Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367605
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

WYBIERAJĄC JEDNO, MARZY O DRUGIM – SINGIEL

czwartek, 29 grudnia 2011 11:56

 

Jak to z czasem powstają ciekawe sposoby na tłumaczenie swoich wyborów. Singiel, człowiek wybierający z własnej woli życie bez partnera, ale oczywiście nie samemu. Ma przyjaciół, rodzinę bliższą i dalszą, ale nie angażuje się w żadne trwałe relacje uznając, że pragnie być człowiekiem kompletnie niezależnym od innej osoby, z którą musiałby się liczyć, żyć. Singiel ma absolutne prawo do życia w taki sposób, w jaki mu się podoba, ale chciałbym zwrócić uwagę, że nie jest on żadnym singlem, bo coś takiego nie istnieje. Dla mnie cała filozofia bycia SINGLEM jest to wytwór ludzi pragnących propagować jakiś model życia, choć dokładnie tego nie przemyśleli, ale sam zamysł wystarczył żeby wielu go podchwyciło, jako świetny sposób na usprawiedliwianie swojego trybu życia lub postaw, które jak okres dojrzewania, prędzej czy później mijają… Singiel to człowiek, który nie chce budować jakiegokolwiek związku, dziś, jutro, nigdy… ciekawe… A ja w takich ludzi niestety za bardzo nie wierzę, pewnie dlatego, że jestem ograniczony w postrzeganiu... singli.

Jest różnica między wyborem życia w pojedynkę ze względu na jakiś prywatny cel, pracę, pasję itp., a byciem samemu ze strachu przed zaangażowaniem w coś trwałego i emocjonalnego. Dzielenie ludzi chcących żyć bez partnera na gorszych i lepszych? Tak! Bo kto z nas w życiu nie dzieli ludzi na różne kategorie. Inna sprawa czy słusznie, ale nie ma co iść w zaparte, dzielimy ludzi, pytanie tylko jak się odnosimy do tego podziału. Ja nie oceniam czyjegoś życia, wyborów, tylko postawy i cele stojące za nimi. Jest różnica między świadomym wyborem samotności z jakiegoś względu, niż wyborem świadomym, ale ze strachu przed zaangażowaniem, a tym się dla mnie cechują single.

I tak, skąd ja mogę wiedzieć i być tego taki pewien? A no nie mogę i nie muszę, bo moje słowa to nie wyroki Boskie tylko moje własne zdanie, z którym można się zgadzać albo polemizować, że o wyśmianiu nie wspomnę. I kolejne tak… dla faktu, że zawsze zakładam, iż choćbym nie wiem jak i co określił faktem, choćbym nawet jakimś magicznym zrządzeniem losu w 99% miał rację, wiem, że w 1% może być wyjątek, bo wyjątki są we wszystkim!

Co przyświeca człowiekowi, który mówi, że nie chce być z nikim w związku? Taki człowiek musi mieć jasno postawiony cel, przyczynę, bo tak bez powodu to trochę głupio, ale jeśli ją ma… i jest ona rzeczywista, a nie w stylu – tak się czuje dobrze – to wtedy rozumiem, wolna droga… O wszystkim można powiedzieć że jest dla nas dobre, gdy za tym nie idzie zaangażowanie, realne wyzwania i życiowe cele, inaczej... dobre w tym przypadku samopoczucie to złudzenie i wytłumaczenie dla stania w miejscu ze swoimi życiem.

Zastanawiam się tylko ilu jest singli w wieku np. 45 lat, którzy życia nie poświęcili karierze zawodowej, swojej pasji lub jakiemuś innemu stylowi życia? Czyli takich, którzy mieliby jakieś wytłumaczenie by żyć bez partnera. Ilu jest takich singli z wyboru, którzy całe życie lub jego większą część byli bez partnera i to nie z przymusu, okoliczności, ale tylko swojego wyboru? Ilu… dużo ich jest? No właśnie raczej nie… ale z tych, co są… ilu jest szczęśliwych? Prawdopodobnie mniej niż powinno, bo człowiek na dłuższą metę sam, odczuwa brak istotnego elementu w świecie, który go otacza. A szczęście w życiu to cel każdego, temu służyć powinien styl życia, to warto pamiętać.

Ilu singli, a raczej ludzi, którzy singlami się określają, nie mówi swoim najbliższym, że może i by z kimś było, ale po co… albo nie ma odpowiedniego człowieka, który mógłby być… zresztą po co im drugi człowiek, uczucie, hmm… Prawda jest taka, że na bycie singlem pozwalają sobie ludzie mający 20, 30 lat… przy 40 już ich jakoś mało. Pewnie dlatego, że singlem się bywa kiedy to nam odpowiada, ale gdy się znajdzie ktoś szczególny w życiu, albo najzwyczajniej poprzedni sposób życia znudzi się i przyjdzie pora na ustabilizowanie, wtedy single dziwnym trafem, singlami przestają być! A przecież określić się singlem to deklarować niechęć do tworzenia związków… może jak z jedzeniem, bycie singlem ma termin ważności? Nie wliczamy w to przecież osób poszukujących, po rozwodach itp. bo to nie wybór bycia singlem tylko okoliczności…

Mój niesprawiedliwy i zapewne pełen kompleksów obraz ludzi nazywających się singlami dzieli się na kilka typów:


ROZRYWKOWY – wiecznie lubi się bawić, odpowiedzialność i zaangażowanie są to mu obce słowa, wierzy, że życie jest za krótkie by je poświęcać na związki, lepiej żyć pełną gębą i nie żałować ani jednego dnia, uważa się za wielkiego indywidualistę i ogólnie wyjątkowego pod każdym względem, nie żyje według jego własnego przekonania szablonami innych ludzi, wieczna zabawa… nawet, jeśli nie dosłownie.

 

TWARDY – boi się własnych uczuć, uważa, że go osłabiają, że przeszkadzają w życiu, realista, rzeczywistość to szambo, po co poddawać się pozorom, obłudzie, fałszowi, trzeba w życiu być silnym, emocje to tylko przeszkoda a sam raczej wiele nie byłby w stanie dać z siebie drugiej osobie, tak się postrzega choć tak oczywiście nie jest. Woli być singlem, ale w głębi siebie, no cóż, przytulenie, bliskość, miłość, jest jego marzeniem, którego zrealizować nie ma zamiaru.

 

STRACHLIWY – o ironio… pewny siebie, przekonany o tym, że wie do czego w życiu zmierza, taki mix dwóch poprzednich typów, lubi pokazywać otoczeniu jak świetnie mu się żyje, jak dobrze się bawi i jak jest inny od reszty, a zarazem jest konkretny, zdecydowany, twardo walczy o swoje w życiu, boi się jednak uczuć, bo osłabiają, bo marzy o wielkiej i prawdziwej miłości, ale w nią nie wierzy i woli bawić się niż szukać. Uważa, że nikt nigdy nie będzie dla niego takim człowiekiem, którego byłby w stanie pokochać, być z nim szczęśliwym… przez co tak w głębi siebie mimo uśmiechu na zewnątrz, w środku  jest osobnikiem samotnym, smutnym, nie chce by jego serce dostało kopa… singiel ze strachu, nie wyboru.

 

AWANGARDOWY – nie wie czemu, wie, że chce tak, a nie inaczej, czy potrzebne jest jeszcze jakieś wytłumaczenie? Bronić będzie swojego wyboru otwarcie go manifestując, w jego rozumieniu to powód do dumy, szczyci się tym, że jest on tylko jego własną i bardzo poważną decyzją, czuje dziwną potrzebę udowadniania wszystkim, że taka forma funkcjonowania jest najlepsza, jakby sam w to nie wierzył. Podkreśla, że nic się nigdy nie zmieni w tej kwestii, ale tak naprawdę jak popytać dokładniej zaczyna mieć problem z wyjaśnieniem swojej filozofii życia, jedno wielkie - nie wie czemu… ale jest, odczuwa nawet swoistą satysfakcję, widząc siebie jako nowoczesną i modną osobę, nie jest przecież taki szablonowy… jak reszta.

 

Dodać mogę ponownie, są wyjątki, ale tak nieliczne, że tylko regułę potwierdzają.



Warto zadać sobie pytanie, dlaczego bez konkretnego powodu ktoś może chcieć być sam? Ile w jego wyborze jest strachu, ile samoświadomości, no i czy przetrwa do końca życia w tym stanie. Czy singlem jest na 5, 10 lat… a potem, trafi na kogoś i nagle singlem przestanie być, bo bycie samemu mu się znudzi. Wtedy mamy dowód, że singlem nigdy nie był, bo bycie singlem to nie bycie bez partnera i oczekiwanie na właściwą osobę… a może się mylę? pewnie tak!


Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (14) | dodaj komentarz

ŚWIĘTA PEŁNE SMUTKU

niedziela, 25 grudnia 2011 10:55

 

Prawdopodobnie za ścianą, w domu obok, gdzieś blisko nas i bez naszej świadomości, ktoś przeżywa święta nie tak jakby chciał. Rodziny, w których nie ma szczęścia, nie z powodu biedy, ludzie życiowo spełnieni na pierwszy rzut oka, w to, że jest im ciężko najtrudniej jest uwierzyć. Kobiety, mężczyźni, w których iskra radości wypaliła się z końcem miłości, są ze sobą, bo muszą, bo dzieci, bo coś… dla dalszej rodziny grają przedstawienie, uśmiechają się, nie chcą ich obarczać swoim ciężarem, ale są smutni…


Zewnętrznie wszystko wygląda tak jak należy, ładny dom, mieszkanie, piękna choinka, prezenty, pełen stół najróżniejszych smakołyków, w tle kolędy, rozbawione dzieci, dwoje ludzi, w jednym, w obojgu, coś zniknęło, problemy między nimi w takie dni są najbardziej dla nich odczuwalne, nie ma ucieczki w pracę, bo święta, nie można skryć się za brakiem czasu na rozmowę, a na dodatek trzeba być obok siebie i udawać szczęście, dla bliskich czy dzieci, więc teatr trwa, ale rozrywa wnętrzności…


Jak patrzeć na człowieka, którego kiedyś się kochało, dziś już nic z nim nie łączy, a nawet dawne uczucia zastępuje nienawiść, jak grać swoją rolę by nikogo nie skrzywdzić i doczekać do końca świąt, bo w takich związkach czeka się nie na święta, ale na ich koniec. Tacy ludzie zadają sobie pytanie, jak żyć, zamiast noworocznych postanowień mają przed sobą strach, trudne decyzje, co przyniesie nowy rok? czy zdecydują się odejść, uciec, a może ktoś trzeci pocieszy, myśl za myślą krąży, a cała atmosfera świąteczna dołuje…


Uśmiech dziecka jest jak sztylet wbity w serce, bo ciesząc się z jego szczęścia te osoby czują swój ból i swój smutek dwa razy mocniej, poświęcenie… co by nie mówić, praca ma wielką zaletę, pochłania myśli, zajmuje, daje pretekst do unikania domu, rozmów, a zmęczenie sprawia że i ból wewnątrz przestaje być tak bardzo dokuczliwy, bo ludzie żyjący w związku gdzie coś się wypaliło, a miłość jest słowem, które zaczyna gubić znaczenie, ból na dłuższy okres się zagłusza, tylko takie dni jak rocznice, urodziny, imieniny, a szczególnie święta, przypominają że serce jest puste…


Ciesząc się swoim szczęściem, dobrze jest być świadomym że nie każdy spędza święta tak jakby chciał, jak wiele znaczy mieć kogoś kochanego, kochać i być kochanym, jak drobne problemy, kolejki i bieganina po sklepach przed świętami, spalone lampki na choince, jak to niewiele znaczy, gdy jest się szczęśliwym, a jak ogromnie tego brak, gdy smutek jest stałym towarzyszem.

 


Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (8) | dodaj komentarz

WESOŁYCH ŚWIĄT !!!

sobota, 24 grudnia 2011 13:13

 

Niech te ŚWIĘTA dla każdego będą takie by za parę lat wspominać je z uśmiechem, a każda chwila spędzona z bliskimi, aby została głęboko w sercu, no i szczęście w życiu towarzyszyło także, gdy ten szczególny czas w roku minie… WESOŁYCH ŚWIĄT !!!


 


 


 





komentarze (2) | dodaj komentarz

KTO PODA SZKLANKĘ WODY?

czwartek, 15 grudnia 2011 11:47

 

Jest wielu ludzi samotnych z wyboru, prowadzących taki tryb życia, który nie sprzyja założeniu rodziny a jest na tyle odpowiedzialny, że nie skazuje drugiego człowieka na tęsknotę, nie piszę tu o singlach, tak naprawdę udających, że lubią być sami w życiu, bo to inna kategoria. Myślę bardziej o osobach mających specyficzne i bardzo wymagające zawody, pasjonatach jakiś dziedzin, wszystkich tych osobach, które w domu bywają raz na kilka tygodni lub są tak zajęte, że najzwyczajniej nie mają możliwości budować trwałych relacji.

 

Bardzo "życzliwi" ludzie mówią o takich osobach jak o kimś dziwnym, nienormalnym, uważają się wręcz za lepszych, bo prowadzą życie takie jak większość, mają rodzinę i dzieci, a wiadomo… na starość będzie ktoś, kto im poda szklankę wody… Mnie to śmieszy, od razu po takim stwierdzeniu można poznać się na człowieku, no bo co kogoś obchodzi czy konkretnemu Panu X albo Pani Y za 30, 40, 50 lat… ktoś tę szklankę wody poda? Dlaczego to tak kogoś bardzo interesuje, że musi o tym wspomnieć? Mam pewne podejrzenie, osoby wypominające styl życia innym… i nie mówimy tu o jakimś złym stylu życia, tylko o własnej, być może niecodziennej drodze życiowej… rzucając uszczypliwe uwagi najzwyczajniej na świecie obnażają swoją zazdrość, małostkowość, typ mentalności zawistnej, skupionej na życiu innych bardziej niż na własnym.

 

Jak wielkim trzeba być nieudacznikiem życiowym by oceniać wybór kogoś czy chce mieć rodzinę czy nie, jak marne musi być spojrzenie na życie osoby szczycącej się tym, że posiada rodzinę i dlatego na starość ktoś jej poda szklankę wody… Ja osobiście wstydziłbym się chwalić, że mam swoją rodzinę, dzieci, a przez to czuje się zabezpieczony na starość, co to? rodzina to jakiś fundusz? inwestycja w moją wygodę? dla tych, którzy tak myślą polecam odkładanie pieniążków na koncie, jeśli traktuje się rodzinę, jako interes to dobra lokata taniej wyjdzie. I już widzę… "Kochanie, powiększmy naszą rodzinę, koszty życia są takie duże, myślę, że mając jedno dziecko skazujemy się na gorszą starość, ale już dwoje albo troje idealnie nas kiedyś wspomoże…".

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (4) | dodaj komentarz

SZANSA – DAWAĆ CZY ODMAWIAĆ?

sobota, 03 grudnia 2011 11:47

 

 

Pytanie proste, ile razy można komuś dać szanse na naprawę jakiegoś błędu, zmianę zachowania?

 

Zawsze wychodziłem z założenia, że nikt nie jest idealny i nawet, jeśli pokłada się w czymś albo kimś ogromne nadzieje, a nawet przekonanie, że coś się uda, no cóż, trzeba być gotowym na porażkę, pomyłkę, to zrozumiałe. Właśnie wtedy następuje idealny moment by powiedzieć dokładnie, co się sprawdza a co nie, wytłumaczyć jak należy coś zmienić, no, bo przecież po upadku należy wstać i iść dalej, nie wolno zostać w miejscu a już na pewno nie cofać się…

 

Problem w tym, że niestety nie wszyscy doceniają otrzymaną szansę na poprawę, ludzka rzecz się mylić, ale najważniejsze żeby swoje porażki, przekuwać w motywatory, pozytywne, uczyć się na błędach, wtedy nawet po jakimś czasie można przyznać, że może dobrze się stało, że kiedyś upadliśmy. Podejrzewam, że każdy ma w swojej pamięci rzeczy, które na początku wydawały się czymś złym a okazały początkiem dobrych zmian.  

 

W moim odczuciu nikogo nie można skreślać od razu, ale bardzo wiele uzyskujemy informacji o charakterze człowieka po tym, co zrobi ze swoimi porażkami, problemami, otrzymaną możliwością zmiany, mamy wtedy czyste odbicie charakteru, pozytywne albo negatywne…

 

Jednak niektórzy, naprawdę szanse wyrzucają do śmieci, niby wyrażają chęć podjęcia zmian, niby wykazują zrozumienie dla problemu, ale to za mało? dla pewnego typu osób to zwyczajnie za mało, za dobrymi chęciami nic nie idzie. I zastanawiam się na ile szans należy komuś pozwolić, jedna, to dla mnie zrozumiałe, ale po drugiej zaczyna mi coś nie grać, po trzeciej widzę, że to chyba się nie zmieni, mimo to czasem czegoś bardzo nie chcemy za szybko skreślać. Tylko problem jest w tym, że czyjeś niewykorzystane szanse zaczynają nas samych niszczyć, więc ile tych szans dać? pięć? dziesięć? zawsze będzie można powiedzieć za dużo albo za mało… A przychodzi moment, w którym trzeba powiedzieć dość, zdecydować... Jaki to moment?

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

RUTYNA

czwartek, 01 grudnia 2011 2:35

 

 

W poprzedniej notce (tutaj) pisałem o zmianie, jaka następuje w postrzeganiu miłości wraz z wiekiem i doświadczeniem. Istotnym problemem staje się także rutyna, wkrada się powoli, stopniowo, jak z rakiem, często rozwija się niezauważalnie, ma przeżuty, na różne części naszego życia. Zazwyczaj atakuje w tej fazie związku, gdy bliska nam osoba nie stanowi dla nas żadnej tajemnicy, wiemy, jaka jest szczęśliwa i jaka zdenerwowana, wiemy jaka jest w chorobie czy kłótni, znamy jej oblicze z setek różnych sytuacji i tak naprawdę bez względu na aprobatę wad i zalet, jesteśmy przyzwyczajeni do tej drugiej osoby pod naszym dachem.

 

Przyzwyczajenie to sprzymierzeniec rutyny, działają wspólnie, teoretycznie na tym polega idea całego związku by złączyć dwa życia tak, że funkcjonują najlepiej jak mogą wspólnie, a do tego trzeba się dobrze znać a co za tym idzie przyzwyczaić do drugiego człowieka. Jeśli natomiast zapytamy kogoś nieszczęśliwego w swoim związku, czego mu brak, najczęściej kobiety, choć nie tylko… powiedziały, że brak im tego by partner "zaskakiwał", ile razy da się słyszeć "jak ja bym chciała żeby on zrobił coś inaczej". No właśnie… ale żeby też nie było to jednostronne, mężczyźni, mimo że rzadziej także narzekają na rutynę "ona kiedyś potrafiła się bawić, być na luzie a teraz…". Zgadza się… przyzwyczajamy się, wchodzimy w schematy i nasza rutyna dnia codziennego zaczyna absolutnie królować nad naszym życiem.

 

Powiedzieć można, nie da się być każdego dnia zaskakującym, tak samo jak nie można każdego dnia się bawić, życie niesie obowiązki, zmartwienia, wszystko to prawda, ale prawdą jest też, że większość ludzi idzie na łatwiznę! On jest mój, ona jest moja, nie ma, po co się starać! Ona zmęczona po pracy, jeszcze cały dom na jej głowie, gdzie tam miałaby się pojawić ochota pójść wspólnie do jakiejś knajpki, zaproponować zrobienie czegoś wspólnie lub wykazać się urozmaiceniem życia seksualnego. On, wraca z pracy i już siada przed telewizorem, nic go nie obchodzi, na nic nie ma ochoty, no pewnie, bo, po co wziąć ukochaną kobietę, przecież nie każdego dnia, ale choćby do kina, na kolację do romantycznej restauracji, czy zwykły wspólny godzinny spacer, gdy pogoda dopisuje.

 

Ogromną tragedią każdego związku, jest to, że gdy ludzie są ze sobą związani, przestają chodzić ze sobą na randki, brzmi śmiesznie, ale czy nie patrzymy z podziwem na małżeństwa, które mimo kilku, kilkunastu lat wspólnego życia potrafią cieszyć się swoim towarzystwem, na randki z ukochaną kobietą, mężczyzną, trzeba chodzić całe życie!

 

Jesteśmy leniwi, bierzemy za pewnik kogoś, kogo zdobyliśmy w życiu, zapominamy o potrzebie starania się by coś w naszym życiu uczuciowym, przecież tak ważnym się nie wypaliło! Zwyczajni z nas samobójcy, bo gdy już rutyna zniszczy nam życie, coś w związku pęknie to dopiero zaczynają się pretensje, do kogo? do partnera! a sami czy aby na pewno byliśmy lepsi?

 

Prawda jest taka, że człowiek czasem musi schować fałszywe poczucie dumy i zacząć samemu się starać, na samym początku reakcji może nie być ze strony bliskiej osoby, ale jeśli uda się nam ją wciągnąć w nasze urozmaicenia wspólnego życia, dość szybko druga strona także zacznie się starać. A jeśli nie? to przynajmniej sobie nie mamy wtedy nic do zarzucenia, a duma nie powinna cierpieć z tego powodu, że nam zależało, a komuś nie. Warto także zwrócić uwagę, jak często z niezbyt mądrego przekonania, że starać się trzeba wspólnie od samego początku, jak wiele wynika, głównie takiego myślenie, które prowadzi do ciągłego usprawiedliwienia naszej własnej bierności, no bo jak on nie chcę to ja też nie będę... efekt, nikt się nie stara, koniec na rozprawie rozwodowej.  

 

A kwestia czy zacznie zależeć partnerowi, to także kwestia naszego wyboru osoby, z którą jesteśmy. Rutyna w związku może dopaść najlepsze pary, ale chęć zmian, nawet zainicjowana przez jedną stronę, jeśli po jakimś czasie nie spotka się z pozytywnym odzewem z drugiej strony, znaczy mniej więcej tyle, że niestety, naszym błędem był wybór partnera, a sama rutyna to tylko objaw złej decyzji.

 

Trzeba pamiętać, rutyna w związku, to nie choroba nieuleczalna, pytanie zawsze brzmi czy chcemy podjąć się leczenie i czy przypadkiem nie zaczynamy leczenia nad czymś martwym od samego początku.    

 

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (14) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 605