Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367640
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

KILKA ZASAD DOBREGO LANSU

piątek, 25 lutego 2011 13:35

 

Nie od dziś wiadomo, że na świecie jest pełno idiotów, jednych trudno rozpoznać, ale czają się za każdym rogiem, drugich widać na odległość, a jeszcze będą nas swoją głupotą trącać abyśmy na pewno nie przegapili ich wielkiego ego a małej zdolności do myślenia. Z tego też wynikła moja potrzeba napisania paru słów o lansowaniu się…

 

Trafiłem na śmieszną definicje lansu…

 

Lans jest to kupowanie rzeczy, których nie potrzebujesz, za pieniądze, których nie masz, aby zaimponować osobom, które i tak cię nie lubią.

 

Prawie kwintesencja lansu, ale nie zapominajmy o tym, że lans to także ogromna chęć zaistnienia w świadomości ludzi, znajomych itp. swoją osobą, pokazanie swej niby wyjątkowości w najbardziej beznadziejny sposób, czyli ukazując właśnie brak swojej wyjątkowości… Przewrotne ?

 

Przykładowo, coś, co mnie doprowadza do spazmatycznego śmiechu, jakaś impreza dla naszych gwiazdek, wszystkie pojawiają się ubrane za grube tysiące, czasem dziesiątki tysięcy złotych, co przy ich sporych, ale jednak nie gigantycznych zarobkach jest wydatkiem, bo umówmy się nikt bogatą gwiazdką nie jest zarabiając rocznie 3 milionów złotych (i to dobrze jak się uda), na waciki go stać… ale dobrze skoro i tak większość z nas zarabia marne grosze i pała zawiścią do innych zarabiających choćby sto złotych więcej, można uznać te osoby za majętne.

 

 

Odskoczyłem od tematu, i co się dzieje na tych imprezach ? każda gwiazdka chce nas zjadaczy chleba zaszokować swoja osoba, modnym ubiorem, to taki ich wewnętrzny konkurs, kto wyda więcej i wyglądać będzie śmieszniej… o przepraszam nie śmieszniej ale tak bajerancko, topowo… modnie do szpiku kości…

 

A więc gwiazdki prężą się w swych strojach, tu coś zwisa tam się plącze a tu niby przypadkiem za dużo odsłania, och… ach… zachwyt fotoreporterów oświetla pyszczki naszym gwiazdom. I co mnie bawi najmocniej, gdy widzę jak bardzo się silą żeby być wyjątkowe, żeby się wyróżniać, żeby ktoś zwrócił na ich strój uwagę… to jest ich lans, lans za którym często i gęsto stoi brak myślenia, duże ego i mały rozum. Zwrócicie uwagę jak te osoby błagają nas sobą byśmy je dostrzegli, muszą tak, bo za nimi nic nie stoi.

 

Woody Allen nie potrzebuje lansu, w swoim sweterku, brzydkich okularach, z rozmierzwioną czupryną nie musi brylować strojem… nie musi wypinać się do kamer, aparatów, nie musi dzwonić do brukowców gdzie spędza wakacje albo kiedy i gdzie będzie na zakupach by go z zaskoczenia paparazzi dorwali i pstryknęli parę fotek… Woody Allen wyróżnia się tym co ma w głowie a nie na sobie… Jest znany ze swoich filmów i specyficznego poczucia humoru a nie z tego że ma modne w tym roku kolory na sobie, jego indywidualność tkwi w nim, a nie w kopiowaniu wzorców jak to robią nasi celebryci.

 

I ironią losu jest to, że ci co najbardziej chcą się wyróżniać tak naprawdę są schematyczni, no bo co jest indywidualnego w tym żeby przyjść jak najdziwniej ubranym na imprezę ? nic… bo wszyscy starają się tak postąpić, więc w tej gonitwie za wyróżnieniem się ci ludzie wpadają w schemat i są nadal jednolitą masą… ciemną na dodatek.

 

No i na sam koniec KILKA ZASAD DOBREGO LANSU :

 

1. Ubieraj się tak by każdy wiedział ile twoje ubranie kosztuje i z jakimi metkami wychodzisz ze sklepu.

2. Jedz to co modne w tych miejscach gdzie drogo mimo że lubisz schabowego szukaj czegoś dziwnie brzmiącego w menu.

3. Stosuj perfumy te same które stosują światowe gwiazdy, ich sukcesu nie możesz mieć, choć pachnij jak one, nie zapomnij wylać tych perfum na siebie w sporej ilości by wszyscy obeznani w temacie poczuli czym się popryskałeś.

4. Kup, weź w leasing auto na które wyraźnie cię nie stać, parkuj niezgodnie z przepisami by brukowce miały okazję uwiecznić twoje nowe cacko i wspomnieć o tobie.

5. Chodź na premiery do teatru, warto dać złudzenie że rozumiesz to co chcą przekazać twórcy, nie wypada przecież nie bywać w teatrze, co by ludzie pomyśleli ?

6. Jeśli ci ktoś da parę tysięcy za pojawienie się na promocji mydła, nie przejmuj się że jesteś aktorem, za coś trzeba przecież żyć gdy angaży brak.

7. Noś drogie zegarki i drogą biżuterię, licząc że ci ją kiedyś ktoś ukradnie a ty poskarżysz się w gazecie i znajomym nie zapominając wspomnieć ile to w stanie jesteś zapłacić za małą błyskotkę.

8. Na wakacje jedź w egzotyczne miejsce, nie zapomnij tylko zadzwonić do redakcji jakiegoś pisma by twoje wakacje z rodziną zrelacjonował reporter.

9. Po wakacjach wrzuć swoje zdjęcia na jakiś z popularnych serwisów społecznościowych, pamiętaj, im bardziej głupie i śmieszne tym bardziej pokażą jaki jesteś na luzie, lajtowy… a im bardziej skompromitujesz się na nich tym więcej o tobie będzie się mówiło. O to przecież chodzi ?

10. Baw się w znanych klubach, jest duża szansa że ktoś pstryknie fotkę jak rzygasz o piątej nad ranem na swoje nowe autko.

11. Jeśli myślisz że się powinieneś zakochać, opowiedz o tym gazecie, jeśli znalazłeś ukochaną osobę, pokaż się z nią w telewizji i na jakiejś imprezie, jeśli się rozchodzicie lub wstępujecie w związek małżeński drużbą lub świadkiem (w zależności od potrzeby) zostanie znany paparazzi ten który w zeszłym roku przyłapał cię na kolacji z inną…

12. A gdy na świat przyjdzie twój potomek, koniecznie przy porodzie musi być kamera, ale nie ! wręcz przeciwnie ukrywaj dziecko, po miesiącu sprzedasz prawa do pierwszej sesji swojego skarbu za dużo więcej…

13. Na imprezie obraź i pokłóć się z kimś, przez trzy tygodnie będziesz mógł tłumaczyć jak do tego doszło na łamach prasy a potem przez następne trzy tygodnie wmawiać kto miał rację a na sam koniec trzy tygodnie będziesz opisywał jak bliźniemu swemu wybaczasz.

 

Lista takich głupich zachowań mogłaby być dużo większa ale po co, każdy to widzi w mediach i wnioski może sam wyciągać, warto jednak pamiętać że to nie chodzi o to czy ktoś lubi jeździć drogimi samochodami, jeść w drogich restauracjach poznając nowe smaki, wakacje spędzać w egzotycznych miejscach i ubierać się modnie. To chodzi o cel w jakim to robi… nie dla siebie, tylko dla innych, traktując to jako dźwignię w karierze albo sposób na proste zarobienie paru groszy. Lans to głupota, nie miejcie wątpliwości a ci co go często stosują, pokazują nam że niczym innym jak opakowaniem wyróżnić się nie mogą lub nie potrafią.

 

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (0) | dodaj komentarz

POLACY NIE CZYTAJĄ KSIĄŻEK - I CO Z TEGO ?

czwartek, 24 lutego 2011 11:03

 

Najpierw twarde fakty, jak podaje "Pracownia Badań Czytelnictwa Biblioteki Narodowej" w ciągu roku 44% z nas przeczytało tylko jedną książkę a 56% nie miało w ręku ani jednej , dla porównania we Francji 69% czyta przynajmniej jedną książkę w roku, a u naszych sąsiadów z południa aż 83%. Natomiast zaszczytna grupa osób czytających powyżej 6 książek w roku, oczywiście z pośród czytelników, u nas wynosi 12% a we Francji 35%. Dla ciekawych czemu porównujemy się z Francuzami, odpowiedź prosta, metoda badawcza tych badań jest podobna do naszej więc i wyniki realnie obrazują różnice ale nie o tym chciałem napisać.

 

Nie czytamy książek i co z tego ? Proste pytanie, każdemu nasunie się odpowiedź że to bardzo źle, że to o nas świadczy, że wolimy przesiadywać przed telewizorami niż sięgnąć po coś wydrukowanego na papierze. Czytanie przecież poszerza horyzonty, rozwija, uczy, świetnie bawi a u innych zabija czas, jakby na to nie spojrzeć czytanie książek to dobra rzecz… Ja tego nie podważam, sam należę do grupy czytających… ale…

 

Czy w naszym zmieniającym się świecie nie przychodzi też pora na zmianę utartych frazesów, poglądów, zdań, które tak naprawdę tracą na aktualności…

 

Skąd ta myśl ? Ostatnio robiąc zdjęcia powiedziałem do fotografowanej… świetne zdjęcie, mam to na kliszy… i od razu we mnie coś uderzyło… na jakiej kliszy ? Od blisko ośmiu lat głównie korzystam z aparatów cyfrowych, zdjęcie to tylko seria zero jedynek… klisza ? Tyle razy chyba każdy z nas użył tego słowa, a dziś przecież to już nieadekwatne… nietrafne…

 

Dla przeciwieństwa ktoś mógłby powiedzieć "gaz do dechy" to określenie, powstałe na początku czasów motoryzacji, polegało na tym że naciskając pedał gazu w pierwszych samochodach tam gdzie się nóżki trzymało były drewniane listwy, z tego… gaz do DECHY… Potem to określenie tak się utrwaliło że mimo iż od bardzo dawna drewna oprócz elementów wykończeniowych i ozdobnych w samochodzie nie znajdziecie , każdy z nas zastosował je kilka razy i chyba się to już nie zmieni .

 

A więc są rzeczy z którymi czas sprawia że wydają się nie na miejscu, choć kiedyś idealnie wyrażały daną rzecz. Podobnie z czytaniem książek, w dzisiejszych czasach utyskiwanie na to że większość nie czyta wydaje mi się dziwne, jakby nie na miejscu…

 

Czytanie książek, na czym polega jego istotny walor ? Kiedyś przynosiło wiedzę, informację, uświadamiało, tłumaczyło, opowiadało  o świecie, a dziś… dziś mamy INTERNET, może ktoś nie zauważył ? dostęp do wiedzy i informacji jest natychmiastowy, szeroki, zróżnicowany, od treści pisanej po multimedialne, filmy, zdjęcia, wszystko szybko i łatwo w dużej ilości… nie na darmo nazywa się nowoczesne społeczeństwa, społeczeństwami informacyjnymi.

 

Nad wartością tych treści jak i nad wartością książek, można dyskutować, trzeba umieć dobrze się odnaleźć, ale czyż to że kiedyś mówiono o czytaniu w samych superlatywach nie odnosiło się do kształcącej roli jakie pełniły. Książki kiedyś były jednym źródłem wiedzy, z nich młodzi ludzie dowiadywali się jak wygląda Australia, albo na czym polega filozofia, dziś… www. i mamy wszystko.

 

Książki zapewniały wartościową rozrywkę… no tak… dziś rozrywka może też być wartościowa i polegać na czytaniu przyjemnych ale i uczących treści w sieci, tylko właściwie szukać i nic więcej… fakt, że książki nie niosły za sobą zbytniej przemocy, wychowywały, no ale nie niosły bo były ograniczone przez swój kształt, nie drukowano byle czego… W sieci znajdzie się byle co i nie byle co ale nadal żeby to zrozumieć, przyjąć jakąś informację lub czegoś się nauczyć trzeba składać literki… trzeba czytać więc co za zarzut że nie czytamy ?

 

Mi się nawet wydaje że przez treści w sieci czytamy więcej niż np. 15 lat temu gdy sieć była inna a po za telewizją i prasą tylko książki niosły wiedzę… te 15 lat jednak wiele zmieniło i nie wszyscy zrozumieli że pewna epoka się kończy a zaczyna nowa, nie koniecznie dobra ale nowa i inna.

 

Dziś dla rozwoju wyobraźni mamy tyle narzędzi, nie musimy mieć ton papieru na półkach by mieć dostęp do tak wielu ciekawych rzeczy, nie musimy być biernymi czytelnikami może treści tworzyć, a i dla tych lubiących książki przecież w sieci nie brak miejsca, ebooki od klasycznych dzieł po najnowsze kreacje autorów z całego świata są dostępne tanio lub właściwie za darmo, czy tu trzeba coś jeszcze dodawać ?

 

Czy czas książki przemija ? W pewnym sensie tak, bo tak jak zawsze byli tacy co nie czytali tak dziś ci co czytają tak naprawdę z roku na rok tracą powód by sięgać po książki, nie wspominając już o urządzeniach do czytania ebooków, które można zabrać ze sobą wszędzie… Książka w swojej papierowej wersji odchodzi w przeszłość, jeszcze trochę czasu minie zanim się tak stanie ale nie miejmy wątpliwości dzieci które dziś przychodzą na świat książki będą trzymać na komputerach a nie półkach… 

 

Jak widzę przyszłość książki ? Jako element wyjątkowy, wyróżniony, bo kiedyś, pewnie za parę lat po drukowane na papierze książki będą sięgać ludzie kochający czuć papier pod palcami, zapach nowej książki, realność wyrażoną w możliwości dotyku pisanego słowa… szukający sposobności do użycia wyobraźni…  Cała reszta trafi do sieci, nie będzie powodu do czytania…  do czytania książek bo czytać dalej będziemy…

 

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (32) | dodaj komentarz

LITWINI NIE LUBIĄ POLAKÓW

środa, 16 lutego 2011 12:20

Prezydent właśnie wybrał się na Litwę, Litwa to kraj połączony z Polską bogatą historią, tradycją, a jednak nad tym wszystkim ciąży piętno ostatniego wieku…

 

Wspólna droga Polski i Litwy nie zakończyła się na zaborach, tylko dopiero gdy oba nasze kraje odzyskiwały niepodległość, nagle stało się jasne, powstające kraje nie będą związane ze sobą unią… jak ty było za Rzeczpospolitej szlacheckiej… XIX-wieczna koncepcja nacjonalizmu mocno wbiła się w głowy narodów pozbawionych państwa, wrosły uprzedzenia, stereotypy które pokutowały wcześniej tylko wśród nielicznych po zakończeniu pierwszej wojny światowej stały się ogólnym nurtem.

 

Problem stanowiły granice, przez wieki rozmyte, przed zaborami wszystko było Rzeczypospolitą… ludzie żenili się, mieszali, przenosili i osiedlali, a tu nagle gdy Imperium Rosyjskie rozpadło się pod wpływem rewolucji i wojny wolność zastała mentalnie ludzi nieprzygotowanych do jej udźwignięcia, pojawił się konflikt, granica zaczęła dzielić rodziny i ludzi… Wilno, symbol Liwy zamieszkane było przez przytłaczającą większość Polaków jak i cały obszar Wileńszczyzny.

 

Polska musiała walczyć o swoich obywateli w nie swoim mieście, kraju, i tu pękło… Wileńszczyznę Polska armia zajęła siłą odbierając ja Litwinom, przedwojenna II Rzeczypospolita miała w swoich granicach województwo Wileńskie, sporo Litwinów… a Litwa musiała mieć stolicę w Kownie, mieście, które w powszechnej świadomości Litwinów ich stolicą nie było… ich stolica leżała w Polsce… kto by się nie wkurzył ? A czy my mieliśmy rację ? Czy oni… trudno powiedzieć, nas tam naprawdę było ogromnie dużo, więcej niż Litwinów…

 

Od tego momentu, od początku niepodległości II RP i Litwy, pękło między nami coś co łączyło nasze narody przez wieki, przez całe lata dwudzieste i połowę lat trzydziestych nawet granice między nami były zamknięte… na Litwę trzeba było jechać przez Prusy Wschodnie… przejścia graniczne były zamknięte. Niechęć cytując Sienkiewicza choć słowami z trylogii i tyczącymi się Ukraińców ale… Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobrateńczom.

 

Tak do dziś… Niby ludzie ludziom w oczy sobie nie rzucają wyzwisk, ale Litwini kryją głęboką urazę do nas od tamtego momentu, element Polski na Litwie nie jest mile widziany choć tolerowany, pisownia naszych nazwisk jest zmieniana bo tak należy, bo to Litwa… więc po Litewsku zamiast… Litwini są drażliwi i mija dwadzieścia lat od wyzwolenia się od wielkiego brata ze wschodu, nowej niepodległości a oni pamiętają to co zrobiliśmy prawie sto lat temu… to ciągle żyje w nich, bardziej niż w Czechach 1968 rok i nasze czołgi... 

 

Nasi ministrowie spraw zagranicznych, premierzy i prezydenci, wszyscy prosili, apelowali, domagali się by to zmienić, a Litwa nadal jest głucha na te głosy, czy Komorowskiemu się uda coś wskórać ? Nie wiem, moim zdaniem należałoby to załatwiać przez UE, bo oba nasze kraje są jej członkami, panują pewne wspólne zasady odnośnie mniejszości… Litwa łamie te prawa, żeby było jasne u nas Litwini cieszą się z pełnej normalnej pisowni ich nazwisk w  ich języku, my nie spolszczamy… oni robią odwrotnie.



komentarze (22) | dodaj komentarz

I PO EUROWIZJI...

wtorek, 15 lutego 2011 20:28

 

I mamy po Eurowizji... po szansach nie na wygraną bo o tym możemy zapomnieć ale po szansach na bycie blisko podium... Ostatnio odbyły się krajowe eliminacje do konkursu piosenki, Eurowizji, wygrała je Magda Tul ze swoją piosenką "Jestem", zdobyła 44% głosów telewidzów.

 

Ja już współczuje, piosenkarce i nam... czego ? no naszych zdziwionych i zawiedzionych twarzy, gdy będziemy dostawać niskie noty podczas konkursu. Z Eurowizją to jest u nas tak że czujemy raz do roku szanse na pokazanie się, czujemy że my i nasz kraj może pokazać kogoś całej europie i zabłysnąć, to jak zawody sportowe, jesteśmy spragnieni sukcesu, tak bardzo go potrzebujemy ! I jak ktoś czegoś za bardzo chce to za mało skupia się na osiągnięciu tego bo już widzi siebie na podium.

 

W kraju nad Wisłą brak jest poczucia narodowego sukcesu, lubimy być malkontentami, lubimy narzekać, nasze prawo... ale nie widzimy nigdy naszych plusów, sam narzekam często ale plusy potrafię dostrzec... tak czy inaczej brak nam sukcesów, nasi sportowcy za rzadko je przynoszą, politycy to już szkoda gadać... film leży... no to może w piosence... i tak się łudzimy bo co zrobić mamy ?

 

I jak co roku są nadzieje podszyte wewnętrznym przekonaniem że nie dajemy tego co u nas najlepsze... zazwyczaj wystawiamy mało znane gwiazdki, na Eurowizji reprezentują nas ludzie, którzy nawet na krajowym rynku muzycznym nie zaistnieli zbyt mocno a co dopiero mieliby zawojować europę swoim głosem, wykonaniem, pomysłem... 

 

U nas dobrych pomysłów brak, bo to wymaga myślenia, u nas gwiazdki dają ludziom to co się sprzeda, a że lubimy tandetę, więc wygrywa u nas tandeta, ja tam do tandety nie mam nic, popkultura polega na serwowaniu tandety ale jest różnica miedzy tandetą gwiazd światowych a gwiazd zaściankowych... przecież nasze celebrytki zaczytane w zagraniczne pisma o gwiazdach światowych kopiują nawet ich stroje... później chcą błyszczeć na salonach w stolicy skopiowanymi kreacjami tyle to mają pomysłowości więc nie dziwmy się że nasza tandeta się nie spodoba i nie sprzeda innym... 44% głosowało na... szkoda, bo tyle pewnie samo słucha disco polo więc gust lekko mówiąc niewybredny.

 

Dziewczyna, która wygrała jest ładna, pracowita, lubi śpiewać, nawet nieźle to robi ale żeby wygrać trzeba się sprzedać, my tą piosenką, tym wykonaniem, tego nie zrobimy. Choć gdyby się tak stało... odwołam wszelkie złe słowa... posypię głowę popiołem... ale przeczucie mnie nie myli... chyba... będzie klapa.

 



komentarze (356) | dodaj komentarz

CZY KOBIETY DOBRZE KŁAMIĄ ?

sobota, 12 lutego 2011 15:29

Czy kobiety dobrze kłamią ? pierwsza moja myśl brzmi TAK ! I tu przychodzi zastanowienie, jestem pewien, że do takiej pierwszej myśli przy tym pytaniu mogłoby się przyznać wielu mężczyzn. Czy rzeczywiście w męskiej świadomości tkwi podświadomy obraz kobiety manipulującej innymi, pełnej intryg i w nich się lubującej, kłamiącej często i wyjątkowo dobrze… czy takie naprawdę są kobiety ?

 

Pytanie banalne, bo z całą pewnością tyle samo kobiet, co mężczyzn posługuje się kłamstwem, jednak wizerunek intrygantki niezawodnie towarzyszy kobietą od wieków, czy powstał dla wybielenia się mężczyzn ? a może wynika z chrześcijańskiego przekonania, że kobieta niesie ze sobą grzech i kusi jak Ewa skusiła Adama…

 

Kłamstwo… przypisywane kobiecie jest też dużo częściej przez społeczeństwo i łatwiej wybaczane, szybciej przechodzi się nad nim do porządku dziennego.

 

Jak dwóch kolegów się okłamie… potem to wyjdzie na jaw, to owszem, jest spór… ale zazwyczaj albo się kończy stanowczym rozwiązaniem lub daniem sobie w mordę… U kobiet, dwie koleżanki, kłamstwo… nie zaskakuje, choć jego konsekwencje są dużo boleśniejsze, bo zaczyna się niechęć, intryga, gra, nawet nienawiść.

 

Samo podejście do relacji jest inne, a kłamstwo funkcjonuje w życiu codziennym, pytanie brzmi u kogo częściej ? u kobiet czy u mężczyzn ? czy jest trochę racji w stereotypie… a może jest on kompletnie nieprawdziwy jak większość stereotypów…

 

Nawet przychodzi mi do głowy być może mylne twierdzenie, ale wydaje mi się że mężczyźni kłamią w poważniejszych sprawach, za to rzadziej a kobiety częściej kłamią ale w drobnostkach… Czy można się z tym zgodzić ? na pewnym poziomie ogólności na pewno ale też wiele osób może się z tym nie zgodzić, to moje odczucie…

 

Natomiast czego jestem pewien, jeśli dochodzi do kłamstwa, to w umiejętności dobrego kłamania kobiety biją mężczyzn na głowę, są zdecydowanie lepsze.

 

Mężczyzna jest prosty, maskowanie odczuć, emocji, wychodzi mu topornie, mężczyzna nie zwraca uwagi na szczegóły, o wielu zapomni, dlatego gorzej kłamie… A kobieta, bardziej skomplikowana natura nastawiona na odbiór nie tylko faktów ale emocji świetnie predysponuje do dobrego maskowania swoich odczuć, kobiece zwracanie uwagi na szczegóły o których mężczyzna nie ma pojęcia, jak nawet ton, modulacja głosu, wszystko to co kobieta wyczuwa sprawia że może to świadomie udać… dobrze skłamać…

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

MAM DOŚĆ TYCH SAMYCH INFORMACJI

środa, 09 lutego 2011 11:25

 

Robert Kubica, nasza narodowy skarb obok Małysza, pierwszy nasz kierowca F1 jeśli się nie mylę, miał ostatnio wypadek, nie trzeba o tym wiele pisać bo każdy o tym słyszał, wie, tylko w związku z tym znalazłem sobie powód do narzekania, a jako że jestem wiecznie niezadowolonym czepialskim rozwinąłem go...

 

Kubice bardzo lubię, życzę mu jak najlepiej, szybkiego powrotu nie tylko do zdrowia ale i na tor, co mnie za to wnerwia ? że od kilku dni cały czas, we wszystkich serwisach informacyjnych wiadomością dnia, w czołówce jest stan zdrowia R.K.


Ja rozumiem że w dniu wypadku to ważna informacja, ja rozumiem że po tych najpoważniejszych operacjach informują mnie jak tam u niego ale bez przesady, cały kraj, cała Polska tym nie żyje, założę się że 95% rodaków trzyma za Roberta kciuki, no i OK ale podejrzewam że całkiem spora liczba z nich gdy podchodzi do telewizora wcale nie ma chęci znów słyszeć takich wywodów rozgorączkowanych dziennikarzy mających o czym mówić nareszcie... w stylu "jak do tego doszło ?", "jak to możliwe ?", "ileż on miał szczęścia".

 

No przepraszam ! to są wyścigi, tam się jedzie igrając z losem, życiem, tam wszystko dzieje się w ułamkach sekund a nie nawet sekundach, tam są zawrotne prędkości (akurat wypadek miał miejsce przy jak na rajdy nie tak dużej prędkości ale w jakim terenie...) więc litości ! Czy słuchając takich pytań i rozmów w TV nie ma się człowiek prawa poczuć jakby był traktowany jak głupek co to można mu serwować to samo danie raz za razem i wmawiać jakie to ważne i świeże...

 

Pytanie w stylu - Jak do tego doszło ? tak samo jak do miliona innych wypadków podczas takich imprez ! miał szczęście ? ogromne ! nad czym tu debatować, w kanale sportowy, motoryzacyjnym można zrobić o tym reportaż, opowiedzieć gdzie ten wyścig miał miejsce, jakie były minuta po minucie wydarzenia przed i po wypadku, dawać wypowiedzi znajomych, ludzi z tego świata, rajdowców... ale nie w informacjach dla całej POLSKI co chwile, a mam wrażenie że kanały informacyjne tylko tym żyją. I to mnie wkurza...

 

Tekst inspirowany rozmową na antenie jednego z kanałów informacyjnych o tym czy barierka wzdłuż trasy wyścigu spełniła swoją role, czy była prawidłowo wykona, że teoretycznie powinna się zachować inaczej i po zdobyciu ciekawej informacji ze powinna mieć 75 cm bo takie są optymalne... A sprawy ekonomiczne kraju, dyskurs dotyczący polityki gospodarczej w naszym kraju, kogo to obchodzi ! a dotyczy w przeciwieństwie do rajdów nas wszystkich, ale co ja tam wiem ? przecież nikt mnie nie zmusza do patrzenia na te programy informacyjne... Mea culpa...

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (3) | dodaj komentarz

JUSTIN BIEBER – POPULARNY, ALE ZA CO ?

sobota, 05 lutego 2011 10:42

 

Od pewnego już czasu święci same triumfy, Justin Bieber, młody śpiewający idol każdej nastolatki chyba na całym świecie… Popularność przekuwa w złoto… bo dobrze się sprzedaje, a nawet nie on sam, nawet nie jego manager za tym stoi, chyba ojciec pełni tą rolę, ale tego nie jestem pewien i szczerze mnie to nie interesuje, bo interesujące jest coś zupełnie innego…

 

To jest jeden z nielicznych przypadków w popkulturze gdzie to nie manager dba i rozkręca karierę jakiejś gwiazdki, a robią to firmy czerpiące z niego zyski, Bieber to nie artysta to produkt, przemyślany i świetnie wypromowany produkt.

 

Dlaczego jest taki popularny ? bo mądrzy ludzie w bogatych korporacjach za spore i to w tym wypadku słusznie zarobione pieniądze mieli proste na pierwszy rzut oka a jednak trudne zadanie, znaleźć coś co wypełni pustą przestrzeń w muzycznym świecie w którym bez ogromnego talentu i szczęścia nie da się łatwo przebić.

 

Justin Bieber sam nie pisze piosenek, choć nie wiem co twierdzi w mediach, nie pisze ich, sam nie układa muzyki, może ma tam na to jakiś wpływ, ale robią to za niego inni, w sumie nic nadzwyczajnego, Bieber za to jest brakującym ogniwem w popkulturze… wielkie słowo dla tego produktu bez talentu ? tak ale trafne…

 

Wystarczy się zastanowić co widzimy na rynku muzycznym, pełno roznegliżowanych tańczących i śpiewających, proszę o wybaczenie ale tylko to słowo mi pasuje – panienek… Pełno nastolatek wyginających się w teledyskach, pełno znanych z imprezowego trybu życia dziewczynek śpiewających jeden bełkot… A czy tu czegoś nie brakuje ? a gdzie chłopcy ! ile jest młodych nastoletnich piosenkarzy ? TRAFIONY ZATOPIONY ! jest luka… trzeba ją zapełnić i można liczyć milionowe zyski.

 

Z tego wynika popularność Biebera, nie jest on pierwszym produktem, a nie artystą, nie jest pierwszym piosenkarzem, który śpiewa to co mu podsuną, jest nastoletnim chłopcem, który śpiewa i to jest jego ogromny wyróżniający element, przepustka do sławy i sukcesu jaki osiągnął. Korporacje znalazły coś czego nie ma, bardzo mało jest przecież śpiewających nastoletnich chłopców… nastolatek wiele… nastolatków mało !

 

A więc ci mądrzy ludzie znaleźli coś na czym można zarobić, stworzyli produkt, wystarczy spojrzeć jak to wszystko jest dobrze pomyślane, pierwszy raz od długiego czasu nastoletnie dziewczyny mogą wzdychać do piosenkarza nie starszego o 10 lat ale takiego w ich wieku, robi się on automatycznie idolem, w setkach pamiętników koło jego zdjęcia pojawiają się serduszka, a te serduszka w kasach przeliczane są na ilość dobrze sprzedanych płyt, zyski, zyski… A która nastolatka nie chciałaby mieć jakiegoś ciucha z twarzyczką Bieberka… każda… kolejne zyski… i świat się kręci dalej.

 

Nie krytykuje tego zjawiska, w sumie przecież to naturalne, idol z którym pewna grupa może się identyfikować… ba nawet idol na którym można zarobić śmiejąc się z niego, w USA powstało chyba milion karykatur, filmików komicznie pokazujących nastoletniego idola, stron, a jednak jego karierze nic nie szkodzi… jest zapotrzebowanie to jest i sukces. Trzeba przyznać że w AMERYCE wiedzą jak się to robi… z niczego coś…

 

A tak na marginesie, on naprawdę nie umie śpiewać, może ja słuchu nie mam… słoń nadepnął mi na ucho i jestem mu za to wdzięczny bo gdyby mi się jego muzyka podobała… szczerze mogli znaleźć kogoś z ładniejszym głosem.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (14) | dodaj komentarz

EGIPT WYBIERA PRZYSZŁOŚĆ NA ULICY

wtorek, 01 lutego 2011 2:09

Egipt wybiera swoją przyszłość na ulicach, wiele wielkich przemian na świecie właśnie tak się zaczynało, tłum szturmował bastylie rozpoczynając rewolucje francuską, zimowy pałac kładąc kres caratowi, szedł w pochodach krzycząc dość, przeciw władzy ludowej… przykłady można mnożyć.

 

Zwykle wszystko miało początek w ludzkiej biedzie… ludzie mieli dość, więc gdy czuli, że mają mniej do stracenia a więcej do zyskania podnosili głowy… To nie prawda, że człowiek potrzebuje w pierwszej kolejności wolności, najpierw potrzebuje chleba, potem myśli o czymś więcej, gdy zabraknie chleba to i wolność staje się towarem, o który warto walczyć. Egipcjanie mieliby w głębokim poszanowaniu czy rządzi nimi dyktator, król, generał, czy demokratycznie wybrany prezydent, pod warunkiem, że mieliby chleb i spokój, w Egipcie był spokój, co w krajach regionu jest niezbyt częste, chleba jednak im brakowało… no to się wszystko zaczęło sypać.

 

 

Nie chcę być złym prorokiem, ja i wielu ludzi w tym rządy kilku państw obawiają się jednego, że po obecnym prezydencie w kraju faraonów pojawi się ktoś bardziej radykalny, islamsko radykalny, żeby była jasność. To burzy całą strategię światowych mocarstw, rozsypuje setki scenariuszy państw regiony, zmienia założenia geopolityczne, zmusza do zwiększenia czujności i szykowania się na najgorsze… a i na gospodarkę światową ma wpływ i może go mieć znacznie więcej…

 

Świat się boi, Stany Zjednoczone się boją, Unia Europejska się boi, Izrael się boi, wszyscy mający w regionie interesy, ale nie tylko oni, boją się. Lepszy wszak dyktator świecki, prozachodni niż demokratycznie wybrany i popierany wódz islamskiej rewolucji, bo demokracji raczej w Egipcie nie możemy się spodziewać, nie ma opozycji demokratycznej a to, co jest ma za słabe struktury, żeby było w stanie objąć całkowitą władzę, a żeby było śmiesznie, społeczeństwo Egiptu, choć muzułmańskie nie jest za fundamentalizmem, za dużo mieli styczności z zachodem.

 

 

To państwo w przeciwieństwie do wielu na bliskim wschodzie jest mimo swej biedy krajem uprzemysłowionym, opiera się w dużej mierze na turystyce, ale ma i klasę średnią, całkiem nieźle wykształconą, fabryki, przemysł, nie jest to tylko kawał piachu czy jaskiń jak w Afganistanie. To kraj mający zasoby intelektualne (na ulicach tego nie widać) jak i ludzkie (to widać…), pragnący wolności a nie kolejnej niewoli z nowym dyktatorem na czele… tylko jak to bywa z młodzieńczym buntem a trochę taki mi przypomina sytuacja w Egipcie, łatwo jest ulegać niewłaściwym wpływom… czy ulegną ? oto jest pytanie, bo chętnych do sprowadzenia tego państwa na inną niż dotychczasowa drogę jest wielu i z każdym dniem rosną w siłę. Prawdopodobnie jakaś partia o zabarwieniu religijnym zadba by przez wiele lat nie dać się usunąć od władzy w tym kraju.

 

A jak to na nas i świat wpłynie…

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (2) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 640