Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367643
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

In Vitro - kłótnia i realne życie

piątek, 22 października 2010 12:29


In vitro (łac. w szkle) za wikipedią oznacza procesy biologiczne przeprowadzane w warunkach laboratoryjnych, poza organizmem. Ostatnio dużo się mówi o zapłodnieniu in vitro, temat budzi dużo kontrowersji i jeszcze więcej emocji, ścierają się poglądy moralne, etyczne ale i medyczne, burza nad tym tematem trwa już w Polsce od ładnych paru lat, z mizernym skutkiem, a ja się zastanawiam o co tak naprawdę chodzi ? komu co przeszkadza i w kogo co godzi. Niech mnie ktoś nazwie ignorantem, ja uważam że cała dyskusja jest tak naprawdę zaklinaniem rzeczywistości i ograniczaniem człowieka z różnych pobudek od religijnych po moralne przez ludzi pełnych hipokryzji.


Uważam że posiadanie dziecka jest jedną z podstawowych wolności człowieka, gdy dwoje ludzi bez względu czy są małżeństwem dla kościoła czy tylko żyją na kocią łapę ale żyją razem mają prawo do posiadania dziecka. Odpowiedzialność za narodzone dziecko chroni obecne prawo, więc czy rozsądne jest zakazywanie stosowania metody in vitro dla par nie będących małżeństwem ? czy aby na pewno nie jest to uprzywilejowywanie małżeństw ? przecież para żyjąca czasem ze sobą długie lata i lepiej niż nie jedno małżeństwo powinna mieć prawo do posiadania dziecka... a może nie ? Czy ustawodawcy wiedzą kto będzie lepszym rodzicem ? czy mają prawo ocenić taką parę że oni źle wychowają dziecko ? będą złymi rodzicami bo nie łączy ich papierek ?

Nie każdy jest katolikiem, nie każdy musi postępować według moralności katolickiej, w państwie świeckim (mam wątpliwości czy takim jesteśmy) na straży człowieka i jego praw jak i obowiązków stoi świeckie prawo na które żadna religia nie może wywierać wpływu bo wtedy prawo przestaje być świeckie.

A swoją drogą Bóg dał człowiekowi wolną wolę, wierzysz i jesteś prawy katolikiem to czy będzie dostępne in vitro ty i tak się nie zdecydujesz na to bo znasz zdanie kościoła na ten temat (a może kościół boi się ludzkiego myślenia i wolnej woli ? oj...). Współczuje tym wszystkim hipokrytą mówiącym że bronią moralności i są katolikami dlatego zabraniają in vitro, pewnie jako katolicy nigdy nie stosowali prezerwatyw, antykoncepcji, pewni nigdy nie uprawiali seksu przedmałżeńskiego, pewnie nigdy... można by było wyliczać, nazywasz się katolikiem i tak bronisz tych zasad zdaj sobie sprawę że wiara to nie hipermarket, nie możesz sięgać po jedno jej przekonanie a drugie zostawiać na półce bo ci nie pasuje. Jak wszystko w życiu czasem oprócz sztywnych regułek warto użyć mózgu.


Co jest złego w zapłodnieniu in vitro ? dziecko powstaje z tych samych elementów co w naturze, nie ma żadnej manipulacji genami, tak jak w naturze przetrwają tylko te komórki które są najsilniejsze, w ciele kobiety do tego dochodzi przecież naturalnie, słaba zapłodniona komórka obumiera, źle rozwijająca się często jest przez ciało odrzucana, dochodzi do poronień, nie jest to nic nowego i nadzwyczajnego, czy to się stanie w laboratorium czy w macicy, dla mnie nie ma znaczenia. Czy naukowiec zobaczy że coś idzie nie tak czy organizm sam odrzuci to i tak efekt jest ten sam, medycyna to nauka, tu są fakty, a nie hipotezy.


Oczywiście filozoficzne wywody można prowadzić, ale filozofia idzie jedną drogą a życie drugą, nie dajmy się ogłupić, jak z aborcją, zabronimy in vitro zaraz powstanie podziemie, dla chcącego nic trudnego a takie pary chcą i znajdą sposób by w kraju lub zagranicą przeprowadzić ten zabieg. Dzieci poczęte w ten sposób rodzą się na świecie od ponad 30 lat, są tak samo zdrowe ale też zdarzają się także u nich choroby jak u każdego człowieka, na ileś naturalnych urodzeń i na ileś z in vitro zdarzą się przypadki gdzie narodzi się chore na coś dziecko ale tego nie wyeliminujemy. Na świecie wszędzie stosuje się in vitro, od tylu lat, w Polsce np. pomysł PiS polega na zakazaniu tej procedury pod karą więzienia, czy my naprawdę musimy być skansenem w europie i świecie ? chore.

Wielu w tej dyskusji zwraca uwagę na zarodki, co zrobić z tymi nie wykorzystanymi, przecież to potencjalne życie... Odpowiedź prosta, zamrażać, kto wie czy dana para za kilka lat nie będzie chciała drugiego dziecka, a może inna która w żaden naturalny sposób nie może mieć z własnego materiału genetycznego dziecka przyjmie ten, dywagowanie czy to dobrze czy źle, bezsens, filozofowie mogą się tym zajmować, prawda jest taka że w każdej parze nie wiadomo ile w ciągu roku powstaje zarodków które nigdy nie zostają dziećmi bo organizm odrzuca a przecież też teoretycznie mogłyby być życiem, a może mamy te naturalne ratować, skoro przejmujemy się tymi w szkle, to i tymi obumierającymi w maciach może też ? paranoja.


Jestem za in vitro, dla każdej pary bez względu czy jest małżeństwem czy nie, bo prawo do posiadania dzieci to prawo człowieka, cierpienie i brak możliwości posiadania własnego dziecka to ogromny ciężar na całe życie a można temu zaradzić, więc pomagajmy. A ci co twierdzą że jest przecież adopcja nie rozumieją, można kochać sto cudzych dzieci ale swoje z siebie jest czymś wyjątkowym i naturalne jest że mamy to w naturze że chcemy po sobie zostawić jakiś ślad w postaci naszego genetycznego potomstwa. A możliwość in vitro nie pozbawi te pary które kochają dzieci i chcą dla nich zrobić co mogą, ochoty do adopcji, wiele jest takich par, mają swoje dzieci adoptują jeszcze sieroty i kochają jak swoje... Takie moje zdanie.


Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (8) | dodaj komentarz

ALKOHOLIZM - NIE TAK ŁATWO POZNAĆ

poniedziałek, 18 października 2010 10:17


Alkoholik kim jest ? no tak, każdemu przychodzi na myśl mężczyzna zataczający się nad ranem, wracający do domu lub leżący w śmieciach z butelką w ręku bezdomny... A to tylko stereotyp ! stereotyp, który pokutuje w naszej wyobraźni, każdy wie jak powinien wyglądać "pijak" i każdy wie że to taka forma "menela". ZŁUDZENIE - I TO NAS GUBI !!!

Mając tak dobrze wpisany w umysł obraz typowego alkoholika zapominamy że dużo więcej prawdziwych alkoholików jest dobrze ubranych, pracujących, mających rodziny, zwykłych "Kowalskich". Alkoholizm to choroba, nie zamiłowanie do mocnych trunków, tylko poważne uzależnienie, słyszymy o tym w mediach, wiemy że to groźna sprawa i nawet zdajemy sobie sprawę że tak naprawdę każdemu z nas grozi. Tylko ten stereotyp, mamy go w głowie i gdy zaczynają się pojawiać niepokojące symptomy u nas, lub u osoby znanej nam, bliskiej, potrafimy siebie albo ją wytłumaczyć wprost świetnie. No bo przecież jest tyle rzeczy przeciw, alkoholik to menel, brudas, bezrobotny albo bezdomny, tak... a my, albo nasza bliska osoba taka nie jest, znamy ją całe życie, nie, to niemożliwe ! A jednak !

Alkoholizm to podstępna choroba, skrada się cicho, spokojnie, powoli, alkoholikiem nie stajemy się z dnia na dzień, to proces, proces wprowadzania alkoholu jako elementu życia i przyzwyczajania się do jego obecności na co dzień. Z czasem co raz więcej i częściej pijemy a i co raz mocniejsze rzeczy, zaczyna się od okazji... jednej, drugiej, potem okazja goni okazję, kończy się na tym że z kieliszkiem obchodzimy "Światowy Dzień Kota" bo to też przecież okazja ? Usprawiedliwiamy się, tłumaczymy sobie że to nic, że możemy przerwać w każdej chwili to tylko niby od nas zależy. Problem w tym że bardzo szybko bez naszej wiedzy przestaje to od nas zależeć, stajemy się więźniami alkoholu, i to takimi więźniami którzy często bronią swojego porywacza, bo to przecież nie on nas trzyma... to kto pytamy siebie samych ? i znajdujemy wielu winnych problemów w pracy, w domu, wszyscy są winni tylko nie my, tylko nie alkohol, on przecież nie przeszkadza, on przecież innymi nie kieruje, szkoda że nie patrzymy wtedy do lustra, bo alkohol kieruje ale nami, niszczymy sobie życie zwalając winę na innych, bo to oni... a my ? alkohol to podstępny przeciwnik, do samego dna będzie nam dowodził że to nie on...

A gdy już dna dotkniemy, kiedy nagle wszyscy się odsuną i przejdzie nam przez głowę lekka mała myśl, a może to ja ? może faktycznie to mój najlepszy przyjaciel alkohol ? wtedy boimy się, mamy syndrom bitej kobiety, jest z mężczyzną który ją bije bo boi się odejść, my boimy się że jak zostawimy starego druha, alkohol, to że będzie jeszcze gorzej, jeszcze trudniej, brak w tym logiki ? tak, ale alkoholizm logikę zabija, tak jak wiele rzeczy wewnątrz człowieka.

Nie wolno ulegać stereotypowi, alkoholicy rodzą się przy nas, są dobrze ubrani, mają rodziny, mają pieniądze, mają życie, mają marzenia, mają wszystko, i wszystko tracą bo ktoś nie spojrzał na nich głębiej w odpowiednim momencie, nie powiedział PRZESTAŃ ! PRZESADZASZ ! Alkoholicy tworzą się wokół nas latami, więc ciężko proces tak długi znając tą osobę dobrze rozpoznać, ale dla chcącego nic trudnego, koledze, bliskiej osobie, trudno powiedzieć UWAŻAJ BO... boimy się, bo to nie nasz interes, bo co ona na to powie, bo może kolegę stracimy, boimy się tysiąca jeden rzeczy, bo lubimy się usprawiedliwiać. A strach to strach, każdy mądry go ma, ale mądry człowiek nie boi się gdy to konieczne go przełamać, bo wie jaka jest stawka, a odnośnie alkoholizmu stawką jest ŻYCIE, danej osoby i jej rodziny.

Mity że tylko mężczyźni są alkoholikami, że tylko ci biedni, to tylko mity, zapominamy o tym zbyt często mimo że wiemy jak to jest... zapominamy bo jest nam wygodniej, a szkoda, bo nie jednej i nie dwóch tragedii można by było uniknąć gdyby ludzie reagowali na to co małymi kroczkami wkracza w życie bliźniego...



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl


komentarze (7) | dodaj komentarz

WIEM O ZDRADZIE ! I CO DALEJ ?

poniedziałek, 11 października 2010 13:16


Wiesz o zdradzie męża albo żony, twojego przyjaciela, przyjaciółki, ale nie wiesz jak się zachować ? nie wiesz czy powiedzieć zdradzanej stronie o tym co jej partner/partnerka robi... Boisz się wpływać na cudze życie, ich osobiste sprawy, kończyć przyjaźń albo usłyszeć że wymyślasz brednie lub źle życzysz im ? A mimo wszystko dotyka cię ta sytuacja, szkoda by było gdyby twoi przyjaciele się rozeszli, milcząc czujesz się jakbyś oszukiwał, ukrywał prawdę...

W moim odczuciu są trzy sposoby na zachowanie się w takiej sytuacji. Pierwszy, najłatwiejszy choć trudny dla sumienia, nic nie mówić i nic nie robić, uznać że to ich prywatna sprawa i jeśli coś ma się złego stać to z ich winy, ich wyborów i decyzji. Jeśli to bliscy znajomi, z którymi często się spotykasz tak naprawdę robisz sobie problem, sumienie będzie dręczyć, a nie każdy jest dobrym aktorem by uśmiechać się do nich i z wiedzą o zdradzie słuchać towarzyskich dysput. Oczywiście jest plus takiej sytuacji, nikt nigdy cię nie obwini o wtrącanie się w nie swoje sprawy, zakładając że jak sprawa sama wyjdzie na jaw nie wygadasz się że wiedziałeś lub nie zostaniesz wmieszany w spór kto jest winny zdrady i kto po jakiej stronie stoi. Często przyjaciele wymagają stawania po jednej ze stron w takich sytuacjach ale to temat na inną okazję. Tak czy inaczej sprawa jest trudna, mimo to, takie rozwiązanie polecam wobec znajomych z którymi nie jesteśmy mocno związani, spotykamy się z nimi raz na dwa tygodnie, nie siedzimy z nimi na telefonach i nie planujemy wspólnych wypadów na weekendy itp. W przypadku bliskich znajomych to złe wyjście, i tak nas ich problemy nie ominą, a sumienie zagryzie...

Sposób drugi, decydujemy się wpłynąć na losy przyjaciół, są dla nas ważni, podejrzewamy że do zdrady doszło owszem z jakiś ich małżeńskich problemów ale niczego co nie dało by się naprawić, interweniujemy. Jak ? spotykamy się w tajemnicy z osobą która zdradza, stawiamy ją przed faktami, mówimy że wiemy o zdradzie, że nas to boli i pytamy czemu ? dlaczego ? czy jest powód ? czy to coś poważnego ? czy jest szansa na naprawę ich małżeństwa...

Osoba zdradzająca postawiona w takiej sytuacji może zachować się na dwa sposoby, najgorszy to taki że krzyknie na nas że to nie nasz interes i żeby nic nie mówić po czym odejdzie obrażona i zła, wtedy lepiej odpuścić, sumienie zaspokojone, próbowaliśmy... można spróbować ponownie ale tylko wtedy gdy wiemy że mamy na tyle siły by bliską osobę przekonać do szczerej rozmowy. Często przecież pierwsze reakcje są agresywne, nieprzemyślane, z czasem przychodzi refleksja i inne podejście od strony tamtej osoby.

Drugi sposób w jaki może się zachować osoba postawiona przed faktem że wiemy o jej zdradzie, to może nie wielka chęć ale jednak rozmowa z nami, jeśli znajomy czy znajoma przekonają nas że romans to nie zdrada ale nowo znalezione uczucie, coś poważnego i zamierza wkrótce ujawnić prawdę np. małżonkowi, nic nie pozostaje jak stanąć z boku, można powiedzieć co się myśli ale raczej nie da to wielkiego efektu, jeśli to coś głębszego to znajoma nie posłucha i tak, uczucia to broń z którą rozsądek przegrywa zawsze.

Co innego gdy zdrada jest efektem jakiś małżeńskich problemów, sposobem na rozrywkę, przeżycie jakiejś przygody, nie warto tego wtedy oceniać pod względem moralnym, warto mówić o faktach, o rozsądku, coś co w kwestii uczuć nie działa w kwestii skoków w bok może pomóc... Zdradzająca osoba często może nie od razu ale da się przekonać że więcej ryzykuje niż zyskuje a może stracić coś co potem trudno jeśli w ogóle da się odbudować, odzyskać.

Jeśli przyjaciółka przemyśli sprawę i zdecyduje się swoją przygodę na boku zakończyć, twarda zasada, nie wolno mówić o całej sprawie zdradzonej osobie, takie wyjawienie tego co było i się skończyło może jest moralne ale może zniszczyć próbujący się odbudować związek, może podkopać na zawsze zaufanie i tak naprawdę niczego dobrego nie przyniesie, zada tylko ból a czasu nie cofnie więc jeśli przekonaliśmy kogoś by zakończył skoki w bok nie wolno o tym co było mówić zdradzanemu partnerowi. Cel uświęca środki.

Warto nadmienić że osoba zdradzająca postawiona w takiej rozmowie przed faktem że my wiemy często się wstydzi swoich czynów, świadomość że coś co miało być sekretem na całe życie jest już komuś znane działa jak straszak, koniec zabawy trzeba decydować, wybrać dobrze. To działa na naszą korzyść, tych którzy chcą pomóc tej osobie.

Sposób trzeci, interweniujemy ale mówimy co wiemy osobie zdradzanej, trudna sprawa, możemy spotkać się znów z dwiema formami reakcji. Zaprzeczeniem, złością i obarczeniem nas jakimiś złymi intencjami, kończeniem przyjaźni itp. A dodatkowo taka osoba która się dowie, musi to skonfrontować z osobą która zdradza, czyli zaczyna się w ich związku otwarty i poważny kryzys, obie strony będą miały do nas żal, jedna że przynieśliśmy tą złą wiadomość a wiadomo co się dzieje z posłańcem przynoszącym złe wiadomości a druga będzie miała do nas pretensje że wygadaliśmy ją... To jest jeden z gorszych scenariuszy. Wszyscy przegrywają włącznie z nami.

Druga możliwość zachowania się po przedstawieniu prawdy zdradzonej osobie, jej załamanie ale też chęć rozmowy, nie wiele tak naprawdę nam pozostaje w tej rozmowie, mamy jedno wyjście, przekonać kogoś że wszystko może się jeszcze ułożyć i żeby tak od razu tej drugiej osoby nie skreślać, żeby się zastanowić czy warto kończyć ten związek czy może mimo bólu próbować wyjaśnić problemy i coś odbudować. Metoda najtrudniejsza, taka rozmowa wymaga od nas ogromnych umiejętności psychologicznych, empatii, zdolności przekonywania... Nie polecam, ale zarazem chciałby wspomnieć że w każdej z trzech metod i w każdej formie zachowania... trzeba mieć absolutną pewność że sam fakt zdrady jest w 100% pewny, bo mówienie o czymś o czym tak naprawdę nie jesteśmy przekonani to może być harakiri dla nas i zapalnik dla znajomych... Najpierw pewność potem wybór metody.

Ja osobiście w życiu byłem zmuszony wybrać jedną z tych metod, znajoma miała skok w bok, jednorazowy czyli głupi błąd mogący skutkować na całe jej życie, wybrałem metodę drugą, spotkałem się z nią i porozmawiałem, na całe szczęście chciała rozmawiać... Mijają już dwa lata, znajomej związek zakwitł na nowo, znajomy nie wie, dla własnego dobra, mogłoby to zniszczyć bardzo wiele gdyby wiedział, a znajoma po tym fakcie zdając sobie sprawę z problemu zainwestowała swoje starania by ich życie wspólne było lepsze i efekty są... a zdrada się już nie powtórzy... ale każdy przypadek jest inny, wszystkiego przewidzieć się nie da.



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl


komentarze (60) | dodaj komentarz

MODA OCZAMI MĘŻCZYZNY

czwartek, 07 października 2010 14:48
Dzisiejsza moda to dwa światy, realnie ładne i atrakcyjne stroje dodające urody każdej kobiecie i wymyślne bzdurne niby dzieła sztuki prezentowane na wybiegach, których żadna "normalna" kobieta nie założy a kosztują fortunę i wmawia się nam że to jest symbol stylu i elegancji...

(zdjęcie przykład... strój z czekolady... apetyczny ? no nie wiem, ale wszyscy pewnie klaskali jakie to wspaniałe, jaki pomysł, moda najwyższego poziomu, dzieło sztuki, diament w koronie projektanta...czy komentarz jest konieczny ?)


Moda, co to takiego jest ? Wikipedia mi podpowiedziała... "MODA w potocznym rozumieniu oznacza potrzebę naśladowania innych, aby się identyfikować z nimi, ta psychiczna potrzeba najdobitniej jest widoczna w ubiorze."

(Zastanawiam się z kim lub czym kobieta nosząca taki strój ma się identyfikować i co wyraża... ach, chwilka, projektant pomyślał o tym by dać nam podpowiedź, z cukrem... jaka ta pani jest słodka... przy takiej modzie czasem może zebrać się na coś pojawiającego się po za dużej ilości słodyczy... mdłości.)


Ciekawe, szczerze każdy prawdziwy mężczyzna raczej lubi się identyfikować i naśladować innych w kwestii zachowania, poglądów, spojrzenia na życie... nie mody... To w moim odczuciu kobiety częściej odbierają modę przez pryzmat wyglądu, ubioru, bo sama potrzeba identyfikacji z większą całością, jest czymś naturalnym dla każdego, tylko bardzo mały procent ludzi nie odczuwa tej potrzeby i jest im absolutnie obojętna wtedy ich nazywamy prawdziwymi indywidualistami.


(Projektant, projektując jakiś strój chyba powinien myśleć o klientce, o kobiecie chcącej to ubranko założyć, a teoretycznie jego praca powinna pomóc klientce odnaleźć i wyrazić siebie, identyfikować się z jakąś grupą, szczerze powyższy przykład każe mi się zastanowić co wyraża ? i z kim w takim ubraniu można się identyfikować ? jakieś pomysły ?)


"Moda wiąże się z pojęciem stylu, ale nie jest jego synonimem podobnie jak pojęcie elegancji. W węższym znaczeniu słowo moda odnosi się do projektowania ubioru. Moda zawsze posiada swoją awangardę, czyli grupę, która pierwsza inicjuje naśladownictwo czegoś, najczęściej form ubioru."


(Moda odnosi się do projektowania ubioru, czy to jest coś do noszenia ? gdybym spotkał tak ubraną kobietę na ulicy myślę że mógłbym śmiało powiedzieć że przeżyłem bliskie spotkanie trzeciego stopnia z cywilizacją pozaziemską. No tak, ale moda posiada awangardę, grupę która pierwsza zaczyna jakiś trend, mam nadzieje że to nie to... już się boję, oby tego nikt nie naśladował, ale może ja się nie znam, jestem przecież ignorantem w tej dziedzinie.) 


"Natomiast styl w modzie jest związany z indywidualnym, przystosowanym do potrzeb psychicznych określonego użytkownika sposobem wyrażania siebie poprzez formę ubioru."



(Ach, ten styl... i wszystko jasne, ktoś się tak ubierze od razu wiemy że należy taką osobę pakować w kaftanik bezpieczeństwa i na leczenie... a jeśli w ten sposób ktoś ma potrzebę wyrażania siebie, pozostaje się tylko bać bo na śmiech to zbyt poważna sprawa.)


Zastanawiam się jak świat mody może funkcjonować skoro twory projektantów wyglądają, tak a nie inaczej, czy to jest jeszcze moda ? czemu to służy ? gdyby ktoś to nazwał sztuką nieużytkową to tak... nie nam oceniać co komu w duszy gra, sztuka to sztuka... ale to nie jest sztuka tylko moda, czasem pretendująca do miana sztuki ale wtedy powinna być opatrzona zastrzeżeniem, nieużytkowa.


(UFO ?)


(Rok nauki chodzenia zaowocuje dziesięciometrowym spacerem !)


(Buty ?)

Kobiecie taka moda nic nie daje a jeszcze pogarszają jej samopoczucie bo te inne kobiety oklaskiwane super...top...modelki na wybiegach mają takie stroje a zwykła kobieta nigdy mieć ich nie będzie (całe szczęście), więc często rodzi się w niej takie poczucie że jest beznadziejna, wszelkie czasopisma o modzie krzyczą, bądź nowoczesna, inna od reszty, modna...

Prezentowane przykłady są oczywiście ekstremalne, istnieje moda do noszenia, ładna, użyteczna, ale w takim razie po co hipokryzja i oklaski przy takich przykładowo tworach projektantów, których nikt po za nimi samymi nie rozumie, a wytłumaczyć przez kreatywność i artyzm można wszystko... Przykładowo gdybym był znanym projektantem zrobiłbym sukienkę z makaronu, dodałbym głupi tekścik że niby makaron ma wyrażać linie życia i ich nietrwałość w nowoczesnej zabieganej kulturze postindustrialnego zachodu, makaron robi się z jajek, czyli symbolu życia, a życie to wyzysk i dążenie do wolności, och ileż w tej kreacji byłoby symboliki a jakie przesłania można by było zawrzeć... i gwarantuje nikt by słowem nie szepnął że chyba mi odbiło ! A cena za taką sukienkę, coś koło ceny mercedesa, no bo sztuka przecież ledwo da się wycenić...

A kobiety zamiast zaufać instynktowi w czym jest im ładnie poddają się nałożonej na nich presji i efekt jest taki że gonią za ideałami z gazet, których nigdy się nie osiągnie a w tej gonitwie zapominają o dwóch najważniejszych rzeczach, o tym by to one dobrze się czuły w ubraniu i żeby podobały się mężczyźnie...



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (16) | dodaj komentarz

PIERSI OCZAMI MĘŻCZYZNY

poniedziałek, 04 października 2010 21:55


Piersi, niewątpliwy atrybut urody każdej kobiety, jakże istotny dla każdego prawdziwego mężczyzny, to one mają magiczną moc przyciągania naszego wzroku, hipnotyzują nas a jak kilka Pań w życiu mi zdradziło ponoć nas mężczyzn ogłupiają. Trudno się z tym nie zgodzić bo cóż jest złego gdy się podziwia piękno w czystej postaci i raczej ciężko skupić myśli na czymś innym a im piersi piękniejsze tym trudniej o nich zapomnieć zdrowemu mężczyźnie.

Kobiety doskonale zdają sobie sprawę że pod tym względem są ciągle mierzone wzrokiem i porównywane dlatego i same zaczęły przykładać ogromne starania by ich biust wypadał jak najlepiej... staniki ze specjalnymi wkładkami, ćwiczenia mające ujędrnić, kremy itp. A wszystko to po co ? a no po to by przykuwać męski wzrok, bez hipokryzji, każda kobieta lubi się podobać, oczywiście niekiedy Panowie przesadzają i swoją nachalnością w spojrzeniu sprawiają kobietą ogromny dyskomfort ale wiadomo, wszystko w racjonalnych ilościach jest przyjemne i nieszkodliwe.

Dojrzałe kobiety to wiedzą, nastolatki nie koniecznie i przez to mają wiele kompleksów, nie jest prawdą że dla mężczyzny im większe piersi tym lepiej, piersi są jednym z głównych atrybutów wyznaczających atrakcyjność kobiety ale gusta w stosunku do ich wielkości, kształtu, są tak zróżnicowane że naprawdę żadna kobieta nie powinna mieć problemu z akceptowaniem tego co jej się dostało od natury bo zawsze znajdzie się spore grono wielbicieli konkretnego rozmiaru i kształtu. Jedyne co mogę powiedzieć że tak na oko 70% mężczyzn lubi piersi w normalnych rozmiarach, ani za duże ani za małe, to chyba jedyny wyznacznik... ale te 30% to spory odsetek i w nim mniej jest tych co lubią piersi ogromne a więcej tych którzy wręcz wielbią kobiety z małym biustem, gusta są różne.

No i mały fakt, o którym drogie Panie zapominają często, w mężczyznach jest odruch spojrzenia na piersi, odruch nad którym nie panują, mężczyzna decyduje czy będzie się gapił głupio w dekolt, oczywiście ! ale nie decyduje o błyskawicznym jednorazowym spojrzeniu, tak nas zaprogramowała natura, odruch bezwarunkowy...

Kobiece piękno, to dla mężczyzny największy cud, widać to w sztuce, a spojrzenie na piękno i co dla kogo jest piękne jest tak indywidualną sprawą że każda kobieta, która ma z piersiami związane kompleksy bądź źle się czuje z tym co dała jej natura niech natychmiast o takich myślach zapomni... Pisze to mężczyzna i wie co pisze.


Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl


komentarze (173) | dodaj komentarz

POLITYCZNE GRZYBKI

piątek, 01 października 2010 14:57


Polityczne GRZYBKI, Grzegorz Napieralski, szef klub parlamentarnego SLD, wybrał się na GRZYBY, szczerze ma odwagę lub brak mu rozumu (jak kto woli), bo ja gdybym był politykiem nie wybierałbym się na grzyby kiedy to w każdym wydaniu informacji w każdej stacji telewizyjnej słychać o chłopcu, który tak nieszczęśliwie się zatruł i walczy o powrót do zdrowia. Dodatkowo w mediach jest głośno o dopalaczach, dopalacze kojarzą się z narkotykami a narkotyki z grzybkami o trochę innych niż kulinarne zastosowaniach... skojarzenie zbyt dalekie ? raczej nie bo obecne w ogólnej świadomości społeczeństwa. No więc sprytny polityk raczej nie grzybami próbowałby zabłysnąć w takim momencie przed wyborcami pokazując jaki to on jest "SWÓJ CHŁOP", bo żeby nie było wątpliwości ta wyprawa na grzyby to taka typowa pokazówka mająca na celu przybliżyć polityka ludziom.

To nic złego, tak się robi na całym świecie, tyle że, robi się to na dwa sposoby, pierwszy oficjalny gdzie polityk nic nie kryjąc jeździ po szkołach i szpitalach i przed kamerami pokazuje jak mu zależy lub jak współczuje. Drugi to sposób podstępny, ustawka, fotoreporterzy, paparazzi, wiedzą gdzie i kiedy polityk będzie robił najnormalniejsze rzeczy typu zakupy z rodziną i pstrykają fotki, które potem sam polityk sobie wybiera najlepsze i ukazują się w gazetkach, cel osiągnięty a nikt go nie posądzi że biega tylko przed kamery...

W przypadku Pana Grzegorza ktoś spaprał robotę, ustawka to nie była, oficjalne też nie, tylko takie tandetne show dla ludu, kamery zaproszone, miejsce to chyba wybrali na chybił trafił, bo jak las to i grzyby muszą być ? no muszą prawda ? Ludzi trochę nieświadomych spędzili na to wielkie grzybobranie i proszę, można stać przed kamerą i mówić jak to fajnie zbierać grzyby... szkoda że Pan N. zapomniał o samym zbieraniu, parę razy trzeba mu to oddać schylił się ale ze zbierania nie wiele wyszło a i zamierzony efekt medialny chyba rozczarował SLD, bo cała akcja wypadła bardziej śmiesznie niż poważnie, bardziej tandetnie niż sprytnie, bardziej dramatycznie niż ciekawie.

To nie prawda że nie ważne jak o nas mówią ważne by mówili, nie w polityce, w show biznesie tak, polityce nie... bo celebryta żyje z tego że się go gdzieś zaprasza, mówi o nim, polityk żyje z tego że ludzie ufają mu i wierzą że ma coś do zrobienia, zła akcja promocyjna to minus a nie plus, jak się ludzie śmieją z polityka to nie znaczy że będą na niego głosować, jak się śmieją z celebryty to wręcz przeciwnie chcą się śmiać jeszcze więcej więc tym bardziej chcą go oglądać. Polityk wbrew twierdzeniu paru ludzi nie powinien i nie jest gwiazdą kina...

Przykro mi Panie Napieralski, grzyby trzeba umieć zbierać, a politycznym i medialnym zwierzęciem trzeba być a nie udawać. Radzę zmianę doradców. Ja bym chętnie się podjął ale beznadziejnych spraw nie biorę ;-)



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl


komentarze (5) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 643