Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367593
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

ANALIZA PROGRAMU TELEWIZYJNEGO - CZYLI NOWY ROK Z TV

piątek, 31 grudnia 2010 12:31

 

Wiadomo, święta, nowy rok, wolny czas i nasz najlepszy przyjaciel telewizor, chciałoby się coś oglądnąć, więc sięgamy do programu TV i co nas uderza ? NUDA ! tam nic nie ma… Całkowicie jest dla mnie zrozumiałem, że przez większość roku trudno ułożyć program tak by każdego dnia leciały świetne filmy, programy przyciągające większość itp.

 

Tylko, że okres świąteczny nie jest tajemnicą, szefowie programowi stacji telewizyjnych może nie zdają sobie sprawy, ale 26 grudnia jest Boże Narodzenie, i tak co roku ! A jako że już dawno przestaliśmy je przeżywać jak należy to większość rodaków po przygotowaniach do WIGILI tego dnia odpoczywa i to właśnie przed szklanym ekranem (to określenie zdałem sobie właśnie sprawę nie jest już adekwatne, jak to czas wszystko zmienia, ale to tylko moja dygresja). Siadamy wygodnie z pełnymi brzuszkami, sięgamy po pilot od naszych wypaśonych kilkudziesięciocalowych telewizorów i o zgrozo… nie ma nic, co chciałoby się oglądnąć.

 

Panowie i Panie od układania programu, zaspali ? nie byli przygotowani ? zapomnieli o okresie, w którym reklamy są najdroższe a widownia największa ? przecież oni się na tym znają ? każdy nawet średnio inteligentny człowiek wie, że to świetna okazja by przyciągnąć widza, brylować w rankingach oglądalności a co za tym idzie zwiększać zainteresowanie reklamodawców i promować marketingowo sukces…

 

Niestety, u nas uznaje się, że co by nie zrobili widz i tak będzie patrzył, trochę w tym mają racji, sam się przyznam, kompletnie mnie coś nie interesuje, ale twardo siedzę przed ekranem i lenie się, bo mało mam takich okazji i zamiast w momencie, gdy dostaje beznadziejną usługę wyłączyć się ja po prostu patrzę bezmyślnie… i daje tym samym przyzwolenie na serwowanie mi tych samych głupot następnego dnia, gdybyśmy się wyłączali, gdy coś nam nie pasuje, oglądalność leciałaby w dół to i zmiany musiałby nastąpić, a tak ? a tak nic… popstrykamy po kanałach, zatrzymamy się gdzieś zmarnowani, bo nie ma, co dalej szukać, sto, dwieście i więcej kanałów nie gwarantuje nam nic…

 

W sumie nie będę narzekał na fakt, że święta bez Kevina to nie święta, bo wszyscy na to narzekamy, ale szczerze, gdy się zobaczy rankingi oglądalności to ukochany Kevin jest w czołówce rok do roku i dlatego mimo lat i tego, że znamy ten film na pamięć nie znika z programu… OK.

 

A co z resztą ? czy w te dni nie da się wyszukać kilku kinowych hitów, nawet z kilku lat, ale są filmy, które obejrzeliśmy tylko raz w życiu a były świetne i obejrzelibyśmy je ponownie, albo filmy, które nigdy nie gościły na ekranach TV, telewizyjne premiery, wiem, to kosztuje… ale warto w to zainwestować, bo jeśli ja bym z jakąś stacją spędził dobrze się bawiąc cały dzień to ja ją zapamiętam, za tydzień wrócę do niej, mimo że fajerwerków na antenie nie będzie, tak działa dobrze pojęta reklama przez jakość… a to generuje zyski. U nas nikt o tym nie pamięta, lub kryje brak kompetencji nie wychylając się zbytnio.

 

 

 

Mała analiza:

1 stycznia 2011 roku


TVP 1


8:00 Łowca ostatnie starcie – już sam tytuł mówi mi, że to dobry film nie jest, przygodowy klasy B lub C, ale może to za wczesna pora w nowy rok, wiadomo trzeba odespać…


9:30 Legenda Johnny’ego Lingo – kolejny film przygodowy, klasa B, C nic co by nas przyciągnęło, ale twardo jedynak chce nam wmówić że film który mógłby lecieć w byle jaki dzień i byle kiedy to świetna propozycja, ja im nie wierzę i dla mnie tracą twarz…


…… Klany, Plebanie, Jakie to melodie itp. pominę, a niech sobie będą mają przecież widownie.


13:30 Pucha Świata – oczywiście że interesujące, ale litości, kibice sportowi to duża grupa ale nie większość, warto do niej się w tym czasie uśmiechnąć ale jeśli się nie mylę jest kilka kanałów sportowych, tam to powinno lecieć, nie na pierwszej linii w taki dzień, no ale prawie trzy godziny programu bez pomysłu zapchane, prawda ? ale to nie koniec, jest jeszcze lepiej…


16:00 Sylwester z Jedynką na bis – czyli wybrane fragmenty programu powtórzone z sylwestrowego wieczoru, nie ma to jak po zabawie następnego dni jeszcze raz przeżywać fajerwerki w Wąchocku (nazwa przypadkowa, tak mi się strzeliło, nawet fajerwerki z Paryża to jak odgrzewany kotlet następnego dnia) .  A co z ludźmi, którzy to oglądali ? przecież statystycznie i tak większość pozostaje w domach, duża szansa że to widzieli, co zrobią ? pstryk na inny kanał… Po co dawać jakiś dobry film, szefie, powtórzmy wczorajszy…


20:15 Gruby i chudszy II – byłoby miło ale znamy ten film, rewelacyjny nie jest, mógłby lecieć każdego dnia, strasznie trafia w gusta przejedzonych widzów, z całą pewnością poświęcą tej pozycji swój czas… daje dwadzieścia minut i pstryk…


22:05 Prowokacja – brzmi nieźle, sensacyjny, zaglądam, a tam Seagal w głównej roli, o kurcze, gdybym miał trzynaście lat to może bym się podniecał skokami bez większej fabuły i kopaniem tyłeczków czarnym charakterom… ale żeby przytrzymać mnie przy tym ? przyciągnąć, o nie…


23:45 Zły Mikołaj – no może i nie tragedia, ale daje sobie głowę uciąć że nie tak dawno leciał, to nie film i nie pora żeby widzowie zapamiętali dzień z jedynką…

 

Skopali sprawę, nie ma dwóch zdań, ale to telewizja publiczna, sprawdźmy co tam u konkurencji w pełni komercyjnej.

 

TVN tego samego dnia:


8:30 Po rozum do mrówek – film animowany, no i dobrze, niech dzieciaki coś obejrzą.


10:05 Na Wspólnej – i tu już gorzej, dwie godziny zapchane powtórką z całego tygodnia, fani serialu się ucieszą, choć podejrzewam że nie obraziliby się gdyby powtórka była innego dnia a zamiast niej był dobry film… stacja wie lepiej, i tak obejrzą i tak…


11:40 Czary mary – kino familijne, dobry kierunek, dzieci i rodzice mogą coś razem obejrzeć, tylko że klasa filmu przeciętna, mogliby chociaż puścić „Niekończącą się opowieść”, znamy ten film, ale jest w sam raz na taką okazje, młodszym się go pokaże pierwszy raz, starsi przypomną sobie muzyczkę i opowieść baśniową, która jest zwyczajnie dobra, rodziny by siedziały i oglądały, trzeba mieć jednak trochę wyobraźni… eeee lepiej walnąć przeciętny film w ramówkę.


15:30 Złoto dla zuchwałych – trochę emocji, akcji, klasyka, wszystko pięknie, dobry film ale… leciał na kilku kanałach w ostatnim czasie, po co serwować coś co było kilka razy powtarzane w przeciągu dwóch, trzech miesięcy… a no po to że nie ma się pomysłu, film przyciągnie i tak sporo widzów, bo dobry, ale czyż efekt i zarazem reklama w jednym, nie byłby lepszy przy czymś czego jeszcze nie było.


20:00 Hela w opałach – no super, nie ma jak serial, wiadomo ma zwolenników, wiadomo nowa seria, 6 stycznie idealnie by to poszło, w nowy rok… kiepski pomysł na zapchanie ramówki, nic zjawiskowego, nic na co będzie się czekało pół dnia, a i powtórka pewnie szybko więc po co się męczyć przełączymy na coś lepszego jeśli znajdziemy… czy o to chodziło wstawiając ten serial tam w ten dzień ? chyba nie.


20:35 Superman: Powrót – oj idziemy w kiczowatą ekranizację, marny film, który może się spodobać nie wiem czy dwunastolatką ale jeśli ma się za cel zniechęcić to słuszny wybór.


23:20 Świadek koronny – film średni, ale ujdzie, co z tego, parę razy w roku był na antenie, no i kto po sylwestrze do tej godziny będzie czekał żeby coś obejrzeć…

 

 

Ramówka zapchana cel osiągnięty, prezesie, proszę o premię, a prezes zapyta… co tam dajemy w ten dzień, a spec odpowie, że kierujemy ofertę do różnych grup wiekowych i różnych preferencji, rano do dzieci, potem do wiernych widzów naszych seriali, w południe do całych rodzin, później do męskiej grupy docieramy filmem wojennym, wieczór należy do nastolatków i lubiących akcje dzięki ekranizacji a na wieczór dla wytrwałych widzów mamy specjalną propozycję, mocne kino sensacyjne i to krajowe, podniesie emocje. Prezes zamyśli się, powie, oj tak, dobrze pomyślane, szeroko i bogato… zyski z reklam będą, a koszty ? drogi prezesie zminimalizowaliśmy je do granic możliwości, licencje na te filmy mamy od dawna, od lat… A to świetnie rzeknie prezes… premia się należy, trzydzieści czy czterdzieści tysiączków… jeszcze pomyślę.

 

 

Szczęśliwego Nowego Roku !   

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

SYLWESTER, STRATEGIA PRZETRWANIA

środa, 29 grudnia 2010 12:31

 

Zbliża się SYLWESTER, wszyscy wiemy, co to oznacza… wielogodzinne przygotowania, setki złotych mniej w portfelach i wyczekiwana zabawa na powitanie nowego roku…

 

Niestety wielokrotnie jesteśmy po fakcie zawiedzeni, coś było nie tak, a to muzyka, a to towarzystwo lub zwyczajnie jedzenie, rozczarowanie przykrywa nam radość z całego wieczoru. W następne dni albo narzekamy przy znajomych jak fatalnie wybraliśmy albo udajemy, że było świetnie i powtórzymy to następnym razem w domyśle kręcąc głową „JUŻ NIGDY”, ale gdy przychodzi, co, do czego nasze postanowienia idą w kąt i znów wybieramy się gdzieś, ryzyko wpisane w grę… ale czy warto ryzykować w ten wieczór ?

 

To już wybór każdego z nas, ja osobiście od pewnego czasu zamiast dużych sylwestrowych zabaw preferuje spotkania w kameralnym gronie. Tak jest przyjemniej, jedzenie mam sprawdzone, bo sam przygotuje, to nie będą jakieś smażone masowo dania w których o smak trudno się natknąć, będzie tylko to co ja i goście lubią, mają ochotę… i będzie tego tyle że nie do przejedzenia za ułamek ceny gdzieś tam… Praktycznie, prawda ? ale ktoś zapyta gdzie tu zabawa, gdzie improwizacja, gdzie przeżycia, dobre i złe… otóż w towarzystwie, w towarzystwie !!!

 

Towarzystwo jest kluczowe, bo to ono stanowi o dobrej zabawie, każdy wie że można jeść ze złotych półmisków i być mizernym a można jeść z papierowych talerzyków w dobranym gronie i bawić się jak nigdy… może przykład przerysowany ale czyż mija się z naszymi życiowymi doświadczeniami ? chyba nie…

 

 

Jeśli ktoś chce udawać „Wielkiego Pana, Wielką Panią” to proszę bardzo ale nie na zabawach za parę setek, wydajcie kilkanaście tysięcy, może nie będzie wtedy na co narzekać ale i tak klasy wam to nie da bo klasę trzeba mieć w sobie, piszę to do tych co uwielbiają bawić się w pozory. Ja potrzeby takiej nie mam i nad Bristol wybiorę kameralne spotkanie ze znajomymi.

 

A tu takie drobne spostrzeżenia z zabaw sylwestrowych na jakie większość z nas chodziła, chodzi, licząc że będzie lepiej (wielkie i niesprawiedliwe uogólnienie… ale coś w nim jest ? sami sobie odpowiedzcie).

 

- Początek, zmęczeni wybieraniem się i zestresowani jak wyglądają, goście pojawiają się na sali, elegancko i z gracją.

 

- Sala zwykle przypomina te tandetne weselne, jakieś baloniki, serpentyny, gdzieś tam jakieś gwiazdki, remiza się kłania, ale udajemy że jest ekskluzywnie, musi być ekskluzywnie.

(Ważna uwaga, nie mieć pieniędzy to nic złego, nie każdy musi być krezusem, ale nie mieć pieniędzy a chcieć by ktoś myślał że się je ma, to tragedia, a tak bardzo wielu to robi, wyglądają śmiesznie, a w życiu nie jest ważne co się ma ale kim się jest, jaką osobą… i to najtrudniej pokazać)

 

- Jesteśmy oficjalnie, poznajemy się, uważamy jak leży kołnierzyk, czy ładnie się poruszamy, zaczynamy rozmowy, zwracamy uwagę na język, dobieramy tematy odpowiednio, jesteśmy trochę nieśmiali.

 

- Czas płynie, tańczymy, jemy i pijemy, łamiemy pierwsze lody a czasem i drugie… jest przyjemnie, już się nie krępujemy, kołnierzyk można poluzować, tematy mogą nie być już takie wydumane, można przekleństwo rzucić jako przecinek w barwnej rozmowie, ekskluzywność poszła w kąt, jesteśmy sobą… jesteśmy sobą… i z Pana w Chama.

 

 

- Nowy rok, bam… świat i my się nie zmieniliśmy, mijają kolejne godziny, już tam Zbycho, Pan Zbyszek… eeee… lekko przysypia nad sałatką, ktoś tam mocniej się przytula, jakaś Pani patrzy wilkiem na męża z tą blondyną, ktoś tam przeklnie głośniej, wyborowy jest ten wieczór, ledwo na swych nogach do taksówek powsiadają… NOWY ROK NA KACU PRZYWITAJĄ…

 

Ja polecam kameralne spotkania, ale, wcale nie skreślam zabaw w dużym gronie, warto jednak zrobić dobre rozpoznanie, wiedzieć gdzie i z kim, mieć opinie, samemu poszperać i wtedy mniejsze ryzyko że źle trafimy. Jak ze wszystkim w życiu, warto dobrze zaplanować.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (11) | dodaj komentarz

MIĘSO JEST BEE…

niedziela, 19 grudnia 2010 9:54

 

Odbyła się ostatnio pewna akcja, jaka ? Akcja "Stop cierpieniu karpia", w Warszawskim kinie "Atlantic" parę osób w tym Pan Michał Piróg, pół nadzy zaznaczam, owinęli się folią i protestowali w ten sposób przeciwko cierpieniu zwierząt traktowanych w okrutny sposób, w tym wypadku akurat karpi no bo święta idą i wiadomo jaki los czeka biednego karpia… sam będę pewnie katem bo z premedytacją kilka karpi zabije.

 

Co jednak zwraca moją uwagę, od czasu do czasu w mediach można usłyszeć o różnych akcjach wymierzonych przeciwko mięsożernemu trybowi życia, tak, są tacy co za mięso uznają świnkę ale nie karpia przykładowo, lub tacy co i to i to uważają za mięso a sera nie jedzą bo został on zrobiony ujmijmy to ładnie z wykorzystaniem zwierzęcia.

 

Mnie to śmieszy, nie dlatego żebym nie był nastawiony ekologicznie, wręcz przeciwnie, ale takie walczenie o coś co tak naprawdę jest wbrew naturze wydaje mi się głupie, człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym, zjemy roślinkę i świnkę, gdyby tak nie było kto wie, może nasz gatunek by nie przetrwał… nie ważne, jesteśmy jacy jesteśmy, jeśli ktoś sobie wybiera tryb życia bez mięsa i myśli że zbawi tym świat, jego sprawa, osobisty wybór, nie wnikam. Jednak gdy ktoś chce wmówić na szerszą skalę że jedzenie mięsa jest beee… złe bo… to ja się sprzeciwiam.

 

Zaznaczę że w akcji tych ludzi z kina chodziło akurat o cierpienie zwierząt przed zabiciem nie samo zabicie, sposób traktowania. Swoją drogą fajne miejsce na takie działanie sobie wybrali, kino, ciekaw jestem czemu nie w centrum handlowym ? Tam gdzie biedne karpie są tak okrutnie traktowane, bo władze sklepu by nie zezwoliły ? Tym lepiej dla akcji już widzę jak ich w tych foliach wyprowadzają na zewnątrz, to by był rozgłos dla sprawy… a tak wyszedł tylko medialny spektakl.

 

Prawda jest taka, natura rządzi się okrutnymi prawami, są mięsożercy i ich ofiary, wystarczy obejrzeć sobie choćby jeden film dokumentalny pokazujący jak zwierzęta się zachowują, ktoś powie że to spłycanie sprawy, że zwierzęta polują aby przetrwać, my tworzymy hodowle także żeby przetrwać, bo przecież jemy to co wyprodukujemy, jemy żeby żyć… moglibyśmy na liściach żyć, czy to byłoby tak naprawdę zdrowe ? Jak wszystko przesadzone pewnie nie, w naturze występują gatunki które żywią się roślinkami ale jak mają okazję skubnąć mięska od tego nie stronią, zdarzają się… my jesteśmy podobni, jemy sałateczki, owoce, ale i męsko skubniemy, to normalne a ktoś chce nam wmówić że nie…

 

Co do złego traktowania zwierząt, to fakt, widziałem filmy pokazujące jak ludzie traktują np. konie idące na rzeź, nie chodzi o sam fakt że zostaną zabite, ale ten widok jak się z nimi obchodzona, zadawany ból zwierzęciu bez potrzeby, wrzucano na ciężarówkę zamiast pozwolić żeby weszło samo, straszne i takich ludzi co tak traktują zwierzę sam bym potraktował jak zwierzęta bo chyba nimi się stali.

 

Jest jednak różnica, między traktowaniem a normalnym zabijaniem, nie bójmy się tego słowa, ta szyneczka na naszych stołach nie wzięła się z nikąd, jakaś świnka urodziła się, dorastała i w momencie gdy miała odpowiednią wagę CIACH… pewnie gdybym to widział albo zajmował się tą świnką nie pozwoliłbym jej zabić, ale że widzę gotowy produkt nie myślę o tym, ale zdaje sobie sprawę z tego skąd się wziął. Natomiast są tacy hipokryci co to głośno mówią jak to się zwierzaczkami przejmują ale schabik z ziemniaczkami wsuną bez najmniejszych oporów… mordercy.

 

A ja mówię, trochę w tym realizmu, walczyć o dobre traktowanie zwierząt należy ale jestem podejrzliwy gdy takie akcje w wykonaniu takich osób są sporadyczne, przyciągają media a potem przez kolejne miesiące celebryci milczą i w domowym zaciszu mięsko jedzą a przed następnymi świętami kto wie, może znów się położą i będą protestować… Sławna modelka Joanna Krupa, nie ważne jak oceniam jej zaangażowanie w sprawy zwierząt, wiem jedno, robi to nie od święta ale przy każdej okazji, nie wnikam w poglądy, wiem po prostu że ona broni swoich poglądów nie od święta, dlatego uważam je za autentyczne. W przypadku tych z kina… no nie wiem.

 

 

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (102) | dodaj komentarz

PO ZNAJOMOŚCI I PO POZORACH

niedziela, 12 grudnia 2010 14:53

 

Dostał pracę po znajomości… załatwił coś po znajomości… Ciągle słyszę takie stwierdzenia "po znajomości"  i nie wiem jak się do tego odnieść, bo z jednej strony mnie denerwują takie teksty jako objaw narzekania na rzeczywistość taką jaka ona jest, była i pewnie zawsze będzie... a z drugiej strony czasem muszę im przyznać rację, jako liberał mam dość luźne podejście do tego tematu.

 

Dostać pracę czy załatwić coś po znajomości to nic innego jak zaradność, niestety czasem źle wykorzystywana. Jeśli ktoś mówi mi w mojej obecności że jest zły bo on nie dostał pracy a ktoś inny dostał bo zna się z kimś tam, ja mówię, na co tu się złościć, mamy wolność, jak Pan X prowadzi własną firmę i zatrudnia znajomych i rodzinę, a mnie obcego nie, to na co ja mam narzekać ? że on właściciel nie dał mi pracy ?

 

Pan X ma prawo robić co chce ze swoją firmą, jak chce może tam zatrudnić swoją rodzinę do dziesiątej wody po kisielu, bez względu czy osoby, które zatrudnia znają się na pracy czy nie, jego firma i jego decyzja, nie ma nad czym dyskutować. Jak Pan X zatrudni matołów tylko dlatego że są jego znajomymi to Pan X poniesie tego konsekwencje, bo to jego firma zacznie źle działać, zyski spadać, przestanie się rozwijać, jego wybór… co innego że czasem można zatrudnić znajomego, który naprawdę się na czymś zna, wtedy tym lepiej dla Pana X bo ma dobrego pracownika po którym wie czego się spodziewać.

 

 

Inna jest za to sytuacja jeśli ktoś dostaje pracę po znajomości od powiedzmy kierownika a nie właściciela firmy, bo właściciel może zarządzać firmą jak chce i to on w konsekwencji poniesie zyski lub straty, ale już pracownik piastujący jakąś funkcje w jego firmie ma działać dla dobra właściciela i całej firmy a nie dla jego osobistego dobra, bo to nie jego firma !!! I w takim wypadku zatrudnienie po znajomości to grzech śmiertelny… jako właściciel firmy takiego pracownika co innych zatrudnia po znajomości a nie po kompetencjach wywaliłbym w trzy minuty wraz z kolegami, którym ów człek pomógł. Sprawa prosta.

 

W naszym pięknym kraju jednak dominuje model numer trzy, te dwa poprzednie to może jakieś 30% sytuacji, za to na moje oko 70% narzekania że ktoś tam kogoś po znajomości zatrudnił to usprawiedliwianie się dlaczego ja nie dostałem tej pracy a ktoś inny dostał. Większość ludzi ma tak wysokie o sobie mniemanie że jak nie dostaną pracy to się dziwią czemu ? Przecież mają dobre papiery, studia, kursy na karku a tu jakiś koleś bez tych papierków dostaje pracę a nie oni… Pierwsze wytłumaczenie jakie ludziom przychodzi do głowy to że koleś dostał pracę po znajomości, bo przecież papierów nie miał.

 

Taki panuje stereotyp, w nielicznych przypadkach zapytana taka osoba narzekająca może wskazać skąd wie że nowo zatrudniony i szef to znajomi, kilka razy zadałem takie pytanie, ileż zabawy mi dostarczyły odpowiedzi, gdy z wielkim oburzeniem mówili że "zwyczajnie wiedzą" a ja skąd wiedzą pytałem ? "bo wiedzą" a ja wtedy tym bardziej nie odpuszczałem i pytałem dalej i dalej, co wiedzą… kończyło się na tym że urażeni mówili że wiedzą bo oni mają kompetencje a ten ktoś jest przykładowo tylko po maturze…

 

Raz zdarzyło się że udowodniono mi powiązanie, i ten przypadek podpadał pod model numer dwa, czyli wyżej opisany przykład gdy pożal się B… jakiś kierowniczek kumpli zatrudniał, na szczęście kumple szybko się nie sprawdzali i właściciel szybko kumpli i kierowniczka wyrzucił.

 

 

Niestety ludzie często tłumaczą swoje niepowodzenia czyimś błędem lub niedopuszczalnym zachowaniem, bo tak szczerze niech sobie każdy pomyśli ile razy słyszymy narzekanie znajomego że ktoś tam źle się wobec niego zachował, a on wszystko robił jak należy… dużo razy to słyszymy? Oj dużo… A ile razy słyszymy że znajomy przyjdzie i powie, wiesz, byłem na rozmowie kwalifikacyjnej i goście byli tam w porządku ale mnie nerwy sparaliżowały i rozmowę zawaliłem. Takie coś chyba nie często słyszymy ? No właśnie… wszyscy winni, tylko nie my…

 

A warto pamiętać, kursy, wykształcenie, to tylko BAZA do kariery, papierek za nas jej nie zrobi, on może otworzyć drzwi, ale nie załatwi za nas posady, pensji, awansu, bo w gruncie rzeczy liczy się człowiek, znam takich którzy mają wykształcenie średnie i zarządzają firmami o dość sporych rozmiarach i to z sukcesami, dostawali te prace konkurując o nie z ludźmi mającymi różne tytuły, kursy, dlaczego dostawali te posady ?

 

Bo inteligencja wcale nie idzie w parze z wykształceniem, można być wykształconym matołkiem lub nie wykształconym geniuszem, historia pokazuje że zazwyczaj ci co zmieniali świat stopni w szkole najlepszych nie mieli, Einstein miał problemy z przechodzeniem z klasy do klasy a jeśli mnie pamięć nie myli to do gimnazjum dostał się za drugim albo trzecim razem, a geniuszem był.

 

Nie, ja tu nie pluje na wykształcenie, wręcz przeciwnie, warto się kształcić, ale… pluje na to wielkie nie pojęte przeświadczenie że jeśli mam wykształcenie to jestem mądry, bo to nie prawda ! Tak samo jak wielu wielkich pisarzy miało problemy z ortografią co nie zmieniało faktu, że pisarzami byli i to wielkimi, a czasem wydaje mi się że ludzie tak prosto pojmują życie że wręcz śmiesznie. Przykładowo wkraczając trochę na własne podwórko mogę powiedzieć o takiej obserwacji, ludzie odnoszą się do pisowni na blogu a nie do argumentów, lub nie przedstawiają kontrargumentów w dyskusji bo skoro ktoś pisze z błędami to nie warto, mnie to zawsze bawi gdy widzę usilną manierę wskazania mi że jestem taki a taki bo mam problem z tym i tym, ale tak pojmuje większość świat, pozory zastępują myślenie, i padają takie teksty, nie umiesz ortografii weź się lepiej jej ucz a nie pisz, nie masz tego kursu to jakim prawem chcesz to i to robić, tak, a potem wielkie zdziwienie wyznawców takiego myślenia, że ktoś pracę dostał a oni nie, jak to ?... To na pewno znajomości.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (7) | dodaj komentarz

WSZYSCY KRYTYKUJĄ WYBÓR W TOP MODEL

piątek, 03 grudnia 2010 10:36

 

Posypała się fala krytyki, że ludzie źle wybrali, większość uczestniczek programu Top Model nie kibicowało dziewczynie, która wygrała, na forach można przeczytać że Paulina Papierska jest gorsza od innych, że jest histeryczką, która wręcz wypłakała sobie ten program a nie wygrała i że ludziom żal było jej i dlatego głosowali. Dziwi mnie to, gdy nam się jakiś wybór nie podoba podważamy wybór innych, doszukujemy się dziwnego tłumaczenia i usprawiedliwienia, a ja się pytam po co ?

 

Ja jako mężczyzna i w dodatku pasjonat fotografii powiem że zgadzam się z werdyktem, słusznie Paulina wygrała, jako jedyna z tej trójki miała urodę komercyjną, czyli nie wybiegową, świetnie się nadaje do reklam i na okładki, na wybieg gorzej ale... też jak będzie chciała da radę. Trzeba pamiętać że ona musi się jeszcze wiele nauczyć, angielskiego…  i paru innych ważnych rzeczy, wszystkiego jednak da się nauczyć jeśli się chce, a ona chce i to pokazała.

 

Ma coś w sobie, gwarantuje że te dwie pozostałe uczestniczki w oczach mężczyzn były zwyczajnie brzydsze, siedmiu  mężczyzn na dziesięciu tak powie i pomyśli. Jurorzy pomyśleli także o faktach pozwalając jej dojść w programie tak daleko, to nie przypadek jak niektórzy twierdzą, na wybiegi ciężko się dostać, tam Paulina nie miałaby szansy ani tak naprawdę żadna z pozostałych kandydatek, ale do komercji można się łatwiej dostać a ona ma do tego urodę.

 

 

Co do płaczu, ona nie wygrała przez swoje płacze, ma taką naturę to ma, nie charakter był tam oceniany. Płaczliwości Pauliny uważam że na profesjonalistach jej płacze nie zrobiły żadnego wrażenia, ci ludzie na co dzień mówią wielu osobą ma Pani szanse albo nie, zawodowo, płaczliwość nic tu nie zmieniła, trzeba też ją zrozumieć. Jest zbyt emocjonalna, to autentyczna wada za którą nie odpowiada, musi nad nią pracować, to nie jest tak że swój charakter zmieni się w kilka minut bo ktoś tak chce, mnie też to denerwuje ale trochę empatii, często wyjście z takiego przewrażliwienia wymaga lat a ona ma 19, to nastolatka prawie, dla nas to nic, dla niej coś, ona czuje w dodatku że wiele w życiu przegrywa swoim charakterem, bo jest zbyt przewrażliwiona i tyle.

 

Widzowie wybierali z tych których jury pozostawiło, żadna osoba przez płacz tak daleko by nie zaszła, bo decyzje podejmowali profesjonaliści prawie do samego końca, ostateczny wynik ludzie, co dla mnie jest błędem, w amerykańskiej edycji robią to jurorzy do końca i to jest słuszne. Mimo to uważam że wygrała właściwa osoba, jej płaczliwość to jej wada, tylko proszę nie mówić że 19 lat to znaczy że można od niej wymagać opanowania siebie, pewnych cech charakteru człowiek nie może pokonać tak łatwo, tak szybko, co można powiedzieć trzydziestoletniej kobiecie, która płacze przeżywając coś, weź się w garść bo tyle już masz lat i wymagać można od ciebie ? absurdalne, są osoby które całe życie nie mogą opanować swoich emocji, wiek czasem ma znaczenia bo walcząc z charakterem zmieniają się a czasem nie ma i chyba każdy z nas zna osoby mające różne takie problemy bez względu na wiek, ona ma jeszcze czas się wyrobić albo i nie...

 

I nie zgadzam się z określeniem że wszystkie uczestniczki nadawały się na komercyjne modelki, z tych trzech tylko Paulina, łatwiej też o angaż jako komercyjna modelka, to nie chodzi o to że jej wizerunek jest na sprzedaż bo każdej modelki jest na sprzedaż. Profesjonaliści w świecie mody określają typ urody w ten sposób, Anja Rubik nie jest komercyjną modelką z urody bo to modelka głownie wybiegowa, gorzej się sprzeda na okładkach gazet czy w reklamach dlatego jej urody nie daje się do takich zleceń, natomiast Krupa jest głownie komercyjną modelką, bo uroda jej zbytnio na wybieg nie pasuje (budowa ciała zbyt kobieca, kształty), dlatego Krupa jest w magazynach dla mężczyzn, w katalogach bielizny, reklamach i plakatach, Anja Rubik nie, zdarzy się ale rzadko bo jest ceniona za co innego, komercyjność w tym biznesie określa typ urody. Dwie z tych trzech wybitnie nadawały się na wybieg, a branża gdzie są większe pieniądze i więcej szans jest głownie w typie urody Pauliny.

 

A jeśli chodzi o sam program, to oczywiście że wcale nie zostają modelkami te osoby które wygrywają program, w amerykańskiej wersji , wiem że czasami większą karierę robią dziewczyny, które odpadły nawet w połowie. A prawda jest taka że wszystko zależy od urody, sposobu sprzedania się, niestety w tym wypadku żadna tego nie miała, i żadna top model by nie została, choć każda ma szanse na bycie modelką. Paulina ma największe szanse na sprzedanie się dobrze ze względu na to co dała jej natura, Polski wybieg tak naprawdę nie istnieje, te nieliczne pokazy to naprawdę nie świat mody przez duże Ś. Natomiast komercyjność, tu mamy już całkiem spory rynek, tam królują modelki z urodą pełną, kobieca, właśnie komercyjną jak Paulina, ciężej by było tym dwóm na zaistnienie, gwarantuje do reklam i na rozkładówki nikt by ich nie zatrudnił, nie u nas, może do prowadzenia jakiegoś programu ale przez sławę z top model a nie bycie top model.

 

A dla ciekawostki powiem że amerykańska najlepsza wersja top model stworzyła wiele zawodowych modelek, ale tylko jeśli się nie mylę dwie top modelki, przez 7, prawie 8 lat istnienia. Dlatego nasz programik nie jest w tym aż taki zły, niech Paulina i reszta finałowej trójki będą choć modelkami to będzie ich sukces i sukces programu.

 

I jeszcze dodam, w USA, gdzie ceni się pewność siebie wygrywały dziewczyny nieśmiałe, skryte, płaczliwe, przykładowo na 5 edycji w 4 przypadkach wygrywały właśnie takie dziewczyny, dlaczego ? i to w kraju gdzie skrytość nie jest w cenie ? każdy fotograf wie że jeśli chodzi o początkujące modelki (potem już nie), najłatwiej steruje się tymi szarymi myszkami, bo one się otwierają, słuchają, mają powód do zmian, nawet jeśli im nie wychodzi to pracują nad sobą, natomiast te które na początku swej kariery są pewne siebie, niezależne bardzo szybko odpadają, nie doskonalą się, bo nie mają ze sobą problemu, niezależność pozbawia czasem chęci współpracy, nie zawsze tak jest ale... u nas tak było i tam też.

 

Ja od siebie dla wszystkich uczestniczek programu życzę w dalszej karierze, powodzenia ! Niech pracują, niech spełniają marzenia, ważne żeby chcieć, nie ważne są wygrane, bo porażki też uczą, mimo że uważam że Pani Paulina wygrała słusznie wiem że kilka z uczestniczek też ma szanse na zaistnienie, każdy ma prawo do realizacji marzeń.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (588) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  0