Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367652
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

NAGI INSTYNKT

sobota, 27 lutego 2010 9:06

Człowiek zawsze chciał i w przyszłości będzie chciał przekraczać coraz to nowe granice, ta cecha naszego gatunku jest podstawą rozwoju cywilizacyjnego. Sport podobnie jak nauka, sztuka, szuka coraz lepszych rozwiązań a ludzie coraz śmielej przesuwają granice wytrzymałości organizmu itp.

Krytyka tego zachowania to jak krytyka instynktu, tacy jesteśmy i nikt tego nie zmieni, wypadki i porażki zawsze będą się zdarzać, w biegu po sukces zawsze były i będą ofiary, taka kolej rzeczy, kijem nie zawróci się rzeki...

A czy sport to nadal sport ? To prawda że te wszystkie materiały, badania nad sprzętem dopomagają w osiąganiu lepszych wyników ale też nie oszukujmy się z kompletnego zera nawet najlepszy i najdroższy sprzęt nie zrobi mistrza...

Pogoń za zyskiem w sporcie ? to też rzecz naturalna, gdyby nie ta pogoń, to nie byłoby sponsorów, pieniędzy, nie byłoby badań nad sprzętem, sportowcy nie mieli by dochodów, niektórych nie byłoby stać na sprzęt, obiektów do rozgrywania zawodów też by nie było, niczego by nie było... no bo skąd niby na to środki ?

Chęć zysku to najstarszy motor wszystkich zmian i rozwoju jaki zna ludzkość, ciekawość i chęć zysku, to pcha człowieka dalej w rozwój...


komentarze (1) | dodaj komentarz

PUPA JAKO BROŃ W OBRONIE AKTORÓW

czwartek, 25 lutego 2010 18:17

Tak, rozśmieszyła mnie ta wiadomość a zarazem zasmuciła, Pani Joanna Szczepkowska, znana głównie ze sławetnego zdania wypowiedzianego 4 czerwca 1989 r o końcu komunizmu w Polsce, została błyskawicznie usunięta z obsady spektaklu "Persona. Ciało Simone".  Skąd ten pośpiech reżysera ? co Pani Joanna zrobiła ? otóż nic wielkiego się nie stało, podczas przedstawienia pokazała na scenie pośladki, dodam że ten gest nie był wpisany w scenariusz sztuki ale miał być wyrazem bezsilności w walce o prawa aktorów jak to Pani Szczepkowska tłumaczyła w porannym programie TVN-u.

Gratuluje odwagi ! zapewne sprawa była wystarczająco istotna by obnażyć tylną część swojego ciała przed zszokowaną widownią wcale nie przygotowaną na tego rodzaju wybryki... Pani Joanna w 1989 roku także wykazała się znaczącą odwagą, widać ma w krwi ryzyko, mam nadzieje że ten najnowszy gest nie przejdzie jak poprzedni do historii naszego kraju.

Osobista refleksja jest prosta, nikt tak dobrze nie niszczy własnego dobrego imienia jak my sami, Pani Szczepkowska jest tego najlepszym dowodem. A że o sprawy trudne trzeba czasem walczyć niekonwencjonalnymi metodami to fakt, tylko trzeba mieć wyczucie co jest walką a co ociera się o kabaret...

PUPA jako broń w walce o prawa aktorów... tego jeszcze nie było.


komentarze (0) | dodaj komentarz

PO CO TA DEBATA ?

wtorek, 23 lutego 2010 18:38
PO CO ? PO CO TEN TEMAT DEBATY ? pomijam że mało istotny ale w przeciągu ostatniego tygodnia w debatach poruszany był problem odśnieżania, teraz czystości chodników a jutro przyjdzie kolej na zużycie papieru toaletowego w miejskich szaletach... Katastrofalnie ważne kwestie, czy my jako użytkownicy internetu chcący wypowiedzieć swoje zdanie musimy poruszać tak naprawdę tematy, które nie maja sensu do rozstrzygania na wielkim forum jakim jest blogowa debata.

Ostatni bardzo mnie denerwuje zjawisko wnoszenia w nasze serwisy informacyjne, gazety, portale, treści tak naprawdę godnych tabloidów. W Faktach na TVN słucham o jakiejś tam drobnej ludzkie sprawie i zastanawiam się po co ją umieszczono w ogólnokrajowy wydaniu informacyjnym pomiędzy wydarzeniami np politycznymi i ekonomicznymi. Pół biedy jeśli ta informacja komuś pomaga (para staruszków skazana za zbieranie drewna na opał, ludzie dowiedzieli się i pomogli im) ale tak właściwie są specjalne programy na tego typu historie.

Czy cały kraj ma to słuchać ? można oczywiście powiedzieć że w ten sposób pokazuje się bezmyślność przykładowo urzędów po to by następnym razem nie popełniały takich błędów ale z życiowego doświadczenia wiem że pokazywanie ludzkich problemów nie pomaga, to sami ludzie chętni do ich rozwiązywania muszą takich rzeczy szukać, bo wtedy naprawdę pomogą w innym przypadku zrobią pokazówkę do kamer przynajmniej lokalnej TV lub gazetki i następnej osobie w takiej samej sytuacji już nie pomogą bo ta pomoc nie wypływa z ich własnego poczucia obowiązku lub chęci.

Czy czystość chodników jest ważnym tematem do dyskusji ? TAK... nikt nie chciałby mieć brudnego chodnika przed domem, blokiem czy urzędem. Tylko czy miejsce i forma jest słuszna ? A może sam temat ma na celu wspólne narzekanie na stan obecny bo prócz wskazania winnych takiego stanu rzeczy nic mądrego nie wymyślimy, bo przecież cel jest jeden i każdy się pod nim podpisze, aby było czysto... koniec tematu.

Proszę bardzo o to kilka kolejnych pomysłów na debaty bez wielkiego znaczenia bo nie ma nad czym debatować :
- Dziury w drogach
- Budowa dróg
- Konserwanty w jedzeniu
- Chamstwo w klubach
- Upadek Disco Polo i kto go słucha ?
- Jaka dieta jest właściwa ?
- Czy wybierzesz imię dla dziecka przed czy po narodzinach ?
ITP...

A ktoś zapyta jakie powinny być debaty ? różne, ale takie by wyrażone w nich opinie były zaskakujące i ciekawe bo i sama debata taka powinna być, poruszać ważne lub zwyczajnie niezwykłe tematy.
Przykłady ?
- Toksyczni rodzice lub związki
- Jakie widzisz atuty naszego społeczeństwa a jakie wady ?
- Niezwykłe pomysły na siebie ?
- Polskie kino, jakie powinno być a jakie jest ?
- Najbardziej dokuczliwe przepisy w prawie
- Ludzie kultury i sztuki, których cenisz
- Polska polityka wobec naszych mniejszości na wschodzie
- Kościół, czy spełnia swoją rolę czy też wymaga reform ?
- Homofobia ?
- Feminizm, wytwór społeczeństwa dobrobytu czy ideologia ?
- Nasze podejście do ekologii
- Przyczyny konfliktów militarnych na świecie ?
ITP...

Takich tematów może być wiele, nie każdemu wszystko musi przypaść do gustu ale o tych rzeczach warto rozmawiać mimo że czasem odpowiedź jest oczywista to sam fakt rozmowy na ten temat może być już interesujący czego np o czyszczeniu chodników powiedzieć nie można.

A media serwują nam papkę wiadomości, złoszczą mnie politycy, którzy zamiast pokazywać swoje pomysły na dobre ustawy komentują postępowanie swoich konkurentów, nie mają tak naprawdę nic innego do powiedzenia. Proponuje porównać rozmowę jakiś specjalistów od danego tematu z rozmową polityków na ten sam temat, niby ekspert to ekspert ale polityk który myśli nie tylko o polityce ale i o pracy dla kraju i ludzi znajduje sam problem, próbuje go rozwiązać, szuka sposobu a gdy szuka to i wiedzę na dany temat zdobywa... A nasi wybrańcy co robią ?

- Panie pośle proszę mi nie przerywać !
- To Pan mi pierwszy przerwał, ale to normalne dla waszej ekipy.
- Jeśli dobrze pamiętam to właśnie za waszych rządów...
- Nie, niech Pan nie uprawia populizmu.
- To wy zajmujecie się PR-em zamiast rządzeniem !
- Ma Pan krótką pamięć bo...
I TAK DALEJ I DALEJ... a nasi dziennikarze na to pozwalają...

To taka ogólna moja blogowa krytyka, sam też bez winy nie jestem, bo czasem bywam widzem i odbiorcą takich bzdur a dzięki naszej akceptacji takie rzeczy się dzieją i dziać będą... a tracimy my wszyscy.


komentarze (1) | dodaj komentarz

ABSOLUTNIE JESTEM ZA !!!

piątek, 19 lutego 2010 16:40

 


Jestem za zakazem ! tak nie jestem palaczem, ale też myślę obiektywnie. Zakaz palenia w miejscach publicznych czyli w urzędach, restauracjach, komunikacji miejskiej, absolutnie TAK ale nie może być takiego zakazu po prostu na ulicy czy w samochodzie a takie głupie propozycje chodziły po głowach niektórym.

Zakaz palenia ogranicza wolność ? tak... ale w stosunku do drugiego człowieka który nie pali. To dobre ograniczenie. Przykładów na to że w miejscu gdzie się załatwia sprawy służbowe, urzędzie, taki zakaz jest usprawiedliwiony chyba tłumaczyć nie ma po co, każdy to rozumie, podobnie jest z komunikacją, jest publiczna, ktoś może nie mieć ochoty czegoś wdychać a przecież nie wysiądzie... też logiczne.

Sprzeciw mogą budzić bary, restauracje... ludzie lubią się bawić, papieros to dla nich sposób relaksu więc w takich miejscach chcieliby sobie zapalić... ale to też są miejsca gdzie są inni ludzie. Ja nie chciałbym żeby ktoś mi palił kiedy ja jem, bo ten dym obrzydza mi jedzenie, psuje smak, że o zdrowiu nie wspomnę... To tak samo jak z beknięciem (przykre porównanie ale trzeba ekstremalnie) nikt by nie chciał żeby ktoś obok nas bekał, przecież to nam by nie szkodziło ! przecież to on beka i jego sprawa... ale wpływa też na innych, podobnie z paleniem, niby to kogoś sprawa ale jednak trzeba rozumieć że komuś przeszkadza. Jeśli ktoś jest obciążony nałogiem palenia sam go wybrał, jemu łatwiej jest wyjść, zapalić na zewnątrz i wrócić niż komuś kto po prostu mądrzej postąpił i w nałóg nie wpadł. To palacz roznosi dym a nie ktoś kto nie pali, więc to palacz powinien wyjść...

A w klubach, dobra zabawa i papierosy, do tego przywykliśmy, ale znów ten sam schemat, nie każdy może dobrze się bawić czując ten a nie inny zapach, papieros może poczekać a wyjść z nim można, no i tyle... myślenie o drugim człowieku w tej samej przestrzeni.

Tak ogólnie restauracje i kluby mogą powstać i być tylko dla palaczy, wtedy nie palący tam nie idzie a palący idzie bo wie że może i nikomu krzywdy nie zrobi. Powstanie wiele miejsc dla palących ale także i dla nie palących, rynek nie lubi próżni i ktoś by ją zapełnił. Choć szczerze palacze mogliby panować nad nałogiem, 5 godzin bez papierosa to nie męczarnia... a jeśli męczarnia to powinno to coś mówić danej osobie.


komentarze (0) | dodaj komentarz

POLKA - JAKA JEST ???

czwartek, 18 lutego 2010 2:31


Przeprowadziłem bardzo interesującą rozmowę, miałem w niej właściwie jedno pytanie, pytałem kobietę, o kobiety... Jakie są POLSKIE kobiety ?

Nie chodzi mi o nic płytkiego, raczej o to czy są takie jakie malują je w nowych serialach, mieszkające w pięknych apartamentach koniecznie w dużych miastach, czasem samotne, czasem po rozwodach ale kreowane na kobiety sukcesu, silne, pełne życia, kpiące sobie ze schematów i przy okazji facetów, zabawne, wolne, niezależne... A zarazem tęskniące do pięknego wielkiego romantycznego uczucia.

Czy takie są ?

Mój obraz chyba z tym przedstawianym w serialach się trochę rozmija, raz na korzyść kobiet a innym razem przeciw, no ale podejrzewam że tak ma większość, to czemu oglądając seriale niby imitujące życie i jego problemy napotykamy na taki obraz polki jaką ona naprawdę nie jest... a jaka jest ?


komentarze (17) | dodaj komentarz

O PRACY W POLSCE, SZACUNKU, GŁUPOCIE I KOLEI

niedziela, 14 lutego 2010 23:35

 


Zwięźle, zatrudnianie po znajomości nie jest złe... we własnych prywatnych firmach, bo jeśli właściciel chce zatrudnić kogoś z rodziny zamiast kogoś obcego, jego święte prawo i wara od niego ! Jeśli ten ktoś kogo zatrudni jest leniem i nie ma odpowiedniego przygotowania do tej pracy, to po pierwsze jeśli dostał ta pracę nawet od szefa z rodziny to albo ten szef jest durniem bo naraża swoją finansową przyszłość przez taki gest (ale gdyby był durniem nie miałby tej firmy więc raczej nim nie będzie) albo jest hojnym człowiekiem i zatrudnia kogoś z rodziny żeby mu dawać pensje a kogoś innego do wykonywania danej pracy i to kogoś kto się na tym zna.

Innych możliwości nie ma, a jak ktoś zwala winę że nie dostał pracy w prywatnej firmie bo szef zatrudnił kogoś z rodziny to po prostu zwala winę na to na co może, z wyjątkiem siebie... bo tak łatwiej.

Inna sytuacja jeśli chodzi o firmy, urzędy państwowe, tam to już mamy prawo się skarżyć, bo wiadomo co państwowe to się o to nie dba, co obchodzi jakiegoś kierownika w państwowej firmie czy zatrudni np kuzyna, przecież to nie on w razie tarapatów firmy za to zapłaci tylko my wszyscy podatnicy a jeszcze państwo będzie ratowało nie przynoszący zysków zakład. (tu gratulacje za ten stan rzeczy dla tych co to wolą państwo opiekuńcze a w prywatyzacji widzą diabła).

Urzędy państwowe w przeciwieństwie do firm które państwowymi z korzyścią dla gospodarki mogłyby przestać być, urzędy są i będą... a tam urzędnicy... no cóż dopóki będziemy tolerować takie a nie inne zachowania urzędników nie wyciągając konsekwencji wobec nich za ich pomyłki do tej pory będą czuli się panami sytuacji i gwizdali na swoje błędy, a my będziemy cierpieć i patrzeć jak siostrzeniec kierownika dostaje ciepłą posadkę...

(Zawsze przytaczam ten argument, że w Japonii kilka lat temu suma opóźnień na całej kolei, wszystkich łącznie pociągów, przez cały dany rok wyniosła około dwóch minut ! cały zarząd Japońskich kolei podał się do dymisji bo nie wypełnili należycie obowiązku ! 2 minuty ! wszystkie pociągi na wszystkich trasach sumując 2 minuty ! u nas jeden pociąg dziennie może zrobić kilkadziesiąt minut opóźnienia i nikt nie zauważy ! bo co to za problem zawsze przecież tak było... no i dlatego Polska jest biednym krajem a Japonia rozwiniętym. W 2009 Japońskie koleje się poprawiły, opóźnienie sumując całej kolei wyniosło między 30 - 40 sekund ! potrafią to mierzyć bo ich pociągi są cudami techniki, osiągają do 400 km na godzinę, a nasze ? he he i osiągnęli to dzięki odpowiedzialności za swoje działania, od zwykłego pracownika po prezesa, za błąd nawet najmniejszy wszyscy płacą swoimi posadami lub innymi korzyściami, bo w krajach rozwiniętych praca to korzyść ! coś co wcale się nie należy ale coś na co trzeba zasłużyć, a u nas ? my oczekujemy a sami nie wiele dajemy).


komentarze (2) | dodaj komentarz

KARA DLA PLOTKARY - MIECZEM WOJUJESZ OD MIECZA GINIESZ

czwartek, 11 lutego 2010 23:27

 

Człowiek odkąd powiedział pierwsze słowo to z całym przekonaniem mogę wyobrazić sobie że drugim słowem ułożonym w zdanie była plotka, bo w ludzkiej naturze od zawsze tkwi ciekawość. Ta cecha sprawiła że nasza cywilizacja ciągle się rozwija, ale ciekawość skierowana w zbyt prywatne sprawy drugiego człowieka, ciekawość w której formułuje się pewne tezy nie mając dowodów na ich poparcie, to plotka... to złe słowo, to zła ciekawość... to agresja.

Osobiście mam taką zasadę, nie oceniam działań innych ludzi na podstawie informacji podanej mi przez kogoś innego niż osoba której dana sprawa się tyczy, bo nie zamierzam budować swojego osądu na podstawie osądu kogoś kto może nie wiedzieć o czym mówi. Nie chce skrzywdzić innego człowieka i nie chce by mnie ktoś złym słowem skrzywdził. I nie mówię, a raczej nie powtarzam rzeczy o których nie wiem czy są prawdziwe a to znaczy że nie mam ich ze źródła. A nawet gdy jakąś informację mam pewną, wolę zachować dystans a do szczęścia mi nie trzeba przekazywać jej dalej. W ten sposób nigdy nikt mnie nie posądzi o plotkowanie i bardzo dobrze bo też na takim czymś można do siebie zbudować szacunek.

Plotki, zwłaszcza tej złośliwej, tej wymierzonej przeciwko komuś używają ludzie z kompleksami, pełni jakiejś zawiści, często nieudacznicy szukający w takim zachowaniu spełnienia bo w innych sferach życia im nie wychodzi. Zresztą mniejsza o plotkarzy, byli i będą, jeśli ktoś taki jest to o nim to świadczy.

Za to muszę przyznać że raz mój przyjaciel z dawnych lat szkolnych i licealnych pokazał mi jak sobie poradzić ze złą plotką. W myśl zasady, mieczem wojujesz od miecza giniesz...

Mieliśmy wtedy 19 lat, mój przyjaciel padł ofiarą plotki, którą rozpuściła dziewczyna uznawana szeroko za duszę towarzystwa i symbol popularności, której opinia o kimś dawała do zrozumienia jak inni mają traktować daną osobę... Pech trafił że ona trafiła na mojego kolegę, a ten, dość wielka indywidualność w kasze dmuchać sobie nigdy nie dawał i podobnie jak ja plotkarstwo i pewien typ zachowań mu towarzyszących potępiał to małe słowo...

Plotka miała być ze strony tej dziewczyny zabawą, nie patrzyła czy kogoś może swoimi słowami zranić, kolega nie przejmował się i nie brał do siebie takich rzeczy ale wiele innych osób o słabszym charakterze naprawdę ucierpiało od takich zachowań. Uznał więc że na własną rękę wymierzy sprawiedliwość. Dziewczyna rozpowiedziała że kolega ukradł jakiejś innej dziewczynie portfel bo ponoć go widziała jak się kręcił przy jej plecaku, czy jakoś tak, szczegółów już nie pamiętam, w każdy razie słowa poszły... rozniosły się błyskawicznie.

Kolega zachował zimną krew, pewnego razu na przerwie podszedł do plotkarki, odciągnął ją na bok i postawił ultimatum, albo odwoła wszystko, albo przekona się jak to jest... Wyśmiała go, że nie ma mowy, nie umiem tego opisać ale to co nastąpiło w tamtym momencie było piękne... Sprytne... Odsunął się od niej i na cały korytarz odstawił przedstawienie, głośno krzycząc... To że się całowaliśmy dla ciebie nic nie znaczy ! Jak możesz ! itp... Korytarz zamarł, normalnie każdy by się z takiego chłopaka zaczął śmiać, ale zrobił to tak przekonująco a plotkarka była tym tak zaskoczona że nie mogła wydusić słowa że wszyscy potraktowali jego zachowanie a raczej sytuację że niby się całowali na poważnie (piękne nie tak dawne czasy, dziś trzeba by było krzyknąć że mieli szybki numerek...). Poszła plota, ona, taka ładna, wszystkie dziewczyny zawsze wokół niej a chłopaki zawsze chcieli jej zaimponować i poderwać a ona z nim... całowała sie... no nie może być... (udzieliło się całej szkole, bo każdy o tym krzyku gadał, tak kolega był w centrum uwagi ale nie jako kłamca ale jako chłopak z którym ona... coś robiła, domysły, domysły... ach... szkoła miała nową plotkę).

Niestety kolega nie zatrzymał się na tym, myślę że wtedy to wystarczyłoby, ale on chyba przez tydzień, różnym jej koleżanką opowiadała jak to się niby w sobie zakochali, jak ona nie chciała by ktoś wiedział a teraz go odrzuciła... Zaprzeczenia plotkarki na plotki nie skutkowały... Sprawa ucichła po dwóch może trzech tygodniach, plotki mają krótki żywot ale plotkara już nigdy czyli przez jakieś 3 chyba wtedy miesiące do końca liceum na nikogo złego słowa nie powiedziała a oszczerstwo że niby kolega był złodziejem znikło w momencie pojawienia się plotki którą sam wywołał. Miał współczucie dziewczyn, podziw chłopaków, zakpił z zasad i może tą jedną osobę nauczyło to zdarzenie że nie wolno tak się bawić.

Mieczem wojujesz od miecza giniesz, nie czyń drugiemu co tobie nie miłe bo może się kiedyś to na tobie zemścić.

(kolega dziś pracuje w mediach, zajmuje się reklamą, ciekawe czemu ? ha ha miał talent... dobrze że nie został politykiem)


komentarze (1) | dodaj komentarz

TOKSYCZNI RODZICE

środa, 10 lutego 2010 23:05

Chciałbym poruszyć ważny temat, ważny dla wielu cierpiących osób, ważny społecznie, ważny życiowo, problem ten dotknął kiedyś moją przyjaciółkę, jako osoba z boku widziałem coś strasznego za maską pozorów i pięknego życia, no i właśnie dlatego chciałbym zwrócić na takie zagadnienie uwagę. Szczerze mam opinie na ten temat ale nie chce się wypowiadać, wolałbym raczej zobaczyć że ktoś tym się interesuje, że ktoś jest świadomy tego problemu, że ludzie z nim są wokół nas, tylko my ich nie dostrzegamy.

Oto jeden z wielu dostępnych w sieci artykułów dotyczących toksycznych rodziców. Pochodzi ze strony Centrum Psychologiczno-Pastoralnego METANOIA, autorką jest Katarzyna Ornowska. Link do artykułu : http://www.cpp-metanoia.com/index.php?option=com_content&task=view&id=184&Itemid=75


A tu zamieszczam treść :


Toksyczni rodzice

 

Wydawać by się mogło, że w pełnej rodzinie, mieszkającej w dobrych warunkach, niedotkniętej alkoholizmem, bezrobociem czy ciężką chorobą nie ma podstaw do mówienia o nieszczęśliwym dzieciństwie. W mentalności ludzi nadal istnieje stereotyp, iż problemy dotykają tylko rodziny patologiczne lub niepełne. Niestety specjaliści już od dawna wiedzą, że to tylko stereotyp. Coraz częściej w tych tak zwanych dobrych domach brakuje prawdziwej miłości, która daje poczucie ciepła, przyjemności, bezpieczeństwa, stabilności i wewnętrznego spokoju.

Ludzie decydując się na posiadanie potomstwa zapominają, że wiąże się to z obowiązkami wobec istoty pojawiającej się na świecie. Do tych obowiązków należą: zaspokajanie fizycznych potrzeb swoich dzieci, ochrona dzieci przed fizyczną krzywdą, zaspokajanie dziecięcej potrzeby miłości, uwagi i przywiązania, ochrona dzieci przed krzywdą uczuciową, troska o ich kościec moralny. Tych pięć obowiązków stanowi podstawę odpowiedzialnego rodzicielstwa. Toksyczni rodzice rzadko, kiedy wychodzą poza pierwszy punkt na powyższej liście.

Dzieci mają te same fundamentalne prawa, co dorośli - mają prawo być traktowane z szacunkiem, wysłuchiwane i kochane, mają prawo do dzieciństwa. Dzieci mają prawo do rozwoju i do wychowania, które wzmocni ich poczucie własnej wartości. Często nawet trudno wyobrazić sobie, co dzieje się z małym człowiekiem, kiedy jego prawa są łamane - kiedy jest ono nadmiernie kontrolowane i nie ma szans decydować o sobie, kiedy jest obrażane, bite albo ignorowane. Dziecko w takiej sytuacji zaczyna myśleć, że zachowanie dorosłych jest normalne, że to ono zrobiło coś złego. Takie dziecko uczy się, że jego opinie są nieistotne, że ono samo jest nieważne, niegodne uwagi i miłości. Dziecko, które nie ma zdrowego poczucia własnej wartości wyrośnie na dorosłego człowieka, który nie będzie umiał ustalić własnych granic i, w efekcie, pozwoli innym naruszać swoje prawa.
Toksyczni rodzice to ciągle temat tabu. Dlaczego? Stwierdzenie, że rodzice mogą popełniać poważne wychowawcze błędy, które mogą okaleczyć osobę na całe życie uderza w naszą wiarę w podstawowa jednostkę społeczną. Takie teorie uderzają w nasze świętości, w nasze religijne wierzenia. Rodziców należy szanować, a w naszej koncepcji szacunku nie mieści się żadna krytyka ich postępków. To sprawia, że wielu ludzi ma problem z powiedzeniem na głos, że czują się pokrzywdzeni przez swoich rodziców.
Należy zrozumieć, że rodzice to tylko ludzie, którzy również popełniają błędy. Wiele nadopiekuńczych matek jest przekonanych, że dobrze robią kontrolując swoje dzieci na każdym kroku. Wielu ojców uważa, że ich synowie nie potrzebują tyle czułości, co ich córki.

Bolesna spuścizna po toksycznych rodzicach jest udziałem wielu ludzi. Przejawia się ona w postaci trudności w układaniu sobie życia z partnerem, w podejmowaniu decyzji i karierze zawodowej, a także w różnych formach depresji. Niektórzy obarczani są brzemieniem wstydu po alkoholizmie w rodzinie, po porzuceniu lub opuszczeniu, znieważeniu fizyczną przemocą. Są także dotknięci zbrodnią kazirodztwa jak i subtelnie uwodzeni w dzieciństwie tak, iż nie zdają sobie sprawy z dokonanego na nich seksualnego nadużycia. Wielu ludzi miało rodziców nadmiernie kontrolujących, zachłannych, nad opiekuńczych, którzy udaremnili rozwinięcie skrzydeł, stanięcie mocno na nogach i afirmację własnego ja.

Rodzice toksyczni to rodzice, których można określić mianem tyranów stosujących różne metody nękania swoich dzieci, może to być niszczenie słowem: przeklinanie, wyzywanie, poniżanie, wyśmiewanie, obelgi, obarczanie winą, wypominanie przeszłości, stwierdzanie, że żałują, że dziecko w ogóle się urodziło. Stanowi to często wynik rywalizacji z własnym dzieckiem. Rodzice toksyczni nie potrafią cieszyć się z sukcesami własnych dzieci, ale ustawicznie starają się być od niego lepsi za wszelką cenę. To rodzice perfekcjoniści niedający dziecku prawa do błędu, stosujący oprócz przemocy werbalnej także przemoc fizyczną, czyli bicie dziecka bez względu na faktyczne przewinienia czy ich brak, tłumaczenie własnych napadów agresji tysiącem problemów, czy ranienie dziecka poprzez nie reagowanie na krzywdy wyrządzane przez drugiego z rodziców, czyli tzw. tyrania pasywna. W rodzinach toksycznych często czułość i miłość przeplatana jest przemocą, co powoduje dezorientację i nieumiejętność rozpoznawania prawdziwych emocji, nienawiść dziecka do samego siebie, obarczanie siebie winą za napady agresji rodzica, zamknięcie się w sobie i obrona rodzinnej tajemnicy.· Rodzice narzucają niekiedy dziecku odpowiedzialność rodzicielską, role w rodzinie stają się nieokreślone, zniekształcone lub odwrócone. Dziecko, które jest zmuszone stać się swoim własnym rodzicem, lub też stać się rodzicem dla własnego rodzica, nie ma, kogo naśladować, od kogo się uczyć i kogo szanować. Jest przeciążone obowiązkami, które normalnie należą do rodziców, czyli zajmuje się domem, opiekuje rodzeństwem, nie może iść na podwórko pobawić się z rówieśnikami, słowem jest okradziony z dzieciństwa. Zdarza się to w wielodzietnych rodzinach, rozbitych, albo gdy ojcowie praktycznie cały dzień pracują, a po powrocie do domu nie mają czasu ani ochoty zająć się dziećmi, domem, całą rodziną. Wielu rodziców jest tak bardzo zajętych samymi sobą, że często zachowują się jak bezradne czy nieodpowiedzialne dzieci, a ich „dorosłe" dzieci czują się zobowiązane do zapewnienia im należytej opieki.

Toksyczny rodzic to także rodzic nadmiernie kontrolujący. Słowo „kontrola" nie musi koniecznie kojarzyć się źle, gdyż dziecko potrzebuje ochrony i przewodnictwa. Jednakże dzieci, które nie są zachęcane do podejmowania działań, dokonywania prób, przeprowadzania badań, do pełnienia funkcji kierowniczych, często czują się bezradne oraz nieprzystosowane. Przesadna kontrola ze strony niespokojnych i bojaźliwych rodziców sprawia, że dzieci same stają się często niespokojne i bojaźliwe, w następstwie powodując to, że trudno im dorosnąć. Dzieci czasami nigdy nie wyrastają z potrzeby nieustannego odwoływania się do rodzicielskiej rady i kontroli, rezultatem tego jest wtrącanie się, manipulowanie a także i dominacja rodziców w dorosłym życiu dzieci.

Kontrola jednak nie musi oznaczać tylko bezpośrednich nacisków, czy jawnej lustracji każdego ruchu dziecka. Może być zakamuflowana przez dobre intencje. Rodzic może kontrolować mówiąc, że robi to tylko dla dobra dziecka, może także uważać, że nacisk to jedyna możliwość by dziecko zrobiło coś naprawdę dobrze. Może wreszcie uciekać się do manipulacji swoim dzieckiem, by to zgodziło się wyręczać rodziców z ich obowiązków, by udowodniło, że potrafi coś zrobić, a tym samym, by poświadczyło, że może coś zrobić dla ukochanego rodzica. Mogą to być niewielkie sprawy jak rezygnacja z wakacji ze względu na prośby rodziców, czy podejmowanie decyzji tak, by nie zrobić im przykrości. · Alkoholizm, także może stać się pretekstem dla toksycznych działań rodziców. Nieustanne zaprzeczanie problemowi alkoholizmu w rodzinie, piastowanie rodzinnej tajemnicy, tak by nie wyszła ona na jaw, bezustanna i bezpodstawna wiara w możliwość naprawienia przeszłości i obarczanie dziecka obowiązkami przekraczającymi jego możliwości to najczęstsze znamiona, jakie pozostawiają po sobie rodzice - alkoholicy. Gdy dołożyć do tego także robienie z dziecka „kumpla do picia", bądź zrzucanie na niego wszelkiej odpowiedzialności za każdy rodzinny problem, wynikiem tego typu działań może stać się zaszczepienie u dziecka braku zaufania wobec osób je otaczających, a także braku wiary w szczęśliwe zakończenie nie tylko koszmaru dzieciństwa.

Dorosłe dzieci alkoholików otrzymują w spadku po rodzicach niepohamowany gniew, brak radości. przygnębienie, podejrzliwość, chore związki i przerost poczucia odpowiedzialności i receptę na radzenie sobie z piciem.

Zdarza się mówić dzieciom coś uwłaczającego i poniżającego, jeśli jednak zdarza się to często i jest związane z napaściami słownymi, których przedmiotem jest wygląd dziecka, jego inteligencja, umiejętności czy też wartości jako istoty ludzkiej mówimy wtedy o znieważaniu, niszczeniu słowem.

Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że nazywanie dziecka „leniem", „fajtłapą", „złośliwcem" sprawia, że ono właśnie takie się staje. Wielu rodziców skrywa słowną tyranię pod maską opiekuńczości. Dla usprawiedliwienia okrutnych i oczerniających uwag używają takich argumentów jak: „Próbuję pomóc ci stać się lepszym człowiekiem" lub „Świat jest bezwzględny, a my uczymy cię jak w nim żyć". Ponieważ ten rodzaj tyranii przybiera ochronną maskę wychowania, dorosłemu dziecku jest szczególnie trudno uznać jej destrukcyjny wpływ.

Jeszcze inni tyrani są na tyle wyrafinowani, iż atakują swoje dziecko uszczypliwością, sarkazmem, obraźliwymi przezwiskami i subtelnymi upokorzeniami, ukrywają to pod płaszczykiem humoru. Dziecko nie potrafi odróżnić prawdy od żartu, groźby od uszczypliwości. Wierzy i przyjmuje do siebie, to, co mówią rodzice. Powtarzanie żartów kosztem bezbronnego dziecka jest ze strony rodziców sadystyczne i destrukcyjne. Rażąca zniewaga słowna może odcisnąć się niezatartym piętnem na poczuciu własnej wartości dziecka, pozostawiając głębokie psychologiczne blizny. Dziecko ma zniekształcony obraz samego siebie jako osoby sympatycznej, wartościowej, kompetentnej, co może rzutować na całe jego dorosłe życie. Psycholodzy obserwują skłonności samobójcze wśród dzieci znieważanych przez swoich rodziców.

Jeszcze niedawno dzieci nie posiadały faktycznie żadnych ustawowych praw i były powszechnie traktowane jak własność rodziców. W imię dyscypliny rodzice mogli dzieciom zrobić prawie wszystko. Dzisiaj, choć te prawa już są i tyle mówi się i pisze o fizycznym znęcaniu się nad dziećmi przez ich własnych rodziców, nie znaczy to jednak, że zjawisko nie występuje.

Pychoterapeutka Susan Forward stwierdza, że w wielu rodzinach, niezależnie od ich statusu społecznego, ekonomicznego i intelektualnego dochodzi codziennie do stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci. Według niej fizycznie znęcający się nad dziećmi rodzice posiadają pewne wspólne cechy, jakim są brak kontroli nad swoimi odruchami, chęć wyładowania swoich negatywnych uczuć, mała świadomość konsekwencji tego, co czynią wobec swoich dzieci. Uważa, że fizyczni tyrani pochodzą z rodzin, w których przemoc była zjawiskiem normalnym i powtarzają w dorosłym życiu to, czego doświadczyli w dzieciństwie.

Wśród „bijących" rodziców rozróżnia takich, którzy mają dzieci najwyraźniej tylko po to by się nad nimi znęcać. Bijący rodzic pochodzi nie tylko z bezrobotnego, pijackiego środowiska, jest nie tylko niewykształconym prostakiem, ale może być powszechnie szanowanym, inteligentnym człowiekiem na stanowisku, którego nikt by nie śmiał posądzić o podobne zachowania. Maltretowane dzieci przepełnione są złością. Nie można być bitym, katowanym, upokarzanym, oczernianym i obwinianym i nie odczuwać złości, a że dziecko nie znajduje sposobu na uwolnienie się od niej, w związku z tym złość ta musi znaleźć ujście w dorosłym życiu. · Najgłębsze jednak rany pozostawia po sobie przemoc innego rodzaju, przemoc seksualna, kazirodztwo, przemoc, która do niedawna stanowiła temat tabu, a do dziś jest traktowana jako coś szczególnie ohydnego i odrażającego.

Kazirodztwo jest najbardziej okrutnym i zaskakującym doświadczeniem człowieka, jest zdradą najbardziej podstawowego zaufania między dzieckiem a rodzicem, która doprowadza do całkowitego spustoszenia emocjonalnego u dzieci.

Młode ofiary są całkowicie zależne od swoich napastników, gdyż nie mają, dokąd ani do kogo

uciec. W aspekcie psychologicznym definicja kazirodztwa jest o wiele szersza niż definicja sądowa.

Nie ogranicza się w swym pojęciu, że kazirodztwo to „stosunek seksualny między krewnymi", ale obejmuje również szereg różnych czynności, które dotyczą fizycznego kontaktu z ustami dziecka, piersiami, zewnętrznymi narządami płciowymi, czy innymi częściami ciała, które mają na celu seksualne pobudzenie napastnika.

Do innych kazirodczych zachowań zalicza się także obnażanie się i masturbowanie na oczach dziecka czy namawianie dziecka do pozowania do seksualnie dwuznacznych zdjęć, a także napastliwe działania jak: podglądanie dziecka w czasie kąpieli, robienie nęcących i seksualnie jednoznacznych uwag wobec dziecka.

Ofiary takich napaści często czują się zgwałcone i cierpią z powodu tych samych psychologicznych objawów, co prawdziwe ofiary kazirodztwa. Zdaniem psychologów każdy może być typowym kazirodczym napastnikiem, gdyż nie ma w tym wypadku żadnego wspólnego mianownika, a cechy, które ich łączą mają raczej podłoże psychologiczne, a nie społeczne, kulturowe, rasowe, czy ekonomiczne. Ofiary rzadko przyznają się do tego, co im się zdarzyło lub, co ma miejsce, gdyż czują się zastraszone, obawiają się rozpadu rodziny, wstydzą się, czują się „brudne". W dorosły świat przenoszą poczucie, że są źli i zepsuci, trudno im stworzyć związek oparty na miłości, gdyż wspomnienia z przeszłości mają wpływ na sferę intymnych uczuć.

Dzieci toksycznych rodziców, wchodząc w dorosłość, mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące z kolei do samoniszczących zachowań. Zawsze nawet mimo faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, mimo kochającego partnera - niekochani, mimo życiowego powodzenia - nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostają pozbawione wiary w siebie i wpędzone w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia.

Co zrobić, by wyzwolić się spod nacisku i wpływu toksycznych rodziców? Służą temu różne formy terapii, które stosuje się, by pomóc osobom ciemiężonym przez własnych rodziców. By móc uleczyć swój ból nie konieczne jest przebaczenie swym rodzicom. Konieczne natomiast jest stawianie czoła problemowi, uznanie swojej niezależności, samookreślenie siebie, obarczanie odpowiedzialnością tego, kto faktycznie jest odpowiedzialny.


Bibliografia:

Forward S., Toksyczni rodzice. Jacek Santorski &CO Agencja Wydawnicza Warszawa 2006

Glass L., Toksyczni ludzie. Wyd. Rebis Warszawa 2004

Haineault P., Toksyczni ludzie. Wyd. klub Dla Ciebie Warszawa 2006

Murgatroyd S., Poradnictwo i pomoc. Wyd. Zysk i S-ka Warszawa 2000

Ramotowska D., Toksyczni rodzice - co to znaczy?

Rembowski J., Rodzina w świetle psychologii. Warszawa 1978



komentarze (22) | dodaj komentarz

HISTORIA MIŁOŚCI PRZEZ INTERNET DWÓCH PAR

wtorek, 09 lutego 2010 12:55


Miłość znaleziona przez internet, czy w dzisiejszych czasach można się temu dziwić ? że ludzie poznają się w sieci ? to taka sama forma nawiązania kontaktu jak każda inna, też mówi się "cześć", "mam na imię" itp. Oczywiście jest różnica, nie widzimy kto jest pod drugiej stronie, dlatego taka znajomość wymaga ostrożności i rozwagi ale szczerze odpowiedzmy sobie na pytanie czy poznając kogoś gdzieś wiemy jaki jest ? no nie oszuka nas że ma 180 cm a potem wyjdzie że 160, zgadza się ale reszty nie odczytamy na pierwszym spotkaniu. Internet chyba po to ma być w takich przypadkach, by dwoje ludzi odnalazło się, zrobiło ten pierwszy krok łatwiejszy w sieci, no i na tym moim zdaniem rola internetu powinna się kończyć. Budowanie związku przez sieć i trwanie w nim tylko albo głównie przez sieć, jest drogą nigdzie nie prowadzącą.

Znam dwie pary, które poznały się przez internet. Jedna w serwisie randkowym, druga na czacie. Osoby z serwisu zamieściły swoje profile po to bo same tak naprawdę nie umiały znaleźć osoby odpowiadającej im zainteresowaniami i sposobem życia, sieć to ułatwiła, zresztą chciały też ograniczyć liczbę randek, które chce się skończyć po 20 minutach od ich początku, w sieci takie randki to kilka maili, łatwiej więc jest przebierać w osobowościach. Para z czatu, oni siedzieli na internetowych pogaduszkach dla zabawy, aż tu nagle, przypadkowa rozmowa, niby błaha tematyka a po kilku chwilach coraz poważniej i coraz więcej między nimi zgody, facet poprosił o jej maila, ona podała, zaczęli ze sobą pisać.

Związki przez sieć, nie ważne gdzie się zaczęły, na serwisie czy na czacie, rozwijają się podobnie, no i mają wspólne elementy dla tych, które zaczęły się w rzeczywistym świecie. Najpierw piszą ze sobą, nie są ufni wobec siebie, starają się drugą osobę wybadać, poznać trochę lepiej, padają podstawowe pytania i odpowiedzi, a na każdą odpowiedź jest kolejne pytanie. Potem przychodzi wymiana gg, coraz częstszy i głębszy kontakt. Jak w rzeczywistości, najpierw kawy i pogaduszki o tym i o tamtym a potem spacery i długie godziny razem spędzane.

Ważnym momentem jest prośba o zdjęcie, jeśli nie trafili na ściemniaczy, to zdjęcie nie wiele zmienia, bo nawet jeśli ktoś nie jest zbyt atrakcyjny to w tym momencie nie ma to już znaczenia, obie osoby lubią się i nie chcą zrezygnować z kontaktu. To też trudny moment, głównie dla kobiet, bo mimo że niby są pewne że ta osoba jest nimi zafascynowana obawiają sie że może zdjęcie rozczaruje, że stracą to co mają, czyli świetnego przyjaciela itp. Jeśli jest świetny to zdjęcie nic nie zmieni, jeśli natomiast coś mu się odwidzi, znaczy że nie warto za kimś takim płakać bo nawet jeśli był super w 9 na 10 rzeczy to ta jedna pokazała że jest dość płytki. No ale mimo wszystko, zdjęcie, to jak pierwsza poważna randka, chcemy być piękni, podobać się...

W przypadku tych dwóch par, jedna zdjęcia zobaczyła od razu bo byli na serwisie randkowym, druga miała takie przeżycie z wymianą zdjęć chyba koło miesiąca po tym jak się poznali. Jak ktoś od razu woła o zdjęcie to trochę chyba źle odbiera świat, uczucia i związki, do seksu ważne jest to co na zewnątrz do miłości i związku liczy się głównie to co w środku, nawet seksbomba czy macho jak Banderas, ze złym charakterem to danie na jedną kolację nie na życie.

Obie pary znalazły wspólny język, zainteresowania, polubiły się a po półtora do dwóch miesięcy zrozumiały że to nie tylko flirt, przyjaźń, ale coś więcej kiełkuje w nich. Zaczęły rozmawiać telefonicznie, dzieliła je odległość w jednym przypadku 400 km a w drugim prawie 600... Po trzech miesiącach każda z par niespotykając się ani razu wcześniej wyznała sobie miłość... Bez spotkania powiedzieć takie coś ? a no widać można i ja bym wcale tego tak źle nie oceniał, obecność ludzi obok siebie sprawia że wiele się uczymy o sobie ale zakochujemy się we wnętrzu a wnętrze to nasze myśli, marzenia, charakter, usposobienie, pogląd, to wszystko... Znaleźli bratnie dusze, OK.

Pierwsze spotkanie, trudna rzecz, w obu przypadkach nastąpiło w okolicach 4 miesiąca znajomości. Nastarczała ta sytuacja wiele kłopotów, ta druga osoba musiała gdzieś spać, a przecież od razu nie przełamią się aż tak nawet jeśli się kochają żeby w jednym łóżku... Mimo to pewnymi nakładami finansowymi, spotkania były udane, żadna ze stron nie oszukiwała, nikt się niczym nie zdziwił, znali sie już nieźle i lody szybko pękły, spędzili romantyczne weekendy... A przy drugim spotkaniu poszli na całość bo czuli że to jest to... I dobrze...

Niestety był problem, obie pary mieszkały daleko od siebie, każda miała swoje życie, obowiązki, spotkanie przy takiej odległości to prawie jak mały urlop, dzień drogi w jedną i druga stronę a trzeba też trochę czasu ze sobą spędzić, jeden dzień to mało jak ktoś widzi sie raz na miesiąc a tęskni za druga stroną... Po 8 miesiącach od poznania zaczęły się rodzić różne konflikty, wszystkie miały wspólny mianownik, tęsknota, brak możności bycia przy sobie w chwilach smutku i radości, na co dzień, a serce, ciało, wszystko tęskni... Jak planować i układać w takiej sytuacji życie ? pary miały problem...

I co się stało, jedna z par podjęła ryzyko, ale po około 12 miesiącach od poznania, dziewczyna przeprowadziła sie do ukochanego, zmieniła całe życiem nowa praca, duża odległość do rodziny, wszystko ale była pewna, on był pewien że ją chce mieć przy sobie i nawet w pierwszych tygodniach zanim się nie ułoży wziął ją na utrzymanie, szukanie pracy też nie drobnostka, trwa... No ale koniec końców ryzyko się opłaciło, po półtora roku od poznania zaręczyli się a po dwóch latach byli już małżeństwem a teraz mają dwie córeczki i żyją szczęśliwie ! (żartobliwie mogę powiedzieć że facet ma szczęście, teściowa 600 km od niego, ach... he he)

Druga para, walczyła o ten związek aż do 15 miesiąca od poznania, ale nie podjęli ryzyka zmiany, skończenia miłości na odległość i początku wspólnego życia, rozstali się w wielkim bólu, agonia trwała jeszcze parę tygodni, w moim odczuciu byli dla siebie stworzeni ale bali się... Dziś są przyjaciółmi, mają inne związki, no i muszę powiedzieć z tego co wiem mniej udane mimo że przy sobie a nie na odległość, gdyby tylko postąpili jak tamta para...

Wchodząc w miłość na odległość trzeba z góry być świadomym że odległość pewnego dnia musi się skończyć, ktoś będzie musiał zmienić życie, czasem naprawdę warto ! ale trzeba być siebie pewnym.


komentarze (9) | dodaj komentarz

MIŁOŚĆ NA ODLEGŁOŚĆ - ZNAM DWA TYPY

wtorek, 09 lutego 2010 9:11


Miłość na odległość, są dwa jej typy, pierwszym, którym jednak nie chcę sobie zaprzątać głowy, polega na tym że np jedno z małżonków wyjeżdża zagranice a drugie zostaje w kraju. Upraszczam i uogólniam taką sytuację ale jeśli oboje decydują że konieczny jest taki wyjazd to też automatycznie muszą się pogodzić ze wszystkimi jego konsekwencjami.

Według mnie, do pół roku można sobie pozwolić na takie oddalenie, potem zaczynają się poważne problemy, narastają z każdym dniem aż wybuchną i związek się rozpadnie. Nie da się żyć w małżeństwie, w dodatku jeszcze np z dziećmi, na odległość dłużej niż te kilka miesięcy, żeby rodzina i związek funkcjonowały co by tu nie mówić trzeba obok siebie być, wszystkie środki łączności, telefony, internet, krótkie wizyty raz na dwa miesiące, to za mało...

Człowiek traci więź z najbliższymi, oddala się, oducza życia wspólnego, ja nigdy bym nie podjął takiej decyzji, jechać i żonę z dzieckiem zostawić w kraju na np rok... Jeśli byłoby mi tak źle i ciężko tutaj, wziąłbym całą rodzinę ze sobą, to jeszcze jest sposób... Decyzja o życiu na odległość to po prostu bardzo poważne wyzwanie i zawsze człowiek na tym traci nawet jeśli związek się nie rozpadnie, straconych miesięcy nikt mu nie wróci.

Znam oczywiście przykład pozytywny, ale to są wyjątki, mężczyzna wyjechał do USA, przez 5 lat nie było go w kraju, to były jeszcze czasy kiedy z internetu nie korzystano, były więc tylko telefon, listy itp. W kraju została żona i trójka dzieci, związek się nie rozpadł, mimo że 5 lat ani razu nie był w Polsce, jak wrócił, rodzina była już inna ale szybko się przystosował i żyją do dziś szczęśliwie... No właśnie, ale stracił, stracił 5 lat życia z najbliższymi, czasu gdy jego córka była dzieckiem, nie pamięta tatusia chodzącego z nią na plac zabaw itp. Stracił ? chyba jednak tak, materialne rzeczy to nie wszystko...

Drugi typ miłości na odległość dużo ciekawszy to miłość znaleziona przez internet, dwoje ludzi żyjących np na dwóch przeciwnych końcach Polski, jakie spotykają ich problemy, z czym muszą sobie poradzić, czy taki związek ma szanse i co może z niego wyniknąć, w pozytywny i negatywny sposób. Mam takie szczęście że znam dwa takie przykłady par, które poznały się w sieci, zakochały... jeden dobry inny zły, co tu kryć, jak w życiu, ale o tym napisze w następnej notce...


komentarze (5) | dodaj komentarz

LUDZKA GŁUPOTA, BRAK ROZUMU = ZŁE METODY

sobota, 06 lutego 2010 12:04


Nie jestem zwolennikiem aborcji po za kilkoma uzasadnionymi przypadkami, pigułka wywołująca poronienie w bardzo wczesnym stadium, kilka godzin po stosunku to wyjście dla ludzi, którzy chyba zostawili gdzieś rozum. Dorośli ludzie, którzy współżyją chyba są świadomi zagrożeń, jeśli są za przeproszeniem tak głupi że się nie zabezpieczą to potem płacą za swoją lekkomyślność, no i uciekają się do takich metod... A taka metoda to w moim odczuciu nie tylko niszczenie przyszłego życia ale i objaw braku dojrzałości i głupoty. Żyjemy w XXI wieku, są prezerwatywy, tabletki antykoncepcyjne, inne metody... nie takie rzeczy jak środki PO... Paczka 3 prezerwatyw około 4 zł do 5 zł. MAJĄTEK ! prawda ?

Środek PO to środek dla głupich ! Środek PO to dowód braku dojrzałości, świadomości seksualnej, rozsądku, a nawet moralna skaza bo środek PO to środek wywołujący małe poronienie... jak aborcja, bo zabrakło 5 zł. lub czasu na inne zabezpieczenie...

No ale nie od dziś wiemy że część ludzi mózgu raczej nie używa...


komentarze (10) | dodaj komentarz

ZAKOPANE - MOJE ULUBIONE MIEJSCE NA WYPOCZYNEK

sobota, 06 lutego 2010 9:20

 

Od paru lat co jakiś czas odwiedzam Zakopane, zazwyczaj nie przepadam za miejscami tak zatłoczonymi ale jednak coś mnie ciągnie do tego miasta. Chyba po prostu składa się na to ogrom możliwości jakie daje ta miejscowość. Jest gdzie spać, mam tam pensjonacik o wysokim standardzie za małe pieniądze (to naprawdę skarb !). Nie żadne tam zwykłe ściany ale zrobiony całkiem z drewna i kamienia, malowniczy, pokoje z pięknym widokiem na góry, TV, łazienka, wszystko czyściutkie i zadbane, do dyspozycji sauna, siłownia, no aż trudno uwierzyć że cena od 40 do 55 zł. za osobę ! Obok dwa małe ale dobrze wyposażone sklepy spożywcze, też się to przydaje... No ogólnie świetne położenie.

Gusta kulinarne zaspakajane są właściwie pod każdym względem, kilka restauracji w Zakopanym z pośród wielu oferuje świetne jedzenie, duże porcje i małe rachunki, znów poszukiwania takich miejsc przyniosły skutek choć nie było łatwo. Trzeba przecież powiedzieć otwarcie że można się naciąć na jedzeniu i lokum, ale jak się wie gdzie pójść to jest BOSKO !. Choć ostatnio akurat taksówkarz mnie oszukał na 5 zł. ale mu odpuściłem, nie miałem ochoty marnować sobie dnia wykłócając się o tą sumę, czasem lepiej odpuścić ha ha...

Sprawa atrakcji, narciarzem nie jestem, stoki mi są obojętne, ale uwielbiam chodzić z aparatem i pstrykać zdjęcia dosłownie wszystkiemu (zdjęcie do tego posta jest mojego autorstwa). Bardzo lubię chodzić po szlakach, nie za trudnych ale za to malowniczych, Dolina Jaworzynki, Kościelisko, Chochołowska itp. Dojazd busami szybki i tani, właściwie co kilka minut można się zabrać w tą i z powrotem...

Po całym dniu takich spacerów i po setkach zdjęć, Krupówki wydają się ziemią obiecaną, przeciskając się pomiędzy ludźmi idę tam gdzie wiem że zjem i odpocznę, pośmieje się z przyjaciółmi lub z ukochaną osobą, wtedy jest czas na towarzyskie spędzenie wieczoru no i powrót do pensjonatu wieczorową porą, z niebem które w górach czaruje swoją odmiennością, jakby było człowieka bliżej...

Polecam też czasem zrobić sobie objazdowe jednodniowe wycieczki, są biura w Zakopanym, które takie rzeczy organizują, taki wyjazd to koszt od 90 do 120 zł. i można autokarem z przewodnikiem zjeździć parę ciekawych miejsc w Polsce i na Słowacji, ja lubię wyprawę na spływ Dunajcem. Standard ale fajny !

Minusów Zakopanego nie będę wymieniał, jest ich wiele, dla każdego coś innego ale jeszcze nikt nie wymyślił idealnego miejsca wypoczynku, dla mnie w górach znaczy w Zakopanym...


komentarze (1) | dodaj komentarz

PO PIERWSZE GOSPODARKA PANIE PREMIERZE !

piątek, 05 lutego 2010 11:33


Po pierwsze GOSPODARKA. Mam pytanie do Pana Premiera, czy rząd może, tak jak to robił w przypadku stoczni, szukać inwestorów, którzy przychodziliby ze swoim kapitałem do naszego kraju ? Stocznie i inwestorzy z Kataru okazali się pomyłką ale przecież nie zawsze tak musi być, intensywne działanie władz państwa może sprzyjać rozwojowi kraju, zrozumieli to już politycy na całym świecie, co z nami ? Prezydent Francji zabiega by Francuskie elektrownie, przemysł zbrojeniowy i inne inwestycje znajdowały odbiorców tak w europie jak i na całym świecie, a my ? co robią nasze władze ? a raczej czemu tego nie robią ?

Władze naszego państwa w moim odczuciu mogłyby być lobbystami naszego kraju na arenie międzynarodowej pomagając nawet prywatnym nie tylko państwowym spółką w rozwoju. Sprzedawać broń produkowaną w Polskich zakładach, np. w Azji, Ameryce Południowej, tak samo technologie, zachęcać i przybliżać nasz kraj odległym od nas państwom, które mogłyby u nas inwestować. Czemu tak nie postępujemy ? Po pierwsze gospodarka... no właśnie, dzięki niej wszystko inne może się rozwijać, bo na pieniądzu stoi świat.


komentarze (0) | dodaj komentarz

CHAMSTWO TO NIE KWESTIA MIEJSCA I CZASU ALE SPOŁECZEŃSTWA

piątek, 05 lutego 2010 11:14


Jestem w tej sprawie dość stanowczy, chamstwo na stoku to po prostu wyraz chamstwa jakim cechuje się nasze społeczeństwo, nie ma to nic wspólnego z nartami czy zamożnością danej osoby, przejawia się to w każdej warstwie społecznej i w każdej dziedzinie życia. Ile razy byliśmy zdenerwowani że ktoś zachował się wobec nas jak BUC w urzędzie, na drodze, w sklepie itp. Nie, nie na stoku ujawnia się chamstwo, nie tłumaczmy sobie że to wynika z sytuacji czy miejsca, to efekt tego że ktoś zapomniał nas chyba nauczyć właściwego zachowania, szkoła, dom, otoczenie, my sami, w gruncie rzeczy nie ważne...

O ile łatwiej by się nam żyło gdybyśmy wobec siebie byli milsi na co dzień, każdy obcokrajowiec jaki do nas przyjeżdża mówi wprost, że jesteśmy gościnni i mili dla tych których znamy, ale na ulicach jesteśmy ponurakami, zamkniętymi w sobie, mało w nas szczęścia i uśmiechu a trudno uwierzyć żeby większość społeczeństwa miała takie problemy żeby nie umieć się cieszyć dniem powszednim. I to właśnie wstęp do chamstwa okazywanego obcym, na stoku i na ulicy, tkwi w tym nasz jakiś poważny problem.

Jak to zmienić ? chyba poprzez większą życzliwość, mniejszą uszczypliwość, większą otwartość, najlepiej zaczynając od samego siebie roznosić pozytywne nastawienie na innych, to bywa zaraźliwe...


komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 652