkretna i w postaci osoby trzeciej…

Gardzę podejściem zdradzonych ludzi, którzy mówią, zabiorę jemu/jej wszystko… taka forma zemsty? upokorzenia? no nie wiem, raczej upokarza, ale osobę która tak mówi… Szanuje i podziwiam ludzi potrafiących się rozstać, a po rozwodzie pozostać w dobrych albo chociaż neutralnych relacjach. Niestety czasem się tak nie da… bo jak z wrednym zachowaniem walczyć? Miłe słowa i prośby nie pomogą… Pomoże za to papier, bo tyle o ile życiowych problemów nie rozwiąże, to z pewnością zamknie wszelkie argumenty przeciw… sprawy ułatwi i przyśpieszy, sama korzyść!

Trzeba obalić mit, że intercyza zabezpiecza tylko jedną stronę, zabezpiecza obie i gwarantować może ewentualnie pokrzywdzonym przez przykładową zdradę spore wynagrodzenie dla ich wierności, nic w tym złego… To tylko w bajkach i romansidłach, ten kto proponuje intercyzę jest wrednym, zachłannym człowiekiem. Dla mnie jest to człowiek rozsądny, bo w życiu nikt nic nie może zagwarantować, dozgonna miłość może się skończyć, a dobrze by było gdyby nie zabrała ze sobą całego dorobku życia…

Jestem za intercyzą, bez względu czy chodzi o związek kopciuszka z księciem, czy dwóch kopciuszków (choć dziwnie to brzmi…) tak czy inaczej, intercyza zabezpiecza, ułatwia, jest rodzajem gwarancji dla życiowego dorobku, bo nie ma nic bardziej przykrego, gdy dwoje kłóci się o kubek, dywan czy kosiarkę… żenujące… a papierek, taki ładny… jego waga, nie do ocenienia…

Jeśli partner lub partnerka, oburzą się na propozycje podpisania intercyzy, ja tym bardziej radzę nie ustępować. Jeśli się kochacie, jeśli wam życie się ułoży, to intercyza jak stare świadectwo, pożółknie w szufladzie, zestarzeje się z wami i będzie tylko papierem… ale gdyby życie ułożyło się inaczej od waszych oczekiwań, to ten papier będzie szalupą ratunkową, a kto topiąc się nie chciałby mieć szalupy? no kto?



mcw.bloog@wp.pl



komentarze (37) | dodaj komentarz

INTERNET – NAJWIĘKSZY OPOZYCJONISTA

środa, 08 lutego 2012 12:36

 

 

Internet wraz ze słowem - wolność, kojarzony był od zawsze. W moim odczuciu bardzo słusznie, ponieważ internet to wolność w najczystszej postaci. Kilka, nawet nie kilkanaście lat temu, stanowił ciekawostkę, rozrywkę, ale z czasem wdzierał się w coraz to nowe sfery naszego życia. Dziś jest codziennym narzędziem pracy, nauki oraz polityki. Z pozycji dodatku do życia przemienił się w kreatora rzeczywistości.

Fala przemian w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, a ostatnio także w Rosji, zapoczątkowała się w sieci. To tam, ludzie komentowali otaczającą ich próżnie, bez wolności. Zadziwiające, bo mimo pewnej świadomości zagrożenia, dyktatorzy i reżimy na świecie zbytnio nie zdawały sobie sprawy z mocy internetu i jego wpływu na ludzi. Traktowano sieć jak każde inne media, gazety, telewizję, radio, czyli środki masowego przekazu, nie rozumiejąc, że internet to społeczności, miliony przekazujących i odbierających ludzi, połączonych pajęczyną błyskawicznego kontaktu. Właśnie ten brak świadomości, czym jest sieć, spowodował próby kontroli internetu w sposób podobny do tego stosowanego wobec wszystkich innych źródeł informacji. Chciano cenzurować, ograniczać, ale mając za cel nie samą obecność ludzi w sieci tylko formę. Utrudniając dostęp do prawdy, informacji, zapomniano o tym, że sieć internetowa stanowi pewien rodzaj ekosystemu oddziaływującego na ludzi, ale i tworzonego przez ludzi. To ludzie, miliony połączeń jakie nawiązują, to dzięki nim… globalna wioska to nie mit, to fakt. Takiej sile ust zamknąć się nie da, przynajmniej nieszczelnie, o czym właśnie się przekonujemy.

Rozgoryczeni, poszukujący zmian w codziennym bycie ludzie, zaczęli odnajdywać podobnych do siebie i łączyć wspólne cele. Porównując dzisiejszą sytuację w sposobach organizowania opozycji wobec reżimu z tą, jaka na przykład panowała w Polsce trzydzieści lat temu… Dawniej, aby porozmawiać na zakazane tematy, zwłaszcza, jeśli nie można było nikomu ufać, a kary były znaczące za niewłaściwe poglądy, aby zorganizować grupkę dwudziestu osób trzeba było ogromnego zaangażowania, pracy i ryzyka... Znaleźć podobnie myślących, nie obawiających się sankcji, zaplanować jakieś działanie, wszystko to wiązało się z czasem, żmudną pracą, spotkaniami, utrudnionym przekazywaniem informacji… było naprawdę ciężko, wiele osób siedziało cicho, bo sami bali się spróbować wciągnąć w opozycyjne działania, a nikt ich w to sam nie wprowadzał. Łatwiej napisać na forum internetowym, że popieram coś… potem przyjść widząc, że inni też idą, niż podejść do obcej osoby i zapytać, co o tym myślisz? może… realna zmiana w komunikacji, daje większe możliwości sprzeciwu. Dziś w dobie internetu budowanie siatki podobnie myślących i dogadujących się ludzi, zorganizowanie ich, zaplanowanie działania praktycznie może się odbyć w kilka godzin. Jest to na skalę tak niewyobrażalnie ogromną dla dawnych opozycjonistów, że każdy protest nabiera sensu, przestaje być demonstracją, a staje się siłą mającą konkretny nacisk. Nie jest to wyjście na ulice małej grupki zdeterminowanych osób, ale masowe wystąpienie wszystkich, którzy podzielają podobny sposób myślenia. To dzięki internetowi mają szansę odnaleźć się w swoim sprzeciwie, odczuwając jednocześnie odwagę, wynikającą z poczucia obecności w sporej grupie im podobnych.

Obecnie wystarczy jeden dzień, kilka godzin, by zwołać manifestację liczącą kilka tysięcy osób. Czyż jest lepszy sposób na tak masowe wystąpienia? nie… i to właśnie sieć, coś, co parę lat temu było gadżetem, dziś i w najbliższej przyszłości będzie elementem kształtującym politykę państw, obalającym rządy, dyktatury, reżimy wszelkiej maści. W 2011 roku było na to kilka przykładów, myślę, że 2012 nie będzie pod tym względem inny.

W Rosji dosłownie wrze... trzy lata temu, było modne dla przeciętnego młodego Rosjanina być zwolennikiem Putina utożsamianego z siłą. Dziś staje się to obciachowe, internet i ludzie go tworzący świetnie propaguje treści ośmieszające byłego oficera KGB, przez co czyni się obciachowym poparcie dla jego polityki. Od ustalenia pewnego wzorca postrzegania czegoś, kogoś, szybka droga do budowania wokół tego emocji, internet pomaga w tym, przyśpiesza proces... Jestem przekonany, że Putin zostanie po raz kolejny prezydentem, tak samo jak jestem przekonany, że to jest początek końca ery putinowskiej, może kilka lata jeszcze przed nami, ale kropla drąży skałę, a kropel są miliony, biegną po sieci i drążą… Powtarzające się protesty, przepływ informacji, mimo prób ograniczania internetu ciągle szeroki, z czasem zmieni społeczne nastawienie do tych, którzy rządzą ludźmi w sposób autorytarny, sytuacja w Syrii to także dowód na to.     


mcw.bloog@wp.pl



komentarze (4) | dodaj komentarz

CZY MOŻNA KOCHAĆ DWIE OSOBY JEDNOCZEŚNIE?

sobota, 04 lutego 2012 15:52

 

Miłość... jedna, jedyna, najwspanialsza, ta prawdziwa, ma być na całe życie. O niej czytamy, o niej marzymy i może właśnie przez to, w prawdziwym życiu zderzamy się z brutalną rzeczywistością, która nam uświadamia, jak niewiele wiemy o miłości i jak bardzo nasze wyobrażenia mijają się z tym, co nas spotyka w życiu.

Całe życie wmawia się nam, że czymś dobrym jest kochać jedną osobę, a dlaczego? Uczy się nas w ten sposób, że nasze odwzajemnione uczucie musi wiązać obie strony związku na wyłączność względem siebie. Jesteśmy egoistami, chcemy być kochani i kochać, jednocześnie nie chcąc dopuścić do świadomości, że może pojawić się w pewnym momencie interesująca dla nas lub naszego partnera osoba, która stanie się także obiektem głębszych uczuć.

Kochać dwie osoby jednocześnie? Czy jest to możliwe? Uważam, że tak! nie wierzę, że nie można dzielić uczucia. Bardzo często porównuje się miłość do przyjaźni. Te dwa uczucia niewiele się różnią od siebie, a przyjaźń rozdzielamy przecież na kilka osób i mówimy tu o tej prawdziwej przyjaźni, więc wyjątkowej, nie znaczy to, że niepowtarzalnej. Naprawdę niewiele trzeba, żeby z przyjaźni przejść w miłość, a skoro jest to możliwe z jedną osobą, to jest to także możliwe z dwiema osobami równocześnie, a tylko fałszywe twierdzenie, że nie możemy uczuć dzielić, każe nam samym siebie cenzurować w miłości. Hipokryzja? a może konieczność?

Wszystkim tym, którzy twierdzą, że nie można kochać dwóch osób jednocześnie i że jeśli takie uczucie występuje, to na pewno nie jest to miłość, myślę, że można spokojnie przedstawić całkiem sporą grupę ludzi, którzy na pewnym etapie swojego życia stanęli w sytuacji, w której musieli zmienić dotychczasowe postrzeganie miłości. W tym momencie przeżywali wewnętrzny dylemat. Zaczynało się wartościowanie uczuć... kogo bardziej? za co? dlaczego? a każdy romantyk przecież wie, ze serce nie kieruje się rozumem i logiki tu nie odnajdziemy. Dlatego, nie ma sensu obwiniać się za zaistniałe uczucie, ponieważ nie jesteśmy tego w sposób racjonalny wytłumaczyć. Czasem życie, samo przynosi odpowiedzi na dręczące nas kwestie…

Innym zagadnieniem jest, co zrobimy z tym uczuciem i to zależy już tylko od nas. Czy pozwolimy tej miłości rozkwitnąć? czy dokonamy wyboru jednej osoby? a może najlepszym wyjściem w takiej sytuacji jest poszukiwanie kogoś innego, przy którym nie będziemy mieli wątpliwości. Jeśli dobrze myślę to, czyż w życiu nie o to chodzi, żeby nie mieć wątpliwości, co do własnych uczuć i być dzięki temu szczęśliwym?

Człowiek jest na tyle skomplikowaną istotą, a relacje międzyludzkie tak zawiłe, prawda jest taka, że ludzi i ich sposobów postrzegania uczuć, jest tyle, że nigdy nikomu nie da się zdefiniować jednej prawdy dla danego zagadnienia. Niektórzy całe życie kochać będą jedną osobę, inni natomiast będą toczyć nieustającą walkę ze sobą, nie potrafiąc zdecydować…

 



mcw.bloog@wp.pl



komentarze (56) | dodaj komentarz

NIELOGICZNY ROMANS

środa, 01 lutego 2012 2:05

 

Jak to w życiu bywa… Ona - mąż, dzieci, praca... Pojawiała się w biurze zawsze pierwsza. Solidna, obowiązkowa, oddana zadaniom jakie były jej powierzone. Potrafiła zjednywać sobie ludzi, swoim miłym i otwartym podejściem. Jednak z biegiem lat, gdzieś wewnątrz siebie zaczęła odczuwać przytłaczający ciężar codzienności. Podczas powrotów do domu szybki telefon do męża, krótkie zdania, bez znaczenia… gdzie jest? co robi? kiedy będzie? W domu czekały na nią dzieci. Kiedy przekraczała próg mieszkania, właśnie ich uśmiech był jedynym momentem, kiedy tak naprawdę w jej oczach było widać radość. Kochała męża, ale już od dawna nie mieli wspólnych tematów. Właśnie ta szarość dnia, przyćmiła łączące ich niegdyś więzi, odsuwając od siebie.

Nie zdawała sobie sprawy, że jedno drobne spóźnienie do pracy może tak wywrócić jej świat do góry nogami. Spotkała go w drzwiach wejściowych do firmy. Młody stażysta o chłopięcej urodzie, także się spóźnił w pierwszym dniu swojej pracy. Od tego się zaczęło… dyskretne spojrzenia, niby przypadkowy uśmiech, niekończące się serie przypadków, gdy zostawali sami.

Uśmiech dzieci przestał być jedyną radością w jej życiu. Wracając do domu wspominała urywki dnia spędzonego w pracy blisko niego i na jej twarzy malował się wyraz zadowolenia. Z dnia na dzień rosła fascynacja młodym mężczyzną. Stało się… gdyby wyszła z biura na czas, może nie zdarzyłoby się to… między nią a stażystą nawiązał się płomienny romans.

Spędzając w pracy długie godziny, nie trudno przejść od zwykłej znajomości do przyjaźni, a nawet czegoś więcej. Konsekwencje mogą być jednak bolesne. Znudzona mężatka, intrygujący, młody mężczyzna, no i mamy ambaras, bo obydwoje chciało naraz… Nie jest tajemnicą, że każdy człowiek szuka szczęścia w życiu, gdy czegoś brak, rozgląda się wkoło i gdy ten brakujący element pojawia się w zasięgu ręki, naturalnym jest, że wcześniej czy później pojawia się pokusa żeby po niego sięgnąć.

Niestety życie nas tak prowadzi, że wszystkiego mieć nie możemy. Mało kto ma odwagę żyć, nie uznając kompromisów, godzi się tym samym na częsty brak realizacji w wielu sferach. Czy ta kobieta nie miała wyboru dopuszczając się romansu w pracy? czy mogła uniknąć biurowego romansu? poszukać, odnaleźć zagubione szczęścia przy mężu?

Pewnie z mojej strony jest to wielka naiwność, ale to ona dokonała wyboru. Czując, że czegoś jej brakuje, sięgnęła po coś, co było łatwiejsze niż odbudowanie zatraconej relacji z mężem. Lenistwo w relacjach? Dlaczego często bliższe są dla nas nowo poznane osoby, niż te, które faktycznie mamy blisko siebie. Kilka lat wspólnego życia przegrywa postawione na szali z chwilową fascynacją. Zastanawiam się, czemu bywamy „samobójcami”? Wszak zdrowy rozsądek podpowiada, że taka nawiązana relacja w pracy, w większości przypadków skazana jest na niepowodzenie, jest bez przyszłości. A mimo to, instynkt hazardzisty podpowiada podjęcie ryzyka w grze, w której tak naprawdę wygrać się nie da.

Jak szybko się zaczęło, równie szybko się skończyło. Staż dobiegł końca, a powroty do domu dla kobiety stały się jeszcze trudniejsze niż kiedykolwiek…

Należy zadać pytanie, czy w związkach zawsze trzeba kierować się rozsądkiem, a tym bardziej czy związek ma przyszłość? Nie! uważam, że rozsądek zabija miłość, wręcz czasem nie przystoi w uczuciach mówić o logice, bo rozsądnie i logicznie dobieralibyśmy się w pary jak maszyny, praktycznie komputer mógłby po wprowadzeniu paru danych łączyć nas w związki uznając, że zestaw cech i zainteresowań jest odpowiedni. Tak działają portale randkowe? nie! bo czym innym jest szukać osoby wrażliwej i lubiącej długie spacery, podobnej do nas, niż matematyczne łączenie w pary. Wiemy doskonale że to, co na papierze idealnie pasuje, w życiu już niekoniecznie. W człowieku jest to piękne, że jest kompletnie nielogiczny, musi mieć w tym rozum, ale czy można oczekiwać rozsądku od serca? czy jest sensowne szukać logiki w namiętności? czy kochając można zdradzić?

I tu tkwi problem, sprzeczność, jak pogodzić wolną duszę, emocje, uczucia, ze zobowiązaniami, rozsądkiem, kiedy jedno a kiedy drugie wybierać…



mcw.bloog@wp.pl



komentarze (19) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 609