Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 885 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3372693
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7384

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

JAK ZOSTAŁEM Z JASIEM

niedziela, 29 stycznia 2012 1:00

 

To był piękny dzień, wiosna, przyroda budziła się do życia, słoneczko świeciło jakby mocniej, wszedłem do sklepu, zobaczyłem go! przypadkiem, nie szukałem, od razu przykuł mój wzrok, wśród innych wyróżniał się, wyczułem wysoką klasę. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, kluczyłem, robiąc krok za krokiem, by być bliżej niego. Przyznam, bałem się by nikt mnie nie obserwował, a co gorsze, aby nikt nie dostrzegł, że to on mnie zainteresował. Jednak żądza dotknięcia go była dla mnie zbyt mocna, podszedłem blisko, upewniłem się jeszcze raz czy nikt nie widzi, wyciągnąłem dłoń, dotknąłem go! Nie było odwrotu, wziąłem go w ramiona, przytuliłem, był taki przyjemny, pomyślałem, to ON, tylko ON, tylko z NIM…

Wszystko potoczyło się błyskawicznie, wziąłem go do domu, zaraz po przekroczeniu progu, poczułem, że znów chcę mieć go blisko siebie, wtuliłem się w niego, jaki on cudowny! Zastanowiłem się szybko, pokój gościnny czy sypialnia, jednak sypialnia, gdzież indziej mógłbym go wykorzystać, jak nie tam!

Rzuciłem go na łóżko, sam zacząłem pozbywać się zbędnego ubrania, było tak duszno, żeby nie powiedzieć gorąco, to wiosna, a wtedy najlepiej… Wskoczyłem do łóżka, tuż obok niego, spojrzałem jeszcze raz na to, jakie mam ogromne szczęście, że go znalazłem, że jesteśmy tu i teraz, razem... Przytuliłem się, wiosna to najlepszy okres na… krótkie drzemki! Zwłaszcza z cudowną małą poduszką pod głową, tak zwanym JAŚKIEM. Trafić na dobrą poduszkę, to prawie jak wygrać na loterii, od właściwej poduszki przecież wiele zależy… dobry i spokojny sen, czego efekty odczuwamy po przebudzeniu, jesteśmy wypoczęci, pełni energii, nie ma co bagatelizować więc sprawy, oczywistą staje się moja radość, trafiłem idealnie… od tej pory jesteśmy razem, co noc!



mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

CECHY ZŁEJ TEŚCIOWEJ

piątek, 27 stycznia 2012 11:26

 

Kupując dom, każdy rozsądny człowiek, myśli w jakim miejscu jest położony, co jest blisko a co daleko, jaka jest okolica. Ma to znaczenie dla naszego komfortu funkcjonowania we własnych czterech ścianach. Teściowa to taka okolica domu, który w tym wypadku symbolizuje naszą ukochaną osobę. Nikt zapewne nie decyduje się na bycie z kimś zwracając szczególną uwagę na to, jakich teściów dostaje w pakiecie, ale warto wiedzieć, w co wkraczamy, wiążąc się z daną osobą… godzimy się na akceptowanie jej rodziny. Nawet, gdy za nią nie przepadamy, rodzina to nie tylko spotkania od święta… to stały kontakt… i stały wpływ… a co za tym idzie, mogą z tego wynikać również stałe problemy.

Jedyne wyjście, od samego początku ułożyć sobie wzajemne zasady odnośnie relacji i wyznaczyć nieprzekraczalne granice by w późniejszym okresie nie mieć poważnego problemu. Złe teściowe często próbują naruszyć ten naturalny porządek…

 

 

Oto 10 cech złej teściowej, jeśli choć połowę z nich znajdziecie u swojej… przyszłej teściowej to lepiej radzę już zacząć myśleć jak wszystko ułożyć, tak by wasza przyszłość nie przypominała horroru…
   
- Zawsze wie lepiej – wie wszystko, a to co robi absolutnie nie może podlegać dyskusji, każda forma krytyki jest dla niej równoznaczna z wypowiedzeniem wojny.

 

- Wtrąca się do wszystkiego – swoje niekwestionowane życiowe doświadczenie według niej uprawnia do kontrolowania każdego aspektu życia swojego dziecka, a przez to i sposobu funkcjonowania waszego związku.

 

- Bardzo się poświęciła – uważa się za idealną matkę i jest z tego dumna, na każdym kroku, więc raczy o tym wspominać, dodatkowo oczekując wiecznej i niegasnącej wdzięczności za jej ogromne poświęcenie.

 

- Zawiedziona – bardzo żałuje, że jej dziecko jest z tobą, zasługuje przecież na kogoś lepszego niż ty, natomiast ty zawsze w jej oczach będziesz przyczyną wszelkich niepowodzeń… da ci to do zrozumienia lub nawet wprost powie.

 

- Dama – uważa się za lepszą od większości ludzi, twoją część rodziny traktuje jak margines społeczny, zawsze podejdzie do ciebie pogardliwie.

 

- Marzycielka – mimo że macie dzieci, żyje się wam dobrze i się kochacie, jesteście ze sobą kilka lat, ona przy każdej sposobności wyrazi swoje marzenia, w których wreszcie nasza druga połówka opamięta się i wygoni ciebie ze swojego życia, niekiedy podejmuje kroki by w tym pomóc…

 

- Naczelnik – ustawi ci grafik życia, będzie rozliczać z realizacji, punktować na każdym kroku.

 

- Przyszła babcia – kiedy planujecie powiększenie rodziny? chciałabym być już babcią! i takie teksty usłyszycie na okrągło, nie wystarczy raz odpowiedzieć, że wam się nie śpieszy, pytania i pretensje będą się powtarzać systematycznie a ich natężenie rosnąć.

 

- Wiecznie blisko – oczekuje, że zamieszkacie na początek z nią lub bardzo blisko, tak by mogła wpadać do was codziennie, niby przypadkiem przesiadywać korzystając z waszej gościnności stanie się domownikiem, bardzo uciążliwym…

 

- Nieszczęśliwa – narzeka na ciężkie życie, pragnie zbudować poczucie winy w swoim dziecku, że ono żyje swoim życiem i nie jest już zależne od swojej mamusi… wykorzystuje to do osiągania własnych celów, wiecznie nieszczęśliwa! cały świat jest przeciwko niej!

 


Dobre teściowe istnieją, to prawdziwe skarby! ale złe, przez wieczną ingerencję, zniszczyły nie jeden związek…

 

 

 

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (179) | dodaj komentarz

DLACZEGO TWÓRCY POLSKICH FILMÓW KPIĄ Z WIDZÓW?

poniedziałek, 23 stycznia 2012 12:22

 

Od kilku lat idąc do kina, na rodzime produkcje filmowe, czego możemy się spodziewać? oczywiście kiepskich filmów, bardzo rzadko zdarza się coś godnego obejrzenia i wcale nie mówię tu o kinie ambitnym. Chodzi mi tu o typowo rozrywkowe, komercyjne kino. Nie pierwszy raz o tym piszę. Ja się czuje dosłownie potraktowany jak największy idiota przez twórców naszych filmów, bo przecież traktują mnie jakbym miał połowę mózgu. Najgorsze, że im na to pozwalam, bo w przypływie naiwności wierzę, że może mnie coś pozytywnie zaskoczy. Kupuje bilet, siadam, oglądam, a tu rozczarowanie za rozczarowaniem i potworny niesmak po wyjściu z sali…

Dziwnym sposobem ludzie odpowiadający za powstanie konkretnego obrazu doszli do wniosku, że na polskim widzu można zarobić przy okazji zbytnio się nie wysilając, a dając mu tylko pretekst by wydał kilkanaście złotych na bilet… bo przecież nie zaprotestuje! A jeszcze naiwny błąd powtórzy! przez co twórcy nie muszą się obawiać, że jednym gniotem zrażą widownie do wydania następnych pieniędzy. Jestem winny, jak my wszyscy, kolejne premiery, kolejne bilety, kolejny niesmak, już nawet sami żartujemy z poziomu naszej kinematografii, napędzając działania tych biorących nas za kretynów do dalszej produkcji (bo z twórczością to tak naprawdę mało ma wspólnego).

Właśnie produkcja, kojarzy mi się z taśmą produkcyjną, gdzie każdy pracownik wykonuję konkretną czynność mechanicznie, podobnie z naszym kinem. Znajdują się instytucje chętne do zainwestowania, bo się zwróci i coś zarobi, reżyserowie, podejmują się zadania, no bo wymagania mizerne, a kto za lekką pracę nie chciałby dobrze zarobić, aktorzy biorą głupie role, z tego samego powodu co reżyserowie, łatwo, bez wymagań, bez wysiłku, można stać i klepać tekst a kasa leci…

I tak się ta maszyneria kręci. Nie należę do ludzi obarczających winą kogoś za chęć zysku, mają prawo do tego i nie budzi we mnie żadnych sprzeciwów chęć zarobienia jak najwięcej, ale obraża fakt, że ci ludzie są pozbawieni chęci tworzenia!

Dobrych reżyserów i aktorów poznaje się po tym, że praca jest ich całym światem, a nawet życiem… Odpowiedzmy sobie na pytanie, w takim razie jak można pomyśleć o kimś, kto wykonuje taką fuszerkę? czym jest dla niego ta praca? odpowiedź brzmi prosto, niczym… Zajęciem do zarabiania, nie pasją, nie miłością, żeby być dobrym rzemieślnikiem też trzeba mieć serce do danej pracy, a co dopiero do aktorstwa… Idąc dalej, zastanówmy się też kim są dla tego niby twórcy, aktora, widzowie? my! przychodząc na film, płacąc za bilet, no kim jesteśmy dla nich? jeśli dla nas pracując, grając, tworząc, robi się fuszerkę, tak oczywistą, że nie można nawet nikogo usprawiedliwić, że niby chciał dobrze a wyszło jak zawsze…

 

 

Siadając przed ekranem, czego jestem pewien? rodzima produkcja dostarczy mi:

- brak fabuły lub tak głupią, że wolałbym jednak jej brak

- źle napisany scenariusz (dużo przekleństw, mało sensu)

- drewniane aktorstwo (gram dla kasy, tekst prawie czytam do kamery)

- tych samych pięciu, może siedmiu aktorów (chyba każdy wie jakich?)

- product placement (w pewnym filmie wszystkie samochody były jednej marki, to aż komiczne!)

- akcja toczyć będzie się w Warszawie (80% ukłon w stronę kreatywności albo jej braku)

- będzie to komedia romantyczna (80% i tyle to ma wspólnego z komedią, że na plakacie trzeba napisać że to komedia, inaczej nikt się nie zorientuje! a może nawet nie uwierzy więc warto dopisać, że to wreszcie prawdziwa komedia… A romantyczna? no bo bohaterowie pod koniec zrozumieją, że byli dla siebie stworzeni od początku, wow! szok!)

- fatalną scenografię, efekty, wszystko… (dobre kosztuje, a to masowa produkcja więc nie warto)

To może teraz jakieś plusy?

- eee… to mi trochę musi zająć, może coś znajdę…

I żeby nie było! Mamy wielu uzdolnionych ludzi, moglibyśmy tworzyć naprawdę dobre filmy komercyjne, ambitne, wszelkie, tyle że wszyscy chcący zrobić coś dobrze muszą szukać szczęścia poza granicami lub zwyczajnie się nie przebiją, bo do produkcji masowej, mechanicznej, potrzebni są ludzie mechanicznie pracujący, ci bardziej ambitni, kreatywni przy taśmie się nie sprawdzą… proste?

Sposób na zmianę? omijać nasze produkcje? tak… tylko co z naszą naiwną wiarą…



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (12) | dodaj komentarz

NIE KAŻDY PIES GRYZIE – CZYLI KILKA SŁÓW O PROBLEMACH

czwartek, 19 stycznia 2012 3:36

 

 

Życie jest pełne problemów, co do tego niestety nikogo nie trzeba przekonywać, są jednak tacy ludzie, którzy twierdzą, że życie to tylko i wyłącznie jeden wielki problem! Nie lubię takich osób. Sam, jako realista, wiecznych pesymistów wokół siebie wolę nie mieć. A to oni chyba są twórcami tezy, że im więcej tych kłopotów rozwiążemy, tym więcej nowych się pojawi, prawo stare jak świat… z ziarnkiem prawdy w sobie, ale bez przesady!

I w tym chyba leży prawdziwy problem większości ludzi, bo jak można być w życiu szczęśliwym, jeśli dla kogoś samo życie jest niekończącym się pasmem problemów? Rozumiem, że czasem najbardziej oczywiste prawdy są tymi najtrudniej akceptowanymi, a przecież w życiu kluczowe jest odpowiednie nastawienie i podejście do nieszczęść, jakie przynosi nam dzień powszedni…

Problemy można rozwiązywać na wiele sposobów, ale przeciętny człowiek woli sobie własne życie komplikować, myśląc, że tak naprawdę sobie je ułatwia… ach te złudzenia… I co robi? w swym błędnym przekonaniu uznaje, że jeśli czegoś nie widać to, to nie istnieje, zamiata i zamiata kłopoty pod dywan! Ucieka od nich, ale bez względu, co się zrobi żeby ich nie dostrzec, jeśli są to nie znikną a i tak powrócą, taka jest prawda. Prędzej czy później nierozwiązane kwestie uderzą ze zdwojoną siłą! No i ile można zamiatać pod dywan? jeśli na środku pokoju wyrasta mały Mount Everest, to ostatni dzwonek żeby coś zrobić...

A skoro takie są fakty, może warto przestać szukać wymówek i rozpocząć budowę odpowiedniego podejścia, wspomagającego radzenie sobie w obliczu kłopotów. Brzmi strasznie, ale właśnie umiejętność budowania takiego nastawienia, będzie odpowiedzialna bardzo często za nasze szczęście. 

Na początek właściwe, czyli pozytywne nastawienie, wiem, że o nie trudno, zwłaszcza, gdy jest źle… ale niektóre sprawy bywają bardzo często czymś dobrym choć na pierwszy rzut oka wydają się być nieszczęściem. Nawet największy pesymista wie, że to prawda. Warto pamiętać, że każdy problem stanowi świetną okazję do rozwoju i wypracowania odpowiednich mechanizmów poprawiających nasz charakter, o który przecież zawsze należy dbać, udoskonalać, dopracowywać. Tylko te osoby chcące przegrywać w życiu ustawiają sobie poprzeczkę na jednym stałym poziomie i nigdy jej nie podnoszą! Im częściej weźmiemy nasze sprawy we własne ręce nic nie pozostawiając przypadkowi, to tym rzadziej będziemy musieli odbierać bolesne lekcje, oparte na własnych porażkach. Swoją drogą na własne życzenie bo NIKT NIE JEST WINIEN TWOJEGO NIESZCZĘŚCIA – TYLKO TY!

 



Nie wolno zapominać, że każdy problem bez względu na jego skomplikowanie, niesie za sobą rozwiązanie, tylko trzeba umieć je dostrzec. Wszystko co staje nam na drodze, utrudnia funkcjonowanie, jest pierwszym stopniem do rozwoju, ponieważ wszelkie znaczące pomysły powstawały w umysłach ludzi niegodzących się z zaistniałą sytuacją i chcących ją zmienić! Problem może być świetnym punktem wyjściowym i motywatorem do zmian! Z każdego kłopotu można wyciągnąć garść przydatnych doświadczeń, a potem wykorzystać je na naszą korzyść.

Większość ludzi uważa jakikolwiek życiowy błąd i porażkę za coś złego, no cóż, trudno z tym dyskutować, ale tyle o ile za nasze błędy odpowiadamy tylko wyłącznie my i za ciąg fatalnych decyzji, również winnego nie wolno szukać poza naszą osobą… o tyle będę bronił stwierdzenia, że nawet ze złej decyzji, problemu jaki się nagle pojawi, można zrobić kolejny krok do szczęścia i sukcesu. Klęski i porażki, jeśli dobrze na nie spojrzeć to... tylko etapy, mało przyjemne, problematyczne, ale absolutnie nie zamykają nam możliwości realizacji. Nie ma takiego problemu, który nie byłby okazją, zawsze jest czas na pozytywną zmianę!

Wszystko co nas boli, dręczy i po nocach nie pozwala spać, to nie tyle sama trudna sytuacja co jej wyobrażenie. Lubimy się nakręcać, wiem że to trudne, ale niekiedy rozwiązanie dla pewnych spraw znajdujemy wtedy, gdy przestajemy go tak usilnie szukać. Nie mylić z unikaniem problemów! To tak jak ze zgubionymi kluczykami, zawieruszą się, szukamy, złościmy się, przetrząsnęliśmy każdy kąt, no i nic… siadamy zmarnowani, poddajemy się i… o rany, tam są! Podobnie z rozwiązaniami trudnych spraw, jednak akceptacja dla problemu, to niestety warunek konieczny, nie wolno tego mylić ze zgodą na zaistniałą sytuację, tylko ze zrozumieniem zaistnienia jakiejś niedobrej dla nas sytuacji, wyparcie działa bowiem chwilowo dając ulgę, na moment, na dłuższą metę jednak jest destrukcyjne.

Wejście tak naprawdę w jądro problemu, nie w efekty jakie przynosi, tylko realne przyczyny problemu, jest strzałem w dziesiątkę. Wszystko staje się jasne i zrozumiałe, a to poważny krok na drodze do szczęścia… Wielu ludzi walczy ze swoimi demonami walcząc z objawami choroby, efektami jakie przynosi jakiś kłopot, a w sumie zapomina przecież o najbardziej logicznym działaniu, uderzeniu tam, gdzie się wszystko zaczyna. Chorobę pokonuje się lecząc przyczyny a nie skutki.

Nie wolno brać sobie do serca faktu, że ktoś może się dowiedzieć, że mamy z czymś kłopot. Udawanie że go nie ma i tak nie zmieni domysłów jakie będą krążyć po głowach znajomych. A jest taka metoda by nawet przyznać się do czegoś co teoretycznie stawia nas w złym świetle, ale wyjaśnić to po swojemu, lepiej by bliscy znali prawdę z twoich ust niż domyślili się obserwując ciebie bacznie i dostrzegając jakieś twoje zmagania. Udawać na chwilę że wszystko jest ok, to jak biegać ze złamaną nogą, boli niesamowicie i pogarsza stan, a i pobiegnąć daleko się nie da! więc po co? To działa tylko chwilowo, gwarantuje że będzie gorzej, przychodzi wstyd i trudności z pogodzeniem w świetle faktów… że coś w naszym życiu nie jest tak jak powinno. Po co siebie i otoczenie okłamywać? w krytycznych sytuacjach najłatwiej o odwagę, bo niewiele się wtedy dla nas liczy, a w szczególności ryzyko wynikające z podejmowanych działań, przestaje blokować nasze poczynania, warto więc może być odważnym… stawić czoła problemom, spojrzeć im prosto w twarz…
 
Nie każdy pies gryzie, nie każdy problem jest problemem, jakby to dziwnie nie brzmiało, spojrzenie i podejście w trudnych sytuacjach potrafi obrócić bieg zdarzeń diametralnie!


 

Mała historyjka, na którą kiedyś gdzieś wpadłem, bardzo dobrze obrazuje o co w tym wszystkim chodzi i daje do myślenia.

Pewna młoda kobieta zmęczona walką z życiowymi problemami udała się do matki po poradę, opowiedziała jak jest jej ciężko i że nie potrafi sobie poradzić z tym co na nią spadło. Jej matka zaprowadziła ją do kuchni, napełniła trzy garnki wodą, do pierwszego wrzuciła marchewkę, do drugiego jajko, a do trzeciego garnka ziarenka kawy. Bez słowa zaczęła gotować… kilka minut później przerwała i zapytała córkę co widzi?

Kobieta zdziwiła się ale odpowiedziała, najprościej jak to możliwe, marchewkę, jajko, kawę. Matka kazała się jej jednak przyjrzeć dokładniej. Marchewka zrobiła się miękka, jajko twarde, kawa wydała swój aromat… Córka zapytała, co ma jej to wszystko powiedzieć, na co matka wytłumaczyła, każda z tych rzeczy została poddana temu samemu procesowi, ale każda zareagowała na niego inaczej. Jak z ludźmi, trafiamy na podobne problemy, ale w ich obliczu zachowujemy się inaczej.

Marchewka na początku była twarda ale szybko stała się miękka i słaba, jajko stwardniało jeszcze bardziej, a ziarenka kawy zmieniły kolor wody i rozniosły swój aromat. Do kogo jesteś podobna? zapytała matka… do marchewki, jajka, czy może kawy… W momencie gdy problemy pukają do twoich drzwi, jak zareagujesz? będziesz jak marchewka, która wydaje się twarda, silna ale w obliczu bólu i trudności robi się słaba? A może będziesz jak jajko, twarde na zewnątrz w środku miękkie, które w kłopotach z czasem twardnieje także wewnątrz. Czy może jednak zachowasz się jak ziarenka kawy, które zmieniły tak naprawdę otoczenie, jakby inaczej spojrzały na ten sam problem?

W najczarniejszych godzinach prób trzeba potrafić wzbić się ponad oczywiste zachowanie, spojrzeć na wszystko inaczej, a problemy, starać się kształtować swoim aromatem, czyli swoim podejściem, ogarnąć wszelkie trudy, nie pozwolić by to one nas kształtowały, tylko żebyśmy my je kształtowali, w tym leży sekret radzenia sobie z trudnościami.

Piękne i proste przedstawienie reakcji wobec tych samych czynników, dające do myślenia.

Złe zdarzenia są częścią naszego życia, ale jak to się mówi, gdzie jest wola tam jest i sposób by dać sobie radę! Na każdą trudność jest sposób, alternatywa niosąca rozwiązanie, trzeba ją znaleźć, a można to uczynić tylko wtedy gdy się chce! Zamiast poddawać się, człowiek wstaje i walczy, upada, to się podnosi, a im częściej upada tym szybciej musi umieć wstawać, a im szybciej wstaje, tym lepiej sobie radzi ze wszystkim, bo największym sukcesem dla życiowych problemów jest zagarnięcie naszych myśli i czasu, nie dając im tego, problemy nie są takie straszne, strach ma wielkie oczy! I to strach powstrzymuje nas przed działaniem, przed szukaniem rozwiązań, a nawet przed podejmowaniem kroków mogących nam pomóc. Dlatego tylko patrząc odważnie wprost na wyzwania jakie zaserwuje nam życie, damy sobie radę ze wszystkim…

 


Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (11) | dodaj komentarz

NIKT NIE JEST WINIEN TWOJEGO NIESZCZĘŚCIA – TYLKO TY!

niedziela, 15 stycznia 2012 11:16

 

 

Zaskakujące jest dla mnie, jak głęboko w ludzkiej naturze zagnieździł się jak tasiemiec, mechanizm seryjnej produkcji usprawiedliwień na każdą okazję, najczęściej aktywny odnośnie źle podjętych życiowych decyzji. Praktycznie mamy go wpisanego w DNA, dziedzicząc po rodzicach lub co gorsza nabywając jak chorobę zakaźną, przenoszoną drogą kropelkową od znajomych. Nie wyciągamy właściwych wniosków z własnych pomyłek. Jeśli ktoś uważa, że najlepszym sposobem na zdobycie życiowej wiedzy jest nauka na błędach, to po pierwsze mocno się przy tej nauce potłucze, a po drugie, często zapomina, że uczyć to się można całe życie i nigdy się niczego nie nauczyć. Praktycznie każdy z nas, śmiało może podać wiele przykładów z własnego życia, błędów popełnianych raz za razem. Ile to razy w złości narzekamy, że znowu popełniliśmy ten sam błąd.

Niestety, na narzekaniu zazwyczaj się kończy. Obwiniamy wszystkich wokół, rzadziej samego siebie, doszukamy się warunków tłumaczących nasze wybory, tak by z czystym sumieniem uznać, że może jest to nasza wina, bo ostatecznie decyzję podjęliśmy my… ale przecież tak naprawdę tyle innych rzeczy miało na nas wpływ! Wychodzi na to, że to nie my jesteśmy odpowiedzialni za nasze niepowodzenia, to z całą pewnością inni! Zapewne wiele osób powiedziałoby, że to ich nie dotyczy, że znają takie osoby, miały z nimi do czynienia, ale osobiście jest im obce takie zachowanie, być może… Mnie natomiast przytłacza skala i częstotliwość stosowania mechanizmu wytwarzania wygodnych usprawiedliwień. Jest przerażająco wielka!

Bardzo często, takie zachowanie można kojarzyć z mentalnością, kopiowaniem zachowań dostrzeganych w środowisku w którym przyjdzie nam dorastać, od bliskich znajomych, aż po rodziców. Bolesna prawda jest jednak taka, jaka jest i nie powinna podlegać błędnej interpretacji faktów, każdego dnia otrzymujemy menu jak w restauracji. Jest ono pełne wyborów, obok każdej pozycji podana jest cena, konsekwencje, ale i prognoza, jak bardzo nam zasmakuje, to co sobie wybierzemy. Reklama często kłamie, koloryzuje, a na tym właśnie polega trudność, aby wybrać dobrze. Warto jest spojrzeć na każdą decyzję głębiej! Nie daj się zwieść, jeśli raz dostałeś życiowe zgniłe jajko, nie zamawiaj go ponownie, licząc, że tym razem może będzie inaczej, może będzie dobre… nie będzie! A nawet gdyby było, to czy warto ryzykować? Podejmując decyzję, należy pamiętać, tylko my odpowiadamy za nasze wybory!

Nie należy bać się stawania naprzeciw własnych demonów. Ludzie, którzy są w życiu szczęśliwi, nigdy nie mówią, że to dzięki znajomym spełnili swoje marzenia, zrobili karierę czy trafili na odpowiedniego życiowego partnera. To zawsze jest ich zasługa! wyłącznie ich! tak twierdzą i mają rację! więc czemu przy porażkach, już w trosce o własne samopoczucie lubimy zrzucać odpowiedzialność na innych? Najzwyczajniej w świecie lubimy wymówki, najłatwiej udawać, że się nie wiedziało ile dana pozycja z menu życia kosztuje. Zadziwiające, jak łatwo naszą dojrzałość zamieniamy na naiwność w obliczu porażek. Prosta prawda brzmi natomiast tak, że to od nas zależy czy jesteśmy szczęśliwi, czy nie, czy odnosimy sukcesy, czy porażki, czy pozwalamy złym wspomnieniom odejść czy pielęgnujemy je niszcząc teraźniejszość, czy popełniamy te same błędy, czy nie! wybory! nasze! nie kolegi, nie sąsiadki, nasze!   

 

 


Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (6) | dodaj komentarz

JAKI JEST LIŚĆ, KAŻDY WIDZI

czwartek, 12 stycznia 2012 13:08

 

 

 

 

 

Piękne liście, prawda? ktoś wpadł na genialny pomysł, w czasach, gdy styl życia staje się coraz ważniejszy wraz ze wzrostem poziomu zamożności, gdy pojawia się problem nie jak przeżyć, ale w jaki sposób… ludzie poszukają środków na urozmaicenie, nowości. A skoro są już sztuczne kwiaty, owoce, wszystko robione po to by zawsze wyglądało pięknie (odrobina lenistwa, no bo, po co dbać o kwiatki, sztuczny zawsze ładny, bez wysiłku, jak wszelkiego rodzaju diety, bez wysiłku schudniesz… taaa…) przyszła pora na sztuczne LIŚCIE! A właściwie nalepki wyglądające jak liście, do dekoracji wnętrz mieszkań i domów bądź ewentualnie do zastosowania nawet na zewnątrz.



Teoretycznie nie widzę w tym nic złego, oprócz faktu, że jest to jednak coś sztucznego, co ma za zadanie zastąpić rzeczy naturalne. A do takich rzeczy zawsze podchodzę z dystansem, choć jestem w pełni świadomy, że w dzisiejszym zmieniającym się świecie, taka tendencja będzie z roku na rok mocniejsza. Nie ma co, prowadzić dyskusji nad wyższością piękna sztucznego i naturalnego, kto ma ogródek wokół domu wie, co to znaczy własny kwiatek, prawdziwy, nawet szybko więdnący w wazonie, a co zawsze dobrze wyglądający sztuczny… Oby tej sztuczności w życiu było jak najmniej.



Na poważne maile chętnie odpowiem:
mcw.bloog@wp.pl



komentarze (3) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 372 693