Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 511 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3367629
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7374

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

SHOW IBISZA ???

sobota, 29 stycznia 2011 12:53

 

 

Krzysztof Ibisz i jego program - 7420 Milion od zaraz - to totalna klapa, Polsat wyemituje ostatnie odcinki teleturnieju a potem ściąga go z anteny. Widownia średnio wynosiła około 1,31 mln widzów, czyli kiepsko, ja się nie dziwię, od pewnego czasu dostrzegam, że Polsat, telewizja ze sporymi przecież zasobami finansowymi, przegrywa w wyścigu o sezonowe hity z TVN. Polsat jak już to kopiuje trochę w innej formie programy, które najpierw pojawią się jednak w TVN. Dla sprawiedliwości TVN kopiuje pomysły z zachodnich formatów, bo samo nic nowego wymyślić nie może, sprawdzone i pewne, więc już własna inicjatywa nie potrzebna, my na tym tracimy, bo od nas nikt niczego nie kopiuje, a można by było na tym zarobić, na plus można dodać tylko, że to kopiowanie TVN robi dużo lepiej niż inni w naszym kraju.

 

Dlaczego show Ibisza poniósł klęskę, zaczynając od nazwy, nazwa musi być chwytliwa, mogli sobie darować te cyferki, prowadzący kiedyś świetny dziś pośmiewisko, młodnieje i młodnieje i to chyba jego jedyny cel życiowy. Sam program był zwyczajnie mało interesujący, jak TVN cos kopiuje to bierze się za formaty kopiowane już z powodzeniem w paru państwach, a taki program jak 7420… to nie pierwsza liga więc i zero pewności, że sukces będzie no i nie miał istotnych elementów, bo u nas dobrze działają programy gdzie się albo śpiewa, albo tańczy albo je bigos na czas… z niczym innym w tym momencie nie da się przebić.

 

Całe szczęście dla Krzysia, nowa praca już czeka, nowy program, też poniesie klęskę z tego co czuję, albo góra średni wynik, który pozwoli zrobić jeszcze jesienną ramówkę z nim, ale potem zniknie. Producenci, stacje TV nie są głupie, klęskę mają wliczoną w ryzyko, czasem warto ryzykować dla średniego wyniku niż porywać się na coś co mogłoby być numerem jeden… A że niektóre twarze choć mnie to dziwi nie nudzą się, Ibisz ma miejsce na rynku jeszcze na parę lat, skończy karierę gdy zacznie wyglądać na nieletniego i będą wątpliwości czy może prowadzić jakieś show.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (49) | dodaj komentarz

CELEBRYTKA I NAUKA

poniedziałek, 24 stycznia 2011 18:12

Edyta Herbuś, aktorka i tancerka, nawet zdobyła parę tytułów w tańcach latynoamerykańskich, ale jako że jest i chce być dalej celebrytką w naszym kraju tak też ją będę oceniał… Znana z tego że jest znana, bo większych jej dokonań za bardzo znaleźć nie można, no może po za faktem że jest piękną kobietą ale tego do jej zasług nie zaliczę, co najwyżej gratulacje rodzicom… będzie pobierać nauki w szkole mistrza sztuki aktorskiej Bernarda Hillera, oczywiście za oceanem, w krainie marzeń naszych gwiazdeczek, w USA.

 

Edyta tak naprawdę nie wie, co ma zrobić i jak poprowadzić swoją karierę, próbowała aktorstwa, śpiewu, tańca, pokazuje się na salonach, bywa o niej głośno w brukowcach, tylko bacznie przyglądając się jej możemy poczuć żal… nie żal powodowany zawiścią jak to bywa często, ale żal, że brak tej dziewczynie pomysłu na siebie a przez to jest do wszystkiego czyli do niczego…

 

Uważam, że jest w niej ambicja, jest chęć osiągnięcia czegoś, a nawet chęć poniesienia pewnych wyrzeczeń i ciężkiej pracy, ale cóż z tego, wszystko to jest przydatne, gdy się ma określony cel, ona go nie ma a show biznes nad Wisłą też jej nic w takim wypadku nie może oferować. Z tego wynika jej dramatyczna decyzja wyruszenia za ocean, nie po sławę, bo tam wszyscy u nas znani tam są od podawania kawy w studiu lub tańczą i śpiewają dla polonii w małych wynajmowanych salkach koncertowych, jakich są setki w każdym dużym mieście.   

 

Pani Herbuś sporo zapłaciła za lekcje w znanej szkole, dobrze, na rozwój nigdy nie jest za późno, tylko zastanawiam się, w jaki sposób jej wiedza tam przekazana pomoże na naszym rynku, bo na zachodnie rynki na sukces nawet po znanej szkole nie ma, co liczyć, tam się liczy kaliber człowieka, nawiązując do ostatniej części znanej trylogii Sylwestra Chęcińskiego, w Ameryce możesz być nawet gangsterem, ale musisz być KIMŚ, tam liczy się siła przebicia i pomysł na siebie, czyli wszystko, czego nauka nie da a czego Edytka nie ma…  

 

Spędzi tam jakiś czas, wróci, no i co ? no i nic… bo dla naszego rynku jej szkoła nic nie zmieni, producenci ją znają, media, ma u nas wizerunek, z niego trudno jest wyjść, ładny papierek nie pomoże, no chyba że nagle stanie się olśniewająco dobrą aktorką, małe na to są jednak szanse, dlaczego ? bo są dwa typy aktorów, ci co grają bo się nauczyli i ci którzy grają bo mają talent. Szkoła talentu nie zastąpi, ci pierwsi potrzebują nauki ci drudzy nie muszą mieć żadnej szkoły a i tak zawsze będą lepsi od tych pierwszych…

 

No to po co ona tam jedzie ? nic jej to nie da, na rynku inaczej nie zaistnieje, chyba to odruch złudnej nadziei, próby, ale skazanej na porażkę. Na jej miejscu, skromnie radząc wynająłbym chatkę na Mazurach, zaszył się w ciszy blisko natury, nie chodził na imprezy w stolicy przez miesiąc i pomyślał trochę nad swoją karierą, nad wizerunkiem, nad tym w czym mogę się odnaleźć, dałoby to jej więcej niż ta szkoła aktorstwa.

 

Nie sama wiedza jest w życiu ważna tylko wiedza i umiejętność korzystania z niej.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (94) | dodaj komentarz

AUTORYTET

poniedziałek, 17 stycznia 2011 11:22

 

Wymyśliłem ciekawy osobisty test na określenie kierunku w życiu, wiadomo że większość ludzi w ostatnich latach ma poważny problem z wyborem życiowej drogi, bardzo trudno wskazać w życiu na jakiś swój osobisty autorytet, my tylko ciągle narzekamy na ludzi nas otaczających, na absurdy życia, problemy codzienności, szukamy wzorców, dobrych rad, odpowiedzi na życiowe rozterki… 

 

Samemu mnie nie jest to obce. To jest naturalne, normalne, ale warto sobie odpowiedzieć na pytanie, kogo ja podziwiam ? I nie chodzi mi to o podziwiane jakiegoś piosenkarza bo ma ładny głos…  kogo ja bym chciał nie dosłownie ale w czymś naśladować ? Może w dobroci, zaradności, pomysłowości, życiu prywatnym itp.

KOGO ?

 

Sposób jest prosty, znaleźć sobie autorytet, czerpać z niego dobre przykłady, złe pomijać, uczyć się na jego życiu i wyciągać odpowiednie wnioski, modyfikować je do odpowiadającej nam formy.

 

Test… zapytaj siebie kto jest w twoim życiu autorytetem ?

 

Odpowiedź w naszym kraju pewnie najczęściej padająca będzie tą najłatwiejszą, Jan Paweł II, dobrze a kto w takim razie dla większości będzie na drugim miejscu ? 50% będzie miało problem ze wskazaniem numeru dwa, a co z numerem trzy, cztery i pięć… ?

 

Jeśli ktoś ma z tym problem warto się trochę nad tym zastanowić, bo żyć i to dobrze, da się bez autorytetów ale czyż życie nie będzie ciekawsze, autorytet to tak jak wiedza, warto ją mieć, zawsze można sięgnąć do książki ale jeszcze lepiej mieć różne spojrzenia i wiedzę w sobie.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (7) | dodaj komentarz

WEEKEND I POMYŁKA

poniedziałek, 17 stycznia 2011 11:17

 

Pisałem o nowym filmie w reżyserii Cezarego Pazury, spodziewałem się kolejnego nudnego lub żenująco głupiego filmu, który w żaden sposób do obejrzenia nadawać się nie będzie… A więc krótko, pomyliłem się, zdziwiłem, przyznaje się, ale jak to w życiu bywa lepiej jest się zdziwić pozytywnie niż rozczarować.

 

Miała być komedia gangsterska i jest KOMEDIA, a gdy piszę że jest komedia i to nasza… to myślę tak pierwszy raz od "Testosteronu". Kilka latek minęło odkąd na niby komedii w rodzimym wydaniu bawiłem się dobrze, a tu szok… Weekend naprawdę bawi !

 

Film ma głupią fabułę, całkowicie przewidywalną, ma też sporo niedoróbek, a efekty w nim zastosowane, no cóż, jaki budżet takie efekty… ale to wszystko tak naprawdę nie ma znaczenia, bo idąc do kina na film i to podkreślam, który nie ma mnie zmusić do intelektualnych rozmyślań, nie ma mnie rozbawić wyrafinowanym poczuciem humoru a ma mi zapewnić dwie godziny śmiechu do łez bez zastanowienia…

 

To film Pazury spełnia to kryterium, nie żałuje wydanych na bilet pieniędzy, nie żałuje bo śmiałem się i powiem więcej, pierwszy raz od dawna cała sala kinowa śmiała się, dosłownie pięć minut bez wybuchu salwy śmiechu widowni trudno znaleźć… To niech mi ktoś powie że to nie jest najlepsza recenzja dla komedii ?

 

Oczywiście, są ludzie, którym poczucie humoru zaserwowane przez reżysera nie przypadnie do gustu, mają do tego prawo, choć nie wiem czy idąc do kina myśleli że idą na film Felliniego, czy zwykłego przedstawiciela popkultury, którym ten film Pazury jest, ale jest w dobrym słowa tego znaczeniu…

 

I komercyjnie film trafia do większości, oczywiście będą ludzie urażeni, że film posługuje się głupimi wręcz rynsztokowymi żarcikami, tekstami, przekleństwami, mizernie naśladuje Pulp Fiction, że ogólnie bleee dla plebsu… może… ale trzeba znać proporcje, ja mogę oglądać kino niszowe i kompletnie komercyjne, do każdego przykładam inną miarkę, jeśli natomiast ktoś w życiu ma ograniczenie że nie potrafi mieć odpowiedniej miarki do odpowiedniego produktu to cóż… jego problem.

 

Dlatego radzę nie dać się zwieść tym co mówią że film jest beznadziejny, bo jest… ale bardzo śmieszny, wraca do starej tradycji filmów typu "Chłopaki nie płaczą", "Fuks", "Poranek kojota" itp. Po prostu bawi… za to płacimy i to dostajemy. Koniec i kropka.

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (0) | dodaj komentarz

TO SIĘ NAZYWA OBSŁUGA

piątek, 14 stycznia 2011 11:50

 

Sklepy, miejsca gdzie codziennie jesteśmy, szukamy potrzebnych rzeczy, sprawiamy sobie prezenty, kupujemy niezbędne produkty, sklep to podstawa naszego życia, jak się tak dobrze zastanowić to zdziwimy się jak ważną pełni rolę…

 

W PRL zakupy to był horror, zresztą nazywanie zakupami tamtych wypraw po towary jest przesadą, wtedy się załatwiało, kupowało pod ladą, kombinowało, wystawało, a sprzedawca to był ktoś… wiedział, kiedy dostawa, mógł coś odłożyć, oj tak… nikogo z nas nie obchodziło czy się do nas uśmiechnie czy nie, ważne było żeby dostać to, czego potrzebujemy.

 

W momencie przejścia z gospodarki centralnie planowanej na wolno rynkową wszystko się zmieniło… Półki zaczęły się uginać od towarów, kolorowych i różnych, nie trzeba było się zastanawiać gdzie iść żeby coś dostać, my z błagających o towar staliśmy się tymi, którzy decydują.

 

I to jest klucz do wszystkiego, kiedyś za nas decydowano, to my walczyliśmy o towary a dostawaliśmy to, na co nam pozwalano dostać. Dziś to my, klienci decydujemy, ja, jako klient wybieram sklep, w którym jest lepsza obsługa, niższe ceny, większa ilość towaru do wyboru, inaczej to ja decyduje czy dany sklep będzie funkcjonował dobrze czy źle i zbankrutuje, bo to od decyzji mnie i podobnych do mnie klientów wszystko zależy. To my decydujemy tak samo o produktach, czy kupimy ten czy tamten, więc producenci silą się by nam coś smakowało, żeby miało kolorowe ładne opakowanie zachęcające do wybory itp.

 

I tu szok… 20 lat wolnego rynku a w naszych sklepach KOMUNA… wśród obsługi !!! są wyjątki to fakt i to, co raz częściej spotykane, ale nawet, jeśli w połowie sklepów jest OK to w drugiej nie… Przychodzi klient, a sprzedawca zachowuje się w stosunku do niego jakby on mu przeszkadzał… na jakieś pytanie odpowiada tak jakby został dotknięty tym, że klient go o coś pyta, że śmie ! pytać, bo on w tym sklepie to jakieś chyba dzieło sztuki, stoi żeby stać i go podziwiać.

 

A pomoc klientowi ? skąd… klient tylko przeszkadza, łaska wielka jak się sprzedawca odezwie. Zawsze wtedy czuje, i myślę, na kogo jesteś obrażony, obrażona, że tu pracujesz ? W życiu nie jest ważne jaką się prace wykonuje, tylko, w jaki sposób się ją wykonuje… można być świetnym sprzedawcą i być z tego dumnym albo beznadziejnym maklerem i nie mieć się czym pochwalić, ważne żeby robić w życiu to co się lubi, a jeśli już nie można tego robić to wykonywać swoją pracę jak najlepiej się potrafi i to nie dla szefa, dla siebie samego, żeby powiedzieć sobie że to co robię, robię najlepiej mimo że przykładowo mało zarabiam, nikt nigdy nie ma powodów żeby na mnie narzekać…

 

Taki przykładowy tok myślenia, ja wiem, u nas często nie możliwy, bo wielu zacznie psioczyć, że ja się będę poświęcać za grosze a szef rozbija się super bryką… tak, przeszkadza ? to zmień pracę, zrób coś z życiem a nie stój obrażony na cały świat, bo musisz gdzieś pracować. Przecież jesteś panem własnego życia ? a może marionetką ? zdecyduj sam.

 

Czapki z głów, dla tych miłych i pomocnych sprzedawców, bo oni mimo że mają do czynienia z setkami ludzi, potrafią zachować się porządnie, mimo że klient też potrafi być upierdliwy, ale już dawno powiedziano… Klient ma zawsze rację… i nie dlatego że ją ma… tylko dlatego że nie ma sensu klienta uczyć, wychowywać, co on powie, przytaknąć, po co się awanturować… dla biznesu to tylko robi dobrze, bo taki rozkapryszony klient jak zamiast sam dla siebie myśleć, że jest panem i władcą poczuje to w sklepie, to mimo że będzie narzekał wróci ponownie bo będzie wiedział że jego humory są tolerowane, wróci żeby znów narzekać, a to tylko zysk dla sklepu.

 

I jeszcze zapytanie, jak można być takim głupcem, mając sklep i zatrudniając osobę, która kompletnie nie potrafi się obchodzić z klientem, przecież to strzał do własnej bramki, to pewne… Klient przyjdzie raz, drugi, trzeci, ale piąty raz już nie. Pójdzie czasem trochę dalej do innego sklepu ten ze złą obsługą omijając z daleka… Panie właścicielu, przez kila miesięcy Pan nie zobaczy różnicy, po pół roku obroty spadną, a po roku, może odrobince więcej czasu będzie KLAPA… u nas ludzie jeszcze czasem godzą się na złe traktowanie, bo tak przywykli, im starsi tym mają większą na to tolerancje, ale młodzi już nie… Wolny rynek, wolny wybór, do kogo pójdziemy to nasza ocena… jedni będą się rozwijać a drudzy zatoną.

 

Tekst inspirowany… życiem. SZKODA

 

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (13) | dodaj komentarz

WEEKEND – PZAURA REŻYSEREM

poniedziałek, 03 stycznia 2011 14:49

 

Cezary Pazura postanowił wziąć sprawy we własne ręce, jako że ostatnio angaże go nie rozpieszczały, lub ich, jakość, znany aktor zdecydował się na ryzykowny krok i wejście w buty reżysera własnego filmu.

 

Krok, chwalebny, no, bo wielu znanych aktorów na świecie podejmuje się takiego wyzwania, a jakże, wyzwania… w moim odczuciu reżyseria jest o wiele trudniejsza od aktorstwa, w aktorstwie trzeba myśleć, mieć szczyptę talentu, umiejętności parę i dużo szczęścia… A reżyser musi mieć to wszystko plus zmysł dobrego menagera, umieć zarządzać, przebijać się, planować, zdobywać od środków po angaże, kompletować zespół, analizować trendy, wybierać a czasem nawet tworzyć scenariusze, dbać o szczegóły, o których aktor nawet nie wie, do tego mieć wyczucie charakterów, wrażliwość na emocje, zamysł ogólny, twórczość i kreatywność skąpaną w nieszablonowości. Piekielnie trudna rzecz, oczywiście mowa o dobrym reżyserze i dobrych filmach, bo tandetnym być nie sztuka…

 

 

Pazura jak wielu ludzi z branży widzi jak kino nad Wisłą od paru lat stacza się po równi pochyłej i zaraz sięgnie dna, niektórzy twierdzą że już się o nie obiło… moim zdaniem jeszcze się toczy a to oznacza że może być gorzej… Jako miłośnik filmów, widzę że nasza branża filmowa miota się, chcieliby robić pieniądze ale nie wiedzą jak, zwykle sięgają po sprawdzony przepis na przyzwoity zarobek, niewymagające komedie romantyczne, nawet jeśli film się nie uda to i tak zanim ludzie się przekonają nabiją zwrot kosztów i troszkę plus… I żeby było jasne nie mam nic do komedii romantycznych, one mają być niewymagające, one mają wzruszać i bawić, problem w tym że mam coś do złych filmów a nasze komedie romantyczne są po prostu złe… i co najlepsze ich twórcy wiedzą o tym ! ale żyć trzeba a żeby powstał dobry film jednak trzeba czegoś o wiele więcej niż same chęci… myślenia.

 

 

Z drugiej strony filmowcy u nas chcieliby tworzyć filmy na miarę Hollywood, pełne efektów, bijące rekordy popularności i kasowości, z rozmachem, oj tkwi w naszych twórcach chęć zaistnienia ale środków nie ma… i profesjonalizmu. Obejrzałem parę nowych filmów rosyjskich twórców, byłem pod wrażeniem, nie tyle samych filmów i treści co wykonania, ustępuje rozmachem i jakością amerykańskim superprodukcją ale nie ma się czego wstydzić na świecie… jak film sensacyjny to śmiało można go tak nazwać, jak przygodowy to przygodowy… efekty, montaż, dźwięk, no wszystko pierwsza liga europejska… A tak lubimy czuć się lepsi od naszych sąsiadów ze wschodu… w filmach już nie jesteśmy. Nasze kino to zaścianek, i nie dlatego że traktuje o sprawach naszych… ale dlatego że jest wykonywane tak jakby było robione przez francuskich amatorów czwartej kategorii a nie pierwszą klasę reżyserów światowych.

 

 

Cezary Pazura doszedł do wniosku że może warto by było spróbować swoich sił, zarobić na tym przy okazji co niczym złym nie jest, i połączyć kilka gatunków tak aby jak najszerzej uderzyć w widza. Chciał rozmachu i efektów, rozmach pewnie marny a i efekty średnie ale przy budżecie tego filmu nie ma co narzekać, czasem same efekty mogą być marne a film hipnotyzujący. „Weekend” to film w którym mamy kilka gatunków, sensację, komedię, parodię, miłość itp. czyli wszystko… A jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego… taka stara prawda, tylko nieliczni twórcy potrafią bawić się konwencją i gatunkami, nieliczni… wysoko sobie Pazura postawił poprzeczkę, wysoko, oby nie spadł.

 

 

„Czaruś” chce nas usilnie oczarować, zaskoczyć, obawiam się jednak klapy, nie frekwencji, film na siebie zarobi, po tym jak reżyser zachwalał go u Kuby Wojewódzkiego i podczas sylwestrowej konferansjerki, gdzie niby żartobliwie wspominał o swoim filmie i jego premierze 6 stycznia a tak naprawdę w kontrakcie zapewne była klauzula że może temat ten poruszyć, no i same jego nazwisko, widza ściągnie… A czy film widza zatrzyma, zapadnie w pamięć ? zobaczymy, źle wróżę ale chyba jeśli chodzi o nasze kino wolę się pozytywnie zdziwić, niż okropnie rozczarować…

 

Chciałbym żeby Cezaremu, udało się, cenie go za filmy z początku i końca lat 90-tych, był postacią kina, można go było nie trawić lub ubóstwiać, ale wiedziało się że aktorem dobrym jest, obecnie troszkę gwiazda przygasła, i to trochę za sprawą samego aktora, który bardziej skupiony był na kościelnych rozwodach i odcinaniu swojego nazwiska od byłej żony niż na szukaniu dobrych ról, ale kto wie, fortuna kołem się toczy, było dobrze, było źle, może będzie jeszcze dobrze…

 

 

Tutaj link do informacji o filmie:

http://www.filmweb.pl/film/Weekend-2010-537546

 

 

Na poważne maile chętnie odpowiem:

mcw.bloog@wp.pl



komentarze (7) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 367 629