Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 885 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O mnie

Jestem człowiekiem mającym swoje zdanie w każdej sprawie ale dającym się przekonać innym gdy tylko otrzymam dobre argumenty.
MÓJ MAIL: mcw.bloog@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 3372674
Wpisy
  • liczba: 225
  • komentarze: 7384

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

monitoring pozycji

JAK MOŻE DAWAĆ MI RADY KTOŚ KTO NIE WIE CO TO ZWIĄZEK W PRAKTYCE ?!

wtorek, 26 stycznia 2010 22:04


JAKAŚ KPINA, tylko takie słowa cisną mi się na usta gdy czytam słowa oświeconych biskupów mówiące mi co wspólne zamieszkanie z kochaną przez mnie osobą zrobi z naszą miłością. Ja wiem i rozumiem że wiara ma swoje wyznaczniki ale jak mi ktoś może mówić o więzi i budowaniu relacji damsko - męskich, ktoś kto nigdy nie miał i mieć nie będzie takiego doświadczenia ! To tak jakby lekarz mówił pilotowi jak ma latać, no bo na filmach widział, no bo słyszał co nie co o lataniu a nawet czytał, nie wiem jak wy ale ja bym zaufał pilotowi bardziej niż poradom lekarza.

Swoją drogą przypomnę że w religii katolickiej jeszcze tysiąc lat temu księża nie mieli celibatu, mieli żony, dzieci, nic w tym złego wtedy nikt nie widział, w piśmie świętym przecież często i gęsto nawet pisze się o wielożeństwie ! a co dopiero o życiu ze sobą.

W jaki sposób wspólne mieszkanie przed ślubem niszczy miłość ? bo... przekonam się że osoba, którą kocham wcale nie jest tak super dla mnie, no może to lepiej ? bo przynajmniej nie wezmę ślubu i Boga nie będę obrażał rozwodząc się. Biskupi chcą bym ja jako człowiek żyjący wśród ludzi podejmował jedną decyzję na całe życie nie mając możliwości na poprawę gdy popełnię błąd (bo rozwód kościelny trudna rzecz a czasem nie możliwa) no i nie mam też prawa brzydko mówiąc wypróbować towar.

Mam wejść do sklepu, wybrać buta i nie przymierzyć (seks przed ślubem - zbrodnia, ale nie tylko do tego się odnoszę bo okazuje się że mieszkanie też) , kupić, wyjść na mróz i przekonać się że but za ciasny i przemakalny, ale zdjąć mi go i wymienić na inny już mi też nie wolno, mówią mi męcz siebie i but, bo tak będziesz szlachetniejszy - bzdura ! W jaki sposób psucie jednego życia, swojego i partnerki miałoby mnie uszlachetnić, że trzymam się wyboru, że postępuje według Boskich praw ? a może Bogu bardziej zależy na ludziach dobrych i szczęśliwych niż zakłamanych niszczących siebie na wzajem.

Błąd ludzki jest taki że czasem staramy się bardziej interpretować Boskie słowa niż to konieczne a z drugiej strony czasem czytamy je zbyt dosłownie.

Ja jestem zdania że życie przed ślubem ze sobą to tylko i wyłącznie niezły sprawdzian prawdziwego życia, człowiek przypomnę biskupom, jako istota dość nieprzewidywalna zmienia się przez całe życie, decydując się na ślub każdy powinien wiedzieć czego może się spodziewać tak by decydując się na ten krok być szczęśliwym nie tylko w dniu ślubu ale i po 10, 30, 50 latach... i być cały czas razem...


komentarze (5) | dodaj komentarz

POŚWIĘCAĆ SWOJE ŻYCIE DLA NICH ? CZY TEGO BY CHCIELI DZIADKOWIE ?

czwartek, 21 stycznia 2010 23:33

 


No i mam dylemat, pisząc na ten temat spróbuje wyzbyć się braku obiektywizmu, akurat w moim życiu babcia i dziadek odegrali większą rolę niż w życiach większości ludzi, po prostu przez część szczeniackich lat z nimi mieszkałem to też bardziej z nimi jestem związany.

No ale zastanówmy się, młodzi ludzie chcą żyć swoim życiem, nie chcą rodziców a co dopiero dziadków do tego życia w nadmierny sposób dopuszczać, zresztą to nic dziwnego, naturalne zachowanie. Wyobraźmy sobie że jednak dziadkowie to nie tacy zwykli dziadkowie tylko bardzo chorzy i cierpiący ludzie wymagający ciągłej opieki, ktoś powie, to trzeba się opiekować, oczywiście że tak... ale normalne osoby mające rodzinę jak to pogodzą ? dzieci, dom, współmałżonek, własne życie, jeszcze chorzy dziadkowie... na własne dzieci mogą mieć mało czasu a co dopiero na chorujących dziadków i sytuacje która nie na dzień, dwa ale czasem na wiele lat może ich związać. Czy takim ludziom jest łatwo powiedzieć zrezygnujcie z 5 lub 10 lat własnego życia ? szkoda tylko że macie je jedno...

W życiu nie da się wszystkiego zrobić samemu, czasem z naszymi bliskimi poważnie chorymi członkami rodziny też sobie sami nie damy rady, musimy jej szukać u osób, nawet instytucji trzecich. Ja rozumiem matkę, która rezygnuje z pracy by czuwać przy bardzo chorym JEJ dziecku ale tą samą kobietę, która rezygnuje z własnego życia dla też JEJ ale dziadków już nie tak bardzo. Jednak nie oszukujmy się są pewne granice pomocy, wątpię by byli tacy dziadkowie, którym by się marzyło zabrać 5 lat życia wnuczki przez to że oni potrzebują pomocy.

Nie myślmy źle o domach opieki, bo mamy jeszcze taki stereotyp brzydkich zaniedbanych wręcz przypominających szpitale budynków z wredną obsługa, która ostatnie lata takiego człowieka zmienia w piekło... Takie były i pewnie są, ale też pojawia się wiele miejsc naprawdę profesjonalnych, gdzie nie tylko z nazwy opiekuje się starszą osobą, patologie wszędzie się mogą zdarzyć ale myślę że czasem po prostu trzeba coś wybrać. Nigdy bym źle nie ocenił kogoś kto tak a nie inaczej decyduje, ważne by w każdej decyzji być człowiekiem, by oddając pod opiekę bliską osobę być dla niej często, jak najczęściej, by czuła że owszem opiekują się nią obcy ale kochają i są przy niej bliscy. Takie podejście, nie wytłumaczę jednak tych co zapominają o dziadkach, zostawiają ich w takiej placówce by nie myśleć o nich w ogóle, a taka placówka ma być tylko pomocą a nie miejscem spychania starszych...

Swoją drogą nie kojarzmy też mody na domy opieki z nowoczesnym stylem życia, praktycznie w każdej kulturze było coś na rzeczy ze starszymi i naturalnym biegiem życia, sięgając choćby do Eskimosów, mieli zwyczaj że po przekroczeniu pewnego wieku wsiadali samotnie do łódki i płynęli daleko od rodziny by umrzeć i nie trapić jej swoim życiem gdy będą niedołężni, to miało czysto praktyczny wymiar w trudnych warunkach, ale kulturze świata nie jest to obce, że czasem trzeba coś wybrać... Domy opieki to nie droga bez powrotu, i nie więzienie, trzeba tylko o bliskich pamiętać... odwiedzać, żyć, zabierać... wpleść w życie w miarę możliwości.


komentarze (3) | dodaj komentarz

ALTERNATYWA DLA ZDESPEROWANYCH

poniedziałek, 18 stycznia 2010 17:36


Homeopatia jak i każda forma medycyny niekonwencjonalnej budzi we mnie mieszane uczucia, jestem z gruntu rzeczy człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, wierzę i korzystam ze sprawdzonych metod typowo medycznych, nie wierzę w żadne eliksiry, w żadne medycyny alternatywne i sposoby, które coś z nauką mają wspólnego ale ich działanie i skuteczność nie są w pełni zbadane i jasne.


Mimo to uznaje pewien zasadniczy fakt, ludzki organizm to skomplikowana maszyneria, maszyneria które działa według pewnych zasad, normalna medycyna zna te zasady i ciągle próbuje poszerzać o nich wiedzę, skutecznie leczy większość chorób ale...


Po pierwsze są choroby i schorzenia których sposobu funkcjonowania i leczenia jeszcze nie odkryliśmy normalnymi metodami - w tym przypadku ludzie szukają ratunku właśnie w medycynie alternatywnej, zwykle z mizernym skutkiem z małym zastrzeżeniem...


Człowiek i jego organizm mimo że każdy ma podobny i działający na podstawie tych samych zasad to jednak każdy organizm jest pod setkami parametrów inny, jednemu choroba przejdzie po 3 dniach a innemu ta sama przypadłość po tygodniu , wpływa na to ma tak wiele wyznaczników zdrowia danego człowieka że nie sposób to określić. I wtedy np na chorobę z którą przykładowo nie daje sobie rady zwykły lek, u kogoś jakieś zioło czy inny sposób może przynieść pozytywne skutki ! może ale nie musi !

 

Wszystko co znamy leczymy normalnie i jeśli pomaga nie szukamy innych sposobów, a jak nie pomaga to pędzimy do zielarzy, energoterapeutów itp. pomijając fakt że połowa to szarlatani przyznam rację że ze 100% osób wybierających medycynę alternatywną jakimś 5 do 10 % ona pomoże ! ale to za mały odsetek żeby ją polecać jako metodę leczenia. Najpierw tradycyjne środki a potem ewentualnie coś innego ale z głową ! Bo na zdrowiu można naprawdę najlepiej zarobić, zwłaszcza na zdesperowanych ludziach, miejmy to na uwadze.

 

Ja osobiście zostaje przy tradycyjnej medycynie, ale kto wie, gdyby ona odebrała mi wszelkie szanse na wyleczenie, pewnie jak większość szukałbym innej deski ratunku, nikt tak do końca nie może powiedzieć jakby się w takiej sytuacji zachował, trzeba to przeżyć... życie wielokrotnie weryfikuje nasze poglądy.



komentarze (1) | dodaj komentarz

ZŁY DZIEŃ - BASEN, ROZBITA GŁOWA KOLEGI ITP

sobota, 16 stycznia 2010 10:55

 

Mam parę złych wspomnień, dzień w którym w trzeciej klasie podstawówki zgubiłem się na basenie i nie mogłem znaleźć nikogo znajomego - od tego momentu nie lubię miejskich basenów. Dzień w którym rozbiłem koledze głowę, popchnąłem go a on upadł na ziemie uderzając głową o drzwi klasy, też podstawówka i chyba też trzecia klasa, pamiętam jak przyszli po mnie tacy z ósmej klasy i zaprowadzili do dyrektorki, okropnie się bałem bo zdawałem sobie sprawę z tego co zrobiłem. Koledze na szczęście nic się nie stało (oprócz szycia rozciętej głowy) i mimo że go karetka wzięła to potem byliśmy przez kilka lat dobrymi kumplami.

Dalej... z liceum pamiętam jak na jednej lekcji dostałem cztery jedynki ha ha czy to był najgorszy dzień w życiu ? nie... ale na pewno najgorszy na j. polskim. A jak można zaliczyć tyle pał w 45 minut ? Kolega obok pytał o godzinę, powiedziałem mu ją w złym momencie, rozwścieczyłem nauczycielkę że gadam, akurat wtedy nie gadałem ! No i pierwsza jedynka ! potem już poszło z górki, klasa nie miała książek a Pani nauczycielka kazała je na ten dzień przynieść, więc masowo kto nie miał znowu jedynka... Potem sprawdzała czy przeczytaliśmy zadany tekst, tu świadomie zawiniłem i trzecia jedynka... I jeszcze wzięła mnie do odpowiedzi na tej lekcji, jako że byłem nieprzygotowany wtedy na całej fali otrzymałem czwartą jedynkę, to się nazywa udany dzień w szkole ha ha przyniosłem więcej pał jednego dnia niż przez pół roku !

A po okresie takiej nauki to już chyba aż takich barwnych wspomnień nie mam, bolesne były dni rozstań z partnerkami, trudne dni kłótni lub zwykły pech że się na coś nie zdążyło itp. W sumie jak tak analizuje to nie miałem pechowego życia ! a może złych rzeczy się już nie pamięta... jeśli tak to pewnie lepiej...

Najgorszy dzień w życiu ? jeden ? to po prostu nie możliwe do wskazania ! Za to optymistycznie mogę stwierdzić że na pewno mam go już za sobą (oby). Szczęście i pech nigdy mnie nie zastanawiały, oczywiście że czasem na te czynniki zwalałem winę za niepowodzenia lub sukcesy ale tak szczerze to wierzę że wszystko zależy od człowieka a to co od niego nie zależy i tak się stanie.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Walka między sercem a rozumem

czwartek, 14 stycznia 2010 12:56


Relacje damsko męskie zawsze są trudne, w związku w którym dwoje osób próbuje tworzyć jedność musi dochodzić do tarć, do szukania swojej osobistej przestrzeni, swojej wewnętrznej autonomii. Kłótnia to w gruncie rzeczy zdarzenie, które można określić jako - nic złego. A nawet rzecz potrzebna do zachowania zdrowych relacji, wiem to doskonale, kiedyś nie doceniłem znaczenia swojej osoby w związku, myślałem bardziej o tej drugiej stronie zapominając że egoizm w zdrowym wydaniu jest potrzebny bo bez niego nie nakreślimy granic, które nasza druga połówka nie powinna przekraczać. Chcemy być szanowani, szanujmy siebie, ale też warto być wyrozumiałym, nawet gdy to nie my winimy można pomóc w przezwyciężeniu jakiegoś problemu swoją otwartą postawą, ten egoizm w związku naprawdę musi być stosowany ostrożnie. Warto pamiętać że kochana osoba to nie przeciwnik, to nie konkurent, tylko część naszego życia. Z tym akurat ja nie mam problemu, kłopot w moim przypadku tkwi w tym że za bardzo boli mnie stawianie mocno na swoim, kiedy muszę coś wymóc, kiedy muszę zachować się twardo a czasem i bezwzględnie, wtedy bardzo cierpię. Myślę jakbym się czuł gdyby ktoś tak wobec mnie się zachował, wrodzona empatia utrudnia mi słuszne choć nie miłe postępowanie w związku.

Czy ja nie przesadzam ? chyba nie, jeden związek przez tą cechę właśnie kiedyś mi się rozpadł, to jest tak że my jako ludzie myślący trudno dochodzimy do pewnych wniosków, które wydają się niedorzeczne a mają jednak sens, przykład ? Im bardziej mężczyzna opiera się kobiecie tym ta kobieta bardziej stara się go zdobyć, im bardziej ją złości tym ona bardziej go pragnie choć mówi i zachowuje się odwrotnie, im gorzej jest traktowana tym lepiej traktuje drugą osobę w związku. Brzmi to niepoprawnie, śmiesznie ale tak jest, żadne to odkrycie, oczywiście takim narzędziem należy się posługiwać w miarę rozsądnie bo źle użyte przynosi odwrotne skutki ale nie zmienia to faktu że zasada jest prawdziwa.

Jestem na siebie samego zły, pokłóciłem się z kobieta, którą kocham, miałem powód, miałem rację, a jednak czuje się źle, gdyby nie zareagował byłoby źle dla związku, a gdy zareagowałem i powinienem teoretycznie być spokojny bo racja stoi po mojej stronie gryzie mnie to moje cholerne sumienie, zbyt duża wrażliwość. Zastanawiam się czy nie pójść i naprawić sytuacji, czy upierać się przy tej twardej postawie, ale jeśli naprawie to teraz to dam przyzwolenie na popełnianie takiego błędu w przyszłości. No właśnie, walka między racją a sercem, między rozumem a duszą, wrażliwością i pewnością, ciężkie starcie dla mnie, dla kogoś może to nie byłby żaden problem dla mnie jest, taka jest różność ludzi.

Zrzuciłem trochę kamień z serca tak pisząc, to pomaga...


komentarze (0) | dodaj komentarz

SYSTEM EDUKACJI DO D... TO I STUDENCI DO D...

środa, 13 stycznia 2010 11:26


System edukacji w naszym pięknym kraju jest wprost mówiąc beznadziejny, właściwie od podstawówki po studia wyższe. Uczniowie, studenci, wszyscy są uczeni na zasadzie kazać przeczytać, wykuć, zaliczyć i zapomnieć, bardzo rzadko zdarzy się nauczyciel albo wykładowca który potrafi i chce zainteresować i wpłynąć na podopiecznego żeby tak naprawdę uczyć myślenia, odnajdywania odpowiedzi, kreatywności i wielu jeszcze innych rzeczy, tego brak !

Dopalacze podczas sesji, oj słyszałem o różnych od syropków na kaszel po narkotyki, dla mnie zażywanie takich rzeczy zawsze było oznaką słabości charakteru, bo ktoś kto ulega takim ułatwieniom na studiach ten zapewne w życiu ulegnie różnym drogom na skróty. A po za tym kiedyś jak będzie w stresie to i po narkotyki chwyci się łatwiej bo przecież kiedyś można było raz to i drugi... degradacja człowieka ale czego tu się spodziewać.

System edukacji do d... to i studenci do d... to potem i nasz cały kraj do d...

A zdolnych ludzi nam nie brak tylko nie potrafimy ich rozwijać i z nich korzystać.


komentarze (9) | dodaj komentarz

FARSA - SEKS ZA PRACE - JAK SIĘ NIE MA NIC DO ZAOFEROWANIA TO (...)

wtorek, 12 stycznia 2010 11:38


Dla mnie to farsa, trzeba mieć pewność siebie i świadomość co się robi ze swoim życiem. Czy oferowanie pracy za seks jest tak powszechne ? raczej nie, szczerze obracam się w towarzystwie pracodawców i nigdy nie natknąłem się nawet na sugestie że ktoś takie coś stosował, również wśród ludzi będących pracownikami słyszałem o różnych historiach ale o tym nie... Oczywiście że takie rzeczy zapewne zdarzają się, ale skala jest przesadzona ! To nie jest taki wielki problem są inne poważniejsze.

Osobiście uważam że jeśli ktoś jest zaradny i pewny siebie, zna prawa jakie mu przysługują i wie jak je egzekwować to nawet gdyby taka oferta padła w jego kierunku potrafi sobie z nią poradzić i tak drugą stronę nastraszyć swoją znajomością sprawy że żadnej konsekwencji nie będzie z tego powodu. Nieoszukujmy się, zazwyczaj niewiedza i brak świadomości jak i na co się powołać i wyegzekwoać należną rzecz jest przyczyną problemów, nic więcej ! A jak ktoś jest sierotą kompletnie nie orientującą się w niczym lub zwyczajnie intelektualnie ograniczoną w życiowym stopniu to nie miejmy złudzeń będzie wykorzystywany tak w pracy jak i po pracy, świata nie zmienimy, jeśli ktoś nie ma perspektyw to czasem pewnie i sam próbuje takich metod ale wtedy to tej osoby wybór i tu nawet nie ma co komentować.

Przypadki natomiast gdzie nawet zaradna osoba pada ofiarą takiej sytuacji też pewnie są ale to już tylko 1% z całego problemu, leku na zło ludzkie nie znajdziemy a żaden system prawny nigdy wszystkiego nie przewidzi.

O wyrachowanych osobach też nie warto pisać, jest podaż jest popyt, najstarszy zawód świata nie na darmo jest tym najstarszym ! Ma ktoś pracę ale jest gotowy iść dalej i osiągać więcej po trupach, sprzedając swoją godność, proszę bardzo, jego osobisty wybór i jego sprawa, nawet nie potępiam, jedna osoba może inna nie, takie życie.




komentarze (1) | dodaj komentarz

TRZY PROSTE RZECZY ŻEBY NIE BYŁO AGRESYWNYCH NASTOLATEK

poniedziałek, 11 stycznia 2010 12:23

 


TRZY PROSTE RZECZY ŻEBY NIE BYŁO AGRESYWNYCH NASTOLATEK (oczywiście jakiś tam margines zawsze będzie i tego wyeliminować się nie da).

1. Poświęcać czas dziecku, rozmawiać z nim, interesować się, taki banał ale jak dziecko ma 15 lat to większość uważa że już samo sobie da z większością spraw radę bo przecież nie ma pięciu lat... BŁĄD ! Rodzice muszą wpływać, uczyć, pościęcać czas i interesować się dzieckiem, nawet gdy ma te 18 lat to nadal młody człowiek wchodzący w dorosłe życie, trzeba mu uwagii, rady, wskazywania jak postąpić a jak nie...

2. Wychowanie, w dobie internetu i telewizji to nie my ale te media wychowują nasze dzieci, a inaczej sadzamy je przed TV albo komputerem i mamy trochę czasu dla siebie po ciężkim dniu w pracy, no i brak wychowania powoduje że co... że złe wzorce albo wzorce od innych zostają przejęte bezkrytycznie, nie uczymy naszych dzieci indywidualności i potem one w grupie rówieśników nie umią powiedzieć NIE gdy ktoś wpadnie na głupi pomysł. WYCHOWANIE i tyle, to się łaczy z tym co napisałem wcześniej, poświęcaniem czasu.

3. TWARDA RĘKA ważne i kluczowe, nie chodzi tu o bicie, choć czasem i to bym dopuścił ale to inna para kaloszy, chodzi o egzekwowanie kar, wychowanie dziecka to trochę jak szkolenie psa, trzeba umieć nagradzać i karać bo się inaczej nie nauczy, karanie i egzekwowanie za złe uczynki a nagradzanie, pokazywanie dumy gdy pociecha robi coś dobrze, proste ale ważne, dziś większość rodziców jesze jakąś kare potrafi nałożyć ale jej nie egzekwuje.

Te trzy punkty to podstawa, żaden z osobna nie da nic, wszystkie muszą razem być stosowane, tyczy się to dziewcząt i chłopców, po prostu dzieci, od najmłodszych lat po dzieciaki kończące liceum, a tak naprawdę nie ma granicy wychowania dziecka.

A margines zawsze będzie, nie wolno pozwolić by nasze dziecko się w nim znalazło a zwykłe słowo NIE RÓB TEGO nie wystarcza...


komentarze (3) | dodaj komentarz

PROBLEMY LUDZI NARZEKAJĄCYCH NA WOŚP

poniedziałek, 11 stycznia 2010 11:52


WSZYSTKIE PROBLEMY LUDZI NARZEKAJĄCYCH NA WOŚP :
Polak potrafi, potrafi najlepiej na świecie narzekać i w tym mamy mistrzostwo świata, bez dwóch zdań lubimy wbić szpile we wszystko co dobre mamy w naszym kraju, tak jakby to była jakaś nasza powinność narodowa, skąd to się bierze ? ...jak POLAK dostanie się do nieba to chóry anielskie będą mu albo za głośno albo za cicho śpiewać, ale na pewno nie będzie dobrze...

1. Mamy nie wiele w naszym kraju rzeczy niepowtarzalnych, zazwyczaj wszystko zgapiamy od zachodnich sąsiadów, od pomysłów na seriale po słownictwo potoczne (np niusy (news) zamiast naszych wiadomości no ale trzeba być coolowym ha ha). WOŚP jest czymś od początku do końca naszym, obcokrajowcy będący w te dni u nas zawsze się dziwią i chwalą fajny pomysł, bo nigdzie takiej akcji na tak wielką skalę się nie robi !

POLAK za to powie że to nie my powinniśmy zbierać na leczenie innych tylko nasza służba zdrowia powinna być tak dobrze zarządzana że żadnych braków sprzętowych w kraju nad Wisłą nikt by nie uświadczył. Trudno odmówić racji, tylko że nie ma kraju w którym byłoby sprzętu wystarczająco albo nie mógłby być lepszy, nawet te kraje najlepiej rozwinięte mają takie problemy. A sama akcja WOŚP nie jest wyręczaniem służby zdrowia tylko aktem pomocy dla ludzi którzy w tej źle funkcjonującej służbie zdrowia dziś chorują, rodzice dziecka pod respiratorem gdzieś mają kto go kupił, ważne żeby był... i tak trzeba myśleć o tej akcji, żadne wyręczanie, żadne tłumaczenie tylko ludzka pomoc dla ludzi w takich a nie innych warunkach.

2. Nie dam na to bo kradną i moje pieniądze nie pójdą na pomoc ale na piwko dla małolatów, a po za tym Owsiak nabije sobie forsy i będzie żył jak pączek w maśle. Kompletna głupota !

Owsiak zdaje się że ma dochód na miesiąc 10 tys zł. choć nie jestem pewien, dla przeciętnego zjadacza chleba to dużo ale dajmy spokój, po pierwsze ma go z innych źródeł niż te zbierane przez WOŚP, to jest w papierach, to kontroluje urząd skarbowy, co roku WOŚP rozlicza się z każdej złotówki którą zebrała (wiele organizacji tego nie robi). Taki człowiek w innym kraju byłby za swoje pomysły i dzięki sponsorom milionerem a my będziemy mu wyliczać że nie zarabia 1500 zł. bo pewnie byśmy chcieli żeby gość tyle miał... Typowa zawiść, zaściankowość, a tym którzy jak usłyszą że go kontrolują powiedzą że "a tam... już widzę jak go kontrolują" nic nie poradzę, wierzą w sieć układów wszędzie i w to że nie da się robić coś normalnie to już ich sprawa.

O kradzieżach tych puszek przez samych wolontariuszy, pewnie że zdarza się takie coś, ale to znaczy że mamy nie dawać ? ja wolę zaryzykować i niech ze wszystkich pieniędzy które zbiorą 10% ktoś ukradnie to przynajmniej 90% pójdzie na dobry cel... a te 10% to astronomiczny procent bo WOŚP i z tego się rozlicza ilu z wolontariuszy ukradło, zniknęło albo na ilu napadnięto, gwarantuje że procent jest mniejszy choć w granicach 1%. A że tym się nikt nie chwali to trudno się dziwić...

3. Łażą, zaczepiają, przeszkadzają... denerwują chodząc i zbierając te pieniądze, wolę dać i nalepić serce żeby mnie nie zaczepiali.

No pewnie, my to nie lubimy komuś pomagać, jeden dzień w roku gdzie młodzi ludzie stoją na dworze i marzną zbierając kasę od nas i rzeczywiście trochę napraszając się jest dla przeciętnego Kowalskiego za dużym naruszeniem jego spokoju. Jeden dzień... tacy z nas katolicy, tacy z nas dobrzy ludzie, tak byśmy drugiemu pomogli, gadać to umiemy ale jak ktoś nasz osobisty spokój narusza to już problem... to narzekanie lepiej pozostawić bez komentarza samo mówi o tych którzy tak mówią.

Miały być wszystkie problemy ludzi narzekających na WOŚP ale chyba w naszym narodzie znalazłoby się ich tyle ilu jest nas, więc zakończę na tych bo wydają mi się główne. Ja osobiście dałem do puszki, 5 zł. i co ? mogłem dać więcej jak taki cwaniak jestem i tak mi się podoba WOŚP ? ha ha... już widzę takich co by tak chętnie sobie wbili tą szpile komuś... typowe prawda.

Cieszę się że jest coś takiego jak WOŚP, bo jest to dzień kiedy widzę jak myśl jednego człowieka rusza miliony ludzi, ma wpływ, zmienia coś...


komentarze (0) | dodaj komentarz

LISTA DO OBSKOCZENIA - TAKA DZIŚ JEST KOLĘDA

wtorek, 05 stycznia 2010 11:53


Dziś dla mnie wizyta duszpasterska to lista księdza, mieszkań do obskoczenia i odznaczenia, byłem, załatwiłem... Nie, wcale nie zwracam uwagi na pieniądze, a niech raz do roku te 40 zł. sobie kosiądz weźmie od każdego z nas, a czemu nie ? ponoć jesteśmy katolikami, tak pięknie chcemy uczestniczyć w maszach żeby każdy nas widział jak gorąca jest nasza wiara i jacy to porządni jesteśmu, to też nie oburzajmy się na mały raz do roku datek, chyba że wcale tacy gorliwi nie jesteśmy ? no jak to jest ?

Ja co roku przyjmuje księdza, daje mu te parę złotych, szczerze mam miłe wspomnienia z kolędy, bo to zależy od księdza, tak się złożyło że trafiali mi się młodzi i tacy pełni życia, fajni w rozmowie, raz może przez te lata zdarzył mi się BUC. Ksiądz jak każdy człowiek, może być dobry a może być zły. Podoba mi się określenie, które przeczytałem na blogu o. Leona Knabita, że np. wszyscy ci którzy źle myślą o klerze (z wieloma postulatami nawet bym się zgodził, widzę błędy i problemy kościoła jako instytucji) robią jeden błąd, plują np na jakiegoś księdza za sam fakt że jest księdzem i dodatkowo obarczają go winami całego kościoła. A gdyby tak odwrócić ten sposób myślenia i wziąć takiego antyklerykalnego człowieka i powiedzieć mu, jesteś mężczyzną więc jesteś winny wszystkim przewinieniom jakie w dziejach popełnili mężczyźni, jesteś taki sam jak Pan X, który kogoś zabił bo przecież jesteś mężczyzną tak jak on...

Głupie myślenie, nie każdy ksiądz to taki jakim go opisują antyklerykalni fanatycy i nie każdy ksiądz jest taki dobry jakim chciałby widzieć kościół swoich księży. A kościół jak każda instytucja z wielowiekową tradycją ma w swojej historii ciemne karty, ale np każdy kraj też ma takie karty, już widzę Anglików plujących na Angielską flagę bo ich Imperium Brytyjskie zostało zbudowane na pocie i łzach zmieszanych z krwią ludzi na całym świecie, koloniach, no straszne...

A krytykować kolędę mogę za parę rzeczy, taka wizyta w założeniu ma przybliżyć kościół do ludzi i ich problemów, ma poświęcić domy wiernych, no wszystko pięknie, tylko w kilka dni, powiedzmy miesiąc obejść wszystkich wiernych w każdej parafii to trudne zadanie nawet pod względem logistycznym, no i co ten ksiądz może tak naprawdę zrobić, wpadać do każdego mieszkania na 5 do 10 minut, pomodlić się za domowników, pokropić wodą święconą i na bliższy kontakt i rozmowę o prawdziwych problemach nie ma czasu... Tak więc taka wizyta nie spełnia tej jednej podstawowej i najbardziej potrzebnej rzeczy, rozmowy, kto otworzy się przed obcym człowiekiem w 10 minut ? nawet gdyby chciał i miał taką potrzebę ? nikt... Dla mnie wizyta duszpasterska w obecnym kształcie to po prostu obskoczenie wszystkich na liście, bez większego znaczenia...

Modlitwę za mnie i moją rodzinę chętnie od księdza jak i od każdego przyjmę, ale wystarcza mi ona ogólnie kiedy ksiądz modli się za wiernych w kościele, zresztą moja modlitwa jest tak samo mocna za moją rodzinę jak modlitwa księdza, tak samo mocno dociera do Boga. Jeśli ktoś wierzy w Boga to musi wiedzieć że nie budynek kościoła wzmacnia jego słowa tylko jego wewnętrzna wiara. Modlitwa dziecka z jakiejś Psiej Burki jest tak samo ważna i mocna dla Boga jak modlitwa Papieża odmówiona w centrum chrześcijaństwa, z placu św. Piotra w Rzymie czy innego miejsca kultu a kto tego nie rozumie ten nie rozumie swojej wiary.


komentarze (3) | dodaj komentarz

POSTANOWIENIA NOWOROCZNE SĄ DLA - MIĘCZAKÓW

piątek, 01 stycznia 2010 11:55

 

Postanowienia noworoczne są dla MIĘCZAKÓW - czemu ? bo to oszukiwanie samego siebie ! Czym jest postanowienie noworoczne ? próbą osiągnięcia czegoś lub zmienienia w swoim życiu, począwszy od dnia 1 stycznia. Jeśli ktoś potrzebuje symbolicznej daty żeby zacząć coś robić ze swoim życiem w moich oczach jest mięczakiem, bo ludzie z charakterem albo naprawdę chcący coś w swoim życiu zmienić lub osiągnąć po prostu mówią "OD DZIŚ" i mogą to powiedzieć 15 czerwca albo 19 września, obojętne... żeby coś zmienić żadna symbolika nam nie pomoże tylko i wyłącznie nasze chęci !

Uważam że każdy z nas jest kowalem swojego losu, tak w 80 - 90 % bo to są nasze chęci, siła, wiedza, zdolności, praca, wytrwałość, marzenia do spełnienia, wiara w siebie itp. Pozostałe 10 do 20 % to szczęście, czasem się przydaje ale nie wolno na nie zwalać kluczowej roli bo to tylko kilka procent, w tych pozostałych procentach są też uwarunkowania zewnętrzne, wszystkie je można przezwyciężyć, ślepy los czyli zwykły przypadek i tyle... PAMIĘTAJMY że 80 % to my... reszta naprawdę da się przewidzieć lub przezwyciężyć, tylko trzeba chcieć a nie narzekać że się nie może bo... żadne bo... da się i tak trzeba się zachowywać i działać.

Noworoczne mięczaki - wybaczcie, to określenie brzmi obraźliwie ale taki ma nie być, pisząc mięczaki myślę o ludziach którzy tak naprawdę nie wierzą w siebie, nie mają przekonania co chcą tak naprawdę zrobić "chciałbym ale się boje" no właśnie... dlatego szukają sobie symbolicznej daty która magicznym sposobem będzie oznaczała dla nich nowy początek, zamknięcie jakiegoś etapu i otworzenie nowego. A ja takim ludziom naprawdę życzę, weźcie się w garść, pomyślcie czego naprawdę chcecie i powiedzcie sobie ! nie przypuszczajcie i nie gdybajcie... tylko powiedzcie sobie że wam się to uda ! że zrobicie coś ! Większość rzeczy w życiu zależy tylko od nas, a zwalanie naszych niepowodzeń na inne rzeczy lub innych ludzi to tylko wygodna wymówka i tyle...

Noworoczne postanowienie, dopuszczam jedno... aby ten rok był jeszcze lepszy niż poprzedni, a każdy następny coraz lepszy... wiara w przyszłość ! reszta naszym zadaniem, bo przyszłość zależy od nas samych.



komentarze (1) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 372 674